28 listopada 2013

[Recenzja] Black Sabbath - "Live... Gathered in Their Masses" (2013)



Niespełna pół roku po premierze albumu "13", Black Sabbath wydają koncertówkę zarejestrowaną podczas promującej go trasy. A właściwie zapowiadającej, bo zaprezentowano tu fragmenty dwóch występów w australijskim Melbourne, które odbyły się jeszcze przed premierą longplaya, 29 kwietnia i 1 maja bieżącego roku. "Live... Gathered in Their Masses" (tytuł pochodzi od pierwszego wersu utworu "War Pigs") to przede wszystkim wydania DVD i Blu-Ray. Każde z nich dostępne jest także w wersji wzbogaconej o dodatkowe CD. W niniejszej recenzji chciałbym się bliżej przyjrzeć właśnie tej kompaktowej płycie. Już na początek czeka małe rozczarowanie - brakuje tu pięciu utworów obecnych na DVD/BR ("Into the Void", "Snowblind", "Behind the Wall of Sleep", "Children of the Grave", oraz zagranego instrumentalnie "Symptom of the Universe").

"Trzynastka" reprezentowana jest trzema kawałkami ("Loner", "End of the Beginning" i "God Is Dead?"), plus jednym ze specjalnej edycji (całkiem niezłym, ale mało sabbathowym "Methademic"). Szkoda, że grupa nie wykonywała wówczas więcej nowych kompozycji - grany na późniejszych koncertach "Age of Reason" tylko by podniósł wartość tego wydawnictwa. Reszta zawartych tu utworów to prawdziwe "greatest hits" zespołu, chociaż tylko z pierwszych dwóch longplayów - "War Pigs", "Black Sabbath", "N.I.B.", "Iron Man", "Fairies Wear Boots" oraz "Paranoid" (ten ostatni poprzedzony został głównym riffem "Sabbath Bloody Sabbath" - szkoda, że nie zagranym w całości). 

Pod względem wykonawczym jest zaskakująco dobrze. Tony Iommi i Geezer Butler są w tak samo wysokiej formie, jak za najlepszych lat. Tommy Clufetos nie ma problemów z poprawnym zagraniem partii Billa Warda i Brada Wilka. Natomiast Ozzy Osbourne śpiewa znacznie lepiej, niż na... nieoficjalnych rejestracjach tych samych koncertów, dostępnych na YouTube. Może to wina amatorskiego sprzętu, na jakim dokonano tamtych nagrań. Obawiam się jednak, że wokalista spędził mnóstwo czasu, na poprawienie swoich partii w studiu. Trudno to jednak traktować jako zarzut, bo dzięki temu materiał nadaje się do słuchania - w przeciwieństwie do wspomnianych rejestracji. Oczywiście i tak nie jest idealnie pod względem wokalnym - w studiu czy na scenie, w głosie Ozzy'ego słychać mijający czas. Pod względem instrumentalnym jest natomiast bardzo blisko studyjnych pierwowzorów - zrezygnowano nawet z spokojnego wstępu utworu "Black Sabbath", dodawanego na żywo od wielu lat.

"Live... Gathered in Their Masses" wydaje się najmniej potrzebną koncertówką w dyskografii Black Sabbath (licząc także te z innymi wokalistami). Główne zarzuty, jakie można jej postawić, to skromna tracklista i zbyt zachowawcze wykonania. Pozycja tylko dla najwierniejszych fanów zespołu.

Ocena: 6/10



Black Sabbath - "Live... Gathered in Their Masses" (2013)

CD: 1. War Pigs; 2. Loner; 3. Black Sabbath; 4. Methademic; 5. N.I.B.; 6. Iron Man; 7. End of the Beginning; 8. Fairies Wear Boots; 9. God Is Dead?; 10. Paranoid
DVD: 1. War Pigs; 2. Into the Void; 3. Loner; 4. Snowblind; 5. Black Sabbath; 6. Behind the Wall of Sleep; 7. N.I.B.; 8. Methademic; 9. Fairies Wear Boots; 10. Symptom of the Universe; 11. Iron Man; 12. End of the Beginning; 13. Children of the Grave; 14. God Is Dead?; 15. Paranoid

Skład: Ozzy Osbourne - wokal; Tony Iommi - gitara; Geezer Butler - bass
Gościnnie: Tommy Clufetos - perkusja; Adam Wakeman - instr. klawiszowe i gitara
Producent: Jeb Brien i Ean Thorley


4 komentarze:

  1. Wybierasz się na nich w 14 na Impact?
    Coolturalny-tygodnik.blogspot.com U mnie koncertowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, po występach Ozzy'ego Osbourne'a i Iron Maiden w gdańskiej Ergo Arenie, doszedłem do wniosku, że szkoda pieniędzy na jakikolwiek występ w halach, gdzie nie ma odpowiedniej akustyki do tego typu muzyki i słychać jedynie przesterowany hałas. Żałuję, że nie jest to występ na świeżym powietrzu, wtedy na pewno bym się wybrał ;)

      Usuń
    2. Możesz zacząć żałować, bo wyjątkowo akustyka na BS w Atlas była GENIALNA! Wszystko było słychać tak, jakbyś słuchał jednej ze studyjnych płyt BS. Po tym koncercie szczerze dziwię się wszystkim, którzy mówią, że nagłośnienie w Atlas jest gówniane. Co do Ironów się zgadzam, też byłem i nie było słychać nic więcej poza ogólnym trzaskiem i hałasem. Może to wina tego, że na Black Sabbath byłem w Golden Circle a na IM na trybunach? Nie wiem, ale nagłośnienie na Atlas było naprawdę w porządku. Zobaczymy co będzie na Judas Priest :)

      Usuń
  2. Zajebisty koncert !!!

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.