2 listopada 2013

[Artykuł] Najważniejsze utwory King Crimson

Jeden z najbardziej oryginalnych i innowacyjnych zespołów w historii muzyki, bez wątpienia zasługujący na obecność w cyklu "Najważniejsze utwory...". Poniższa lista zawiera wyłącznie kompozycje z lat 1969-74, gdyż późniejsze dokonania King Crimson nie były już tak przełomowe, ani ekscytujące (zwłaszcza te z lat 80., o bardziej komercyjnym charakterze). Pierwszy okres działalności zespołu przyniósł natomiast tak ponadczasowe utwory, jak "21st Century Schizoid Man", "Epitaph", "Larks' Tongues in Aspic" czy "Starless". O wszystkich z nich, a także wielu innych, możesz przeczytać w poniższym tekście.

King Crimson '69: Robert Fripp, Michael Giles, Greg Lake, Ian McDonald i Peter Sinfield.

1. "21st Century Schizoid Man" (z albumu "In the Court of the Crimson King", 1969)

Utwór łączący rock progresywny, jazz i hard rock, odrzucający natomiast charakterystyczne dla muzyki rockowej wpływy bluesa (jak zresztą cała wczesna twórczość King Crimson). Większość riffów napisał Ian [McDonald, saksofonista/klawiszowiec], ale inni muzycy też mieli duży wkład - mówił ówczesny tekściarz grupy, Peter Sinfield. I tak te bardzo agresywne dźwięki sprowokowały mnie do stworzenia agresywnego tekstu. Takiego na przekór wszystkiemu. Ważne było dla mnie nie tylko znaczenie słów, ale też ich brzmienie: miały być kanciaste, ostre, drażniące. Te słowa miały być cierniste, owinięte drutem kolczastym.
Utwór rozpoczyna się szumem, z którego wyłania się ciężki riff, grany unisono przez gitarę Roberta Frippa i saksofon Iana McDonalda. Drugi przyznawał, że wymyślił go wspólnie z basistą/wokalistą Gregiem Lakem. Wokal w zwrotkach (tekst składa się z trzech zwrotek i nie posiada refrenu) został celowo zniekształcony, aby wzmocnić antywojenną wymowę tekstu. Świadomie przesterowaliśmy wokal na konsolecie i zmieniliśmy środkowe pasmo przy każdym uderzeniu hi-hatu w zwrotkach - przyznawał McDonald.
W środku utworu pojawia się instrumentalna część, nosząca własny tytuł - "Mirrors", z drapieżną solówką saksofonu, która gwałtownie się urywa, gdyż na tej samej ścieżce musiał wejść jeszcze gitarowy popis Frippa - zespół dysponował tylko 8-śladowym magnetofonem. Nie było to dla nich jednak ograniczeniem. Z upodobaniem zaznaczam, że nagraliśmy to od początku do końca w jednym podejściu, bez żadnego montażu - mówił McDonald. Potem było tylko kilka dogrywek. W przeciwieństwie do tego, co ktoś może pomyśleć, była to właściwie betka w porównaniu z innymi kawałkami.
Kakofoniczną końcówkę utworu zaproponował saksofonista. Heavy metal nigdy nie robił na mnie wrażenia - mówił po latach Fripp. W tym czasie nikt nie brzmiał tak jak my na żywo. Jak dla mnie "Schizoid" był pierwszym heavy metalowym kawałkiem, ten dźwięk saksofonu puszczony przez piec Marshalla... McDonald z kolei mówił: To niesamowity utwór, pewnie nie na każdy gust, ale zdecydowanie innowacyjny. Pamiętam jak wziąłem taśmę z "Schizoid Man" do domu i pomyślałem: "Co to jest?". Sam nie wiedziałem - dla mnie też była to nowość.
"21st Century Schizoid Man" był jednym z najczęściej wykonywanym na żywo utworem przez zespół - w latach 1969-74 (czyli do pierwszego zawieszenia działalności King Crimson) był obowiązkowym punktem każdego koncertu, później został przypomniany tylko na trasie z 1996 roku.


2. "I Talk to the Wind" (z albumu "In the Court of the Crimson King", 1969)

Delikatny utwór, w którym wokalowi Grega Lake'a towarzyszy głownie akompaniament fletu, w wykonaniu Iana McDonalda, a także delikatne partie Frippa i perkusisty Michaela Gilesa. Utwór powstał jeszcze w czasach, gdy zespół funkcjonował pod nazwą Giles, Giles and Fripp - w krótkim okresie, kiedy za śpiew odpowiadała wokalistka Judy Dyble (bardziej znana z zespołu Fairport Convention). Wersję "I Talk to the Wind", zarejestrowaną z jej udziałem, można znaleźć na kompilacji "A Young Person's Guide to King Crimson" z 1976 roku.
Utwór był sporadycznie grany na żywo - tylko w 1969 roku, dopóki zespół funkcjonował w oryginalnym składzie.


3. "Epitaph" (z albumu "In the Court of the Crimson King", 1969)

Jest to utwór o patrzeniu z dezorientacją na świat, który staje się coraz bardziej szalony - mówił Greg Lake. King Crimson miał dziwną zdolność pisania o przyszłości w sposób bardzo proroczy. Obecnie przesłanie tego tekstu jest jeszcze bardziej aktualne, niż w czasie, gdy został napisany
Poetycki tekst, idealnie współgrający z monumentalną muzyką, został oczywiście napisany przez Petera Sinfielda i dotyczy niepewnej przyszłości ludzkości, która spoczywa w rękach szaleńców.
W Wielkiej Brytanii utwór został wydany na singlu, ale dopiero w 1976 roku - w celu promocji wspomnianej wyżej kompilacji "A Young Person's Guide to King Crimson". Na stronę B trafił utwór "21st Century Schizoid Man" (nieobecny na składance).
"Epitaph" był regularnie grany na żywo do rozpadu oryginalnego składu.


4. "Moonchild" (z albumu "In the Court of the Crimson King", 1969)

Kolejny dowód innowacyjności zespołu. Utwór składa się z dwóch zupełnie różnych części: "The Dream" to prosta, dwu i pół minutowa piosenka z partią wokalną i akompaniamentem gitary akustycznej i melotronu, natomiast "The Illusion" to blisko 10-minutowa freejazzowa improwizacja, nieprzypominająca niczego, co wcześniej proponowały zespoły rockowe. W tej drugiej części Robert Fripp cytuje fragment utworu "The Surrey With the Fringe on Top", pochodzącego z musicalu "Oklahoma!" Richarda Rodgersa i Oscara Hammersteina. W najnowszej reedycji albumu "In the Court of the Crimson King" fragment ten (trwający około dwóch minut) został wycięty, aczkolwiek pełna wersja "Moonchild" została dodana jako bonus.


5. "The Court of the Crimson King" (z albumu "In the Court of the Crimson King", 1969)

Podniosły finał debiutanckiego albumu King Crimson. Kompozycja opiera się na charakterystycznym motywie, granym na melotronie. Zasadnicza część utworu składa się z czterech zwrotek, a następnie zaczyna się część instrumentalna, zatytułowana "The Return of the Fire Witch". Po siedmiu minutach utwór się wycisza, ale na koniec pojawia się jeszcze krótka repryza, o tytule "The Dance of the Puppets".
W kilku krajach - w Wielkiej Brytanii, Francji, Holandii, USA i Japonii - "The Court of the Crimson King" został wydany na singlu. Utwór został podzielony na dwie części - każda z nich wypełniła inną stronę 7-calowej płyty. We Francji okazał się sporym przebojem, utrzymując się przez trzy tygodnie w tamtejszym notowaniu (najwyższa pozycja: 3.), doszedł także do 80. miejsca na amerykańskim Billboard Hot 100. Był to jeden z dwóch singli King Crimson (obok "Heartbeat" z 1982 roku), które były notowane w Stanach.
"The Court of the Crimson King" był regularnie grany przez zespół na żywo w latach 1969-71.


6. "Cat Food" (z albumu "In the Wake of Poseidon", 1970)

Chociaż utwór powstał jeszcze w czasie istnienia oryginalnego składu (na co wskazuje kompozytorski udział McDonalda), to został nagrany dopiero po jego rozpadzie, na drugi longplay zespołu. Zespół, wsparty przez jazzowego pianistę Keitha Tippetta, zwraca się w tym utworze w stronę jazzu, kosztem elementów rockowych. W pewnym sensie była to zapowiedź dwóch kolejnych albumów, zdecydowanie najbardziej jazzowych w całej dyskografii King Crimson.
"Cat Food" został wydany na singlu - na potrzeby małej płyty, kawałek został skrócony o dwie minuty. Na stronie B znalazł się utwór "Groon", czyli zapis improwizacji Frippa oraz Michaela i Petera Gilesów. Chociaż singiel nie odniósł sukcesu komercyjnego (nie był notowany w żadnym kraju), zespół został zaproszony do "zagrania go" w brytyjskim programie Top of the Pops (wszyscy wykonawcy występujący w tym programie mieli jedynie udawać, że grają, a muzyka leciała z playbacku - jedynie zespołom The Who i Iron Maiden udało się wymusić, że zagrają na żywo). King Crimson - w składzie Fripp, Lake, Tippett oraz bracia Giles - wystąpił w programie 25 marca 1970. Było to jedyne publiczne wystąpienie zespołu w tym roku, a także ostatnie z Lakem i Gilesami.
"Cat Food" był później wykonywany na żywo w latach 1973-74.


7. "Lizard" (z albumu "Lizard", 1970)

Najdłuższy utwór w repertuarze King Crimson (23 minuty, 25 sekund), składający się z czterech części: "Prince Rupert Awakes", "Bolero - The Peacock's Tale", "The Battle of Glass Tears" (podzielonego na trzy części: "Dawn Song", "Last Skirmish" i "Prince Rupert's Lament") oraz "Big Top".
Większość utworu jest bardzo eksperymentalna, oparta na improwizacjach muzyków. Na tle całości wyróżnia się część "Prince Rupert Awakes", oparta na bardziej "piosenkowej" strukturze. Gościnnie zaśpiewał w niej Jon Anderson z grupy Yes, ponieważ ówczesny wokalista King Crimson, Gordon Haskell, nie mógł poradzić sobie z linią wokalną tego fragmentu.


8. "Larks' Tongues in Aspic" (z albumu "Larks' Tongues in Aspic", 1973)

Nowy skład grupy - w którym obok Frippa znaleźli się basista/wokalista John Wetton, perkusista Bill Bruford, oraz grający na skrzypcach David Cross (a początkowo także grający na perkusjonaliach Jamie Muir) - uznawany jest za najlepiej radzący sobie na scenie, mający do perfekcji opanowaną umiejętność zespołowych improwizacji. Jednym z najlepszych przykładów na co stać tych muzyków jest utwór tytułowy pochodzący z pierwszej wspólnej płyty, podzielony na dwie części (otwierającą i zamykającą album), trwające w sumie ponad dwadzieścia minut.
Obie części były regularnie grane na żywo w latach 1972-74, czyli dopóki istniał powyższy skład. Część druga była wykonywana także przez późniejsze składy, na większości koncertów.
Po latach grupa stworzyła kolejne dwie części "Larks' Tongues in Aspic" - trzecia znalazła się na albumie "Three of a Perfect Pair" (1984), a czwarta na "The ConstruKction of Light" (2000).


9. "Book of Saturday" (z albumu "Larks' Tongues in Aspic", 1973)

Najkrótszy (niespełna trzy minuty) i najłagodniejszy utwór z albumu. Tekst został napisany przez Richarda Palmer-Jamesa, który zaczął pełnić rolę tekściarza grupy, odkąd Fripp postanowił zrezygnować z usług Petera Sinfielda. Znaczenie utwór Palmer-James wyjaśniał następująco: To rodzaj pieśni miłosnej. Ma w sobie coś z przeglądania księgi, w którą wkleja się zdjęcia, fragmenty różnych swoich dzieł, listy zakupów, wspomnienia, bilety. Nie chodzi o to, że jest to wyliczanka różnych takich rzeczy, a raczej o to, że poszczególne obrazy w tekście zostały jakby przywołane podczas przeglądania takiej księgi. Ten utwór to sięganie do wspomnień o sobie z czasu, gdy było się kimś innym.
Utwór był regularnie wykonywany na żywo w latach 1972-74.


10. "Easy Money" (z albumu "Larks' Tongues in Aspic", 1973)

To nie miał być tekst o gwieździe rocka czy gwieździe muzyki pop - mówił Palmer-James, zaprzeczając jednej z interpretacji tekstu. To rzecz ogólniejsza, o wszystkich tych, którzy kierują się w życiu najniższymi pobudkami. To taki drobiazg napisany dla zabawy. Wiesz, zwykle twórczość King Crimson odbierana jest z niesłychaną powaga, tymczasem zawsze był w niej obecny element zabawy. Nawet na płytach "Lark's Tongues In Aspic", "Starless And Bibie Black" i "Red", w gruncie rzeczy niesłychanie mrocznych. Także na koncertach. Nawet dla mnie było pewnym zaskoczeniem, gdy przekonałem się, że King Crimson na żywo to nie tylko coś ciężkiego, mrocznego i wydumanego, ale zarazem świetny rock'n'rollowy show. Może trudno to sobie wyobrazić, gdy słucha się albumów, ale tak było.
"Easy Money" należał do stałych punktów koncertowej setlisty w latach 1972-74.


11. "The Night Watch" (z albumu "Starless and Bible Black", 1974)


Jeden z zaledwie trzech utworów (obok "The Great Deceiver" i "Lament"), jakie udało się grupie skomponować i zarejestrować podczas sesji, która odbyła się w styczniu 1974 roku i miała przynieść materiał na szósty studyjny album King Crimson (ostatecznie muzycy wpadli na pomysł zamieszczenia na albumie improwizacji zarejestrowanych podczas koncertów). Ówczesny perkusista, Bill Bruford, przyznawał: Nie za bardzo umieliśmy razem tworzyć. Nie mieliśmy dużo materiału, płyty były krótkie. Nagrywaliśmy je, kiedy udało nam się zebrać minimum materiału.
Wstęp utworu powstał nieco wcześniej od dalszej części - to po prostu fragment improwizacji z występu w Amsterdamie, 23 listopada 1973 roku (którego inne fragmenty wypełniły blisko połowę albumu "Starless and Bible Black"). Również tekst, autorstwa Richarda Palmer-Jamesa, powstał wcześniej. "The Night Watch" i "Lament" to bodajże jedyne teksty, które powstały wcześniej niż muzyka - mówił tekściarz. Zwykle bowiem najpierw były kompozycje King Crimson, a dopiero później ja dobierałem do nich słowa. Oba wspomniane przez siebie teksty napisał z myślą o albumie solowym, ale postanowił przekazać je zespołowi.
Sam tekst "The Night Watch" jest dość nietypowy - został zainspirowany obrazem "Straż nocna" Rembrandta. Ów obraz zawsze wydawał mi się czymś owianym tajemnicą - mówił Palmer-James. Wiesz, kilka lat wcześniej, jeszcze w szkole, poświęciłem wiele czasu studiom nad nim. A w tym czasie nadal próbowałem przeniknąć jego tajemnicę. Owocem był utwór "The Night Watch", jakby niewielki esej o siedemnastowiecznej Holandii i sytuacji Rembrandta jako malarza oraz zadaniach, których musiał się podejmować, aby utrzymać się przy życiu. Problem z "The Night Watch" polega na tym, że nie jestem przekonany, czy rozważania tego rodzaju nadawały się na temat utworu rockowego. Muszę ci zresztą powiedzieć, iż miałem sposobność się przekonać, że dla wielu fanów King Crimson tekst "The Night Watch" pozostał czymś kompletnie niezrozumiałym.
"The Night Watch" został wydany na singlu - pierwszym od czasu wydanego cztery lata wcześniej "Cat Food" - ale nie dostał się do notowań. Na stronie B znalazł się utwór "The Great Deceiver".


12. "The Great Deceiver" (z albumu "Starless and Bible Black", 1974)

Kim jest tytułowy wielki oszust? Chodzi o Szatana. Śladów jego obecności można się zresztą doszukać w wielu utworach King Crimson - wyjaśniał Palmer-James. Utwór wyróżnia się przede wszystkim tym, że część tekstu (słowa: Cigarettes, ice cream, figurines of the Virgin Mary) napisał Robert Fripp. John odwiedził mnie wtedy w Monachium i powiedział: "Słuchaj, Robert napisał taki wiersz i chciałby, aby znalazł się on w tekście jednego z utworów" - opowiadał Palmer-James. A ja odparłem: "W porządku, nie ma sprawy". Chodzi o  wers, który stał się refrenem "The Great Deceiver". O ile wiem, są to jedyne słowa, jakie Robert napisał dla King Crimson. Moim zadaniem było stworzenie dla nich oprawy, dobudowanie scenerii. Powstał utwór satyryczny, ironiczny komentarz do wszelkich działań komercyjnych.
Utwór był wykonywany na żywo wyłącznie podczas trasy z 1974 roku.


13. "Red" (z albumu "Red", 1974)

Ciężki, połamany rytmicznie utwór, będący... najczęściej wykonywanym przez grupę na żywo. Nigdy nie został jednak zagrany na koncercie przez skład, który nagrał wersję studyjną. Stało się tak przez Roberta Frippa, który doszedł do wniosku, że jeśli grupa wyruszy w trasę promującą album "Red", to odniesie sukces komercyjny - a tego Fripp chciał uniknąć, wolał rozwiązać King Crimson. Utwór został po raz pierwszy zagrany w 1981 roku, po reaktywacji grupy w nowym składzie. W setliście utrzymał się do roku 1984, czyli kolejnego zawieszenia działalności (spowodowanego skomercjalizowaniem zespołu). Równo dekadę później zespół powrócił, a "Red" znów stał się stałym punktem koncertów.


14. "Fallen Angel" (z albumu "Red", 1974)

Ten tekst napisałem razem z Johnem Wettonem - mówił Palmer-James. Najpierw obaj przygotowaliśmy różne wersje tekstu, a później połączyliśmy fragmenty kilku z nich w całość. To rzecz o życiu w wielkim mieście, o koszmarach, w jakie ono obfituje.
Zalążek utworu powstał już w 1972 roku, podczas koncertowej improwizacji. Ostateczna wersja opiera się na zestawieniu balladowych zwrotek, utrzymanych w metrum 4/4 z ciężkim, przytłaczającym refrenem w metrum 3/4. Jest to ostatni utwór King Crimson, w którym Robert Fripp gra na gitarze akustycznej. Gościnnie w nagraniu wzięli udział Robin Miller (obój) oraz Mark Charing (kornet).


15. "Starless" (z albumu "Red", 1974)

Zaprezentowałem ten utwór zespołowi podczas prób przed nagraniem "Starless and Bible Black" - mówił Wetton. Miał to być tytułowy utwór, ale nikomu się nie podobał. Rok później, kiedy robiliśmy próby przed nagraniem "Red", znowu graliśmy ten utwór i ktoś - nie pamiętam kto - powiedział, że jest wspaniały. Zaczęliśmy nad nim pracować - Robert Fripp wymyślił wstęp, podstawowy riff wyszedł od Billa Bruforda, natomiast moje są zwrotki i linia melodyczna. Nazwaliśmy go "Starless", ponieważ tytuł "Starless and Bible Black" wykorzystaliśmy już wcześniej.
Słowa tradycyjnie napisał Richard Palmer-James. Ten tekst to zaledwie dwanaście wierszy i dlatego napisanie go było tak trudne - mówił. Przygotowałem pięć czy sześć wersji, każda na zupełnie inny temat. Pokazałem je Johnowi, a on wybrał różne fragmenty, dodał coś od siebie i stworzył nową całość. Powstał tekst bardzo impresyjny. Wydaje się, że mówi on o rozczarowaniu pomiędzy dwojgiem bliskich przyjaciół, niekoniecznie kochanków. Jeśli można zinterpretować "Starless", jest to rzecz o rozpadzie przyjaźni.
Utwór - ostatni na ostatnim albumie przed pierwszym rozwiązaniem zespołu - jest jakby podsumowaniem dotychczasowej twórczości King Crimson. Balladowy początek, z partiami melotronu i saksofonu, bezpośrednio nawiązuje do dwóch pierwszych longplayów, natomiast jego instrumentalne rozwinięcie to kolejny popis improwizacyjnych umiejętności składu z Wettonem i Brufordem. Co ciekawe, w nagraniu wzięło udział dwóch dawnych członków grupy, saksofoniści Ian McDonald i Mel Collins. Drugi z nich następująco tłumaczył jak doszło do odnowienia współpracy z zespołem: Jako muzyk sesyjny byłem w studiach Olympic razem z Humble Pie. Nagrywaliśmy w jednym z pomieszczeń, a w innym pracował King Crimson. Natknąłem się na Roberta, który, jak się okazało, potrzebował saksofonu w jednym z utworów.
Pomysł zaproszenia McDonalda (który zagrał także w innym utworze z "Red", "One More Red Nightmare") wyszedł od Wettona. Wkrótce potem saksofonista powrócił do zespołu jako pełnoprawny członek - niestety, nie zdążył z nim już nic nagrać ani zagrać żadnego koncertu, bo Fripp podjął decyzję o zakończeniu działalności.
"Starless" grany był na wszystkich koncertach King Crimson, między marcem a lipcem 1974 roku, czyli jeszcze przed odejściem Davida Crossa i nagraniem albumu "Red".


4 komentarze:

  1. "21st Schizoid Century Man" został też wykonany razem z Dream Theater 19 lipca 2012 roku, kiedy wystąpili razem z ówczesną inkarnacją Crimson ProjeKCt: http://www.youtube.com/watch?v=k_v-TrRZsAo ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. King Crimson nigdy nie był komercyjny, nawet w latach 80-tych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W latach 69-76 pod szyldem King Crimson wydane zostało siedem albumów studyjnych i tylko cztery single, z których tylko "The Court of the Crimson King" był notowany na amerykańskiej liście (na drugim liczącym się rynku muzycznym, brytyjskim, żaden nie był). Ale to były czasy bardziej przychylne dla ambitnej muzyki (vide ogromny sukces "The Dark Side of the Moon" Floydów). W tym kontekście 80. pozycję wspomnianego singla nie można uznać za wielki sukces.

      Dla porównania, w latach 81-84 na trzy albumy studyjne przypadło aż siedem singli, w tym "Sleepless", czyli jedyny brytyjski przebój grupy - 79. miejsce w notowaniu, w czasach dominacji plastikowych przebojów. A bynajmniej nie był to jedyny "radiowy" kawałek na albumach "Beat" i "Three of a Perfect Pair" - ten drugi także Robert Fripp uważa za zbyt "konwencjonalny".

      Usuń
  3. Nie zgadzam się z opinią jakoby King Crimson lat 80 miałoby być bardziej komercyjne. Robert po prostu się rozwinął, poszedł z duchem czasu, co także słychać na Thrak albo Power to Believe. Discipline komercyjne? Sheltering Sky komercyjne? A może LTIA pt 3? Fakt, na kolorowej trylogii jest najwięcej ballad i utworów o bardziej piosenkowym zabarwieniu, ale uważam, że jest tam trochę kompozycji zasługujących na szacunek. Co więcej, uważam, że Discipline jest najoryginalniejszym rockowym albumem.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.