18 marca 2014

[Recenzja] Coverdale and Page - "Coverdale and Page" (1993)



Jeszcze na początku lat 90. powrót Led Zeppelin mógł wydawać się całkiem prawdopodobny. Jednak wokalista Robert Plant, z powodzeniem działający jako solowy wykonawca, nie był tym zupełnie zainteresowany. Znudzony oczekiwaniem gitarzysta Jimmy Page zgodził się nawiązać zasugerowaną przez wydawcę współpracę z Davidem Coverdalem, który niedługo wcześniej zawiesił działalność swojej grupy Whitesnake. Do dzisiaj nie milkną plotki, jakoby Page wziął udział w tym projekcie tylko po to, żeby zdenerwować Planta. Jeżeli gitarzysta faktycznie liczył na to, że zazdrosny Plant w końcu zdecyduje się odnowić współpracę, to swój cel osiągnął. Już w rok po ukazaniu się albumu "Coverdale and Page" dwaj byli muzycy Led Zeppelin wydali longplay "No Quarter: Jimmy Page and Robert Plant Unledded", zawierający nowe, akustyczne opracowania klasycznych kompozycji grupy. Kilka lata później nagrali jeszcze album "Walking into Clarksdale" z premierowym materiałem.

Paradoksalnie jednak, to "Coverdale and Page" jest albumem brzmiącym o wiele bardziej zeppelinowo od tych dwóch wydawnictw. David Coverdale nie tylko wyglądem przypominał Planta - już na płytach Whitesnake udowodnił przecież, że potrafi idealnie imitować sposób śpiewania wokalisty Led Zeppelin. A Jimmy Page po prostu gra w tym samym stylu, co dwie dekady wcześniej. Zwłaszcza utwory, w których sięga po gitarę akustyczną, brzmią jak jakieś zapomniane kompozycje Ołowianego Sterowca ("Shake My Tree", "Pride and Joy", "Over Now", "Easy Does It", "Don't Leave Me This Way", "Whisper a Prayer for the Dying"). Brakuje tu tylko charakterystycznej gry Johna Bonhama... Ale są też utwory, którym bliżej do twórczości Whitesnake (np. "Waiting on You" i - przede wszystkim - "Take a Look at Yourself").

W porównaniu z monotonnym, raczej spokojnym "Walking into Clarksdale", na "Coverdale and Page" cieszy przewaga mocniejszych utworów. "Waiting on You", "Feeling Hot" i "Absolution Blues" to stuprocentowe czady, ale cięższe gitary odgrywają istotną rolę także w utworach częściowo akustycznych - "Shake My Tree", "Pride and Joy", "Easy Does It", "Don't Leave Me This Way", oraz naprawdę mocnym "Whisper a Prayer for the Dying". David Coverdale i Jimmy Page zawsze potrafili jednak tworzyć także zgrabne ballady. Tutaj najlepszym tego potwierdzeniem jest "Take Me for a Little While", wyróżniający się obecnością dwóch pięknych solówek gitarowych. Nieco słabiej prezentuje się "Take a Look at Yourself", w którym słychać zamiłowanie Coverdale'a do bardziej komercyjnych piosenek. Mimo to, kawałek ma swój urok i na pewno nie obniża wartości longplaya.

Gdyby Jimmy Page zaprosił do nagrań Johna Paula Jonesa i Jasona Bonhama, i wydał ten album pod szyldem Led Zeppelin, byłaby to jedna z najbardziej udanych pozycji w dyskografii tej grupy. Niestety, większość fanów nie zaakceptowałby braku Roberta Planta i zastąpienia go Davidem Coverdalem.

Ocena: 7/10



Coverdale and Page - "Coverdale and Page" (1993)

1. Shake My Tree; 2. Waiting on You; 3. Take Me for a Little While; 4. Pride and Joy; 5. Over Now; 6. Feeling Hot; 7. Easy Does It; 8. Take a Look at Yourself; 9. Don't Leave Me This Way; 10. Absolution Blues; 11. Whisper a Prayer for the Dying

Skład: David Coverdale - wokal, gitara (4,7); Jimmy Page - gitara, bass (3), harmonijka (4)
Gościnnie: Jorge Casas - bass; Ricky Phillips - bass; Denny Carmassi - perkusja; Lester Mendez - instr. klawiszowe (3,5,7-11); John Harris - harmonijka
Producent: Jimmy Page, David Coverdale i Mike Fraser


2 komentarze:

  1. Bardzo fajna płyta !

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest kilka takich płyt które mogę słuchac bez końca i które są dla mnie skończonym dziełem. Ten album jest jednym z nich. Uważam że przewyższa wszystko co nagrali Led Zeppelin i Whitesnake. Panowie wyzwolili w sobie niesamowitą energię którą słychać w każdej nucie tego albumu. Page gra szalony i jego gitara brzmi potężnie jak nigdy. Coverdale pomimo ówczesnych problemów z głosem śpiewa tak że ciary po plecach chodzą. Każdy kawałek to wulkan energii ale moim faworytem jest zamykający całość Whisper A Prayer for the Dying z genialną partią Coverdale'a który z łagodnego śpiewu przechodzi w szaleńczy wrzask. Jeden z moich ulubionych numerów wszechczasów.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.