17 maja 2013

[Recenzja] Thin Lizzy - "Thin Lizzy" (1971)



Irlandzka grupa Thin Lizzy powstała pod koniec lat 60., gdy dwóch byłych członków zespołu Them, gitarzysta Eric Bell i klawiszowiec Eric Wrixon, postanowili połączyć siły z muzykami amatorskiego zespołu Orphanage - śpiewającym basistą Philem Lynottem i perkusistą Brianem Downeyem. Grupa szybko podpisała kontrakt z EMI i już w lipcu 1970 zadebiutowała singlem z utworami "The Farmer" i "I Need You". Było to zarazem ostatnie wydawnictwo z Wrixonem, który postanowił opuścić zespół. Pozostała trójka wkrótce zarejestrowała swój debiutancki album, zatytułowany po prostu "Thin Lizzy". Pokazuje on, ze w tamtym czasie muzycy nie wiedzieli jeszcze do końca, co właściwie chcieliby grać. Longplay jest dość chaotyczną mieszanką folku, hard rocka, funku i psychodelii.

Niestety, większość utworów wypada bardzo bezbarwnie. Zarówno wtedy, gdy zespół proponuje folkowe piosenki (np. naiwny i przesłodzony "Honesty Is No Excuse", mdły "Saga of the Ageing Orphan"), gra bardziej rockowo (np. rozwleczony "Diddy Levine", sztampowy hardrocker "Look What the Wind Blew In"), jak i gdy próbuje eksperymentować (psychodeliczny "The Friendly Ranger at Clontarf Castle"). Nieco lepiej robi się w "Ray-Gun", pomimo (a może dzięki) ewidentnej inspiracji Hendrixem z okresu Band of Gypsys. Świetnie wypada funkowa gra sekcji rytmicznej, Lynott całkiem nieźle imituje wokal Hendrixa, ale Bell z naśladowaniem jego gitary wypadł już zdecydowanie słabiej. Nie najgorszy jest utrzymany w podobnym stylu "Return of the Farmer's Son". Broni się ballada "Eire", z dość gęstą, psychodeliczną atmosferą - szkoda tylko, że tak wcześnie się kończy.  I to by było na tyle. Żaden z tych trzech bardziej udanych kawałków nie porywa, ale na tle całości wypadają całkiem przyzwoicie.

Na debiutanckim albumie Thin Lizzy absolutnie nic nie klei się w spójną całość. Co gorsze, poszczególnym utworom brakuje wyrazistości i własnego charakteru. Zespół na tym etapie dopiero szukał odpowiedniego dla siebie stylu i uczył się komponowania. Nawet śpiew Lynotta nie jest tak charakterystyczny, jak na późniejszych albumach. Nawet będąc wielkim fanem hard rocka, można sobie darować ten album, a nie sądzę żeby zainteresował on słuchaczy folku lub psychodelii. Nie ma tu niczego, czego wcześniej ktoś by nie nagrał nieporównywalnie lepiej.

Ocena: 4/10



Thin Lizzy - "Thin Lizzy" (1971)

1. The Friendly Ranger at Clontarf Castle; 2. Honesty Is No Excuse; 3. Diddy Levine; 4. Ray-Gun; 5. Look What the Wind Blew In; 6. Eire; 7. Return of the Farmer's Son; 8. Clifton Grange Hotel; 9. Saga of the Ageing Orphan; 10. Remembering

Skład: Philip Lynott - wokal, bass, gitara; Eric Bell - gitara; Brian Downey - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Ivor Raymonde - melotron (2)
Producent: Scott English


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.