7 października 2012

[Recenzja] Pearl Jam - "No Code" (1996)



Na "No Code" zespół zrywa całkowicie z grunge'owym brudem. Co prawda, pojawia się tu parę agresywnych kawałków, kojarzących się z "Vitalogy" ("Hail, Hail", oraz punkowe "Habit" i zaledwie minutowy "Lukin"), jednak dominuje dużo łagodniejsze, często akustyczne granie. Bardziej dynamicznie muzycy grają jeszcze tylko w przeciętnym "Mankind" (wyjątkowo śpiewanym przez Stone'a Gossarda) i świetnym "Smile" z bardzo fajną partią harmonijki. Natomiast już na otwarcie pojawia się delikatny "Sometimes", a podobnych nagrań jest tu znacznie więcej (chociażby bardzo ładne "Off He Goes" i "Present Tense"). Nie brakuje jednak urozmaiceń, bo w "Who Are You" pojawiają się nawet wpływy muzyki gospel, a "In My Tree" wyróżnia się jakby plemienną rytmiką. Ogólnie jest to całkiem przyjemny album, ale nieco zbyt smętny jako całość.

Ocena: 6/10



Pearl Jam - "No Code" (1996)

1. Sometimes; 2. Hail, Hail; 3. Who Are You; 4. In My Tree; 5. Smile; 6. Off He Goes; 7. Habit; 8. Red Mosquito; 9. Lukin; 10. Present Tense; 11. Mankind; 12. I'm Open; 13 Around the Bend

Skład: Eddie Vedder - wokal, gitara, harmonijka, sitar; Mike McCready - gitara; Stone Gossard - gitara, pianino, wokal (11), dodatkowy wokal; Jeff Ament - bass, gitara, Chapman stick, dodatkowy wokal; Jack Irons - perkusja
Gościnnie: Brendan O'Brien - pianino
Producent: Brendan O'Brien i Pearl Jam


7 komentarzy:

  1. Pearl Jam definitywnie powinni zakończyć działalność po tym albumie - albo iść w stronę urozmaiconego grania. Potem nie nagrali już niczego lepszego.

    Widzę, że ostatnio coś mniej recenzji Pan wrzuca, Panie Pawle?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Backspacer" był fajną płytą akurat, ale poza tym faktycznie - częściej nudzili, niż zachwycali.

      Usuń
    2. Oj, taki regionalizm :)

      Usuń
    3. Jest, tylko myśmy się postarzeli, usłyszeli przez te 9 lat wiele różnych, często znacznie lepszych albumów i zmieniliśmy punkt widzenia ;) jako szczaw nie miałem jeszcze nic przeciwko Yield, ale ogólnie był już bezbarwną próbą wskrzeszenia ducha Ten-Vs.

      Panie Pawle, widzę, że usunął Pan swój kąśliwy dość komentarz-odpowiedź. Niepotrzebnie, zdążyłem go zobaczyć. Żeby moje pytanie nie brzmiało już retorycznie - przeformułuję je: Czemu zmniejszyła się częstotliwość publikowania poprawianych recenzji? Przecież masz wakacje ;)

      Usuń
    4. Po prostu zauważyłem, że w pośpiechu zgubiłem jedną literę... A częstotliwość zmniejszyła się dlatego, że trochę nie było czasu, a trochę straciłem do tego zapał (fajniej pisało się te krytyczne recenzje Dio). Okazało się, że w sumie słabo pamiętam dyskografie Pearl Jam, Soundgarden i Metalliki, więc przed poprawieniem musiałem sobie przypominać poszczególne albumy, co zabierało czas i spowalniało nie tylko poprawianie, ale też poznawanie nowych rzeczy. Dziś jednak solidnie wziąłem się do roboty i poza poprawką debiutu Led Zeppelin napisałem dwie zupełnie nowe recenzje ;)

      Usuń
    5. Zgubiłem literę ... ale odpowiedź i jej ton była zrozumiała ;)

      A co do popraw - rozumiem Twoje męki w trakcie przesłuchiwania albumów, których już "nie czujesz" i wyprzedawanie winyli z nimi. Ja ostatnio sobie robię resłuchowisko swoich płyt (ostatnio "Tripod") i też nie kopie mnie to jak dawniej, jednak z pewnego sentymentu i przyjemnego mimo wszystko słuchania nie będę się ich pozbywał.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.