9 czerwca 2014

[Recenzja] Bad Company - "Bad Company" (1974)



Bad Company to supergrupa założona przez dwóch byłych członków Free, wokalistę Paula Rodgersa i perkusistę Simona Kirke'a, oraz byłego gitarzystę Mott the Hoople, Micka Ralphsa. Składu wkrótce dopełnił basista Boz Burrell - facet z zupełnie innego muzycznego świata, mający na koncie współpracę z King Crimson. Na debiutanckim albumie Bad Company wystąpił jeszcze jeden muzyk tego zespołu, saksofonista Mel Collins. Zawarta tu muzyka nie ma jednak wspólnego z twórczością King Crimson ani w ogóle z rockiem progresywnym. To raczej oczywista kontynuacja blues rockowego Free - tak mógłby brzmieć kolejny longplay tej grupy, następca "Heartbreaker".

Album zaczyna się od "Can't Get Enough". To taki odpowiednik "All Right Now" Free, czyli najbardziej przeciętny, najbardziej banalny fragment longplaya, który nie wiadomo czemu stał się największym przebojem grupy. Nawet jeśli pominąć jego wartość artystyczną, to na albumie znalazłoby się kilka utworów, które przebijają go również pod względem potencjału komercyjnego. Nawet drugi utwór promujący album, "Movin' On", choć także niezbyt ambitny, ma o wiele bardziej wyrazistą melodię.  Sukcesu w notowaniach jednak nie odniósł. Osobiście na single wytypowałbym utwory "Rock Steady" i "Bad Company". Pierwszy wyróżnia się swoją zadziornością, ale opiera się na naprawdę nośnym riffie. Z kolei utwór tytułowy to podręcznikowy przykład kompozycji łączącej fragmenty balladowe z rockowym czadem. Oba te utwory udowadniają, że można grać muzykę chwytliwą, ale nie banalną. Słychać, że grają tu utalentowani muzycy - w przeciwieństwie do "Can't Get Enough".

Pozostałe cztery utwory pokazują łagodniejsze oblicze grupy. Wrażenie robią przede wszystkim przepiękne "Ready for Love" (z repertuaru Mott the Hoople) i "The Way I Choose". Ciężko mi wybrać, która z nich jest lepsza. Obie czarują wspaniałymi melodiami, w obu pojawia się trochę ostrzejszych dźwięków, dzięki czemu nie ma wrażenia przesłodzenia. Ale obie mają trochę inny klimat, różnią się też takimi smaczkami, jak wykorzystanie instrumentów klawiszowych (w pierwszym) i saksofonu (w drugim). A pozostałe dwa utwory? O nagranym przez samego Rodgersa "Seagull" właściwie ciężko napisać coś złego - to prosta akustyczna piosenka, mająca jednak swój urok. Gdyby nie było tu takich perełek, jak "Ready for Love" i "The Way I Choose", na pewno robiłaby o wiele lepsze wrażenie. Trudno natomiast być równie wyrozumiałym w stosunku do "Don't Let Me Down" - to właściwie plagiat utworu Beatlesów o tym samym tytule.

"Bad Company" to album nierówny. Obok bardzo dobrych utworów znalazło się tu kilka ewidentnych niewypałów. Od tak doświadczonych muzyków można wymagać o wiele więcej.

Ocena: 7/10



Bad Company - "Bad Company" (1974)

1. Can't Get Enough; 2. Rock Steady; 3. Ready for Love; 4. Don't Let Me Down; 5. Bad Company; 6. The Way I Choose; 7. Movin' On; 8. Seagull

Skład: Paul Rodgers - wokal, gitara (1,8), pianino (4,5); Mick Ralphs - gitara (1-7), instr. klawiszowe (3); Boz Burrell - bass (1-7); Simon Kirke - perkusja (1-7)
Gościnnie: Mel Collins - saksofon (4,6); Sue Glover i Sunny Leslie - wokal (4)
Producent: Bad Company


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.