9 marca 2013

[Recenzja] Atomic Rooster - "Death Walks Behind You" (1970)



"Death Walks Behind You", drugi album Atomic Rooster, zwraca uwagę już samą okładką, z reprodukcją obrazu "Nabuchodonozor" Williama Blake'a. Jednak sama muzyka również prezentuje większą dojrzałość zespołu. Trzeba jednak pamiętać, że ze składu uczestniczącego w nagraniu debiutanckiego "Atomic Rooster" pozostał tylko klawiszowiec Vincent Crane. Nick Graham odszedł do Skin Alley, a Carl Palmer wspólnie z Keithem Emersonem i Gregiem Lake'em założył supergrupę Emerson, Lake & Palmer. Ich miejsca zajęli odpowiednio John Du Cann i Paul Hammond. W sierpniu 1970 roku trio zarejestrowało materiał na longplay, który okazał się jego największym sukcesem komercyjnym, dochodząc do 12. miejsca na UK Albums Chart i lokując się pod koniec pierwszej setki listy amerykańskiego Billboardu. Spory sukces odniósł także promujący go na singlu "Tomorrow Night" (11. miejsce w brytyjskim notowaniu).

Longplay zawiera solidną porcję hard rocka, często dość rozbudowanych za sprawą jakby jamowych popisów muzyków. Utwory w rodzaju "Sleeping for Years", "Streets" czy instrumentalnych "Vug" i "Gershatzer" mają sporo luzu typowego raczej dla nagrań koncertowych. Zwraca uwagę dobra interakcja muzyków i długie, udane popisy, przede wszystkim Crane'a i Du Canna, choć w ostatnim z tych utworów ma też okazję wykazać się Hammond. "Sleeping for Years" i "Vug" są przy okazji jednymi z najbardziej zapadających w pamięć fragmentów albumu. Ale akurat pod tym względem bezkonkurencyjny jest tytułowy "Death Walks Behind You" z świetnym klawiszowym wstępem o klimacie niczym z horroru i ponurym klimatem utrzymującym się także we właściwej, hardrockowej części utworu, co nie wyklucza jednak całkiem chwytliwego refrenu. Ale album ma też słabsze momenty. Wspomniany "Tomorrow Night" to tylko skoczna piosenka o znikomej, jeśli jakiejkolwiek, wartości artystycznej. Podobnie sprawa wygląda z nieco ostrzejszym, ale także dość banalnym "I Can't Take No More". Nie do końca przekonującym utworem jest także balladowy "Nobody Else", w którym najlepiej wypada instrumentalne przyśpieszenie z drugiej połowy.

"Death Walks Behind You" to album prawie na poziomie najlepszych dokonań wielkiej trójki hard rocka. Jednak "prawie" robi tu dość dużą różnicę. Pomimo dobrej gry instrumentalistów i w większości udanych kompozycji, czegoś tu jednak brakuje. Może bardziej charyzmatycznego wokalisty, a może wystarczyłby bardziej wyrównany poziom poszczególnych utworów. Tak czy inaczej, jest to album warty poznania. Na pewno najbardziej z całej dyskografii Atomic Rooster, który już nigdy nie zbliżył się do tego poziomu. Warto dodać, że wszyscy nagrywający go muzycy już przekonali się o prawdziwości tytułu: zmagający się od lat z depresją Vincent Crane odebrał sobie życie w walentynki 1989 roku, Paul Hammond przedawkował narkotyki trzy lata później, a John Du Cann zmarł na zawał serca w 2011 roku.

Ocena: 8/10



Atomic Rooster - "Death Walks Behind You" (1970)

1. Death Walks Behind You; 2. Vug; 3. Tomorrow Night; 4. 7 Streets; 5. Sleeping for Years; 6. I Can't Take No More; 7. Nobody Else; 8. Gershatzer

Skład: John Du Cann - wokal, gitara i bass; Vincent Crane - instr. klawiszowe, dodatkowy wokal; Paul Hammond - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Atomic Rooster


5 komentarzy:

  1. Jeden z najlepszych albumów początku lat 70. Uwielbiam tą płytę i uwielbiam tą grupę. Fantastyczne brzmienie z niesamowitymi organami hammonda i ostrą gitarą. Zresztą zespół na całej płycie daje popis mistrzowskiej gry. Mnie szczególnie podoba się gitara i organy. Być może dlatego że kocham Deep Purple ta płyta i ten zespół bardzo mi odpowiada. Brzmienie może budzić skojarzenia właśnie z Purplami. Kiedy recenzja pierwdzego krążka Atomic Rooster? To również znakomita płyta.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie to taki sztampowy hard-rokowy łomocik... poza absolutnie elektryzującymi pierwszymi 60 sekundami to raczej typowe granie z tamtych czasów. "I can't take no more" przypomina momentami protoplastę "Dont Bring Me Down" Electric Light Orchestry, poza tym takie rzeźbienie. I tyle. Popisy i forma przerosły treść czyli dobre melodie i zapamiętywalne kompozycje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kompletnie się z tym nie zgadzam. Dla mnie to jeden z najlepszych hardrockowych albumów. Niezapamiętywalne kompozycje i słabe melodie? Nie słuchałem tego albumu od wielu miesięcy, a doskonale pamiętam wszystkie utwory poza ostatnim i bez problemu mogę je odtworzyć w głowie ;)

      Usuń
    2. na 99% tu było 8, czyli ocena została w miejscu.

      Usuń
    3. Było 8, ale na RYM-ie, gdzie już wcześniej obniżyłem.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.