9 sierpnia 2014

[Artykuł] Najważniejsze utwory Wishbone Ash

Grupa Wishbone Ash już od dawna była brana przeze mnie pod uwagę, jako kandydat do jednej z części cyklu. Na przeszkodzie stał tylko brak materiałów na temat jej utworów. Przełomem okazało się znalezienie wywiadu z Andym Powellem - gitarzystą/wokalistą zespołu, jedynym muzykiem grającym we wszystkich składach - w którym opowiada o wszystkich utworach z albumu "Argus". Nie jest to jednak jedyny powód, dla którego na liście znalazły się wszystkie utwory z tego longplaya. To po prostu największe dokonanie zespołu i każda zawarta na nim kompozycja jest wizytówką grupy.

Oryginalny skład: Steve Upton, Andy Powell, Martin Turner i Ted Turner.


1. "Blind Eye" (z albumu "Wishbone Ash", 1970)

Pierwszy singiel zespołu (podobnie jak wszystkie inne małe płyty zespołu nienotowany na listach ani w Wielkiej Brytanii, ani Stanach). Myślę o nim z sentymentem - wyznał Powell. Pamiętam okoliczności w jakich powstał. Byłem jego współtwórcą wraz z Tedem Turnerem [drugim gitarzystą/wokalistą]. Zajmowaliśmy wtedy okropne mieszkanie w Londynie, bez wygód - nie było ciepłej wody, nie było toalety, roiło się za to od szczurów. I w tej norze usiedliśmy kiedyś z Tedem i skomponowaliśmy "Blind Eye".
Utwór był stałym punktem koncertów grupy w pierwszej połowie lat 70. i do dzisiaj bywa grany na koncertach. Jest dostępny tylko na jednej koncertówce zespołu, "Live in Hamburg" (nagranej i wydanej w 2007 roku).


2. "Phoenix" (z albumu "Wishbone Ash", 1970)

Najważniejszy utwór z debiutanckiego albumu zespołu powstał na samym końcu, już podczas sesji nagraniowej. Czuliśmy się wtedy ciągle zespołem, który ma rację bytu tylko w klubach i próbowaliśmy stworzyć muzykę, która byłaby dla nas przepustką do większych sal - wyjaśniał Andy Powell. Utwór "Phoenix", jak sądzę, był pierwszym naszym dziełem, które można było bez kompleksów zaprezentować w większych salach. Był czymś imponującym, czymś o naprawdę wielkiej sile.
"Phoenix" tak naprawdę narodził się z jam session - wyjaśniał basista/wokalista Martin Turner. Parę fragmentów - wstęp z partią wokalną i ta część, w której muzyka przyspiesza - początkowo były oddzielone od siebie, ale później posklejaliśmy je ze sobą... za pomocą taśmy klejącej.
"Phoenix" jest regularnie wykonywany na żywo, można go znaleźć na kilku albumach koncertowych grupy, np. na najbardziej znanym "Live Dates" (1973).


3. "Jail Bait" (z albumu "Pilgrimage", 1971)

To kawałek napisany pod wrażeniem naszej pierwszej podróży do Ameryki - wyjaśniał Powell. Autorem tekstu był Ted Turner, któremu zdarzyła się w Stanach niezwykła przygoda. W Miami poznał dziewczynę i zakochał się w niej bez pamięci. Ba, wszyscy się w niej zakochaliśmy. Wyglądała na osiemnaście lat, ale okazało się, że ma czternaście. I to do niej odnosił się tytuł "Jail Bait". Czyli w dosłownym tłumaczeniu - "więzienna przynęta". Slangowe określenie "jailbait" oznacza natomiast - wg Wikipedii - "osobę poniżej wieku przyzwolenia (na czynności seksualne), której zewnętrzny wygląd powoduje, że jest ona oceniana na dużo doroślejszą niż w rzeczywistości, przez co może być atrakcyjna seksualnie dla osób starszych nie posiadających żadnych dewiacji seksualnych". Tytuł utworu często bywa błędnie zapisywany właśnie jako "Jailbait" (także na oficjalnych wydawnictwach, np. "Live From Memphis" i "Live in Tokyo").
Utwór został wydany na singlu, ale tylko w Niemczech. Jest regularnie wykonywany na żywo (poza dwiema wymienionymi wyżej koncertówkami trafił także na "Live Dates").


4. "Time Was" (z albumu "Argus", 1972)

Utwór składa się z dwóch różnych części, jak wiele naszych dłuższych utworów - mówił Andy Powell. Spokojną, akustyczną część otwierającą wymyślił Ted Turner. Przypomina trochę "Here Comes the Sun" George'a Harrisona [nagrany przez The Beatles]. Ted napisał także słowa do tej części utworu, która, o ile się nie mylę, mówi o osobie starającej się zmienić swoje życie i nadać mu sens, jednocześnie spoglądającej na czasy, kiedy wszystko było łatwiejsze. Było to podsumowanie tego, co wszyscy wtedy czuliśmy, ponieważ w tamtym czasie wszystko toczyło się szybko i ciągle byliśmy w trasie. Ja dostarczyłem tutaj kilka gitarowych smaczków. Następnie, kiedy słuchacz jest w pełni pogrążony w nastroju tego utworu, niespodziewane mocne wejście bębnów Steve'a Uptona rozpoczyna rockową część utworu, zdradzającą wpływ The Who. Instrumentalnie ta część jest głównie moim dziełem. Wciąż pamiętam jak pracowałem nad nią z Martinem [Turnerem, basistą/wokalistą], który napisał tekst do tej części utworu.
Utwór jest często wykonywany na żywo i można go znaleźć na kilku albumach koncertowych (m.in. "Live Dates 2" z 1980 roku)


5. "Sometime World" (z albumu "Argus", 1972)

Prawdopodobnie mój ulubiony utwór na albumie - mówił Powell. Co ciekawe, nie ma tu naszego znaku firmowego, czyli podwójnych solówek gitarowych. Także w tym utworze pojawia się wolny, rzewny wstęp, które tak chętnie stosowaliśmy w tamtym czasie. Lubię wokal Martina, kiedy śpiewa naturalnie jak tutaj, zamiast naśladować Davida Bowiego, co robił pod koniec lat 70. Powell dodawał, że Martin Turner wymyślił melodię i spokojniejszą część utworu, natomiast jego zasługą jest szybsza część i pomysł dodania partii wokalnej wykonanej tzw. scatem, czyli dźwiękonaśladowczym sposobem śpiewania bez słów. Muzyk przyznaje także, że jest bardzo zadowolony ze swojej gry na gitarze w tym utworze. To jedna z najlepszych i najbardziej inspirujących rzeczy, jakie kiedykolwiek zrobiłem - mówił. Naprawdę pokazuje kim jestem jako gitarzysta.
Utwór nie należy do najczęściej wykonywanych na żywo, ale był obecny w setlistach kilku tras (po raz pierwszy zagrany został w 1973 roku) i jest obecny na kilku mniej znanych koncertówkach.


6. "Blowin' Free" (z albumu "Argus", 1972)

Utwór rozpoczyna się prawdopodobnie najbardziej znanym gitarowym motywem Wishbone Ash - mówił Andy Powell. Utwór ma w sobie wszystko, moc, melodię i wszystkie cechy definiujące nasz zespół. Główny riff wymyśliłem na próbie dźwięku przed koncertem, na podstawie sekwencji akordów z "See Me, Feel Me" [grupy The Who]. Martin Turner dodał tekst i melodię, w których słuchać echa twórczości Steve'a Millera, z którym wtedy koncertowaliśmy.
Wokale w tym utworze są bardzo charakterystyczne, śpiewane w harmonii przeze mnie i Martina, z Tedem dołączającym do nas w niektórych fragmentach - kontynuował Powell. To rozpoznawalne podejście do partii wokalnych było bardzo ważne dla naszego stylu i nigdy nie zrozumiem, dlaczego później od niego odeszliśmy.
Muzyk dodawał też, że "Blowin' Free" jest dokładnie takie, jak sugeruje tytuł - słoneczne, optymistyczne i idealnie nadające się do jazdy. To jedna z najbardziej komercyjnych piosenek, jakie kiedykolwiek nagraliśmy. Była stałym punktem koncertów przez wiele lat. Rzeczywiście, utwór jest dostępny na zdecydowanej większości albumów koncertowych grupy. Członkowie zespołu, poza Martinem Turnerem, nie od razu byli jednak przekonani do tej kompozycji, właśnie przez jej radosny charakter. Próbowaliśmy go przy pierwszej płycie, nie brzmiał jednak odpowiednio - mówił Turner. Podeszliśmy więc do niego nagrywając "Pilgrimage" i wtedy już się trochę wkurzyłem, bo naprawdę chciałem, żeby ten kawałek znalazł się na płycie, ale znów się nie udało. I w końcu przyniosłem go do studia podczas sesji "Argusa". Wszyscy powiedzieli: "O nie, on jest zbyt radosny". Wiesz, cały "Argus" jest poważny, ciężki... A ja na to: "Właśnie dlatego chcę umieścić na nim ten kawałek, aby uzyskać równowagę". Zagraliśmy go razem w studiu i zabrzmiał wspaniale.
"Blowin' Free" został wydany na singlu dopiero w 1977 roku, w ramach promocji kompilacyjnego albumu "Classic Ash". Wcześniej trafił tylko na stronę B singla "No Easy Road" (1972).


7. "The King Will Come" (z albumu "Argus", 1972)

Utwór otwierający drugą stronę longplaya - według Powella bardziej klasyczną, bardziej angielską. Muzyk wyjaśnia, że utwór narodził się z jego gry na gitarze w stylu reggae do rytmu Steve'a Uptona, grającego na werblu w wojskowym stylu. Tekst napisany przez Martina ma swoje korzenie oczywiście w Biblii, ponowne przyjście Jezusa itd. - tłumaczył Powell. Znów pojawiają się wokalne harmonie, które przez cały utwór są prawdziwym miodem dla uszu. Uwielbiam też podwójne solówki w tym utworze. W późniejszych latach używaliśmy tej piosenki jako otwieracza koncertów. Utwór jest regularnie grany na żywo i znalazł się na większości koncertówek grupy, często właśnie jako otwieracz (np. na "Live Dates").




8. "Leaf and Stream" (z albumu "Argus", 1972)

Piękna folkowa piosenka o pastoralnym nastroju - opisywał Andy Powell. I świetny przykład jak troje ludzi może wejść w ten sam nastrój i wspólnie pisać, jak jedna osoba. Wymyśliłem sekwencję akordów, ale nie wiedziałem co z nią zrobić. Wtedy Steve stworzył piękny tekst, a Martin wymyślił melodię partii wokalnej.
Dość długo czasu minęło, zanim zespół włączył utwór do koncertowego repertuaru. Po raz pierwszy zagraliśmy ten utwór w 1995 roku - mówił Powell. Od tamtej pory utwór pojawia się na koncertach grupy, można go znaleźć na dwóch mniej ważnych albumach koncertowych.


9. "Warrior" (z albumu "Argus", 1972)

Jako nastolatek byłem przywódcą ulicznego gangu, zawsze walczyłem - wyznał Martin Turner. Nieważne czy się wygrywało w bójkach, czy przegrywało. Ważne było, aby walczyć. Chciałem zgłębić ten temat, ponieważ tak wielu młodych ludzi ma w sobie pokłady energii, pasji. A politycy, despoci, osoby posiadające władzę wykorzystują tą energię do prowadzenia wojen. O tym właśnie jest "Warrior".
Tekst Martina to ostateczny lament wojownika, a utwór kończy się porywającym, choć pełnym rezygnacji refrenem: "I'd have to be a warrior / A slave I couldn't be  / A soldier and a conqueror / Fighting to be free". To mówi wszystko o tym utworze - mówił Powell. Wciąż jestem pod wrażeniem, jak udało nam się stworzyć taki dźwiękowy pejzaż, jedynie przy użyciu dwóch gitar, basu i perkusji. To klasyka.
Utwór przez wiele lat utrzymywał się w koncertowych setlistach i jest obecny na wielu koncertówkach zespołu. Podobnie jak na albumie studyjnym, na żywo "Warrior" zazwyczaj płynnie przechodził w następny utwór, czyli...


10. "Throw Down the Sword" (z albumu "Argus", 1972)

Po napisaniu "Warrior" zdecydowałem, że na płycie musi być kolejny kawałek, który zrównoważyłby jego wymowę - mówił Martin Turner. Jestem spod znaku Wagi, przez co równowaga, dwa różne punkty widzenia, to dla mnie bardzo ważne rzeczy. Stąd narodził się "Throw Down the Sword", który jest antywojenną pieśnią. Chcesz wyruszyć na wojnę, wziąć udział w bitwach, a potem jest tylko śmierć, zniszczenie, dymy... I wtedy właśnie pojawia się "Throw Down the Sword".
Utwór kończy się jedną z najpiękniejszych solówek w dorobku zespołu (który przecież słynie ze wspaniałych solówek). Według Powella, swój ostateczny kształt zawdzięcza przypadkowi. Początkowo solówka miała być grana tylko na jednej gitarze. Powell zarejestrował dwie wersje, które przypadkowo zostały odtworzone jednocześnie, podczas wizyty w studiu Storma Thorgersona, mającego zaprojektować okładkę albumu. Grafik zasugerował, aby tak zostało w finalnym miksie. Prawdopodobnie najbardziej znana podwójna gitarowa solówka, jaką kiedykolwiek stworzyliśmy, została zagrana przeze mnie ze mną - podsumował Powell, po czym dodał: Ten utwór wciąż wywołuje u mnie ciarki podczas słuchania.
W utworze gościnnie wystąpił John Tout z zespołu Renaissance, grający na organach.
"Throw Down the Sword" jest regularnie grany na żywo i obecny na większości albumów koncertowych Wishbone Ash.


11. "Ballad of the Beacon" (z albumu "Wishbone Four", 1973)

Jedna z wielu wspaniałych ballad zespołu, godny następca takich kompozycji, jak "Errors of My Way", "Valediction" (oba nie znalazły się na liście z powodu braku informacji na ich temat) czy opisany wyżej "Throw Down the Sword". Andy Powell przyznaje, że to jeden z jego ulubionych utworów, w których komponowaniu brał udział. "Ballad of the Beacon" naprawdę podsumowuje etos podróżującego zespołu - mówił. Utwór powstał podczas krótkiego odpoczynku muzyków od koncertowania i nagrywania, gdzieś w Walii, w domku z widokiem na latarnię morską, która posłużyła za inspirację do napisania tekstu.
"Ballad of the Beacon" był regularnie grany na żywo w latach 1973-74, zespół chętnie wykonuje go także obecnie. Utwór jest obecny m.in. na "Live Dates".


12. "Persephone" (z albumu "There's the Rub", 1974)

Prawdopodobnie najbardziej znany utwór Wishbone Ash w Polsce, dzięki prezenterom radiowej Trójki. Bardzo ładna ballada, z charakterystycznymi dla grupy solówkami, ale też bogatszą niż zwykle aranżacją (poza podstawowym instrumentarium, słychać też mandolinę). Utwór jest podpisany jako dzieło całego zespołu, ale jego głównym kompozytorem był Martin Turner.
Persefona to postać z mitologi greckiej, córka Demeter i Zeusa, która została uprowadzona przez władcę podziemnego świata zmarłych, Hadesa. To metafora dotycząca Teda Turnera, który [przed nagraniem tego albumu] opuścił zespół - wyjaśniał Andy Powell. Utwór jest hołdem dla niego. Miejsce Teda Turnera zajął Laurie Wisefield.
Kompozycja znalazła się na obu singlach promujących album, ale w obu przypadkach jako strona B (stronami A były mniej znane utwory "Hometown" i "Silver Shoes"). Utwór był stałym punktem koncertów w latach 1974-77, później grany był nieco rzadziej. Trafił tylko na dwie koncertówki (w tym "Live Dates 2").


13. "You See Red" (z albumu "No Smoke Without Fire", 1978)

Utwór, podobnie jak większość albumu "No Smoke Without Fire", napisany wyłącznie przez Lauriego Wisefielda. Tekst dotyczy jego związku z pewną Amerykanką. Kiedy para przeniosła się do Wielkiej Brytanii, ich relacje znacznie się pogorszyły.
Utwór został wydany na singlu, ale tradycyjnie nie odniósł żadnego sukcesu, mimo bardzo nośnego riffu i równie chwytliwej melodii. Być może ze względu na strukturę, odbiegającą od schematu zwrotka-refren-zwrotka-refren, i długą gitarową solówkę.
"You See Red" był grany na trasie promującej album "No Smoke Without Fire", później wypadł z setlisty na wiele lat, by powrócić dopiero w XXI wieku. Jest dostępny tylko na jednej koncertówce, "Live in Tokyo" (1979), która przez wiele lat była dostępna wyłącznie w Japonii.


14. "Living Proof" (z albumu "Just Testing", 1980)

Kolejny przebojowy singiel zespołu, który nie został odnotowany na listach. To dość nietypowy utwór w dorobku Wishbone Ash - przynajmniej na tle wcześniejszej twórczości. Wyróżnia się obecnością żeńskich chórków. Odpowiada za nie niejaka Claire Hamill, która wraz z Lauriem Wisefieldem skomponowała ten utwór. Hamill wystąpiła jeszcze w dwóch innych utworach z albumu "Just Testing" ("Pay the Price" i "Master of Disguise") oraz na sporej części następnego albumu, "Number the Brave", zaś podczas trasy koncertowej z lat 1981/82 była oficjalnym członkiem zespołu. W późniejszych latach wystąpiła na albumie "Bare Bones" (1999), zawierającym kilka utworów Wishbone Ash przearanżowanych na akustyczne instrumentarium (znalazł się wśród nich także "Living Proof").
Utwór wszedł na stałe do koncertowego repertuaru i jest dostępny na licznych albumach koncertowych (m.in. "Live Dates 2").


15. "Underground" (z albumu "Number the Brave", 1981)

Jeszcze jeden singiel, który przeszedł zupełnie niezauważenie, mimo naprawdę dobrej melodii. Utwór pochodzi z jedynego albumu nagranego z basistą Johnem Wettonem (wcześniej muzykiem m.in. King Crimson, Uriah Heep i UK), który zajął miejsce Martina Turnera. Na "Number the Brave" trafiła tylko jedna kompozycja autorstwa Wettona, "That's That", a pozostałe zostały odrzucone. Podobno był wśród nich "Heat of the Moment". Niedługo później Wetton nagrał go ze swoją nową grupą, Asia, i utwór stał się wielkim przebojem. Tymczasem Wishbone Ash mieli już nigdy nie nagrać niczego, co naprawdę byłoby godne uwagi. Najwidoczniej prorocze okazały się słowa z tekstu "Underground": "They want us to go underground". Inna sprawa, że zespół sam sprowadził siebie do podziemia, porzucając bardziej ambitne granie na rzecz prostych, banalnych piosenek, które wypełniły "Number the Brave" i kolejne albumy. "Underground" na tle pozostałych utworów wypada akurat całkiem nieźle, choć nie ma tu już dawnej magii zespołu.
Tekst utworu ma zdecydowanie antywojenne przesłanie, dotyczy zagrożenia atakiem nuklearnym. "Underground" nie jest dostępny na żadnym oficjalnym albumie koncertowym zespołu, choć był wykonywany przynajmniej podczas trzech tras (z lat 1981/82, 1988 i 2013).


5 komentarzy:

  1. Świetnie, że w cyklu są też mniej znani wykonawcy! Może trochę przesada z tym umieszczeniem wszystkich utworów z Angusa, bo w poprzednich częściach ważniejsze albumy były reprezentowane 2-3 utworami. Cieszy jednak zebranie tak licznych informacji o tym zespole w jednym miejscu, w polskich internetach nie pisze się o nim zbyt wiele, nie mówiąc już o tak zwanej "prasie muzycznej". Poproszę jeszcze o artykuły o Thin Lizzy i UFO :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku Wishbone Ash za bardzo nie było z czego wybierać. Większość ich albumów nie prezentuje większej wartości, tylko na "Argusie" wszystkie utwory trzymają poziom (choć osobiście nie przepadam za "Blowin' Free"). No, ewentualnie jeszcze na debiucie ;) Nie jest to jednak sytuacja bez precedensu, bo już w poprzednich częściach cyklu zdarzało się, że z jakiegoś albumu umieszczałem na liście wszystkie utwory ("Wish You Were Here" Pink Floyd, "In the Court of the Crimson King" King Crimson).

      Część o Thin Lizzy - w planach. O UFO - przemyślę to ;)

      Usuń
  2. Debiut w mojej opinii też trzyma świetny poziom. Jest co prawda bardziej surowy od Argusa ale nie można mu umniejszać bo to świetna równa płyta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale nie mam zamiaru nic umniejszać debiutowi - to mój ulubiony album zespołu, obok "Argusa". Nie wszystkie utwory mnie przekonują (np. "Handy" byłby o wiele lepszy bez partii wokalnej), ale z drugiej strony to na nim jest moja ulubiona kompozycja Wishbone Ash - "Errors of My Way" ;)

      Usuń
  3. Dobry wybór , choć cały Argus to chyba przesada - choć niewątpliwie arcydzieło i mój od zawsze ulubiony. Zestaw powiększyłbym o fantastyczne F.U.B.B. z albumu There's The Rub , Lorelei z nieco nietypową harmonią oraz Vas Dis.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.