20 sierpnia 2012

[Recenzja] Witchcraft - "Witchcraft" (2004)



Od dobrych paru lat w muzyce rockowej panuje moda na granie retro. Nowe zespoły, zamiast próbować czegoś nowego i tworzyć swój oryginalny styl, imitują muzykę sprzed wielu lat. Na celownik biorą zwykle przełom lat 60. i 70., a swoje inspiracje ograniczają zwykle do dwóch czy trzech zespołów, starając się jak najwierniej oddać nie tylko ich styl, ale i brzmienie. Jednym z takich zespołów jest szwedzki Witchcraft. Założony w 2000 roku przez śpiewającego gitarzystę Magnusa Pelandera, początkowo miał być jednorazowym projektem. Muzyk chciał tylko zarejestrować singiel będący hołdem dla swoich dwóch idoli - Bobby'ego Lieblinga (z proto-doom-metalowgo Pentagram) i Roky'ego Ericksona (niegdyś członka pionierów rocka psychodelicznego - The 13th Floor Elevators). Singiel z utworami "No Angel No Demon" i "You Bury Your Head" ukazał się w 2002 roku. Być może faktycznie na tym by się skończyło, jednak wydawnictwo dotarło do Lee Dorriana - muzyka znanego m.in. z Cathedral i Napalm Death, ale także właściciela wytwórni Rise Above. Dorrian zaproponował muzykom Witchcraft nagranie całego albumu.

Eponimiczny debiut Szwedów ukazał się w 2004 roku nakładem wytwórni Dorriana. Poza nowymi wersjami utworów z singla, znalazło się na nim dziewięć premierowych nagrań. Stylistycznie najbliżej im do twórczości Pentagram (w repertuarze znalazł się nawet jego cover - "Please Don't Forget Me"). Wpływ twórczości Ericksona słychać właściwie tylko we wspomnianym "No Angel No Demon", a także w "I Want to Know". Ponadto znalazły się tu dwa quasi-balladowe nagrania: "What I Am" i "Her Sisters They Were Weak". W tym drugim słychać nawet inspiracje folkowymi klimatami. Cała reszta albumu to już fanartowski hołd dla Lieblinga, który przecież nawet nie był prekursorem takiego grania - po prostu podebrał parę patentów grupie Black Sabbath i zbudował na nich całą twórczość swojego Pentagram i innych tworów. Dokonania Witchcraft to zatem dziesiąta woda po kisielu. Poza brakiem oryginalność rażą też dwie inne rzeczy. Najmocniej doskwiera brak wyrazistych kompozycji. Poza dość chwytliwym "No Angel No Demon" i rozbudowanym "Witchcraft", nie ma tu niczego zapamiętywanego. Większość albumu zlewa się ze sobą. Drugi problem dotyczy brzmienia, stylizowanego na domówki Pentagram z lat 70. Tam jednak garażowa produkcja świetnie korespondowała z ciężarem, którego tutaj brakuje, przez co odsłaniane są wszystkie niedoskonałości brzmienia.

Debiut Witchcraft przypomina raczej demówkę, niż regularny album. W dodatku nie słychać tu specjalnego potencjału - materiał jest pozbawiony oryginalności i wyrazistości. Gdyby zespół już nic później nie nagrał, nie byłoby warto w ogóle o nim pamiętać. 

Ocena: 5/10



Witchcraft - "Witchcraft" (2004)

1. Witchcraft; 2. The Snake; 3. Please Don't Forget Me; 4. Lady Winter; 5. What I Am; 6. Schyssta lögner; 7. No Angel or Demon; 8. I Want You to Know; 9. It's So Easy; 10. You Bury Your Head; 11. Her Sisters They Were Weak

Skład: Magnus Pelander - wokal i gitara; John Hoyles - gitara; Mats Arnesen - bass (oprócz 7); Ola Henriksson - bass (7); Jonas Arnesen - perkusja
Producent: Witchcraft i Jens Henriksson


8 komentarzy:

  1. no co tu dużo mówić, fajnie że wróciłeś z poprawami, ale chyba mówiłeś że 2012 już zamknięty?

    W zasadzie, to po co odświeżasz tak epigoński zespół jak ten?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo nie ma sensu by go słuchać? Lepiej poznać tych których kopiuje, a potem pójść w stronę tego co polecasz w najnowszych recenzjach.

      Usuń
    2. Tego może i nie ma sensu słuchać, ale późniejsze albumy zespołu są lepsze.

      Usuń
  2. "(...) hołd dla Lieblinga, który przecież nawet nie był prekursorem takiego grania - po prostu podebrał parę patentów grupie Black Sabbath i zbudował na nich całą twórczość swojego Pentagram i innych tworów".

    Lubię czasami wejść na tego bloga, żeby zderzyć się często z opiniami odmiennymi od moich, ale momentami naprawdę ciężko przymknąć oko na pewne... bzdury. Mocne słowo, ale w tym przypadku prawdziwe. Nie neguję wiedzy autora, ale tutaj ewidentnie poleciał na skróty i bardzo pobieżnie potraktował korzenie, całą historię, wczesną, jak i późniejszą twórczość Lieblinga.

    Mimo wszystko, serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz takie zarzuty, to chętnie poznałbym konkrety i argumenty. Inaczej można uznać je za bezpodstawne. Wiem, że Liebling to postać ceniona, a wręcz czczona przez fanów doom metalu, ale słuchałem różnych jego projektów i nowatorstwa w tym nie odnotowałem. Jedynie uproszczenie formuły Black Sabbath. Całkiem możliwe, że coś przeoczyłem, ale powyższy komentarz nie mówi co to mogłoby być. A chyba powinien.

      Usuń
  3. W porządku więc, żeby nie być gołosłownym ;)

    Sam Liebling nie neguje wpływu Black Sabbath na swoje początki, ale nie stawia ich też na piedestale, czy też w czołówce swoich inspiracji. Bobby to stary hipis, który sam przyznaje się do wpływów głównie zespołu Blue Cheer, a później ewentualnie Wishbone Ash, MC5, The Stooges, czy też nawet Hendrixa. Inne bandy, które miały wpływ na krystalizację wczesnego, a więc tego najbardziej płodnego oblicza Pentagram (dziesiątki kawałków zespołu pochodzi z tamtych lat) to m.in. zapomniane Sir Lord Baltimore, Mountain, Dust, Thee Man Army, a nawet Uriah Heep. Cały tygiel wpływów heavy rockowych, z których wyrosło określone brzmienie bandu, więc mówienie o "uproszczeniu formuły Black Sabbath" jest jednak mocno skrótowe i krzywdzące.

    Prosty, ale plastyczny przykład: jeden z bardziej znanych wczesnych numerów Pentagram, czyli Review Your Choices.

    https://www.youtube.com/watch?v=fSbR87Erelc

    Riffowo prosty hołd dla brzmienia Black Sabbath? Cóż, może się tak wydawać w pierwszym momencie... Jeśli jednak "przypadkowo" puścimy sobie utwór "Politician" zespołu Cream z bardzo cenionej płyty Wheels of Fire

    https://www.youtube.com/watch?v=WOPDzD_P9gg

    staje się nagle jasne, że chyba jednak niekoniecznie to akurat Sabbath był tutaj główną inspiracją... I tak dalej, przykładów można podać więcej.

    Dużo się zmieniło, kiedy Liebling spotkał na początku lat 80 młodego gitarzystę, Victora Griffina, którego największą artystyczną miłością były właśnie rzeczony Black Sabbath oraz - nieco w mniejszym stopniu - zespoły nurtu New Wave of British Heavy Metal, typu Angel Witch. Swoją drogą, gdyby nieco zmienić proporcje oraz dodać do tych wpływów punk/hc, to powstałby książkowy model korzeni kiełkującego wtedy nurtu thrash metal, ale to tak na marginesie...

    Grffin, zafascynowany stylistyką wczesnego Black Sabbath (do Master of Reality włącznie) starał się rozwinąć ich brzmienie i obniżył strojenie swojej gitary do tzw. "Dropped B", osiągając potężny, miażdżący sound (warto posłuchać chociażby "All Your Sins" z debiutu). Mimo różnych wpływów, między Lieblingiem i Griffinem po prostu zaiskrzyło muzycznie i postanowili połączyć swoje siły. Wynikiem tego mariażu było brzmienie debiutanckiej płyty Pentagram. Reszta to już historia.

    Odnośnie jeszcze tego spłycenia / uproszczenia brzmienia Black Sabbath, bo to mnie chyba najbardziej zakłuło ;) Ciężko takimi terminami określić takie kawałki:

    https://www.youtube.com/watch?v=NRSAfBbIS1Y

    Inna sprawa, że Pentagram to oczywiście nie jest band nowatorski. To kapela, która porusza się na przecięciu stylistyk klasycznego heavy rocka i doom metalu, więc oczywiście nawiązania do Black Sabbath, najbardziej znanego zespołu z tego nurtu nie da się uniknąć. Nie każdy jednak koniecznie musi być nowatorski. Pentagram to zespół który osiągnął wysoki poziom wykonawczy w ramach gatunku w którym się porusza, nagrał kilka klasycznych dla tego stylu płyt i nie bez przyczyny ma status kultowego.

    Zastanawiam się, czy ten komentarz nie powinien być jednak przy recenzji debiutu Pentagram? Hmm…

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wyczerpującą odpowiedź ;) Pozwolę sobie jednak nie zgodzić się z niektórymi kwestiami. Przede wszystkim to, do jakich wykonawca przyznaje się inspiracji, nie zawsze ma faktyczne przełożenie na to, co słychać w jego twórczości. Nawet muzycy Grety Van Fleet wymieniają różne inspiracje, a i tak wszystko co robią brzmi wyłącznie jak kopia Led Zeppelin.

      Nie kwestionuję tego, że sposób gry muzyków Pentagram i Black Sabbath się różni, jednak gdyby ci drudzy zagrali na swój sposób, w stylu, z którym są najbardziej kojarzeni, ten przykładowy "Review Your Choice", to jego charakter nie zmieniłby się - wciąż byłaby to dokładnie ta sama stylistyka. Tym bardziej, że u wczesnego Sabbath też słychać wpływy Cream (choć Iommi się tego wypierał, twierdząc, że inspirował go raczej Clapton z okresu współpracy z Mayallem).

      Jeśli natomiast chodzi o uproszczenie, to ja bynajmniej nie miałem na myśli, że Pentagram nie grał kawałków opartych na kilku różnych riffach i jeszcze z akustycznym wstępem. Mam na myśli, że muzyka wczesnego Sabbath była dużo bardziej różnorodna, bo potrafili umieścić na płycie takie rzeczy, jak nastrojowy "Solitude", fortepianową balladę "Changes", elektroniczny "Who Are You" czy jazzujący "Air Dance", albo typowo riffowe kawałki urozmaicić syntezatorem ("After Forever", "Sabra Cadabra"), fletem (np. "Looking for Today") lub trąbką ("Break Out"). Nie przypominam sobie niczego podobnego u Pentagram, muzyka tego zespołu jest bardziej jednorodna. A oba podlinkowane nagrania nie odstawałyby jakoś znacząco na płytach Black Sabbath.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem nie będą publikowane, ale jeśli uznam je za ciekawe, umieszczę odpowiedzi na nie na stronie "FAQ / Q&A".