11 czerwca 2014

[Recenzja] Bad Company - "Straight Shooter" (1975)



Debiutancki album Bad Company mocno mnie rozczarował - po grających na nim muzykach spodziewałem się czegoś lepszego. Jednak przynajmniej połowa zawartych tam utworów była utrzymana na całkiem wysokim poziomie. Na jego następcy, "Straight Shooter", już tyle udanych kawałków się nie znajdzie. Tym razem najlepiej wypada pierwszy utwór, "Good Lovin' Gone Bad", brzmiący jak ulepszona wersja "Can't Get Enough". Czyli znów mamy do czynienia z wygładzonym, radiowym "hard" rockiem, z tym że tutaj nie brak wyrazistego riffu, niezłych partii solowych, a dodatkową atrakcją są ciekawe zwolnienia. Później jest już jednak tylko gorzej. Zwyczajnie mdłe "Feel Like Makin' Love" i "Shooting Star", albo nudny "Weep No More" na pewno nie zachęcają mnie do wracania do tej płyty. W "Deal With the Preacher" i "Wild Fire Woman" jest w końcu trochę więcej rockowego czadu, ale kompozycje same w sobie są nijakie. Jeszcze tylko koszmarek w postaci przesłodzonego "Anna" i rozwleczony "Call on Me", i dobiega końca ten nieciekawy longplay.

Być może "Straight Shooter" po prostu rozminął się z moimi oczekiwaniami. Spodziewałem się solidnego albumu hard rockowego, o mocnym zabarwieniu bluesowym (obecność w składzie dwóch członków Free zobowiązuje). A co otrzymałem? Bardzo wygładzony rock w stylu amerykańskich grup myślących wyłącznie o tym, żeby ich twórczość nadawała się do radia.

Ocena: 4/10



Bad Company - "Straight Shooter" (1975)

1. Good Lovin' Gone Bad; 2. Feel Like Makin' Love; 3. Weep No More; 4. Shooting Star; 5. Deal With the Preacher; 6. Wild Fire Woman; 7. Anna; 8. Call on Me

Skład: Paul Rodgers - wokal, gitara, pianino; Mick Ralphs - gitara, instr. klawiszowe; Boz Burrell - bass; Simon Kirke - perkusja
Producent: Bad Company


2 komentarze:

  1. Może za dużo oczekiwałeś po albumie, ja lubię dwie pierwsze płyty Bad Co ale może trochę przez sentyment , bo muzycznie to rzeczywiście nie ma fajerwerków.Ale zauważ, że zarówno Bad Co jak i Straight miały całkiem dobrą produkcję. W końcu produkt był nastawiony do masowej sprzedaży...zaczynała się era Bostonów, Journeyów i innych Styxów:p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samo brzmienie to za mało. Jeżeli kompozycje są kiepskie, to nawet najlepsza produkcja tego nie ukryje.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.