15 listopada 2013

[Recenzje] Genesis - "The Lamb Lies Down on Broadway" (1974)



W 1974 roku drogi Petera Gabriela i pozostałych muzyków Genesis zaczęły się rozchodzić. Wokalista zmęczony był występowaniem w rockowym zespole, chciał więcej czasu spędzać z rodziną. W takiej sytuacji powstał najbardziej obszerny - dwie płyty, 23 utwory - longplay grupy. Cała muzyka została skomponowana bez udziału Gabriela, który jednak, po raz pierwszy, podjął się napisania wszystkich tekstów. Tekstów, składających się na jedną historię. Także pod względem muzycznym album tworzy całość - poszczególnie utwory płynnie w siebie przechodzą. Mówiąc krótko, "The Lamb Lies Down on Broadway" to klasyczny przykład albumu koncepcyjnego.

Pod względem stylistycznym, longplay nieco odstaje od poprzednich wydawnictw grupy. Znalazły się tutaj tylko dwie rozbudowane, wielowątkowe formy ("In the Cage" i "The Colony of Slippermen"). W pozostałych utworach muzycy postanowili uprościć brzmienie. Wiele fragmentów albumu to dość tradycyjne, rockowe piosenki (np. "The Lamb Lies Down on Broadway", "Counting Out Time", "The Light Dies Down on Broadway"). Czasem zaskakujące cięższym brzmieniem ("Broadway Melody of 1974", "Lilywhite Lilith", "Anyway"), ale nie mogło zabraknąć momentów balladowych ("Fly on a Windshield", "The Carpet Crawlers", "The Lamia"). Pomiędzy właściwymi utworami, znalazło się kilka instrumentalnych przerywników: m.in. klasycyzujący popis Hacketta - "Hairless Heart", oraz dziwne muzyczne kolaże, w których przygotowaniu pomógł Brian Eno ("The Waiting Room", "Silent Sorrow in Empty Boats", "Ravine").

Peter Gabriel odszedł z zespołu tuż po zakończeniu trasy koncertowej promującej album. Tym samym, "The Lamb Lies Down on Broadway" okazał się ostatnim longplayem Genesis zarejestrowanym przez klasyczny skład zespołu. Album stanowi doskonałe zwieńczenie tego etapu.

Ocena: 8/10



Genesis - "The Lamb Lies Down on Broadway" (1974)

LP1: 1. The Lamb Lies Down on Broadway; 2. Fly on a Windshield; 3. Broadway Melody of 1974; 4. Cuckoo Cocoon; 5. In the Cage; 6. The Grand Parade of Lifeless Packaging; 7. Back in N.Y.C.; 8. Hairless Heart; 9. Counting Out Time; 10. The Carpet Crawlers; 11. The Chamber of 32 Doors
LP2: 1. Lilywhite Lilith; 2. The Waiting Room; 3. Anyway; 4. Here Comes the Supernatural Anaesthetist; 5. The Lamia; 6. Silent Sorrow in Empty Boats; 7. The Colony of Slippermen; 8. Ravine; 9. The Light Dies Down on Broadway; 10. Riding the Scree; 11. In the Rapids; 12. It

Skład: Peter Gabriel - wokal, flet, obój; Tony Banks - instr. klawiszowe; Steve Hackett - gitara; Mike Rutherford - bass, gitara; Phil Collins - perkusja, dodatkowy wokal
Gościnnie: Brian Eno - enossification (sic!)
Producent: John Burns i Genesis


2 komentarze:

  1. Kuba Jasiński8 czerwca 2016 21:53

    Oj, trudna to płyta jest. I może stanowić ciężki orzech do zgryzienia nawet dla kogoś, kto zapoznał się dobrze z pozostałymi płytami grupy. Z jednej strony art-rockowa, a z drugiej totalnie wywracająca wyobrażenia o zespole. Czasem aż sam zachodzę w głowę, jak można było nagrać tak diametralnie różną płytę od Selling England by the Pound i to zaledwie w przeciągu roku! Bo Baranek to dzieło niepokorne i bezkompromisowe. Antycypując późniejsze wydarzenia ze świata sztuki, powiedzielibyśmy że na swój sposób punkowe. Pomijając już alegoryczność i niejednoznaczność samej opowiedzianej tu ustami Gabriela historii, muzycznie Baranek to rodzaj rewolucji. W zasadzie folkowa, nieco baśniowa, staroangielska aura znana z poprzednich dzieł niemal zupełnie się ulotniła. I pomimo, że instrumentarium pozostało takie samo, skład się przecież nie zmienił, to panowie zapuścili się w zupełnie nowe rejony. Zamiast nawiązania do tradycji folkowych z Wysp, słyszymy odniesienia do Orientu (introdukcja do The Colony of Slippermen), XX-wiecznej awangardy (The Waiting Room), broadwayowskiego musicalu (tytułowy, Back in N.Y.C.), słychać echa dokonań The Velvet Underground i The Doors (Cuckoo Cocoon, The Chamber of 32 Doors czy Grand Parade of Lifeless Packaging), choć mamy i nawiązania bardziej tradycyjne, np. do twórczości The Beatles (bardzo "mccartneyowski" Counting Out Time) czy nawet dźwięki zdecydowanie ostrzejsze, spod znaku The Who czy Led Zeppelin (Broadway Melody of 74, czy Lilywhite Lilith). Niezwykle niepokojącą aurę posiada zaczynający się bardzo posępnie, nagle eksplodujący Fly on the Windshield, gdzie wspaniale spisuje się pan Hackett. Ale też mamy kilka elementów bardziej tradycyjnych dla Genesis. Przede wszystkim jest to niezwykle szlachetna pieśń - The Lamia. Utwór bez muzycznych szaleństw, z klasycznie piękną linią melodyczną i przejmującym solem Hacketta pod koniec. Podobnie jest w The Carpet Crawlers, który wspaniale się potęguje z każdą minutą. Są wreszcie i dłuższe formy, ale w zasadzie tylko dwie: In the Cage i operetka pod tytułem The Colony of Slippermen, znacznie jednak różniąca się od poprzednich dzieł tego typu, jak Harold the Barrel, Get'em Out by Friday, czy The Battle of Epping Forest. Ponadto mamy garść instrumentalnych łączników i przerywników, często o nieoczekiwanej fakturze brzmieniowej (z wyjątkiem klasycyzującej, typowej dla Hacketta - Hairless Heart). Warto koniecznie wspomnieć o znakomitej jeździe jaką uskutecznili Banks i Collins w Riding the Scree. Jak na concept-album przystało. Jako całość album brzmi jednak bardzo nowocześnie. Stanowi próbę przedefiniowania stylistyki, którą ekipa Gabriela i Banksa dotychczas uprawiała. Na szczęście lub niestety muzycy nie poszli drogą brzmieniowych eksperymentów, bowiem kolejny album, nagrany już bez Gabriela - A Trick of the Tail jest w dużej mierze powrotem do tradycyjnych art-rockowych wzorców. Baranek to dzieło osobne, ale w ogólnym rozrachunku znakomite. Muzycznie rozwichrzone, niepokojące, miejscami wręcz odpychające, podobnie jak brudniejsze niż dotychczas brzmienie, jak cała ta pokręcona historia. Płyta jak najbardziej warta poznania, ale po zapoznaniu się z pozostałym dorobkiem grupy z lat 70-tych.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie najlepsza płyta Genesis, mimo a może dlatego że trochę odmienna od reszty. Pozbawiona trochę tej naiwnej baśniowej melodyki.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.