16 kwietnia 2014

[Recenzja] Free - "Free" (1969)



Drugi album zespołu został w większość skomponowany przez Paula Rodgersa i Andy'ego Frasera, którzy na debiucie wspólnie stworzyli tylko jeden utwór, "I'm a Mover". Tym razem ich nazwiska widnieją aż pod ośmioma z dziewięciu utworów (tylko "Trouble on Double Time" sygnowany jest przez cały skład). Być może dzięki większemu zaangażowaniu Frasera w proces tworzenia, o wiele większą rolę odgrywa tutaj gitara basowa. Basista właściwie wykorzystuje tutaj swój instrument jako gitarę rytmiczną. Dzięki temu Paul Kossoff mógł skupić się wyłącznie na partiach solowych. Te jednak, z zupełnie niezrozumiałego powodu, nie ekscytują tak, jak na debiucie.

Ogólnie rzecz biorąc, "Free" to album o wiele bardziej wygładzony brzmieniowo niż "Tons of Sobs". Przede wszystkim zaskakuje spora liczba łagodniejszych kompozycji. Najlepsze wrażenie z nich sprawia finałowy, bardzo smutny, a zarazem piękny "Mourning Sad Morning", wzbogacony partią fletu w wykonaniu Chrisa Wooda z Traffic. W "Lying in the Sunshine" nastrój jest niestety zbyt sielski, a instrumentalny "Mouthful of Grass" jest zwyczajnie monotonny. Kontrowersje mogły budzić także singlowe "Broad Daylight" i "I'll Be Creepin'" - całkiem zgrabne piosenki, które jednak nie dają muzykom możliwości pokazania swoich umiejętności. Większe pole do popisu mają chociażby w "Songs of Yesterday", z dłuższymi solówkami Kossoffa i przyjemnie pulsującym basem Frasera. Z kolei bluesowe "Trouble on Double Time" i "Woman" to utwory najbliższe debiutu. Rozczarowuje natomiast "Free Me". Klimat jest świetny, a "skradający się" basowy motyw zapowiada wielki utwór, ale niestety brakuje tu ciekawego rozwinięcia - zamiast tego w kółko jest powtarzany ten sam temat. Gdyby chociaż pojawiła się tu jakaś zapamiętywalna solówka, zamiast delikatnego pobrzdąkiwania Kossoffa...

"Free" nie jest złym albumem, ale chyba trochę zbyt szybko nagranym - wydany został zaledwie pół roku po debiutanckim "Tons of Sobs". Gdyby tylko muzycy mieli czas na dopracowanie niektórych pomysłów ("Free Me", "Mouthful of Grass"), powstałby o wiele lepszy longplay.

Ocena: 7/10



Free - "Free" (1969)

1. I'll Be Creepin'; 2. Songs of Yesterday; 3. Lying in the Sunshine; 4. Trouble on Double Time; 5. Mouthful of Grass; 6. Woman; 7. Free Me; 8. Broad Daylight; 9. Mourning Sad Morning

Skład: Paul Rodgers - wokal; Paul Kossoff - gitara; Andy Fraser - bass; Simon Kirke - perkusja
Gościnnie: Chris Wood - flet (9)
Producent: Chris Blackwell


2 komentarze:

  1. Nudna płyta. Spodziewałem się dużo ciekawszej i bardziej energetycznej muzyki. Paul Kossof, który uważany jest za bardzo utalentowanego gitarzystę prawie nic tu nie pokazuje. Są co prawda momenty, kiedy serce mocniej zabije, ale to za mało. Rogers też śpiewa tu bardzo nierówno. Czasem fajnie zachrypi a czasem całkowicie przynudzi. Ta płyta po prostu leci i nic z niej nie wynika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to tutaj jest najpiękniejszy - i mój ulubiony - utwór Free, "Mourning Sad Morning". Już dla tej jednej kompozycji warto znać i posiadać ten album. A reszta wcale nie jest taka zła. Jako całość trafia do mnie zdecydowanie bardziej niż przereklamowany, strasznie komercyjny "Fire and Water". A potem to już w ogóle była tragedia - "Highway" i "Free at Last" to kompletne zaprzeczenie ciekawej i energetycznej muzyki. Dopiero na "Heartbreaker" wrócili do poziomu z debiutanckiego "Tons of Sobs".

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.