17 sierpnia 2012

[Recenzja] Scorpions - "Sting in the Tail" (2010)



Album "Humanity: Hour I" nie spotkał się z uznaniem fanów, więc muzycy porzucili plan nagrania jego kontynuacji. Zamiast tego, po raz kolejny postanowili zagrać na sentymencie swoich wielbicieli. A mało co wzbudza takie zainteresowanie, jak ogłoszenie pożegnalnej trasy i ostatniego albumu, który będzie bezpośrednio nawiązywał do najsłynniejszych osiągnięć z przeszłości. I faktycznie, materiał zawarty na "Sting in the Tail" mógłby spokojnie powstać tuż po "Blackout" i "Love at First Sting". Zespół popełnił jednak błąd nawiązując współpracę ze szwedzkimi producentami Mikaelem Nordem Anderssonem i Martinem Hansenem, którzy nadali płycie dziwne, nienaturalnie płaskie brzmienie.

Na albumie dominują energetyczne, dość sztampowe kawałki w stylu twórczości zespołu z lat 80., często wręcz ocierające się o autoplagiat ("Raised on Rock" to praktycznie kopia "Rock You Like a Hurricane"). Choć pojawia się też trochę udziwnień, mających unowocześnić ten materiał (partie wokalne w tytułowym "Sting in the Tail" i "Slave Me"). Najlepiej, choć i tak bardzo przeciętnie, wypada najcięższy w zestawie "Let's Rock!" (o dziwo pominięty na amerykańskim wydaniu). Za to najbardziej chwytliwą, choć trywialną melodię ma "Turn You On" - jeden z kilku utworów, które powstały już w okresie "Unbreakable" (pozostałe to "Slave Me", "No Limit" i "The Best Is Yet to Come"). Choć pod względem banalności bezkonkurencyjne są "Spirit of Rock" i "Rock Zone". 

Tradycyjnie, na albumie musiało znaleźć się też parę ballad. Bardzo pretensjonalnie wypada "The Good Die Young", w którym zespół próbuje brzmieć bardzo poważnie, ale to tylko prosta, schematyczna ballada z zaostrzeniami. Okropny chórek Tarji Turunen w zwrotkach dopełnia obrazu żenady i kiczu. Dalej mamy ckliwy "Lorelei", z tandetnym brzmieniem klawiszy i naiwną melodią. "SLY" brzmi natomiast jak skrzyżowanie "Send Me an Angel" i "Still Loving You", przy czym bliżej mu jednak do kiczowatości tego pierwszego. Na zakończenie pojawia się jeszcze sentymentalny "The Best Is Yet to Come", który razi banałem i swoją naiwnością.

"Sting in the Tail" to dokładnie taki album, jakiego mogli od Scorpions oczekiwać jego fani. Zespół najmniejszym kosztem stworzył produkt kierowany do konkretnej niszy. Tym samym jest to zupełnie bezwartościowe pod względem artystycznym wydawnictwo. 

Ocena: 3/10



Scorpions - "Sting in the Tail" (2010)

1. Raised on Rock; 2. Sting in the Tails; 3. Slave Me; 4. The Good Die Young; 5. No Limit; 6. Rock Zone; 7. Lorelei; 8. Turn You On; 9. Let's Rock!; 10. SLY; 11. Spirit of Rock; 12. The Best Is Yet to Come

Skład: Klaus Meine - wokal; Rudolf Schenker - gitara; Matthias Jabs - gitara; Paweł Mąciwoda - bass; James Kottak - perkusja
Gościnnie: Tarja Turunen - wokal (4)
Producent: Mikael Nord Andersson i Martin Hansen


1 komentarz:

  1. o matko co ja widzę ;) jedna z moich ulubionych płyt zespołu Scorpions. Świetny artykuł, ciekawy opis; również interesuje się klasyka rocka i bardzo lubię czytać takie własnie posty ;)
    www.music-keeps-alive.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.