28 grudnia 2012

[Artykuł] Podsumowanie roku 2012

UWAGA: Poniższy artykuł prezentuje opinie pochodzące z grudnia 2012 roku. Od tamtej pory zdążyły się one zdezaktualizować. Dziś stworzyłbym zupełnie inny ranking, wykorzystując zdobytą w międzyczasie wiedzę, m.in. dzięki przesłuchaniu znacznej ilości albumów i otwarciu się na inne muzyczne gatunki, niż rock. Nie uważam za potrzebne, by wprowadzać zmiany w poniższym tekście, ponieważ tego typu podsumowania są tylko zapisem pewnej chwili. Tak wyglądały moje opinie w 2012 roku. Dziś niektóre z nich mogą mnie śmieszyć, ale wtedy były zgodne z moimi przekonaniami. Odsyłam jednak do zaktualizowanych recenzji prezentowanych tu albumów (tych, które są dostępne), a także do sprawdzenia moich aktualnych ocen płyt z tego rocznika dostępnych na Rate Your Music (link).





Koniec roku to czas podsumowań. Pod względem muzycznym, rok 2012 był dość przeciętny. Ukazało się tylko kilka naprawdę interesujących albumów, których ledwo starczyło na zapełnienie poniższej listy. W międzyczasie pojawiło się też wiele rozczarowań, jak solowe albumy Steve'a Harrisa (Iron Maiden) i Slasha, albo debiutancki longplay Storm Corrosion - projektu Stevena Wilsona (Porcupine Tree) i Mikaela Åkerfelda (Opeth). Na szczęście było też kilka miłych niespodzianek, jak długo oczekiwany i zaskakująco udany powrót Soundgarden, zupełnie niespodziewane odrodzenie grupy Angel Witch, albo wydanie nowej koncertówki przez Led Zeppelin. Jak wysoko znalazły się ich płyty w moim kompletnie subiektywnym rankingu?


10. Black Country Communion - "Afterglow"

Trzeci album supergrupy, składającej się z śpiewającego basisty Glenna Hughesa (ex-Deep Purple, ex-Black Sabbath), perkusisty Jasona Bonhama (syna Johna Bonhama z Led Zeppelin), klawiszowca Dereka Sheriniana (ex-Dream Theater) i młodego gitarzysty Joe Bonamassy. Muzycy po raz kolejny zaproponowali solidną porcję klasycznego hard rocka, choć poziomu poprzednich albumów nie udało im się osiągnąć.

9. Jon Lord - "Concerto for Group and Orchestra"

Studyjna wersja najważniejszej kompozycji Jona Lorda, łączącej rock z muzyką klasyczną, stworzonej już w 1969 roku (dotąd wykonywanej tylko na żywo). Nagrana ze świetnymi muzykami, jak Bruce Dickinson czy Joe Bonamassa. Niestety sam Lord premiery nie doczekał - zmarł dwa miesiące wcześniej.


8. Paradise Lost - Tragic Idol"

W latach 90. zespół coraz bardziej łagodził swoją muzykę, aż do apogeum w postaci albumu "Host" (utrzymanego w stylu Depeche Mode). Z kolei od tamtej pory znów nagrywa coraz cięższe płyty. Tegoroczny "Tragic Idol" pod względem ciężaru może się niemal równać z klasycznym "Icon". Niestety, utworów na miarę "Embers Fire" tutaj nie uświadczymy.


7. Angel Witch - "As Above, So Below"

Ponad ćwierć wieku trzeba było czekać na czwarty studyjny album legendy NWOBHM, chociaż połowa zamieszczonych tu utworów powstała jeszcze w pierwszej połowie lat 80. Album przynosi klimat i brzmienie z tamtych lat, co czyni go obowiązkową pozycją dla wielbicieli klasycznego heavy metalu.

Recenzja

6. Soulsavers - "The Light the Dead See"

To czwarty album producenckiego duetu Rich Machin / Ian Glover, a pierwszy nagrany z wokalistą Depeche Mode, Davem Gahanem. Mimo przygnębiającego nastroju całości, album od pierwszych sekund czaruje niepowtarzalnym pięknem, tak rzadko spotykanym we współczesnej muzyce.

5. Led Zeppelin - "Celebration Day"

Koncert Led Zeppelin z grudnia 2007 roku to jedno z największych muzycznych wydarzeń ostatniego dwudziestolecia. Po pięciu latach w końcu został wydany zapis tego występu. Fani grupy mogą mieć problem z przyzwyczajeniem się do nowych wersji klasycznych kompozycji grupy (a znalazła się tu większość z ich najważniejszych kawałków), ale być może przypadną do gustu nowym pokoleniom wielbicieli rocka.

Recenzja

4. Rush - "Clockwork Angels"

Chociaż Rush już dawno przestał być zespołem progresywnym w dosłownym tego słowa znaczeniu, to obok ich kolejnych propozycji nie można przejść obojętnie. Wyczekiwany od pięciu lat najnowszy longplay to sentymentalna podróż przez wszystko, co najlepsze w ich 40-letniej działalności.

3. Testament - "Dark Roots of Earth"

Thrash metal w ciągu ostatnich lat znów rośnie w siłę. W zeszłym roku wyjątkowo udanym albumem zaskoczył Megadeth, a w obecnym równie udany longplay wypuścił Testament. Zespół wciąż gra tu bardzo ciężko, ale wróciły wyraziste melodie, nieobecne w ich twórczości od niemal dwóch dekad. Metalowy album roku.
2. Soundgarden - "King Animal"

Zaskakująco udany powrót po 16 latach przerwy. Zresztą album brzmi tak, jakby żadnej przerwy nie było; choć mimo nawiązań do dawnych dokonań grupy, wnosi także nowe elementy do jej twórczości. Oczywiście nie ma tu hitu na miarę "Black Hole Sun", ale wszyscy miłośnicy grunge'u powinni być zachwyceni tym materiałem.

1. Witchcraft - "Legend"

Zrezygnowali z brzmienia retro, charakteryzującego ich dotychczasową twórczość, jednak szacunek do tradycji ciężkiego grania pozostał i mimo nowocześniejszej produkcji, zamieszczone tu utwory spokojnie mogłyby powstać 40 lat temu. Wówczas zespół miałby status legendy równy np. Black Sabbath.


3 komentarze:

  1. Kurde, zazdroszczę Ci, bom nie jest na bieżąco ze słuchaniem. Fakty znam, dużo czytam, ale osłuchu zero, ejhm...

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tych dziesięciu płyt słyszałam tylko Soundgarden, ale pewnie dlatego, że obracam się w trochę innych kręgach muzycznych (chociaż też rock i metal) :) A druga płyta Slasha mi się całkiem podobała. Zapraszam na moje muzyczne podsumowanie roku 2012 na omuzycesubiektywnie.blogspot.com.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podczas tworzenia podsumowania 2015 roku przejrzałem poprzednie podsumowania i w tym najbardziej chciałbym zmienić kolejność, a może nawet wymienić niektóre pozycje na inne. Dziś na pierwszym miejscu umieściłbym "The Light the Dead See", ale albumy Soundgarden i Witchcraft pozostałyby na podium ;)

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.