2 lutego 2014

[Recenzja] George Harrison - "All Things Must Pass" (1970)



Podobno każdy wielbiciel Beatlesów ma swojego ulubionego członka zespołu. Większość wymienia Johna Lennona albo Paula McCartneya. Tymczasem moim ulubionym Beatlesem zawsze był George Harrison. Chociaż jednak uwielbiam jego kompozycje z czasów Wspaniałej Czwórki, jak "I Need You", "Love You To", "While My Guitar Gently Weeps", czy "Something", to nie należą one do ścisłej czołówki moich ulubionych utworów zespołu. Może więc ze względu na jego karierę solową? Nigdy specjalnie nie zagłębiałem się w post-beatlesowską twórczość liverpoolczyków, ale z tych albumów, które znam, najlepsze wrażenie robią na mnie właśnie te nagrane przez George'a. Pora zatem przedstawić je na blogu.

Harrison zadebiutował solowo najwcześniej z Beatlesów, w listopadzie 1968 roku, soundtrackiem "Wonderwall Music". Trudno jednak traktować go jako pełnoprawny debiut - George wystąpił na nim jako autor materiału, aranżer i producent, osobiście nie zagrał jednak ani dźwięku. Pół roku później pod jego nazwiskiem ukazała się bardzo eksperymentalna płyta "Electronic Sound", zawierająca dwie długie improwizacje, grane na syntezatorze Mooga. Za właściwy debiut George'a Harrisona należy więc uznać "All Things Must Pass", zawierający głównie konwencjonalne piosenki. Album został nagrany już po oficjalnym rozpadzie The Beatles, między majem a październikiem 1970 roku, a wydany w listopadzie owego roku.

"All Things Must Pass" to bardzo obszerny longplay, składający się aż z trzech płyt. W nagraniach Harrisona wsparło ponad dwudziestu muzyków, w tym m.in. Ringo Starr, Billy Preston (współpracownik Beatlesów w ostatnich latach działalności), dwaj byli członkowie Cream - Eric Clapton i Ginger Baker, oraz wówczas nie znany jeszcze szerszej publiczności Phil Collins. Utwory powstawały na przestrzeni wielu lat, część z nich George pisał jeszcze z myślą o Beatlesach. "Isn't It a Pity" i "Art of Dying" napisane zostały już w 1966 roku. Z kolei podczas sesji na planowany album "Get Back" (której efekty znalazły się na longplayu "Let It Be") George zaproponował utwory "All Things Must Pass", "Hear Me Lord" i "Let It Down". Wszystkie zostały odrzucone przez Lennona i McCartneya, co poniekąd przyczyniło się do odejścia Harrisona z grupy, w styczniu 1969 roku. Wówczas napisał kawałek "Wah-Wah", po czym wrócił do zespołu.

Dwie pierwsze płyty "All Things Must Pass" to osiemnaście prostych i przeważnie łagodnych piosenek. Często ocierają się o folk ("I'd Have You Anytime", "Isn't It a Pity", dynalnowski "If Not for You", "Run of the Mill", "Apple Scruffs", "Ballad of Sir Frankie Crisp", "All Things Must Pass"), kiedy indziej o blues ("I Dig Love"), country ("Behind That Locked Door"), a nawet muzykę gospel ("My Sweet Lord", "Awaiting on You All", "Hear Me Lord"). Trochę czystego rocka też się znajdzie ("What Is Life", "Beware of Darkness", "Art of Dying"). Do najlepszych fragmentów longplaya z pewnością należy otwierający go "I'd Have You Anytime", napisany przez Harrisona wspólnie z Bobem Dylanem. Kompozycja wyróżnia się przepiękną melodią i brzmieniem gitary. Poza tym warto wyróżnić singlowe przeboje "My Sweet Lord" i "What Is Life", urocze piosenki w rodzaju "Run of the Mill" czy tytułowego "All Things Must Pass", oraz bardziej dynamiczne "Art of Dying" i "Hear Me Lord".

Trzecia płyta różni się od dwóch poprzednich. Już sam podtytuł "Apple Jam" wiele mówi o zawartości. Znalazły się tu cztery długie, instrumentalne improwizacje, charakteryzujące się niewieloma zmianami motywów. W porównaniu z utworami z dwóch pierwszych płyt, brzmią znacznie mocniej, momentami wręcz hard rockowo. Najciekawiej wypada najdłuższa z nich, "Out of the Blue". Jest jeszcze jeden króciutki utwór z wokalem - "It's Johnny's Birthday", nagrany z okazji 30. urodzin Lennona. Oparty został na utworze "Congratulations" Cliffa Richarda z 1968 roku. Autorzy oryginału, Bill Martin i Phil Coulter, szybko upomnieli się o swoje prawa i na kolejnych wydaniach albumu ich nazwiska zostały już uwzględnione w opisie.

Wielu krytyków uznaje "All Things Must Pass" za najlepszy album spośród solowych dokonań byłych Beatlesów. Jak przyznałem we wstępie, nie znam wszystkich ich płyt, ale myślę, że nie ma w tym twierdzeniu wielkiej przesady.

Ocena: 8/10



George Harrison - "All Things Must Pass" (1970)

LP1: 1. I'd Have You Anytime; 2. My Sweet Lord; 3. Wah-Wah; 4. Isn't It a Pity (Version One); 5. What Is Life; 6. If Not for You; 7. Behind That Locked Door; 8. Let It Down; 9. Run of the Mill
LP2: 1. Beware of Darkness; 2. Apple Scruffs; 3. Ballad of Sir Frankie Crisp (Let It Roll); 4. Awaiting on You All; 5. All Things Must Pass; 6. I Dig Love; 7. Art of Dying; 8. Isn't it a Pity (Version Two); 9. Hear Me Lord
LP3: 1. Out of the Blue; 2. It's Johnny's Birthday; 3. Plug Me In; 4. I Remember Jeep; 5. Thanks for the Pepperoni

Skład: George Harrison - wokal, gitara, instr. klawiszowe, harmonijka
Gościnnie: Eric Clapton - gitara; Klaus Voormann - gitara i bass; Dave Mason - gitara; Pete Ham - gitara; Tom Evans - gitara; Joey Molland - gitara; Pete Drake - gitara pedal steel; Carl Radle - bass; Ringo Starr - perkusja; Ginger Baker - perkusja; Alan White - perkusja i wibrafon; Jim Gordon - perkusja; Mike Gibbins - instr. perkusyjne; Mal Evans - instr. perkusyjne; Phil Collins - instr. perkusyjne; Billy Preston - instr. klawiszowe; Gary Wright - instr. klawiszowe; Bobby Whitlock - instr. klawiszowe; Tony Ashton - pianino; Gary Brooker - pianino; Bobby Keys - saksofon; Jim Price - instr. dęte; John Barham - aranżacja orkiestry i chóru
Producent: George Harrison i Phil Spector


1 komentarz:

  1. Dawno nie słuchałam, muszę koniecznie sobie odświeżyć ten longplay ;)

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.