17 czerwca 2014

[Recenzja] Mike Oldfield - "Tubular Bells" (1973)



"Tubular Bells", nagrany niemal samodzielnie przez wówczas 19-letniego Mike'a Oldfielda, to jeden z najbardziej oryginalnych debiutów w historii muzyki. Składają się na niego zaledwie dwa, grubo ponad dwudziestominutowe, prawie instrumentalne utwory. Nad pierwszym z nich, pierwotnie zatytułowanym "Opus One", muzyk pracował już kilka lat przed wydaniem albumu. Pierwszą wersję nagrał w domu, na magnetofonie, z którego usunął głowicę kasującą - dzięki temu mógł nakładać na siebie partie różnych instrumentów. Utwór nie zrobił jednak wrażenia na przedstawicielach żadnej wytwórni, do której zgłosił się Oldfield. Na szczęście, młody muzyk w końcu trafił na niejakiego Richarda Bransona, który właśnie zakładał nową wytwórnię - Virgin. Debiut Oldfielda był jej pierwszym wydawnictwem.

Już podczas sesji nagraniowej, "Opus One" przemianowany został na "Tubular Bells, Part One"; Oldfield stworzył też drugą część dzieła. Obie kompozycje są właściwie muzycznymi kolażami, z ponakładanymi na siebie partiami wielu instrumentów: gitar akustycznych i elektrycznych, pianina, organów (np. Hammonda), czy licznych instrumentów perkusyjnych, w tym tytułowych dzwonów rurowych. Obie części "Tubular Bells" składają się z różnych, teoretycznie nie pasujących do siebie motywów, które jednak tworzą dość spójną i ciekawą całość.

"Part One" rozpoczyna się od charakterystycznego klawiszowo-dzwonkowego motywu, nierozłącznie kojarzącego się z słynnym horrorem "Egzorcysta", na którego ścieżce dźwiękowej się pojawił. Pod koniec czwartej minuty wchodzi krótka, delikatna solówka gitarowa, która kończy rozwijający się powoli wstępny motyw. Dalej zmiany tematów następują coraz częściej - pasaże na gitarze akustycznej lub pianinie co raz ustępują miejsca ostrym partiom gitary elektrycznej lub ponurym dźwiękom organów. Dzieje się tu tyle, że nie sposób wszystkiego opisać. Dopiero w osiemnastej minucie pojawia się dłuższy fragment oparty na powtarzanym jak mantra basowym motywie. Po dwóch minutach zaczynają dołączać do niej kolejne instrumenty, zapowiadane przez "mistrza ceremonii", Viviana Stanshalla. To jedyny głos, jaki pojawia się w nagraniu, jeśli nie liczyć partii chóru. Jeszcze tylko akustyczna koda i "Part One" dobiega końca.

"Part Two" wydaje się bardziej dopracowana, mniej chaotyczna. Pierwsze pięć minut to delikatny pasaż, grany przez kilka pięknie uzupełniających się gitar, z cichym tłem klawiszy, które w szóstej minucie wychodzą na pierwszy plan. W ósmej minucie gitara na chwilę przejmuje pierwszoplanową rolę, by zaraz ustąpić miejsca partiom mandoliny i chóru. Te niespełna dziewięć minut sielskiego grania nagle zostaje przełamane wejściem elektrycznej gitary... imitującej brzmienie dud. Nastrój robi się coraz bardziej niepokojący, a zwieńczeniem jest przejście (w dwunastej minucie) do kolejnej części, z bezsensownymi krzykami i charczeniem Oldfielda wcielającego się w jaskiniowca. Ponoć muzyk zdecydował się dodać tę część, gdy Branson zażądał od niego dodania do utworu tekstu...  W siedemnastej minucie utwór znów się uspokaja; pojawia się nieco floydowa partia gitary, z akompaniamentem organów. Całość kończy krótki fragment ludowej pieśni "The Sailor's Hornpipe".

Album okazał się sporym sukcesem komercyjnym, ale dla samego Oldfielda - także przekleństwem. Patrząc z perspektywy czasu, można stwierdzić, że właściwie nigdy nie uwolnił się od swojego pierwszego dzieła. Świadczy o tym przede wszystkim nagrywanie jego nowych wersji (koncertowy "The Orchestral Tubular Bells", ale też studyjne "Tubular Bells II", "Tubular Bells III" i "Tubular Bells 2003"). Jakby tego było mało, kolejne albumy muzyka z pierwszej połowy lat 70. ("Hergest Ridge", "Ommadawn") są właściwie niczym innym, jak powieleniem formuły "Tubular Bells" - wrażenie robią jednak znacznie mniejsze.

Ocena: 8/10



Mike Oldfield - "Tubular Bells" (1973)

1. Tubular Bells, Part One; 2. Tubular Bells, Part Two

Skład: Mike Oldfield - gitara, bass, mandolina, instr. klawiszowe, instr. perkusyjne, wokal
Gościnnie: Steve Broughton - instr. perkusyjne (1,2); Lindsay L. Cooper - kontrabas (1); Jon Field - flet (1); Mundy Ellis i Sally Oldfield - wokal (1,2); Vivian Stanshall - "mistrz ceremonii" (1); Tom Newman - gitara (2)
Producent: Tom Newman, Simon Heyworth i Mike Oldfield


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.