16 listopada 2013

[Recenzja] Genesis - "Wind & Wuthering" (1976)



"Wind & Wuthering" to ostatni prawdziwe progrockowy album Genesis. Będący jednakże zapowiedzią kierunku, w jakim grupa wkrótce podąży. Dobrym przykładem jest otwierający całość "Eleventh Earl of Mar". Strukturą i rytmiką przypomina wcześniejsze dokonania zespołu, ale w instrumentarium dominują już syntezatory. Tony Banks tak się zachwycił ich brzmieniem, że niemal całkiem zrezygnował z bardziej tradycyjnych instrumentów klawiszowych, jak pianino i melotron. Nawet jeśli już się pojawiają - jak w najbardziej rozbudowanym, dziesięciominutowym "One for the Vine" - to szybko ustępują miejsca elektronice. Zresztą w tym samym "One for the Vine" słychać, że zespół nie za bardzo ma już ochotę tworzyć takie długie formy. Utwór sprawia wrażenie wymęczonego, zrobionego na siłę.

Muzycy - zwłaszcza Collins i Rutherford - coraz lepiej czuli się w mniej skomplikowanych kompozycjach, jak "Your Own Special Way" (43. miejsce na UK Singles Chart) lub "Afterglow". O ile jednak ten drugi jeszcze się broni, tak pierwszy jest po prostu mdły i nudny. Wracając do brzmienia albumu - zdecydowanie mniejszą rolę niż dawniej odgrywają gitary. Zresztą Banks, Collins i Rutherford odmówili nagrania większości kompozycji, jakie dostarczył Steve Hackett (z tego właśnie powodu gitarzysta niedługo później opuścił zespół). A przecież to właśnie on jest współautorem najlepszego utworu na albumie, "Blood on the Rooftops", łączącego delikatne, klasycyzujące zwrotki z mocniejszym, ale chwytliwym refrenem. Dużo partii gitarowych można znaleźć także w instrumentalnym "…In That Quiet Earth". Choćby dla tych dwóch utworów warto sięgnąć po ten longplay.

Ocena: 6/10



Genesis - "Wind & Wuthering" (1976)

1. Eleventh Earl of Mar; 2. One for the Vine; 3. Your Own Special Way; 4. Wot Gorilla?; 5. All in a Mouse's Night; 6. Blood on the Rooftops; 7. Unquiet Slumbers for the Sleepers…; 8. …In That Quiet Earth; 9. Afterglow

Skład: Phil Collins - wokal i perkusja; Tony Banks - instr. klawiszowe, gitara; Steve Hackett - gitara, marimbula, cytra; Mike Rutherford - bass, gitara, pianino (3)
Producent: David Hentschel i Genesis


5 komentarzy:

  1. Jeden z niedocenionych lecz w mojej opinii najlepszych albumów Genesis z ery post-Gabriela.
    Sięgnąłem po niego wczoraj, dla porównania po pierwszym przesłuchaniu wydanej 3 lata temu płyty Steve Hacketta “Genesis Revisited 2”, która nieukrywam zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Przed jej wysłuchaniem myślałem że to będzie zwykłe “odgrzewanie starego kotleta” lecz spotkało mnie miłe rozczarowanie.

    Hackett w 18 kompozycjach granych z Genesis których jest współautorem pokazuje tam swoje spojrzenie na tą muzykę. Niestety grając w Genesis nie miał zbyt dużego wpływu na końcowy kształt tych utworów, dlatego też w 1996 wydał pierwszą płytę “Genesis Revisited” a w 2012 “Genesis Revisited 2”, na której gościnnie występują między innymi tak znani prog-rockowi muzycy jak John Wetton, Steve Rothery, Steven Wilson, Jakko Jakszyk, Mikael Akerfeldt oraz jako ciekawostka ..Simon Collins, syn Phila!

    Są tam ciekawe wersje aż pięciu utworów z tej płyty, “Eleventh Earl of Mar”, “Unquiet Slumbers for the Sleepers” połączone z “In That Quiet Earth”. Lecz największe wrażenie robi fenomenalnie zaśpiewana przez perkusistę zespołu Gary O’Toole najwspanialsza moim zdaniem nostalgiczna kompozycja Hacketta “Blood on the Rooftops”, oraz zaśpiewane przez ponad 60-letniego Wettona “Afterglow” i to tak, że od tej pory na zawsze będę kojarzył ten utwór z jego wokalem!
    Takich wspaniałych momentów jest na tym dwupłytowym albumie więcej, ale to chyba nie jest dobre miejsce na recenzję tej świetnej płyty.. sorry.. rozpisałem się za długo ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kuba Jasiński8 czerwca 2016 11:20

    Cześć. Zgadzam się, że to ostatni tak artystowsko-wysmakowany album grupy. Natomiast nie zgadzam się z jego niską oceną. Zabawne, bo kilka lat temu, łącznie z A Trick of the Tail, oceniałem go zdecydowanie gorzej. Dziś myślę inaczej. Jest to najdojrzalsze dzieło Genesis z okresu "progresywnego". Brzmienie, rzeczywiście jest niezwykle malarskie. Za jedyny ewidentny zgrzyt uważam instrumentalny Wot Gorilla - bez niego płyta nic by nie straciła, a tak niepotrzebnie wybija słuchacza z rytmu. W przeciwieństwie do Sztuczki - Wind jest bardziej płynna i w sumie spójna. Nie ma aż takich kontrastów dynamicznych, jak tam. Otwieracz jest świetny, taka bardziej wysmakowana wersja Watcher of the Skies i to klimatyczne zwolnienie; na jego przykładzie wyraźnie widać, od kogo zrzynali Szkoci z Aylesbury. One for the Vine jest utworem równie genialnym, wcale nie nudnym,tylko że nieco spokojniejszym - tu właśnie wiele klimatu robi gitara Hacketta i porywające solo Banksa - już bardzo "nowocześnie" brzmiące. Blood on the Rooftops to bardzo szlachetna, klasycyzująca, z początku brzmiąca nieco folkowo piosenka - następczyni nie mniej pięknej Lamii oraz Ripples, czy nawet Entangled. Jest to po prostu tak bezpretensjonalnie ładna piosenka, bez żadnego niepotrzebnego kombinowania. I ten tekst, który można streścić słowami poety: "niech na całym świecie wojna, byle wieś zaciszna i spokojna". Poza tym pojawia się tutaj kolejny kawałek operetkowy (z podziałem na rolę) - All In Mouse's Night, bardzo sympatyczny, z melodyjnymi pasażami Banksa i Collinsem, który jednak nadmiernie nie teatralizuje interpretacji (w odróżnieniu do poprzednika za mikrofonem). Your Own Special Way - wiele osób go nie lubi, a mi się bardzo podoba, zwłaszcza chórki w tle robione przez Mike'a. Można ten utwór uznać za jakąś zapowiedź przyszłej stylistyki lirycznej skoncentrowanej bardziej na perypetiach damsko-męskich, jak i muzycznej romantycznych ballad, jak Taking It All Too Hard czy In Too Deep chociażby. Zakończenie w postaci 3 połączonych utworów, robi na mnie na pewno lepsze wrażenie niż, dla mnie nieskładne" Los Endos. Trudno wybrać najlepszy utwór z tej płyty, bo są 3 takowe: Eleventh Earl of Mar, One for The Vine i oczywiście Blood on the Rooftops. Pozdrówka Torch

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musze sobie przypomnieć ten album i może wówczas zmienić ocenę ;) Ostatnio w ogóle nie słuchałem Genesis, a wcześniej tylko albumów z Gabrielem i "A Trick of the Tail".

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie kupiłem Wind i po przesłuchaniu muszę zmienić zdanie. Co prawda muzycznie jest trochę słabsza od swoich pięciu poprzedniczek ale bardzo przyjemnie się tego słuchało, naprawdę rewelacyjna atmosfera.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.