20 maja 2013

[Recenzja] Thin Lizzy - "Nightlife" (1974)



Zanim grupa przystąpiła do nagrywania swojego czwartego albumu, ze składu postanowił odejść Eric Bell. W dość widowiskowy sposób - w trakcie występu po prostu rzucił gitarę i zszedł ze sceny. Na jego miejsce zatrudniono Gary'ego Moore'a, z którym Phil Lynott grał już wcześniej w grupie o nazwie Skid Row (nie mylić z amerykańską kapelą, która rozpoczęła działalność kilkanaście lat później), jednak i on wkrótce zrezygnował. Wówczas podjęto decyzje o przyjęciu aż dwóch nowych gitarzystów - Johna Du Canna (ex-Atomic Rooster) i Andy'ego Gee. Było to jednak rozwiązanie tymczasowe, wyłącznie na czas niemieckiej trasy w maju 1974 roku. Po jej zakończeniu zorganizowany został kasting, dzięki któremu do zespołu dołączyli Scott Gorham i Brian Robertson. Jak się okazało, właśnie wtedy narodził się najtrwalszy skład w historii Thin Lizzy, który wystąpił razem na pięciu albumach studyjnych i jednym koncertowym.

Debiutanckie wydawnictwo tego wcielenia zespołu, "Nightlife", prezentuje się jednak niezbyt ciekawie. Prawdę mówiąc, jest zwyczajnie słabe. Słychać, że muzycy nie są amatorami, jeśli chodzi o wykonanie, ale kompozycje (w większości autorstwa samego Lynotta) są w większości miałkie i kompletnie niezapamiętywane, a aranżacje często chybione (tandetne orkiestracje w "Night Life", "Frankie Carroll" i "Dear Heart"). Ale nawet ciekawsze pomysły (jak celtycka melodyka w "Philomena") nie ratują kiepskich kompozycji. Wyjątek stanowi przede wszystkim "Still in Love with You", lekko bluesowa ballada, nagrana jeszcze w czasie współpracy z Moore'em, który doskonale czuł się w takich klimatach. Na plus mogę zaliczyć jeszcze czadowy "It's Only Money" (obok topornego "Sha La La" jedyny tego typu kawałek na albumie), napędzany energetyczną grą Briana Downeya i wyróżniający z dobrą gitarową robotą Gorhama i Robertsona. Swoją drogą, nie rozumiem czemu zatrudniono aż dwóch gitarzystów, skoro prawie w ogóle tutaj nie słychać, że gra więcej niż jeden.

"Nightlife" jest zwyczajnie nudnym wydawnictwem, które niewiele oferuje fanom hard rocka, a dla osób poszukujących czegoś więcej, niż energetycznych riffowców ("It's Only Money") i zgrabnych ballad ("Still in Love with You"), nie ma kompletnie nic do zaoferowania. 

Ocena: 4/10



Thin Lizzy - "Nightlife" (1974)

1. She Knows; 2. Night Life; 3. It's Only Money; 4. Still in Love with You; 5. Frankie Carroll; 6. Showdown; 7. Banshee; 8. Philomena; 9. Sha La La; 10. Dear Heart

Skład: Phil Lynott - wokal i bass; Scott Gorham - gitara; Brian Robertson - gitara, dodatkowy wokal; Brian Downey - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Jean Roussel - instr. klawiszowe; Gary Moore - gitara (3); Frankie Miller - dodatkowy wokal (3)
Producent: Phil Lynott i Ron Nevison


15 komentarzy:

  1. Chyba muzyka nic by nie straciła, gdyby ten zespół nigdy nie powstał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie nic. Może nawet zyskała.

      Zwątpiłem w sens poprawiania jego recenzji. Najchętniej skasowałbym wszystkie studyjnych albumów, włącznie z już poprawionymi, a zostawiłbym tylko koncertowego "Live and Dangerous".

      Usuń
    2. A co by muzyka mogła na tym zyskać?:D

      Usuń
    3. Nawet "Bad Reputation" i "Johny The Fox" byś wyrzucił? Tak źle? O ile wcześniejszych nie słyszałem, bo nie moje klimaty (wynika z recenzji) o tyle dwa powyższe nie powinny mieć niższej oceny, niż 6-7

      Usuń
    4. Przypomniałem sobie w ostatnim czasie wszystkie albumy do "Johnny the Fox" i zarówno na tym ostatni, jak i "Jailbreak" są nawet dobre momenty, ale wciąż dominują kiepskie.

      A "Bad Reputation" miałem kiedyś na winylu, ale już kilka lat temu się go pozbyłem, więc...

      Usuń
    5. I co, będziesz poprawiał jeszcze TL?

      Usuń
    6. Raczej nie, nie widzę w tym żadnego sensu.

      Usuń
    7. Niby szkoda, bo negatywne recenzje lubię czytać, ale myślę, że tu nie byłoby stricte negatywnych, bo to po prostu bezbarwny hard-rock. A że tego zespołu praktycznie* nie znam, to też nie miałbym ochoty czytać o czymś co nie dość że jest mi obce, to jeszcze kiepskie.

      *Znam ich interpretację tradycyjnej irlandzkiej pieśni i ten numer którym mocno zainspirował się Kazik w jednym ze swoich kawałków.

      Usuń
    8. Słuchałem ostatnio "Jailbreak" - najlepiej by było, gdyby wydali EP-kę z samymi "Boys Are Back In Town", "Emerald", "Warriors", "Jailbreak", "Fight or Fall". Reszta to rzeczywiście badziewne, kalkulatorowe pioseneczki w stylu "Running Back", "Cowboy Song". W ogóle na tym albumie są takie skoki poziomów, że aż boli, jak się tego słucha razem.

      Usuń
    9. Skoro dałeś radę z Judas Priest, to z TL też byś dał radę :)

      Usuń
    10. Niby tak, ale u Judasów było wiele rzeczy do krytykowania, więc się to dobrze pisało, a TL jest po prostu nijaki ;)

      Usuń
  2. Ciężki wybór, skasować czy pisać dalej, co. Pewnie nie spodziewałeś się, że aż tak źle ich teraz będziesz znajdował.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Pablo - No np. członkowie zespołu mogli w tym czasie tworzyć coś sensowniejszego. Albo jakiś słuchacz, który wpadł w sidła hard rocka przez Thin Lizzy (w końcu to dość znany zespół) mógł zamiast tym zespołem zafascynować się czymś zupełnie innym i słuchać sensowniejszej muzyki.

    @Filip - Tak, w moich wspomnieniach był to lepszy zespół. Fakt, że studyjnych wydawnictw nie słuchałem od czasu napisania tych recenzji. Ale kurde, ledwie 2,5 roku temu kupiłem "Live and Dangerous" i tam jednak grają całkiem przyzwoicie (choć pewnie obniżę ocenę). A te studyjne longplaye to jednak słabizna. Kompletnie nijakie piosenki przeplatają się z typową hardrockową sztampą i tylko czasem zdarza się coś w miarę udanego (większość tych ostatnich kawałków powtarza się na "L&D").

    OdpowiedzUsuń
  4. Mimo, że nie zamierzasz już ich recenzować, to chyba powinieneś wrócić do ich dalszych płyt chociażby, żeby wyrównać proporcje między ocenami. Live - 8/10? Że co? ;) Black Rose czy finałowy Thunder and Lightning 7/10? No chyba nie do końca :P

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.