11 marca 2014

[Recenzja] Whitesnake - "Lovehunter" (1979)



Są na tym albumie dwa przerażające utwory. Pierwszy z nich otwiera album, drugi go zamyka. Oba zdają się zwiastować późniejsze poczynania zespołu, już jednoznacznie skierowane do masowych odbiorców, głównie amerykańskich. "Long Way from Home" to komercyjny Whitesnake w wydaniu czadowym. Kawałek był pierwszym singlem grupy, ale nie odniósł wielkiego sukcesu. Bo i wiele nie ma do zaoferowania. Z kolei "We Wish You Well" to komercyjny Whitesnake w wydaniu balladowym. Właściwie jest to tylko trwająca niewiele ponad minutę miniaturka, mająca swój urok, ale jednak zanadto przesłodzona. Być może oba te utwory miały tylko zwrócić uwagę radiowych słuchaczy na zespół. A właściwy album stanowią utwory od drugiego do dziewiątego.

Owszem, pozostałe utwory to także hard rock w bardzo wygładzonej odmianie. Słychać jednak, że jest to muzyka szczera. Zwłaszcza we fragmentach, kiedy uwidaczniają się bluesowe inspiracje Coverdale'a. Tutaj najlepszym przykładem jest "Walking in the Shadow of the Blues". Piękna kompozycja, z zapadającą w pamięć linią wokalną. Świetna także pod względem muzycznym - charakterystyczne Hammondy Jona Lorda wspaniale stapiają się w całość z partiami obu gitarzystów i mocną sekcją rytmiczną. A przecież to nie jedyny naprawdę udany fragment "Lovehunter". Wyróżnić trzeba także (prawie) tytułowy "Love Hunter", charakteryzujący się ciekawym brzmieniem gitar. Albo ostrzejsze "Medicine Man" i "Outlaw" (w tym drugim rolę głównego wokalisty pełni wyjątkowo Bernie Marsden). Prawdziwą perłą jest także spokojniejszy "Help Me Thro' the Day", pierwotnie wykonywany przez bluesmana Freddiego Kinga. Klimat oryginału został zachowany, za to wykonanie jest o wiele bliższe perfekcji.

Album jako całość robi naprawdę dobre wrażenie. Zupełnie nie przeszkadza, że czasem zespół gra mniej poważne kawałki, w rodzaju "You 'n' Me", "Rock 'n' Roll Women" (o którym tytuł mówi wszystko) lub "Mean Business". W tym ostatnim pojawiają się zresztą naprawdę dobre solówki. Największe wrażenie robi ta grana przez Lorda, brzmiąca jak żywcem wyjęta z klasycznych dokonań Deep Purple.

Ocena: 7/10



Whitesnake - "Lovehunter" (1979)

1. Long Way from Home; 2. Walking in the Shadow of the Blues; 3. Help Me Thro' the Day; 4. Medicine Man; 5. You 'n' Me; 6. Mean Business; 7. Love Hunter; 8. Outlaw; 9. Rock 'n' Roll Women; 10. We Wish You Well

Skład: David Coverdale - wokal; Micky Moody - gitara; Bernie Marsden - gitara, wokal (8); Neil Murray - bass; Dave Dowle - perkusja; Jon Lord - instr. klawiszowe
Producent: Martin Birch


1 komentarz:

  1. Początek i koniec tej płyty nie jest aż tak bardzo zły. Pozostałe utwory rzeczywiście robią duże wrażenie. Uwielbiam tą płytę chyba tak samo jak Ready an Willing. Zawsze mam dylemat, który z tych albumów jest lepszy? I nie wiem...Bo przecież jest tu fantastyczny Walking in the Shadows of the Blues, szaleńczy Mean Business czy intrygujący fajnym riffem Medicine Man. Nawet śpiewany przez Marsdena Outlaw jest świetny. Moim zdaniem to klasyk gatunku. Oceniam 9/10

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.