24 lutego 2014

[Recenzja] Tony Iommi - "Iron Man: Moja podróż przez niebo i piekło z Black Sabbath" (2013)

Chyba nikomu z czytelników bloga nie trzeba przedstawiać Tony'ego Iommiego. To człowiek legenda, twórca brzmienia, bez którego nie powstałby heavy metal. Sam Iommi już we wstępie swojej autobiografii (spisanej przez TJ Lammersa) zaprzecza, że styl ten powstał jedynie przez jego wypadek w fabryce, którego efektem była utrata koniuszków palców, a w rezultacie konieczność przestrojenia gitary w dół i używania cieńszych strun. Nie ma jednak wątpliwości, że to jego styl gry na wczesnych albumach Black Sabbath przyczynił się do powstania heavy metalu.

Autobiografię Iommiego czyta się jak dobrą powieść. Rozdziały są krótkie, dotyczące jednego tematu, przez co czasem lekko zachwiana zostaje chronologia wydarzeń, ale trudno traktować to jako wadę. Książka jest po brzegi wypełniana zabawnymi anegdotami z życia gitarzysty (opisanych jednak bez przesady, znanej z autobiografii Ozzy'ego Osbourne'a, co jednak jest plusem). Z drugiej strony jest to także fantastyczne źródło wiedzy na temat inspiracji Iommiego, historii Black Sabbath, szczegółów nagrywania kolejnych albumów, tras koncertowych, itd. Sporo można dowiedzieć się o innych muzykach, występujących w zespole na przestrzeni lat. Przede wszystkim o Billu Wardzie, Geezerze Butlerze i Ozzym, ale także m.in. o Ronniem Jamesie Dio, Ianie Gillanie, Glennie Hughesie czy Cozym Powellu. Iommi kreśli tu bardzo ciekawe portrety tych postaci.

Gitarzysta opisuje tu swoje dzieciństwo i dorastanie w niebezpiecznej dzielnicy, opowiada o swoich pierwszych zespołach, a także wyjaśnia powody, dla których zrezygnował z szansy grania w - już wtedy uznanym i popularnym - Jethro Tull. Najwięcej miejsca poświęca oczywiście grupie Black Sabbath. I trudno się temu dziwić, bo przecież był jedynym członkiem zespołu grającym we wszystkich jego wcieleniach, a od 1968 roku przez ponad 30 lat praktycznie nie zajmował się niczym innym. Nawet gdy w połowie lat 80. nagrał solowy album "Seventh Star", menadżer Don Arden zdecydował o wydaniu go pod szyldem "Black Sabbath featuring Tony Iommi". Oczywiście, historia grupy przerywana jest wątkami z życia osobistego, ale nie dominują one całości.

W krajach anglojęzycznych autobiografia Iommiego została wydana w 2011 roku, więc ostatnim opisanym tu wydarzeniem jest nagranie charytatywnego singla pod szyldem WhoCares (wspólnie z Gillanem i kilkoma innymi muzykami). Nie ma tu zatem nic na temat powrotu Black Sabbath, nagrywania albumu "13", czy walki z nowotworem, wykrytym u gitarzysty na początku 2012 roku. O tym wszystkim było jednak głośno w mediach w ciągu ostatnich dwóch lat, więc może nawet lepiej, że nie trzeba po raz kolejny tego czytać. Pewnie za kilka lat Iommi dopisze kolejne rozdziały do nowego wydania. Mam nadzieję, że będzie mógł się w nim pochwalić pokonaniem choroby, a być może także kolejnymi albumami - wydanymi pod szyldem Black Sabbath lub własnym nazwiskiem.

Z zasady nie umieszczam ocen w recenzjach książek, ale gdybym miał ocenić tą autobiografię - nie zawahałbym się przed wystawieniem najwyżej noty.



Tony Iommi, TJ Lammers - "Iron Man: Moja podróż przez niebo i piekło z Black Sabbath" (2013)

Tytuł oryginału: "Iron Man: My Journey through Heaven and Hell with Black Sabbath"
Rok wydania oryginału: 2011
Tłumaczenie: Magdalena Mejs


3 komentarze:

  1. Tony Iommi niczego nie dopisze, anie tego też nie pisał. Wynajął i wynajmie ponownie ghostwritera, szczerze bowiem, że chce się takiemu Iommiemu czy komukolwiek ze znanych siedzieć i pisać "biografie". ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że sam tego nie napisał. Na tytułowej stronie jest nawet stosowna adnotacja - "Opowiedziana TJ Lammersowi". Iommi musiał jednak poświęcić czas, żeby to wszystko opowiedzieć temu Lammersowi, kimkolwiek on jest (zwróć uwagę, że książka powstała między końcem Heaven & Hell a powrotem Black Sabbath, kiedy Iommi nie miał zupełnie nic do roboty). Ten ostatni pewnie pozmieniał stylistycznie wypowiedzi Tony'ego, na tej samej zasadzie, jak robią to dziennikarze transkrybujący wywiady.

      Usuń
  2. Książka jest świetna.To co mnie zaskoczyło podczas lektury, to poczucie humoru Tony'ego. Przez całe życie myślałem, że jest dosyć powściągliwy w tej sferze. A tu niespodzianka.
    Oby żył nam jak najdłużej i nie wypuszczał gitary z rąk!

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.