10 marca 2014

[Recenzja] Whitesnake - "Trouble" (1978)



Pierwszy skład grupy Whitesnake uformował się praktycznie podczas trasy promującej drugi solowy album Davida Coverdale'a, "Northwinds". Wokaliście towarzyszyli na niej gitarzyści Micky Moody (jedyny muzyk, który brał udział w nagrywaniu wspomnianego longplaya) i Bernie Marsden, basista Neil Murray, perkusista Dave Dowle i klawiszowiec Brian Johnston. Po zakończeniu trasy, ostatni z nich został zastąpiony przez Petera Solleya. Wówczas David Coverdale Band został przemianowany na Whitesnake. W lipcu 1978 roku ukazało się pierwsze wydawnictwo sygnowane tą nazwą, czteroutworowa EPka "Snakebite". Latem zespół rozpoczął pracę nad pełnowymiarowym albumem. W jego nagrywaniu wziął już udział nowy klawiszowiec - dawny kompan Coverdale'a z czasów Deep Purple, Jon Lord.

Okładka reedycji.
Utwory zebrane na "Trouble" nie są odległe od twórczości składu Deep Purple znanego jako Mark III - a właściwie pokazują jak mógłby brzmieć wtedy zespół, gdyby Glenn Hughes nie ciągnął go w kierunku muzyki funk i soul. Oczywistych skojarzeń ciężko uniknąć zwłaszcza podczas kawałków, w których pojawiają się charakterystyczne hammondowe solówki Lorda ("Nighthawk (Vampire Blues)", instrumentalny "Belgian Tom's Hat Trick"). Brakuje tylko równie rozpoznawalnego stylu Ritchiego Blackmore'a. Jednak gitarowemu duetowi Moody/Marsden nie można przecież nic zarzucić. Swoje umiejętności prezentują przede wszystkim w takich utworach, jak "Nighthawk (Vampire Blues)", "Don't Mess with Me", tytułowym "Trouble" czy brzmiącym jak kawałek Thin Lizzy "The Time Is Right for Love". Warto zwrócić uwagę także na cięższą wersję beatlesowskiego "Day Tripper". Dla osób znających tylko późniejszą twórczość Whitesnake, zaskoczeniem może być fakt, że nie ma tu ani jednej ballady. Wszystkie utwory to energetyczny hard rock, choć niestety o wygładzonym brzmieniu (mimo że producentem całości jest ekspert od ciężkiego rocka - Martin Birch). Dobrze się tego jednak słucha - a to przecież najważniejsze.

Ocena: 7/10

PS. Reedycja "Trouble" z 2006 roku została wzbogacona o utwory z wspomnianej EPki "Snakebite": autorskie "Come On", "Bloody Mary" i "Steal Away", a także bardzo fajny cover "Ain't No Love in the Heart of the City" z repertuaru Bobby'ego Blanda.



Whitesnake - "Trouble" (1978)

1. Take Me with You; 2. Love to Keep You Warm; 3. Lie Down (A Modern Love Song); 4. Day Tripper; 5. Nighthawk (Vampire Blues); 6. The Time Is Right for Love; 7. Trouble; 8. Belgian Tom's Hat Trick; 9. Free Flight; 10. Don't Mess with Me

Skład: David Coverdale - wokal; Micky Moody - gitara; Bernie Marsden - gitara, wokal (9); Neil Murray - bass; Dave Dowle - perkusja; Jon Lord - instr. klawiszowe
Producent: Martin Birch


1 komentarz:

  1. Trouble niewiele ustępuje najlepszym płytom Whitesnake takim jak Ready An Willing, Lovehunter czy Resstels Heart. Zespół się dopiero docierał a już potrafił stworzyć rewelacyjny materiał. Na pewno bez Lorda ta płyta nie była by tak dobra. Jego organy napędzają cały zespoł i poszczególne kompozycje. To niesamowite "bulgotanie" hammondów w Belgian Tom's Hat Trick jest genialne. Do tego dochodzi rewelacyjna gra Neila Murraya. Takie kawałki jak Take Me with You, Don't Mess with Me czy Nighthawk (Vampire Blues) to energetyczny, doskonale wykonany hard rock o bluesowym zabarwieniu. Fajnie wypadają też nieco łagodniejsze utwory: Love to Keep You Warm, Trouble czy The Time is Right For Love. Nie przepadam natomiast za Day Tripper i Free Flight. Nie ma to jednak wpływu na ogólną ocenę tego albumu. Fantastyczna muzyka. Tamten Whitesnake to był naprawdę rewelacyjny zespół. Szkoda że Coverdale poszedł później w komercyjne brzmienie amerykańskie. Słuchając tych pierwszych płyt aż trudno uwierzyć, że Whitesnake dokona aż tak drastycznego przeobrażenia swojego brzmienia. Chociaż z drugiej strony, jak długo można nagrywać płyty blues hard rockowe w stylu np. Lovehunter Coś musiało się w tym zespole zmienić bo juz płyta Saint An Sinners pokazala że ta formuła się kończy i Biały Wąż zaczyna zjadać własny ogon. Czy to dobrze że Coverdale nagrał potem 1987??? Jak mógłby brzmieć Whitesnake gdyby grupa pozostała wierna konwencji wypracowanej na swoich pierwszych płytach? Czy ten zespół stać by było by nagrać takie dzieło jak Coverdale/Page? Moim zdaniem zespół w skladzie z Moody'm i Marsdenem się wypalił. Przyjście do grupy Powella i Galley'a było już pewną zapowiedzią tego co nastąpi za kilka lat. A wcale tak nie musiało być, bowiem koncerty tego składu w 83 roku były znakomite! To wciąż był krwisty blues hard rock. Uważam że Cozy Powell odnalazł się w tym zespole rewelacyjnie. Niestety już w 84 roku doszedł do grupy niejaki John Sykes i wszystko szlag trafił. Ale to już inna historia.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.