18 czerwca 2013

[Artykuł] Najważniejsze utwory Deep Purple

Napisanie tego tekstu sprawiło mi więcej trudności, niż się spodziewałem. Ciężko było dotrzeć do wypowiedzi muzyków na temat poszczególnych utworów - z wyjątkiem tych pochodzących z albumów "In Rock" i "Machine Head" - tutaj akurat był ich nadmiar (patrz fragment o "Smoke on the Water"). Szkoda, że dziennikarze rozmawiający z zespołem nie pamiętają, że grupa wydała także inne płyty, często równie dobre jak obie wspomniane (chociażby "Burn" i "Perfect Strangers").
Zdecydowałem pominąć dwa utwory, które być może powinny się tutaj znaleźć: pierwszy przebój Deep Purple, "Hush", który nie jest autorską kompozycją grupy, oraz "Concerto for Group and Orchestra", którego nie można traktować na równi z ich innymi utworami.

Deep Purple Mark II: Jon Lord, Ian Paice, Ian Gillan, Ritchie Blackmore i Roger Glover.

1. "April" (z albumu "Deep Purple", 1969)

Pierwszy (i jedyny obok "Concerto for Group and Orchestra" i "Gemini Suite") utwór w repertuarze grupy, który pokazuje jak według Jona Lorda powinien brzmieć Deep Purple. Ta wielowątkowa kompozycja składa się z trzech części: pierwsza to popisy Lorda i gitarzysty Ritchiego Blackmore'a, nawiązujące do muzyki barakowej; w drugiej muzyków zespołu zastępuje orkiestra; natomiast część trzecia to zwykłe, hard rockowe granie - dopiero tutaj pojawia się partia wokalna. "April" był pierwszym krokiem ku koncertowym współpracom z orkiestrami, jakie niedługo potem miały nastąpić. Wizja Lorda nie przypadła do gustu pozostałym muzykom. Ówczesny basista, Nick Simper, mówił: Jeśli mam być szczery, wszyscy czuliśmy, że Jon Lord traktuje zespół jak odskocznię do własnej kariery. Moim zdaniem chciał być kimś takim jak Rick Wakeman. Zamierzał po jakimś czasie odłączyć się od Deep Purple i zająć się własną twórczością. Co w końcu, po wielu latach, udało mu się zrobić.
Sam Lord bronił się: To nigdy nie miało być wyznacznikiem kierunku zespołu. To był tylko eksperyment.
Pierwsza część utworu "April" znalazła się na stronie B singla "Hallelujah". Utwór ze strony A (dostarczony grupie przez songwritterów Rogera Greenawaya i Rogera Cooka) był pierwszym nagraniem Deep Purple, w jakim wzięli udział wokalista Ian Gillan i basista Roger Glover.


2. "Black Night" (niealbumowy singiel, 1970)

Próbowaliśmy wtedy stworzyć coś, co nadawałoby się na singiel - wspominał Gillan. Mordowaliśmy się z tym cały dzień. Próbowaliśmy różnych rzeczy, ale żadna się do niczego nie nadawała. Rzuciliśmy to więc w cholerę i poszliśmy do pubu. A kiedy wróciliśmy do studia, pierwsza rzecz, jaka przyszła Ritchiemu do głowy to właśnie ten riff. Dopiero wtedy wszyscy się zrelaksowali. A ja i Roger [Glover] wróciliśmy do pubu i przy kolejnym piwie napisaliśmy tekst. Popatrzyliśmy na siebie i któryś z nas zapytał: "Ale o czym to właściwie jest?", a drugi odpowiedział: "Nie mam pojęcia!".
Utwór nie trafił na przygotowywany wówczas album "In Rock" (poza wydaniem meksykańskim, gdzie umieszczony był na otwarcie krązka), ale znalazł się na wydanym w tym samym czasie singlu, który zresztą okazał się największym sukcesem w karierze zespołu, dochodząc do 2. miejsca w brytyjskim notowaniu. Album "In Rock" był hitem, ale "Black Night" wyniósł nas w stratosferę w Europie - ekscytował się Glover. To niesamowite czego może dokonać jedna piosenka. Nagle wszyscy Cię znają!


3. "Speed King" (z albumu "In Rock", 1970)

Ritchie chciał coś szybkiego na otwarcie setu i ten riff wyszedł ode mnie - wyjaśniał Glover w jednym z wywiadów. Podczas innego dokładnie opisał jak utwór powstał: Ritchie wspominał, że podoba mu się "Fire" Hendrixa. Stałem w tej dużej, pełnej echa sali gimnastycznej, i lękliwie zacząłem grac pierwszą rzecz w podobnym klimacie, jaka przyszła mi do głowy. Dźwięk basu Precision rozbrzmiewał samotnie, odbijając się od brudnych, pokrytych lamperią ścian. Po prostu to wymyśliłem, zaskakując samego siebie tym wyskokiem. Wtedy wszyscy się przyłączyli, sprawili, że zabrzmiało to świetnie. Nastąpił jam, który wyznaczył kształt utworu.
Tekst Gillana opiera się na fragmentach starych, rock and rollowych kawałków. U podstaw tego kawałka legł przebój Little Richarda "Good Golly Miss Molly" - przyznawał wokalista. Tekst zawiera wręcz cytaty z niego. Wprowadziłem je jako wyraz szacunku dla tych, którzy dali początek rock'n'rollowi. Ich twórczość inspirowała mnie. Wydaje mi się, że tekst "Speed King" jest dość oryginalny - powołanie się na swoich mistrzów, wskazanie własnych źródeł inspiracji  było wtedy czymś nowym, przed nami chyba nikt inny tego nie robił.
Początkowo "Speed King" był jednak wykonywany z innymi tekstami i pod innymi tytułami (najpierw "Kneel and Pray", potem "Ricochet").
Zgiełkliwy wstęp utworu został uznany za zbyt brutalny dla wrażliwych amerykanów i został pominięty na tamtejszym wydaniu "In Rock".


4. "Child in Time" (z albumu "In Rock", 1970)

Początek tego najbardziej wyróżniającego się utworu na płycie, sprawiającego wrażenie najbardziej przemyślanego, był taki sam, jak innych kompozycji. Narodził się przypadkiem, w czasie próby. Podczas jamowania zapadła cisza - mówił Glover. Ktoś wtedy powiedział: "Pamiętacie utwór 'Bombay Calling' It's a Beautiful Day?". Jon zaczął go dla nas grać. Dołączyliśmy, zwolniliśmy tempo, Ian zaczął coś śpiewać i brzmiało to interesująco. Na bazie cudzego utworu powstał liryczny wstęp kompozycji, podczas którego Gillan przejmująco śpiewa swój antywojenny tekst. Jest to utwór o głupocie, o zaślepieniu przywódców świata - tłumaczył wokalista. Miałem na myśli tych, którzy gotowi są rozstrzelać świat - jednostka się dla nich zupełnie nie liczy. A powołują się na ideologie, które są absolutnym szaleństwem. Wraz z zaostrzaniem muzyki, partia wokalna zmienia się w przeszywający krzyk. Nawet Blackmore chwalił Gillana: To prawdopodobnie jedyny wokalista, który mógł to zaśpiewać. Pokazał się od najlepszej strony. Gitarzysta skromnie natomiast oceniał swoje popisy w dalszej, instrumentalnej części utworu: Solówka gitarowa jest raczej przeciętna. Nagrałem ją w dwóch lub trzech podejściach. W tamtych czasach, gdy trzeba było nagrać solówkę, dostawałem około 15 minut. Tyle wystarczało gitarzyście.
"Child in Time" był stałym punktem koncertów w latach 1969-73, wypadł z setlisty wraz z odejściem Gillana, ale wrócił wraz z nim w 1984 roku i był regularnie grany do 1995. Od tamtej pory nawet Gillan nie jest w stanie poradzić sobie z tą partią wokalną.


5. "Hard Lovin' Man" (z albumu "In Rock", 1970)

Roger Glover przyznaje, że to jego ulubiony utwór w repertuarze Deep Purple. W wykonaniu jest mnóstwo ognia, a solo Jona - bliskie wyczynom na scenie - mówił basista. Według mnie utwór ten oddaje prawdziwy charakter zespołu w tamtym czasie: motoryczną moc, dziwne kompozycje, eksperymenty, dwie wspaniałe solówki, nonszalancki wyzywający tekst, żywiołowe nastawienie... Czuć zespół, który się odnalazł. Kiedy indziej mówił: Naprawdę trudno stworzyć coś prostego, co nie jest głupie albo nie brzmi jak tysiąc innych kawałków. Wydaję mi się, że chodzi właśnie o tę formułę, która w przypadku Deep Purple doskonale zadziałała. I już na "In Rock" odkryliśmy siebie. Dla mnie najlepsze świadectwo to utwór "Hard Lovin' Man". Kiedy go nagraliśmy, po raz pierwszy usłyszałem Deep Purple, prawdziwe Deep Purple. Nie "Speed King", nie "Child in Time", ale właśnie "Hard Lovin' Man". Ponieważ jest najbliższy tego, jak brzmieliśmy na scenie. Ma w sobie ducha grania na żywo.
Utwór został zadedykowany Martinowi Birchowi - oficjalnie inżynierowi dźwięku albumu. Muzycy jednak przyznają, że jego rola była bardziej istotna, równa producentowi albumu. Myślę, że w końcu zostawałeś z brzmieniem Martina, a nie swoim, ale ono było tak dobre, że nie miałeś nic przeciw - to słowa Iana Paice'a, natomiast Jon Lord mówił: To już taki slogan: zespół mówi o producencie jako o kolejnym członku grupy. Ale u nas wtedy to naprawdę tak działało. Martin był jednym z nas. Był niesamowicie inspirujący. Jego wysiłek uznaję za heroiczny. Musiał bowiem znajdować kompromisy między naszą piątką - a było to pięć różnych charakterów.
Martin Birch współpracował z Deep Purple od albumu "In Rock" do "Come Taste the Band" - dopiero na tej ostatniej został dopisany jako współproducent. Birch produkował także albumy wielu innych kultowych wykonawców z kręgu muzyki hard rockowej i heavy metalowej: m.in. Wishbone Ash (albumy od "Wishbone Ash" do "Argus"), Rainbow (od "Ritchie's Blackmore Rainbow" do "Long Live Rock 'n' Roll"), Whitesnake (od "Snakebite" do "Slide It In"), Black Sabbath ("Heaven and Hell" i "Mob Rules") oraz Iron Maiden (od "Killers" do "Fear of the Dark"). Współpracował także z Jeffem Beckiem i Fleetwood Mac. Od 1992 roku jest na emeryturze.


6. "Strange Kind of Woman" (niealbumowy singiel, 1971)

Utwór zarejestrowany w tym samym czasie, co album "Fireball", ale obecny tylko w amerykańskim wydaniu tego longplaya (zamiast "Demon's Eye"). W Wlk Brytanii ukazał się na singlu i doszedł do 8. miejsca notowań.
Utwór początkowo nosił tytuł "Prostitute". Na koncertowym albumie "Deep Purple in Concert" (zarejestrowany w latach 1970-72, wydany w 1980 roku) można usłyszeć zapowiedź Gillana, w której tłumaczył o czym jest ten tekst: To o naszym przyjacielu, który związał się z bardzo złą kobietą. To smutna historia. W końcu się pobrali, a kilka dni później kobieta zmarła. Na swojej stronie internetowej wokalista przedstawia jednak inną wersję tej historii, przyznając, że to o kobiecie, w której sam był zakochany (kim była wyjaśnia pierwotny tytuł), ale dodaje, że piosenka jest nie tylko o tej jednej kobiecie.
Podczas koncertów, utwór zawsze był rozbudowywany o dialog, między gitarą Blackmore'a, a Gillanem.


7. "Fireball" (z albumu "Fireball", 1971)

Muzycy zespołu - poza Ianem Gillanem - nie przepadają za albumem "Fireball", podobne zresztą jak wielu fanów. Pod koniec lat 90. Roger Glover próbował wyjaśnić dlaczego longplay nie spotkał się z uznaniem: Są tacy, którzy rozpatrują płyty w kategoriach przebojów. I właśnie dlatego "Fireball" nie był takim sukcesem, jak "In Rock". Najwyraźniej zapomniał, że jedyny singlowy przebój z sesji "In Rock", "Black Night", nie trafił na tamten album. Tymczasem na "Fireball" znalazł się jeden przebój - utwór tytułowy, który doszedł do 15. miejsca w brytyjskim notowaniu. Co prawda, kawałek nie dorównuje obecnie popularnością wielu niealbumowym utworom z "In Rock", ale winę za to ponosi sam zespół, który tylko sporadycznie wykonywał go na koncertach.
Otwierający utwór dźwięk brzmiący jak przelatująca tytułowa ognista kula, to w rzeczywistości odgłos włączanej klimatyzacji. Kawałek wyróżnia się ponadto solówką na gitarze basowej, przy braku tradycyjnej gitarowej solówki. Początkowo miała ona kończyć "Fireball" (jak można się dowiedzieć z pierwszej zarejestrowanej, instrumentalnej wersji kawałka, obecnej na reedycji albumu), ostatecznie utwór został wyciszony wcześniej.
A tekst? "Fireball" to oczywiście kawałek o kobiecie - mówił Gillan. Ale jest w nim zarazem coś surrealistycznego. Staraliśmy się bowiem uniknąć dosłowności, aby do końca nie było wiadomo, o co chodzi.


8. "Highway Star" (z albumu "Machine Head", 1972)

Utwór powstał przypadkiem, 13 września 1971 roku, kiedy zespół jechał na koncert w Porstmouth. W busie towarzyszyli im dziennikarze. Jeden z nich spytał jak komponujemy piosenki - opowiadał Gillan. Ritchie miał wtedy dobry humor, więc powiedział: "o tak!" i zaczął rytmicznie uderzać w struny gitary. Zaimprowizowałem tekst: "We're on the road, we're on the road, we're rock 'n' roll band". W innym wywiadzie, opowiadając tą samą historię, Gillan stwierdził, ze Blackmore grał wówczas na bandżo. W każdym razie, zespół dopracował pomysł na próbie i jeszcze tego samego wieczoru zaprezentował kompozycję przed publicznością. Później uległa ona oczywiście jeszcze wielu zmianom, zanim powstała ostateczna wersja, znana z albumu.
Wszystko napędza Ritchie, jego gitara brzmi jak karabin maszynowy - opisywał utwór Glover. Dużo tu pasaży i motywów neoklasycznych, trochę w stylu Mozarta. To nie są oczywiste współbrzmienia, takie jak kiedy gramy o tercję wyżej lub kwintę niżej. Tu czasem słychać tercję, czasem kwintę albo tonikę. To nadaje tej muzyce niesamowity wyraz, sprawia, że brzmi ona lirycznie i ładnie.
Uznałem, ze motyw w stylu Bacha nadawałby się na solówkę - dodawał Lord. Wykorzystaliśmy go po znacznym przyśpieszeniu. Tekst utworu został natomiast podsumowany przez klawiszowca krótko: Samochód, a potem dziewczyna - znakomite zestawienie.


9. "Smoke on the Water" (z albumu "Machine Head", 1972)

Najbardziej znany utwór Deep Purple, z jednym z najsłynniejszych riffów wszech czasów. Jego wielkość tkwi w prostocie - składa się z zaledwie czterech dźwięków. Latami grałem na gitarze jazz - skomplikowane, szybkie rzeczy - mówił Blackmore. A potem zacząłem słuchać The Kinks, The Who... Zespołów, które grały bardzo prosto. Pomyślałem, że coś takiego dotrze do ludzi. Chciałem mieć wkład w ten nurt. Sięgnąłem po motyw z V Symfonii Beethovena i postanowiłem zagrać go od końca. Tak to powstało. To interpretacja, czy też inwersja "Piątki" Beethovena. Wiszę mu mnóstwo kasy.
Równie proste są słowa napisane przez Gillana. To interesujący tekst - historia powstania płyty "Machine Head" - wyjaśniał wokalista. W skrócie: w grudniu 1971 roku zespół przybył do Montreux, gdzie w tamtejszym kasynie miał zarejestrować swój szósty album. Niedługo po przyjeździe udali się do tego obiektu, na koncert Franka Zappy. Podczas występu wybuchł pożar i kasyno doszczętnie spłonęło. Był to świetny show - wspominał Gillan. Dopóki na zewnątrz nie zaparkował jakiś facet w wielkim samochodzie. W tamtych czasach na koncertach nie było praktycznie żadnej ochrony, więc gość mógł wejść prosto do hali, gdzie wyciągnął Verey - jeden z tych starych pistoletów na flary. Nikt nie zwrócił na niego uwagi, bo na koncercie Zappy mogło się zdarzyć wszystko. Wyglądało to więc na happening, gdy nagle się pojawił i odpalił w kierunku sufitu.
Co działo się dalej opowiadał Blackmore: Jakiś idiota zablokował wyjście awaryjne wieszakiem na ubrania. I chociaż tłum napierał, drzwi nie udało się otworzyć. Nikt tamtędy się nie wydostał! A sytuacja była naprawdę groźna, Wyobraź sobie kłęby dymu, w których nic nie widać - można się zaczadzić. A drzwi zablokowane wieszakiem na ubrania! Czyż nie jest to żałosne?W tym wszystkim Frank Zappa, który najpierw wygłosił do mikrofonu jakąś uspokajającą gadkę, a zaraz potem rzucił na ziemię gitarę i sam dał nogę przez okno. Był pierwszy, który zwiał. A pożar rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Zaledwie w pół godziny gmach spłonął do szczętu.
Dym unosił się jeszcze długo nad Jeziorem Genewskim; muzycy obserwowali go już z okna hotelu, kiedy - według Gillana - Glover wypowiedział słowa dym na wodzie, które dały tytuł utworu. Basista twierdzi jednak, że słowa te wypowiedział później, we śnie: Odzyskałem świadomość i zastanawiałem się, czy naprawdę to powiedziałem. Wyszło, ze tak. Uświadomiłem sobie, że to potencjalny tytuł piosenki.
W tekście brak informacji o tym, że kolejnym miejscem, w jakim mieli nagrywać, był Theatre du Pavilion. Zdążyli tam jednak zarejestrować tylko jeden utwór - właśnie "Smoke on the Water" - bez partii wokalnej. Kiedy zespół rozpoczął nagrywanie, na miejscu pojawiła się policja. Ponieważ graliśmy bardzo głośno, ktoś z sąsiedztwa ich wezwał - mówił Blackmore. Przyjechali i zaczęli dobijać się do drzwi. Chcieli nam oczywiście przerwać. Ale ponieważ wiedzieliśmy, że to policja, otworzyliśmy dopiero, gdy nagranie było już gotowe. Nie pozwoliliśmy sobie przerwać, co doprowadziło ich do szaleństwa. Można więc powiedzieć, że szwajcarska policja niemal doprowadziła do tego, że "Smoke on the Water" w ogóle by nie powstało. Gdybyśmy ich wpuścili, gdybyśmy pozwolili sobie przerwać, zanim utwór znalazł się na taśmie, i wznowili pracę później, powstałoby już zupełnie coś innego.
Następnie zespół przeniósł się - zgodnie z tym, co mówi tekst - do opuszczonego Grand Hotelu i z pomocą należącej do Rolling Stonesów ciężarówki z reżyserką, zarejestrowali partię wokalną "Smoke on the Water", oraz inne utwory, jakie trafiły na album "Machine Head". Cała sesja trwała zaledwie dwa tygodnie - od 6 do 21 grudnia 1971.
Muzycy nie od razu dostrzegli potencjał "Smoke on the Water". Początkowo wyśmiali pomysł wydania utworu na singlu, podsunięty im przez Joe Smitha, z amerykańskiego oddziału Warner Brothers. Jon Lord wspominał: Stwierdził, że to murowany typ na singiel. A my na to: "Chyba upadłeś na głowę!". Muzycy musieli się zdziwić, kiedy utwór doszedł do 4. miejsca amerykańskich notowań (najwyższą, 2. pozycję osiągnął w Kanadzie). "Smoke on the Water" stał się także jedyną małą płytą zespołu, której sprzedaż przyniosła Złotą Płytę (w Stanach). Dodać trzeba, że żadna z pozostałych nie przyniosła nawet Srebrnej.


10. "Space Truckin'" (z albumu "Machine Head", 1972)

W latach 60. telewizja ABC pokazywała serial o Batmanie - wspominał Blackmore. Pamiętam jak podobał się ludziom pochodzący z tego filmu prosty temat muzyczny, więc wymyśliłem podobny riff. Powiedziałem Gillanowi: "Mam pomysł, ale jest tak głupi i śmieszny, że nie wiem czy się do czegoś nadaje". Wokalista zareagował jednak entuzjastycznie i dopisał do niego tekst. Był komiks pod tytułem "Keep On Truckin'" - opowiadał Gillan o jednej z inspiracji. Jego bohaterowie, o dużych stopach, dziarsko maszerowali. A ponieważ w owym czasie imponował nam postępujący podbój kosmosu, uznałem, że będzie czymś ciekawym opisanie takiego marszu nie po zwykłej drodze, lecz po wszechświecie. W innym wywiadzie mówił: W Stanach popularny był taniec truckin'. Notatkę na ten temat w kolorowym magazynie ilustrowało zdjęcie niesamowitego chudzielca w ogromnych butach. Pod zdjęciem był podpis "Keep On Truckin'" albo coś w tym stylu. Przyszedł mi wtedy do głowy tytuł "Space Truckin'".
Utwór od razu wszedł do koncertowego repertuaru grupy, przeważnie jako zakończenie podstawowego setu. Kawałek, w wersji studyjnej trwający niewiele ponad trzy minuty, na żywo (w latach 1972-74) rozrastał się przeważnie do około dwudziestu minut, a czasem nawet do ponad pół godziny. Rozbudowany został o solowe popisy muzyków (wcześniej grane podczas wykonań "Mandrake Root"), często pojawiały się w nim także fragmenty innych kompozycji, jak "Fools" czy - podczas występów składu Mark III - "Child in Time". W latach 80. koncertowe wykonania "Space Truckin'" trwały już tylko po kilkanaście minut. Natomiast odkąd Ritchie Blackmore został zastąpiony przez Steve'a Morse'a, kawałek wykonywany jest sporadycznie, w wersji bliskiej studyjnego pierwowzoru, przynajmniej pod względem długości.


11. "When a Blind Man Cries" (strona B singla "Never Before", 1972)

Przejmująca ballada o nieco bluesowym charakterze, która nie trafiła na album "Machine Head", bo Blackmore uznał ją za zbyt spokojną i nie pasującą do pozostałych utworów. Kiedy wiele lat później Jon Lord został zapytany co zmieniłby na "Machine Head", odparł: Umieściłbym na płycie "When a Blind Man Cries", bo ten utwór pokazywał naszą wszechstronność.
Przekonałem się, że ludzie niepełnosprawni, w tym niewidomi, znakomicie dają sobie radę - tłumaczył swój tekst Gillan. Gdy ślepiec płacze - to już naprawdę musi być bardzo źle.
Utwór wszedł na stałe do koncertowego repertuaru grupy dopiero w 1993 roku, kiedy ze składu odszedł Blackmore. Wcześniej utwór był wykonany tylko raz, 6 kwietnia 1972 roku, podczas koncertu w Quebecu, w Kanadzie. W występie nie brał jednak udziału Blackmore, który akurat zachorował. Zastąpił go Randy California z grupy Spirit (tej samej, od której podobno Jimmy Page zerżnął wstęp "Stairway to Heaven").


12. "Woman From Tokyo" (z albumu "Who Do We Think We Are", 1973)

Chociaż "Who Do We Think We Are" nie należy do najlepszych ani najbardziej lubionych albumów Deep Purple, to otwierający go utwór "Woman From Tokyo" jest sporym przebojem - co prawda wydany na singlu osiągnął zaledwie 60. pozycję w Stanach, to utwór stał się stałym punktem koncertów (w setliście pojawił się dopiero w 1985 roku, ale od tamtego czasu grany był na każdej kolejnej trasie). Tekst utworu nawiązuje do pierwszej trasy zespołu po Japonii, która miała miejsce w 1972 roku (i została uwieczniona na kultowym "Made in Japan").
"Woman From Tokyo" nie jest kawałkiem o kobiecie, ani nawet nie jest kawałkiem o Tokio - przyznawał Gillan. To wspomnienie trasy zespołu po Japonii. A kobieta, o której śpiewam, jest po prostu metaforą tego kraju.


13. "Burn" (z albumu "Burn", 1974)

Historia lubi się powtarzać - zespół po raz drugi zmienił wokalistę i basistę. Najpierw zaangażowano Glenna Hughesa, który chciał pełnić obie te role (tak jak w swoim poprzednim zespole, Trapeze). Takie rozwiązanie nie pasowało Lordowi, Blackmore'owi i Paice'owi, pozwolili jednak by był dodatkowym wokalistą. Po nieudanej próbie ściągnięcia do zespołu Paula Rodgersa z dopiero co rozwiązanego Free, na stanowisko głównego wokalisty zaangażowano nieznanego wówczas Davida Coverdale'a, na którego Jon Lord zwrócił uwagę już w 1969 roku i dał mu swój numer telefonu, na wypadek gdyby nie wyszło z Gillanem.
Jednym z pierwszych utworów stworzonych przez nowy skład (tzw. Mark III), była kompozycja Blackmore'a oparta na riffie zapożyczonym z utworu "Fascinating Rhythm" Glenna Millera. Coverdale, chcąc wypaść jak najlepiej przed pozostałymi członkami grupy, zaproponował do tego utworu aż siedem różnych tekstów. Wszystkim do gustu najbardziej przypadł ten o tytule "Burn".
Utwór był stałym punktem koncertów w latach 1973-76, a później wrócił na krótko do setlisty, w czasie kiedy obowiązki wokalisty chwilowo pełnił Joe Lynn Turner (trasa z 1991 roku). Nigdy natomiast nie został zagrany z udziałem Gillana (który twierdzi, że nawet nie słyszał żadnego utworu Mark III). Ritchie Blackmore wykonywał go za to ze swoją grupą Rainbow (podczas ostatniej trasy, w latach 1995-97), David Coverdale ze swoim Whitesnake (od 2003 roku), a Glenn Hughes na solowych koncertach.
"Burn" został wydany na singlu, ale nie został odnotowany na listach sprzedaży w żadnym kraju.


14. "Mistreated" (z albumu "Burn", 1974)

Ciężki blues, napisany przez Blackmore'a jeszcze podczas pracy nad albumem "Machine Head". Wówczas jednak postanowił zachować go na później. Coverdale dopisał tekst, pozostali muzycy nie brali udziału w komponowaniu tego utworu. Nagraliśmy "Mistreated" między dwudziestą trzecią, a siódmą trzydzieści rano - mówił Coverdale. Kiedy odtworzyliśmy nagranie, okazało się okropne. Było tak złe, że po prostu usiadłem i zacząłem płakać. Następnej nocy mieliśmy kolejną sesję i nagrałem wokal za drugim podejściem. Bardzo się starałem, bo wiedziałem, że ten utwór potrzebuje silnych emocji. To, co chciałem uzyskać, to żeby ktoś, kto słucha tego utworu pomyślał: "Wiem o czym on mówi". Przyczyną tego, że nie udało mi się to od razu, było po prostu to, że to bardzo trudny utwór do zaśpiewania.
"Mistreated" to jedyny utwór na "Burn", w którym śpiewa wyłącznie Coverdale, bez pomocy Hughesa. Utwór był wykonywany na żywo do połowy 1975 roku, czyli do odejścia Ritchiego Blackmore'a. Od tamtego czasu nie został już nigdy zagrany na koncercie Deep Purple. Wykonywany był natomiast przez Rainbow (od 1976 roku do odejścia wokalisty Ronniego Jamesa Dio w 1978 roku, a także w latach 1995-97), Whitesnake (w latach 1978-84, później sporadycznie), Glenna Hughesa (od 1998 roku), a nawet przez grupę Dio (w latach 1996-99).


15. "You Fool No One" (z albumu "Burn", 1974)

Przykład utworu pokazującego funkowe oblicze zespołu - taki kierunek narzucał Glenn Hughes, choć zalążkiem utworu był rytm wymyślony przez Iana Paice'a. "You Fool No One" zwraca uwagę soulową partią wokalną, w wykonaniu śpiewających jednocześnie Coverdale'a i Hughesa.
Ritchie Blackmore początkowo aprobował nowe inspiracje: Chciałem, aby to była zupełnie inna grupa. Nie po to zmienialiśmy wokalistę, aby kontynuować dotychczasowy styl - mówił. Kilka miesięcy później przyznawał jednak, że granie muzyki funkowej może się po jakimś czasie znudzić. Również Coverdale miał inną wizję zespołu: Myślę, że soul i funk to były gatunki nieadekwatne do stylu Deep Purple, blues za to świetnie tam pasował - mówił.
"You Fool No One" był stałym punktem koncertów zespołu w latach 1973-75. Na żywo rozrastał się do kilkunastu minut - w tym czasie muzycy mogli nie tylko pokazać swoją umiejętność wspólnego improwizowania, ale też niektórzy z nich mogli zaprezentować się solo. Całość zaczynała się od klawiszowego popisu Jona Lorda, a kończyła perkusyjną solówką Iana Paice'a. Popisy Ritchiego Blackmore'a z środkowej części utworu były później przez niego powtarzane na koncertach Rainbow - w utworach "Man on the Silver Mountain" i "Still I'm Sad".


16. "Stormbringer" (z albumu "Stormbringer", 1974)

Praktycznie jedyny utwór z drugiego albumu Mark III, który przypomina o hard rockowym obliczu grupy (pozostałe kawałki to albo funk albo spokojne ballady).
Nazwa "Stormbringer" została po raz pierwszy użyta przez pisarza Michaela Moorcocka. Był to magiczny miecz, pojawiający się w wielu powieściach jego autorstwa. Autor tekstu utworu Deep Purple, David Coverdale, zaprzeczał, że słyszał tę nazwę wcześniej. Być może zaproponował mu ją Ritchie Blackmore, zafascynowany w tamtym czasie literaturą fantasy.
Utwór był wykonywany na żywo w latach 1974-76, a więc także po odejściu jego kompozytora, Blackmore'a. W połowie lat 90. kawałek został włączony do koncertowego repertuaru przez Glenna Hughesa, a dekadę później zaczął być grany także przez Whitesnake.
"Stormbringer" został wydany na singlu, ale nie został odnotowany na listach sprzedaży w żadnym kraju.


17. "Soldier of Fortune" (z albumu "Stormbringer", 1974)

Tekst tego utworu Coverdale napisał jeszcze przed dołączeniem do zespołu. Muzyka została w całości napisana przez Ritchiego Blackmore'a, co może dziwić, biorąc pod uwagę, że jest utrzymana w klimacie nielubianego przez niego "When a Blind Man Cries". "Soldier of Fortune" nie przypadł z kolei do gustu Ianowi Paice'owi, który początkowo nie chciał w ogóle brać udziału w jego nagrywaniu, ostatecznie zgodził się jednak zagrać swoją partię - ale tylko w jednym podejściu.
Utwór grany był wyłącznie podczas japońskich występów na trasie z 1975 roku, promującej album "Come Taste the Band", czyli już po odejściu Blackmore'a. Co jednak ciekawe, gitarzysta regularnie wykonuje "Soldier of Fortune" na żywo ze swoim obecnym zespołem, Blackmore's Night. Równie chętnie sięga po niego David Coverdale ze swoim Whitesnake.


18. "Perfect Strangers" (z albumu "Perfect Strangers", 1984)

W połowie lat 80., po dziewięcioletniej przerwie w działalności, Deep Purple odrodził się w najsłynniejszym składzie, z Gillanem, Blackmorem, Gloverem, Lordem i Paicem. Tytułowy utwór z nagranego wówczas albumu "Perfect Strangers" odnosi się właśnie do tego powrotu, a konkretnie do stosunków panujących pomiędzy muzykami. Słowa: "Can you remember my name?" oznaczały "Hej, Ritchie, czy pamiętasz jeszcze jak się nazywam" - wyjaśniał Gillan. Tak to wtedy postrzegałem: w okresie między 1973 rokiem, kiedy odszedłem z zespołu, a 1984, kiedy znowu zebraliśmy się razem, staliśmy się sobie zupełnie obcy. Potem to się zmieniło, zmieniły się nasze osobowości. I dziś jesteśmy jak rodzina. Chociaż wcale nie musiało tak być. W świecie ludzi dojrzałych związki z innymi nie są już tak bliskie i żarliwe jak wśród młodych. Dla nastolatka przyjaciele są wszystkim. Ale kiedy dojrzewasz, wokół ciebie jest coraz więcej osób i dawni przyjaciele wtapiają się w to otoczenie, stają się jedynie jego częścią. Nie są to już więzi na śmierć i życie.
Blackmore przyznawał, że "Perfect Strangers" to jego ulubiony utwór Deep Purple - chociaż jest to jeden z nielicznych kawałków w repertuarze grupy, w którym nie ma gitarowej solówki.
Utwór został wydany na singlu i doszedł do 48. miejsca w brytyjskim notowaniu (tego wyniku nie przebił żaden późniejszy singiel grupy) oraz 12. w Stanach. Do dzisiaj pozostaje stałym punktem koncertów.


19. "Knocking at Your Back Door" (z albumu "Perfect Strangers", 1984)

Idealny otwieracz dla pierwszego albumu po dziewięcioletniej przerwie. Na początku słychać tylko mroczny klawiszowy motyw Jona Lorda, do którego dopiero po chwili dołącza pulsująca linia basu Rogera Glovera, a następnie perkusja Iana Paice'a i dopiero na końcu nośny riff Ritchiego Blackmore'a. Partia wokalna Iana Gillana rozpoczyna się dopiero pod koniec pierwszej minuty utworu. Cała kompozycja trwa ponad siedem minut, ale ani przez chwilę nie nuży - to zasługa bardzo chwytliwej melodii i świetnych popisów instrumentalistów.
"Knocking at Your Back Door" był jednym z singli promujących album "Perfect Strangers" - niestety, na małej płycie został umieszczony w wersji skróconej do czterech minut. Być może dlatego doszedł zaledwie do 68. miejsca w Wielkiej Brytanii. Amerykanom przypadł do gustu bardziej - kawałek osiągnął tam 7. miejsce. Ponadto, utwór do dziś jest chętnie wykonywany przez grupę na żywo.


20. "Vincent Price" (z albumu "Now What?!", 2013)

Kiedy byliśmy dzieciakami, w Anglii produkowało się mnóstwo naprawdę cudownych, niskobudżetowych horrorów - mówił Ian Paice. A gwiazdą w nich za każdym razem był właśnie Vincent Price. Niektóre z tych filmów były prawdę mówiąc całkiem przerażające, wiesz - wampiry, potwory, cały ten gotycki etos horroru. Dla nas, jako nastolatków, było to coś absolutnie fantastycznego - potajemne wypady, żeby oglądać te filmy. I tym utworem chcieliśmy oddać hołd tamtym czasom i naszej młodości.
"Vincent Price" został wybrany jako drugi singiel promujący najnowszy album zespołu.


5 komentarzy:

  1. Świetny wpis. Byłoby zajebiście, jak byś kontynuował wątek do najnowszej płyty włącznie. Przy okazji, może to dziwne, ale utwór "April" usłyszałem po raz pierwszy dopiero teraz, zachęcony Twoim wpisem, jakoś nigdy nie było mi nigdy po drodze z płytami sprzed ery Gilliana. Chyba czas się zapoznać ;) Z kolei "Burn" i "Stormbringer" to kapitalne płyty, które chyba nie do końca zostały docenione. Zabrakło mi tylko w tym wpisie płyty, którą Deep Purple nagrało z Tommym Bolinem, a mianowicie "Come Taste the Band" z 1975 roku, bardzo niedoceniona i bodaj najbardziej zapomniana z wszystkich ich płyt, a jednak całkiem niezła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno warto zapoznać się z niezatytułowanym albumem z 1969 - to był zdecydowany krok ku temu, co mieli wkrótce zaprezentować na "In Rock". Natomiast jeżeli chodzi o późniejsze albumy, po "Perfect Strangers", to żadnego z zamieszczonych na nich utworów nie uważam za specjalnie ważny - niezależnie od tego co myślę o samych longplayach ;)

      Usuń
  2. I zamierzam tak uczynić. Osobiście jednak uważam, że po "Perfect Strangers" tak naprawdę nie nagrali ani jednej wartościowej płyty, choć trzeba przyznać, że "Purpendicular" z 1996 roku, "Rapture In the Deep" z 2006 (oba gorąco polecam wszystkim, którzy zwątpili w DP po 1984 roku) oraz najnowszy to wyśmienita robota (włączając w uprzedni przypis także właśnie "Now What?"). Choć sam wpis kontynuujący wątek mógłby być równie ciekawy, naturalnie z zaznaczeniem ewidentnych mielizn kolejnych albumów, odsłon składu, ze szczególnym uwzględnieniem aktualnego, który uważam, za nie tylko najlepszy skład od lat, ale także za odrodzenie zespołu, który niczego nowego już nie zrobi, ani nie nagra rzeczy wielkich, ale przynajmniej ni zdyskredytuje swojej legendy marnymi odcinaczami kuponów od wielkości. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie albumy Deep Purple już zrecenzowałem na blogu, dlatego tylko krótko napiszę, że za bardzo niedoceniony album uważam "The Battle Rages On" - ostatnie dzieło Mark II (trzy rewelacyjne utwory - tytułowy, "Solitaire" i "Anya", chociaż reszty nawet nie pamiętam), natomiast zupełnie nie rozumiem powszechnych zachwytów nad "Purpendicular". Ogólnie płyty ze Stevem Morsem uważałem właśnie za odcinanie kuponów, aczkolwiek "Now What?!" zmienił mój pogląd ;)

      Przyznaję, że kontynuacja wątku rzeczywiście mogłaby być ciekawa - tym bardziej, że podczas zbierania materiałów do powyższego artykułu, znalazłem dużo wypowiedzi muzyków na temat nowszych kompozycji. Być może rozbuduję powyższą listę w przyszłości ;)

      Usuń
  3. Dobra robota, Paweł!

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.