31 sierpnia 2014

[Recenzja] Faith No More - "Album of the Year" (1997)



Album roku? Co skłoniło muzyków do wyboru takiego właśnie tytułu - zbytnia pewność siebie czy poczucie humoru? A może był to zabieg marketingowy, podsunięty przez ludzi z wytwórni? Nie, to po prostu sarkazm. Sami muzycy byli z tego materiału niezadowoleni i zdawali sobie sprawę, że to ich najgorsze wydawnictwo, odkąd do składu dołączył Mike Patton. "Album of the Year" jest nużącym zbiorem słabych piosenek. Słabych i nudnych. "She Loves Me Not" czy "Pristina" są tak smętne, że po prostu nie mogę ich wysłuchać w całości. Nie przekonują mnie też eksperymenty zespołu z elektroniką - w "Stripsearch" pełni ona dominującą rolę, całkiem sporo jej także w "Last Cup of Sorrow" i "Ashes to Ashes". Fakt, że klawisze były obecne w twórczości grupy od zawsze, ale wcześniej miały bardziej rockowy charakter. W ogóle na płycie jest mało mocniejszych fragmentów - "Collision", "Naked in Front of the Computer", "Got That Feeling" i to by było na tyle. Zespół powiela w nich patenty z poprzednich albumów, ale robi to jakby zupełnie bez przekonania, na siłę. Brakuje im tego szaleństwa, które miały kawałki z "Angel Dust" i "King for a Day... Fool for a Lifetime".

Niedługo po wydaniu "Album of the Year" zespół rozpadł się na kilkanaście lat, co było potwierdzeniem wypalenia się muzyków. Obecnie pracują w tym samym składzie nad nowym materiałem - oby tym razem wyszło z tego coś lepszego.

Ocena: 4/10



Faith No More - "Album of the Year" (1997)

1. Collision; 2. Stripsearch; 3. Last Cup of Sorrow; 4. Naked in Front of the Computer; 5. Helpless; 6. Mouth to Mouth; 7. Ashes to Ashes; 8. She Loves Me Not; 9. Got That Feeling; 10. Paths of Glory; 11. Home Sick Home; 12. Pristina

Skład: Mike Patton - wokal; Jon Hudson - gitara; Bill Gould - bass; Mike Bordin - perkusja; Roddy Bottum - instr. klawiszowe
Producent: Roli Mosimann i Bill Gould


4 komentarze:

  1. 3? No proszę! Już samo "last Cuo of Sorrow" i "Ashes to Ashes" zasługuje na przyznanie płycie przynajmniej szóstki. Ten album wymaga uwagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby ocena albumu była średnią arytmetyczną ocen poszczególnych utworów, to być może byłaby wyższa ;) Ale ja w ten sposób nie oceniam. Albumy oceniam jako całość, a tego nigdy nie byłem w stanie przesłuchać w całości za jednym zamachem, tak strasznie mnie nuży.

      Usuń
  2. Śmieszą mnie stwierdzenia typu " bo to nie endżel dast" płyta jest znakomita, na Album oi The Year słychać duże zróżnicowanie, Stripsearch, Collision, Mouth to mouth, Last cup of sorrow to same perełki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie, że masz własną opinię i uważasz album za znakomity. Ale to nie powód, by próbować narzucać swoje zdanie innym.

      Według mnie problem z tym albumem wcale nie polega na tym, że nie brzmi on jak "Angel Dust" (który notabene wcale nie jest moim faworytem z dyskografii FNM). Przecież każdy z czterech dotychczas wydanych albumów zespołu z Pattonem brzmi zupełnie inaczej, ma inny klimat. "Album of the Year" jest z nich wszystkich najbardziej konwencjonalny i najmniej wyrazisty. I to jest moim zdaniem problem tego albumu, m.in. za to dostał tak niską ocenę. Bynajmniej nie dlatego, że jest to kopia "Angel Dust".

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.