12 stycznia 2014

[Recenzja] The Jimi Hendrix Experience - "Are You Experienced" (1967)



Jimi Hendrix. Jedna z największych ikon rocka oraz jeden z najbardziej wpływowych i inspirujących gitarzystów w dziejach muzyki. Jego eksperymenty z brzmieniem gitary znacząco wpłynęły na rozwój muzyki rockowej, przyczyniając się do powstania jej cięższych odmian. W tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję. Narodziny hard rocka nie były zasługą jednego człowieka - sam Hendrix przyznawał, że inspiracją dla niego byli Eric Clapton i Jeff Beck, którzy już wcześniej eksperymentowali z brzmieniem w podobny sposób. Wystarczy posłuchać wczesnych nagrań Johna Mayalla z Claptonem (album "Blues Breakers") i The Yardbirds z Beckiem (album "Have a Rave Up"), żeby o tym się przekonać. Nie wspominając już o wydanym w listopadzie 1966 roku debiucie supergrupy Cream (z Claptonem w składzie), "Fresh Cream". Oczywiście, w żaden sposób nie zmienia to faktu, że Hendrix był wielkim gitarzystą.

Początki jego kariery były skromne. Chałturzenie jako muzyk sesyjny i występy w małych klubach w różnych amatorskich zespołach. W ten sposób został jednak dostrzeżony przez Chasa Chandlera, oryginalnego basistę The Animals, który właśnie postanowił opuścić grupę i zająć się muzycznym biznesem, jako producent i menadżer. Szybko i łatwo udało mu się namówić Jimiego na podpisanie kontraktu i wyjazd do Londynu, gdzie miał zostać skompletowany skład towarzyszącego zespołu. Rolę basisty Chandler powierzył Noelowi Reddingowi, który jakiś czas wcześniej kandydował na miejsce gitarzysty w The Animals. Następnie zorganizowano kasting na perkusistę. Dwóch kandydatów, Mitch Mitchell i Aynsley Dunbar, okazało się tak samo dobrych. Ostateczną decyzję pomógł podjąć rzut monetą, w wyniku którego posadę dostał Mitchell. Talent Dunbara jednak się nie zmarnował, bo wkrótce potem dołączył do grupy Mayalla, z którą nagrał bardzo dobry album "A Hard Road". A był to dopiero początek jego interesującej kariery.

Tymczasem trio przyjęło nazwę The Jimi Hendrix Experience i pod koniec października 1966 roku po raz pierwszy weszło do studia. Chandler narzucił muzykom nagranie kompozycji "Hey Joe", którą podczas pobytu w Stanach wielokrotnie słyszał w wykonaniu Tima Rose'a. Debiutanckie nagranie grupy brzmi nieco niemrawo, głównie przez nieśmiało śpiewającego Hendrixa, dla którego pełnienie roli wokalisty było czymś nowym. Ale nawet jego gitarowa solówka, choć udana, jest bardzo krótka i zachowawcza. 16 grudnia utwór ukazał się na singlu, który okazał się zdumiewającym sukcesem, dochodząc do 6. miejsca brytyjskiego notowania. Hendrix początkowo chciał umieścić na jego stronie B przeróbkę utworu "Land of Thousand Dances" Chrisa Kennera, jednak Chandler przekonał go, aby napisał coś własnego. Tak powstał pierwszy autorski utwór grupy - czadowy "Stone Free", zaśpiewany ze zdecydowanie większą pewnością siebie i porywający rewelacyjnymi partiami gitarowymi.

Przez kolejne miesiące grupa budowała swoją pozycję na scenie rockowej, poprzez liczne koncerty. Jimi nabierał zaś coraz większej swobody i pewności siebie, nie tylko jako wokalista i gitarzysta, ale również kompozytor. Pisane kolejnych utworów szło mu bardzo sprawnie. W marcu 1967 roku światło dzienne ujrzał singiel z utworami "Purple Haze" i "51st Anniversary". Pierwszy z nich poraża rewelacyjnym riffem i wciąga lekko psychodelicznym, narkotykowym klimatem. Utwór okazał się jeszcze większym sukcesem, dochodząc do 3. miejsca w Wielkiej Brytanii. Był też pierwszym singlem Experience notowanym w Stanach (65. miejsce). Na początku maja Jimi pokazał swoje bardziej liryczne oblicze na singlu z balladą "The Wind Cries Mary" (i kompozycją "Highway Chile" na stronie B), które również przypadło do gustu wielbicielom rocka (ponownie 6. miejsce na UK Singles Chart). Zaledwie kilka dni później, 12 maja, do sklepów trafił debiutancki longplay zespołu, zatytułowany "Are You Experienced". Trafiło na niego jedenaście autorskich kompozycji Hendrixa, wśród których nie ma żadnej powtórki z singli.

"Are You Experienced" to bardzo ważny i innowacyjny album. To jeden z najwcześniejszych przykładów hard rocka, a zarazem pierwszy tak dojrzały i w pełni wykształtowany. Choć jednak jest to niekwestionowany kamień milowy, wręcz wyprzedzający swój czas, to zawarta na nim muzyka nie wzięła się znikąd. Tworząc ten materiał Hendix bez wątpienia był pod wpływem tego, co wówczas było popularne na rockowej scenie. "Red House" to wręcz podręcznikowy przykład wolnego, dwunastotaktowego bluesa, z elektryzującymi gitarowymi solówkami. W tamtych czasach takie granie było bardzo popularne wśród rockowych muzyków. Choć już wyraźnie ustępowało nowej modzie, na rock psychodeliczny, którego wpływy także są tutaj słyszalne. Szczególnie w dwóch utworach - tytułowym "Are You Experienced?", w którym psychodeliczny klimat osiągnięto dzięki efektowi odwróconej taśmy, gitarowym zgrzytom i monotonnie powtarzanemu dźwiękowi pianina, oraz "Third Stone from the Sun", w którym nastrój tworzy uwypuklona w miksie, hipnotyczna gra sekcji rytmicznej, przestrzenne partie gitary i odgłosy wiatru, oraz inne dźwiękowe efekty. Bardzo psychodeliczny gitarowy odlot pojawia się także w "I Don't Live Today". Na albumie dominuje jednak bardzo konkretne, ciężkie, czadowe i energetyczne granie. Sztandarowym przykładem jest "Foxy Lady", oparty na fantastycznym riffie (to jeden z pierwszych tak wyrazistych riffów). Niewiele ustępują mu nieco mniej znane "Manic Depression", "Can You See Me", "Love or Confusion" i "Fire". We wszystkich tych utworach pojawiają się świetne gitarowe popisy, niestety dość krótkie z powodu "radiowego" czasu trwania utworów. Całości dopełniają dwie spokojniejsze kompozycje, o nieco popowym charakterze - piosenkowy "Remember" i ballada "May This Be Love".

Okładka wydania amerykańskiego.
W Stanach longplay padł ofiarą ówczesnej (choć już wtedy powoli odchodzącej do lamusa) polityki wydawniczej, która pozwalała ingerować amerykańskim wytwórniom w formę wydania albumu, bez żadnej konsultacji z wykonawcą. Zmieniona została okładka - na bardziej psychodeliczną, lecz nieco tandetną. Przede wszystkim jednak wprowadzono znaczące różnice w trackliście - dodano singlowe "Hey Joe", "Purple Haze" i "The Wind Cries Mary", zaś pominięto "Red House", "Can You See Me" i "Remember". W takiej wersji album wypada nieco słabiej. Dorzucenie drugiej ballady, przy jednoczesnej rezygnacji z jedynego stricte bluesowego utworu, znacznie zmniejszyło różnorodność całości. Poziomu na pewno nie podnosi "Hey Joe". Jedynie "Purple Haze" wnosi coś wartościowego. Warto w tym miejscu wspomnieć o kompaktowych wznowieniach z okazji 30-lecia albumu, które zawierają wszystkie jedenaście utworów z europejskiego wydania i wszystkie sześć utworów z poprzedzających longplay singli (europejskie i amerykańskie wznowienia różnią się kolejnością utworów i okładkami, nawiązując do oryginalnych wydań z tych rynków).

"Are You Experienced" to album, którego po prostu nie wypada nie znać, bez względu na to, jaką muzykę się preferuje. To jedno z najważniejszych i najlepszych wydawnictw rockowych, którego wpływ na późniejszą muzykę jest nie do zmierzenia. Prawdziwe arcydzieło.

Ocena: 10/10



The Jimi Hendrix Experience - "Are You Experienced" (1967)

UK: 1. Foxy Lady; 2. Manic Depression; 3. Red House; 4. Can You See Me; 5. Love or Confusion; 6. I Don't Live Today; 7. May This Be Love; 8. Fire; 9. Third Stone from the Sun; 10. Remember; 11. Are You Experienced?

US: 1. Purple Haze; 2. Manic Depression; 3. Hey Joe; 4. Love or Confusion; 5. May This Be Love; 6. I Don't Live Today; 7. The Wind Cries Mary; 8. Fire; 9. Third Stone from the Sun; 10. Foxey Lady; 11. Are You Experienced?

Skład: Jimi Hendrix - wokal i gitara, pianino (11); Noel Redding - bass; Mitch Mitchell - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Chas Chandler


12 komentarzy:

  1. Oh, Hendrix zawsze i wszędzie! I na zawsze!
    Zapraszam do mnie na nową filmową notkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. racja, zawsze i wszędzie. w sumie wszystko co stworzyli to muzyczne złoto, ale u mnie na 1 miejscu zawsze Electric Ladyland :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niesamowicie przełomowy album. Hendrix moim zdaniem zrobił tyle samo dla rocka co Elvis 11 lat przed nim. Wspaniała płyta, o której nie można napisać nic, co nie zostało już napisane. Mój ulubiony gitarzysta i muzyk lat 60-tych. Daję temu dziełu zasłużone 10/10 :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tak bardzo nowatorska, jak wmawiają nam różni krytycy, twórczość Hendrixa nie była - kilka miesięcy wcześniej, w 1966 roku ukazał się przecież debiut Cream ;)

      Usuń
    2. O Cream mam podobne zdanie :D.

      Usuń
  4. Płyta od początku do końca genialna. Zapewne najlepszy debiut w historii rocka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo subiektywna opinia. Jak w ogóle zmierzyć, który debiut jest najlepszy, czy nawet najważniejszy? Było w historii rocka kilka, może kilkanaście genialnych i przełomowych debiutów. Ten się do nich zdecydowanie zalicza, ale w czym niby miałby być lepszy od np. "In the Court of the Crimson King"? Jak w ogóle porównać tak różne albumy? I w sumie po co? ;)

      Usuń
    2. Trudno nie przyznać racji, tak więc *zapewne mój ulubiony w historii rocka.

      Usuń
  5. Właśnie słucham z CDka tej hamerykańskiej wersji z 'psychodeliczną' okładką. Co tu dużo mówić - czad, czad, czad a przy tych wolniejszych kawałkach aż chce się wypalić jointa ;D. Ponad godzinna godzinna rozkosz.
    A co mi rozk, jak dla mnie 11/10.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakoś nigdy mnie nie porwał ten Jimi Hendrix nwm czemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie wiem. Może spróbuj koncertówek ("Band of Gypsys", "Machine Gun"). Ale ogólnie amerykańska muzyka sprzed lat 80. (z wyjątkiem chyba tylko The Doors) nie cieszy się w Polsce popularnością. Nawet Hendrix jest lubiany zwykle na zasadzie: szanuję, super gitarzysta, ale znam tylko "Hey Joe" i "Little Wing". Więc może problemem jest brak osłuchania z tamtejszą muzyką? A na to jest tylko jedno lekarstwo: słuchać, słuchać, słuchać.

      Usuń
    2. No tak, zgodzę się z tym słuchać, słuchać, słuchać... i muszę stwierdzić że "Highway Chile" już mi się podoba, ten riff robi całą robotę. Bez wątpienia słyszę że jest to dobra muzyka, bardzo ekspresyjna, dynamiczna kojarzy mi się z Led zeppelin które bardzo lubię.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.