16 sierpnia 2012

[Recenzja] Scorpions - "Humanity: Hour I" (2007)



Na "Humanity: Hour I" znów postawili na nowocześniejsze brzmienie. W jego osiągnięciu pomogli producenci James Michael i Desmond Child, mający na koncie współpracę zarówno z rockowymi, jak i popowymi wykonawcami. Tym razem zespół pozostał jednak wierny swojej hardrockowej publiczności, nie odcinając się od niej, jak w czasach "Eye II Eye".

Nowością jest przede wszystkim niższe strojenie gitar. Efektem są jedne z najcięższych utworów w karierze Scorpions: "Hour I",  "You're Lovin' Me to Death", "321" i "The Cross", łączące wręcz metalowy czad z chwytliwymi, choć nieco sztampowymi melodiami. Ciekawostką jest gościnny udział w pierwszym z tych utworów gitarzysty Johna 5 (znanego ze współpracy m.in. z Robem Zombie i Marlinem Mansonem), oraz wokalisty Smashing Pumpkins, Billy'ego Corgana, w ostatnim z nich. Z bardziej klasycznym Scorpions mamy do czynienia w banalnym "The Game of Life", który raczej nie przypadkiem wywołuje skojarzenia z "Rock You Like a Hurricane".

Tradycyjnie, znaczną część albumu stanowią, oczywiście, ballady. Jako tako bronią się mocniejsze "We Were Born to Fly", "We Will Rise Again" i "Humanity". Zwłaszcza w tej ostatniej pojawia się całkiem zgrabna melodia, choć ostateczny efekt psuje orkiestracja, która niepotrzebnie dodaje patosu i tandetnego brzmienia. Patetycznie i kiczowato brzmi także drugi zorkiestrowany utwór, "The Future Never Dies". Znalazło się tu także kilka bardziej popowych kawałków: mdłe "Your Last Song" i "Love Is War", oraz naprawdę okropny, strasznie komercyjny i trywialny "Love Will Keep Us Alive".

Warto natomiast zwrócić uwagę na wyjątkowo dobry śpiew Klausa Meine'a, który już dawno nie był w tak świetnej formie. Za to kompozytorska forma muzyków nie była w tamtym czasie najlepsza, o czym świadczy fakt, że "Humanity: Hour I" został napisany głównie przez ludzi spoza zespołu. Scorpionsi od lat korzystają z pomocy zawodowych songwritterów, ale nigdy wcześniej nie było sytuacji, aby pod dosłownie każdym utworem było podpisane od dwóch do czterech z nich (dla zachowania pozorów, pod każdym pojawia się także nazwisko jednego członka grupy - Meine'a, Rudolfa Schenkera lub Matthiasa Jabsa).

"Humanity: Hour I" to częściowo udana próba odświeżenia stylu grupy. Gdyby ograniczyć ilość ballad, całkiem zrezygnować z orkiestracji i jeszcze bardziej postawić na czad, kosztem radiowej melodyjności, byłby to jeden z najlepszych albumów Scorpions. Choć to i tak ich najlepsze wydawnictwo od czasu "Crazy World".

Ocena: 5/10



Scorpions - "Humanity: Hour I" (2007)

1. Hour I; 2. The Game of Life; 3. We Were Born to Fly; 4. The Future Never Dies; 5. You're Lovin' Me to Death; 6. 321; 7. Love Will Keep Us Alive; 8. We Will Rise Again; 9. Your Last Song; 10. Love Is War; 11. The Cross; 12. Humanity

Skład: Klaus Meine - wokal; Rudolf Schenker - gitara; Matthias Jabs - gitara; Paweł Mąciwoda - bass; James Kottak - perkusja
Gościnnie: John 5 - gitara (1); David Campbell - orkiestracja (4,12); Russ Irwin - pianino (4); Eric Bazilian - gitara (7); Billy Corgan - wokal (11)
Producent: James Michael i Desmond Child


7 komentarzy:

  1. O kurde, pochwały dla Klausa to coś nowego w 2018 :)

    Dziwne, że przy całej tej krytyce dla Scorpions i tak oceniasz ten album wyżej ode mnie. "You're Lovin' Me to Death" to wręcz nienawidzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwne? Nie, wręcz przeciwnie - Twoja niższa, a moja wyższa ocena wynikają dokładnie z tego samego, czyli odejścia zespołu od hard rocka w stylu lat 80. ;)

      Usuń
    2. Poza tym pochwały dla Klausa w 2018 to ciekawa nowość. Jak oceniasz ogólnie jego wokal?

      Usuń
    3. Raczej irytujący wokalista. W najlepszych czasach zespołu za dużo było u niego piania, płaczliwej maniery i śpiewania jakby przez nos. Bardziej odpowiada mi jego głos właśnie z powyższego albumu czy koncertówki z Wacken '06. On, Glenn Hughes i Mick Jagger są obecnie w najlepszej formie z tych wszystkich wokalistów z długimi karierami.

      Usuń
    4. "śpiewania jakby przez nos" - też zwróciłem na to uwagę, ale nie umiałem ubrać tego w słowa. Chociaż jakoś bardzo mnie to nie irytuje. Obecnie Klaus jest w świetnej formie, 3 lata temu słyszałem live.

      Usuń
    5. Kurde. Co jakiś czas mi się przypomina ta dyskusja, ale ponieważ nie jestem rzecznikiem Pana Fana, to wstrzymywałem się od wypowiedzenia się. Ale - Twoja odpowiedź z 4 czerwca 2018 15:20 zawiera w sobie sugestię ograniczonego gustów FF i tego, że nie umie wyjść poza 'swój' gatunek. Sorry, musiałem.

      Btw, dziś śniło mi się, że doszedłem do kuriozalnego wniosku, że Black Sabbath jest jedynie wcześniejszą wersją Scorpions z epoki lat 80

      Usuń
    6. Trochę nadinterpretowałeś moje słowa dotyczące konkretnego przykładu. Akurat Fan Filmów sięgał nawet po niektóre z polecanych przeze mnie albumów jazzowych, przed czym przeciętny fan hard rocka wzbraniałby się wszystkimi kończynami.

      Faktycznie kuriozalnego.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.