23 lipca 2012

[Recenzja] Angel Witch - "Angel Witch" (1980)




Pod koniec lat 70. w Wielkiej Brytanii został zapoczątkowany nurt zwany Nową Falą Brytyjskiego Heavy Metalu (NWOBHM). Młodzi muzycy, wychowani na takich zespołach, jak Black Sabbath, Deep Purple, Led Zeppelin, UFO czy Judas Priest, postanowili przeciwstawić się rosnącej popularności punk rocka, grając w stylu swoich idoli. Ponieważ jednak zwykle nie byli zbyt dobrymi instrumentalistami, ani nie było ich stać na dobry sprzęt, grana przez nich muzyka była znacznie bardziej surowa, prostsza i mniej różnorodna, ale także agresywniejsza. W ten sposób narodził się styl, zwany od tamtej pory heavy metalem (tego określenia używano już wcześniej, ale stosowano go zamiennie z hard rockiem - nie istniało konkretne rozdzielenie tych pojęć). Do najbardziej znanych grup wywodzących się z tego nurtu należą Iron Maiden i Saxon, a także Def Leppard, który szybko poszedł w bardziej popowym kierunku, oraz Venom, który zawsze stał na uboczu sceny, grając bardziej brutalną muzykę. Innym grupom nie udało się zyskać takiej popularności, choć część z nich posiadała spory potencjał, żeby wspomnieć tylko o Diamond Head, czy Angel Witch.

Drugi z tych zespołów niedawno wrócił z nowym, czwartym albumem studyjnym, "As Above, So Below" - pierwszym od ponad ćwierć wieku. Choć z oryginalnego składu pozostał jedynie śpiewający gitarzysta Kevin Heybourne, zespół dość udanie nawiązał na nim do swoich korzeni (zresztą co najmniej połowa materiału została skomponowana jeszcze w latach 80.). Cofnijmy się jednak w czasie, do 1980 roku, gdy ukazał się debiutancki, eponimiczny album Angel Witch. W chwili wydania praktycznie niezauważony, dziś będący pozycją kultową. Zespół zaprezentował na nim muzykę będącą mieszanką stylów Black Sabbath i Judas Priest, z lekkimi wpływami innych zespołów w niektórych utworach. Dominują energetyczne, szybkie i ostre kawałki, z chwytliwymi, choć nieco sztampowymi melodiami (np. "Angel Witch", "White Witch", "Confused", "Gorgon"), na szczęście tylko raz zespół popada w przesadny kicz (w singlowym "Sweet Danger"). Jak na swoją stylistykę, album jest dość urozmaicony. Ciekawym fragmentem jest "Sorcerers", łączący łagodniejsze zwrotki z sabbathowym ciężarem w refrenach, oraz szybszą drugą częścią, zakończoną niemal purplową solówką na organach. Albo "Free Man" - klasycznie hardrockowa ballada ze zgrabną melodią i świetnymi partiami basu. A także instrumentalny "Devil's Tower", który w spokojniejszych momentach przypomina miniaturki Tony'ego Iommiego.

"Angel Witch" to jeden z najlepszych heavymetalowych albumów, jakie poznałem. Muzykom nie można odmówić niezłych, jak na ten styl, umiejętności, choć nieco słabiej jest pod względem wokalnym, a i kompozycje nie są wybitne (choć czasem naprawdę dobre, jak w przypadku "Free Man"). Zespół w latach 80. wydał jeszcze dwa albumy, ale żaden z nich nie zbliżył się do poziomu debiutu.

Ocena: 7/10



Angel Witch - "Angel Witch" (1980)

1. Angel Witch; 2. Atlantis; 3. White Witch; 4. Confused; 5. Sorcerers; 6. Gorgon; 7. Sweet Danger; 8. Free Man; 9. Angel of Death; 10. Devil's Tower

Skład: Kevin Heybourne - wokal i gitara; Kevin Riddles - bass i instr. klawiszowe; Dave Hogg - perkusja
Producent: Martin Smith


5 komentarzy:

  1. Zdecydowanie jedna z najlepszych płyt metalowych, a "Free Man" to coś absolutnie genialnego - jedna z najlepszych ballad jakie słyszałem. Jak go słucham to niemalże tracę kontakt z rzeczywistością...

    Z pozostałych kawałków najbardziej lubię "Sorcerers" i "Gorgon" oraz oczywiście klasyczny tytułowy ;) Ale tak naprawdę to uwielbiam wszystko z tego longplaya. No... prawie wszytko, bo za "Sweet Danger" i "Atlantis" nie przepadam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdziwiłem się, że akurat ten album utrzymał wysoką ocenę. Nawet go cenię i oceniłbym tak samo, niemniej z okręgu NWOBHM debiuty Diamond Head, Def Leppard i Iron Maiden cenię wyżej - niektóre nieznacznie, inne bardziej.

    Lubię jeszcze ich najnowsze wydawnictwo z 2012 r., natomiast te 2 płyty z połowy lat 80. to coś okropnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten album też miał kiedyś wyższą ocenę. A dwa kolejne, z tego co pamiętam, faktycznie są beznadziejne ;)

      Usuń
    2. Miał z parę lat temu. Choć to "niższe oceny" w tym wypadku chyba nie działa w 100%, bo przed zmianą oceny była tu 7-eczka.

      I przyznam, że nie słyszę na tym debiucie jakiegoś szczególnego potencjału - co w sumie zweryfikowały późniejsze lata. Ale już na Diamond Head tak - pierwsza płyta była kapitalna.

      Będą też wznowienia recenzji z tych zespołów NWOBHM, które wymieniłem (oczywiście te płyty, które są obecnie na blogu)?

      Usuń
    3. Będzie na pewno Diamond Head.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.