15 sierpnia 2012

[Recenzja] Scorpions - "Unbreakable" (2004)



Po największej porażce w dotychczasowej karierze (komercyjnej, ale przede wszystkim artystycznej), jaką był album "Eye II Eye", muzycy w końcu zrozumieli, że nie mają co liczyć na zainteresowanie swoją twórczością nowych, młodych słuchaczy. Pozostało więc granie dla oddanych fanów. A właściwie granie na ich sentymencie - muzycy postanowili odświeżyć swoje największe przeboje, najpierw w wersjach z orkiestrą ("Moment of Glory" z 2000 roku), a następnie akustycznych (wydana rok później "Acoustica"). Choć w obu przypadkach efekt nie był, delikatnie mówiąc, zbyt udany, wydawnictwa te pomogły odzyskać zaufanie fanów, którzy odwrócili się od zespołu po wcześniejszych eksperymentach.

Mając znów zapewnioną docelową grupę odbiorców, zespół zabrał się za nowy materiał, który miał stanowić stylistyczny powrót do początku lat 80. Muzycy nawiązali nawet ponownie współpracę z Dieterem Dierksem, producentem Scorpions w latach 1975-88, jednak okazało się, że nie potrafią się z nim dogadać. Udało się zarejestrować tylko dwa utwory: "Cause I Love You" (napisany jeszcze w latach 70., w tym samym czasie, co album "Lovedrive") i "Bad for Good" (oba trafiły na składankę "Bad for Good: The Very Best of Scorpions", wydaną w 2002 roku). Ostatecznie producentem został Erwin Musper, który wystąpił już w tej roli na "Pure Instinct". Jeszcze przed rozpoczęciem nagrań, zespół rozstał się z basistą Ralphem Rieckermannem. Jego następca miał zostać wybrany podczas przesłuchań. Spore szanse mieli Barry Sparks (współpracujący wcześniej m.in. z byłymi gitarzystami Scorpions, Michaelem Schenkerem i Uliem Jonem Rothem) oraz Ingo Powitzer - obaj nawet zagrali w kilku utworach, które trafiły na album. Ostatecznie jednak nowym basistą został Paweł Mąciwoda.

"Unbreakable" rzeczywiście brzmi znacznie bardziej klasycznie od kilku poprzednich albumów Scorpions. Same kompozycje - już tradycyjnie napisane z pomocą ludzi spoza zespołu - niestety rozczarowują. Jest tu parę przyzwoitych melodii (szczególnie w energetycznym "Love 'em or Leave 'em" i zaostrzonej balladzie "Through the Eyes"), ale dominuje hardrockowa sztampa (np. "Blood Too Hot", "This Time") i banał (np. "Someday Is Now", "Can You Feel It?", "Remember the Good Times"). Zdarzają się też wyjątkowo pretensjonalne momenty, jak przepełniony patosem "New Generation" (z dziecięcym chórkiem w końcówce) i oparty na kiczowatym akompaniamencie pianina "Maybe I, Maybe You". Jest też odrobina nudnego smęcenia ("She Said").

"Unbreakable" bez wątpienia jest lepszym albumem od dwóch poprzednich. Ale bycie lepszym od kompletnego dna to żaden wyczyn. Sam w sobie, longplay jest po prostu bardzo nijaki, z kilkoma momentami ciągnącymi go jeszcze bardziej w dół. Nie wystarczyło nawiązać do sprawdzonych patentów, przydałyby się jeszcze dobre kompozycje - a tych ewidentnie tu brakuje. Choć fani zespołu z pewnością znajdą tu coś dla siebie. Wszyscy pozostali nie mają żadnego powodu, by sięgać po to wydawnictwo.

Ocena: 4/10



Scorpions - "Unbreakable" (2004)

1. New Generation; 2. Love 'em or Leave 'em; 3. Deep and Dark; 4. Borderline; 5. Blood Too Hot; 6. Maybe I Maybe You; 7. Someday Is Now; 8. My City My Town; 9. Through My Eyes; 10. Can You Feel It; 11. This Time; 12. She Said; 13. Remember the Good Times (Retro Garage Mix)

Skład: Klaus Meine - wokal; Rudolf Schenker - gitara; Matthias Jabs - gitara; Paweł Mąciwoda - bass (1,3,5-12); James Kottak - perkusja
Gościnnie: Koen van Baal - instr. klawiszowe; Barry Sparks - bass (2,4); Ingo Powitzer - bass (13)
Producent: Erwin Musper, Scorpions


1 komentarz:

  1. "Unbreakable" to przykład płyty, która zdecydowanie zyskuje z kolejnymi przesłuchaniami. Na początku byłem nią rozczarowany, a teraz bardzo ją lubię.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.