9 listopada 2012

[Recenzja] Megadeth - "So Far, So Good... So What!" (1988)



Przed zarejestrowaniem przez Megadeth trzeciego albumu doszło do istotnych zmian w składzie. Gitarzysta Chris Poland wyleciał, bo sprzedawał należący do zespołu sprzęt, aby kupić heroinę. Jego następcą został Jay Reynolds, którego jednak szybko zastąpił Jeff Young. Zmienił się także perkusista - miejsce Gara Samuelsona zajął Chuck Behler. Nie zmieniła się natomiast grana przez zespół muzyka. Jednakże, na "So Far, So Good... So What!" znalazło się kilka smaczków, jak pierwszy w karierze Megadeth utwór instrumentalny ("Into the Lungs of Hell") czy kolejny nietypowy cover - tym razem padło na "Anarchy in the U.K." z repertuaru Sex Pistols. Wykonanie tego drugiego jest jednak bardzo zachowawcze i nie wnosi nic nowego, poza tym kawałek nie pasuje do reszty albumu; ciekawostką jest gościnny udział gitarzysty brytyjskiego zespołu, Steve'a Jonesa. Z pozostałych nagrań warto wyróżnić solidny "Set the World Afire", a także "In My Darkest Hour" - dość chaotyczny kawałek, w którym jednak słychać nieśmiałą zapowiedź późniejszego, bardziej melodyjnego stylu grupy. Dominują tu jednak zupełnie niecharakterystyczne utwory, jak już wspomniany "Into the Lungs of Hell" i wszystkie te, których nie przypadkiem nie wymieniłem z tytułów. W sumie jest to bardzo przeciętny longplay.

Ocena: 5/10



Megadeth - "So Far, So Good... So What!" (1988)

1. Into the Lungs of Hell; 2. Set the World Afire; 3. Anarchy in the U.K.; 4. Mary Jane; 5. 502; 6. In My Darkest Hour; 7. Liar; 8. Hook in Mouth

Skład: Dave Mustaine - wokal i gitara; Jeff Young - gitara; Dave Ellefson - bass; Chuck Behler - perkusja
Gościnnie: Steve Jones - gitara (3)
Producent: Dave Mustaine i Paul Lani


5 komentarzy:

  1. Z powodzeniem mógłby startować do konkursu o najgorsze okładki w historii.

    OdpowiedzUsuń
  2. Warto jeszcze wspomnieć że "In My Darkest Hour" powstał pod wpływem śmierci Cliffa Burtona. Taka ciekawostka, nie zwiększa to wartości artystycznej utworu.
    Faktycznie przeciętny album. Jak dla mnie Megadeth mógłby się zaczynać od Rust In Peace, wcześniej nagrali dwa przeciętne albumy (ten i debiut) i jeden niezły (PS). Anthrax czy Testament prezentowali wyższy poziom, a Metallica można powiedzieć że grała wtedy w innej lidze. :) Slayera nie znam, więc nie wiem.

    PS. Jakie są ro(c)kowania na dalsze albumy Judas Priest?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jak można nie znać Slayera? ;) Nie żeby faktycznie coś się przez to traciło, ale to przecież bardzo znany zespół. No i takie albumy, jak "Reign in Blood" czy "Seasons in the Abyss", należą do najlepszych w swoim stylu.

      Właściwie zerowe.

      Usuń
    2. Ja mam znajomego, który rozpoznaje wiele kapel z obszaru rocka i metalu, a jak spytałem go o Anthrax, to powiedział, że to jakiś polski zespół, więc... :)

      Usuń
    3. Jakoś nie było nam po drodze. ;) Tzn. w sumie kiedyś ich trochę słuchałem, chociaż raczej powinienem napisać że próbowałem. Na fali zainteresowania Metalliką postanowiłem poznać innych klasyków thrashu. Na pierwszy ogień poszedł Slayer, przesłuchałem kilka pierwszych albumów, zdaje się że na "Dekadach agresji" odpuściłem, było to wtedy dla mnie okropne, straszny łomot. Było to kilkanaście lat temu, nic już z tego nie pamiętam poza tym że mi się nie podobało więc czy mogę powiedzieć że znam te albumy?
      Potem poznałem Megadeth, Anthrax, Testament, Exodus, Death Angel, polskiego Kata (niekoniecznie w takiej kolejności), trochę jakiegoś nowszego thrashu z tym, że raczej pojedyńcze albumy niż całe dyskografie. W międzyczasie poznawałem innych wykonawców nie tylko metalowych, ale do samego Slayera nigdy nie wróciłem. Na dzień dzisiejszy nie sądzę aby to miało ulec zmianie. Pewnie źle pokierowałem swoim rozwojem bo wtedy kiedy próbowałem mierzyć się z Zabójcą, to oprócz Metalliki z metalu znałem tylko Judas Priest i Iron Maiden, a muzyki słuchałem już kilka lat. Znałem już dobrze m. in. Pink Floyd, Led Zeppelin, Black Sabbath, z nowszych U2 czy Dire Straits. Miałem pewne podstawy m. in. King Crimson, The Doors czy Jimiego Hendrixa. Być może gdybym najpierw wziął na warsztat np. Megadeth i Anthrax i ewentualnie inne zespoły metalowe, niekoniecznie thrashowe i w ramach późniejszego rozwoju sięgnął po Slayera to dziś wyglądałoby to inaczej, ale prawdę mówiąc nie chce mi się nad tym zastanawiać. ;)
      Trochę się rozpisałem, ale i tak jest krócej niż miało być początkowo. :)

      Szkoda, ale i tak szacunek, że dojechałeś aż do "Painkillera".

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.