11 marca 2013

[Recenzja] Andromeda - "Andromeda" (1969)



Zanim John Du Cann dołączył do Atomic Rooster, prowadził swój własny zespół, nazwany Andromeda. Składu założonej w 1966 roku grupy dopełnili basista Mick Hawksworth i perkusista Jack McCulloch, którego wkrótce zastąpił Ian McLane. W trakcie swojej działalności trio wydało tylko jeden album studyjny i jeden singiel (z niezawartymi na albumie utworami "Go Your Way" i "Keep Out 'Cos I'm Dying"). Po latach ukazały się jeszcze liczne wydawnictwa z archiwalnym materiałem, z czego najbardziej interesującym jest dwupłytowy zestaw "Definitive Collection" (2000), zawierający praktycznie wszystkie nagrania zespołu, włącznie z materiałem z albumu i singla. W tej recenzji chciałbym jednak skupić się na eponimicznym longplayu z 1969 roku.

Zawartość albumu to typowe dla tamtych czasów granie na pograniczu rocka psychodelicznego i hard rocka, momentami mogące budzić skojarzenia z Cream (szczególnie riffowy "The Reason"). Andromeda nie wytrzymuje jednak porównania ze słynniejszym trio - pod względem kompozytorskim, wykonawczym, a nawet brzmieniowym pozostaje daleko w tyle. Nie jest to jednak kompletna amatorszczyzna, bo słychać, że muzycy coś tam potrafią i starali się stworzyć zróżnicowany materiał. Są tu nawet próby stworzenia czegoś bardziej złożonego, w postaci dwóch kilkuczęściowych utworów: "Turn to Dust" i "When to Stop" (ich instrumentalne fragmenty to nawet przyjemne jamowanie). Mniej udanym urozmaiceniem są ballady, które wypadły dość smętnie ("And Now the Sun Shines", "I Can Stop the Sun"). Największym przebłyskiem jest natomiast "Return to Sanity" - rozpoczęty i zakończony cytatem z "Mars, the Bringer of War" Gustava Holsta, zagranym tak ciężko i posępnie, że wywołującym skojarzenia z twórczością Black Sabbath, który zadebiutował dopiero kilka miesięcy później. Łagodniejsza część w środku też wypada nieźle, zwraca uwagę przyjemnie pulsującym basem Hawkswortha i gitarowymi zagrywkami Du Canna. Szkoda, że reszta albumu nie jest równie interesująca.

"Andromeda" to bardzo typowe, niezbyt wyróżniające się wydawnictwo z tamtego okresu. Takich albumów powstały wówczas setki, w tym dziesiątki lepszych. Nie przypadkiem zespół jest dziś znany głównie kolekcjonerom. A skoro o tym mowa - za oryginalne wydanie albumu trzeba dziś zapłacić od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych, w zależności od stanu (co wielokrotnie przewyższa wartość samej muzyki).  Dostępne są jednak liczne reedycje, z których najbardziej warte polecenia są: wspomniany "Definitive Collection" i winylowe wydanie Black Widow Records (2011), zawierające dodatkowo 7-calowy singiel "Go Your Way". Inna sprawa, że w samym 1969 roku ukazało się ponad sto lepszych albumów, więc można lepiej zainwestować pieniądze.

Ocena: 6/10



Andromeda - "Andromeda" (1969)

1. Too Old; 2. Day of the Change; 3. And Now the Sun Shines; 4. Turn to Dust; 5. Return to Sanity; 6. The Reason; 7. I Can Stop the Sun; 8. When to Stop

Skład: John Cann - gitara, wokal; Mick Hawksworth - bass, wokal; Ian McLane - perkusja
Producent: Andromeda


1 komentarz:

  1. Zbyt wysoka ocena Andromedy, rocznik 69 obfitował w lepsze płyty w obrębie tego samego gatunku. Ale to tylko moja subiektywna ocena. Ciekawostka o tej cenie oryginalnego wydania.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.