Q & A

Tutaj można zadawać pytania niezwiązane z konkretnymi postami.

Zanim zadasz pytanie, upewnij się czy nie ma odpowiedzi na nie na stronie FAQ.

Uwaga: Pytania i odpowiedzi będą po jakimś czasie kasowane (z wyjątkiem najciekawszych dyskusji), aby uniknąć bałaganu.


146 komentarzy:

  1. Jakiej muzyki (jakich wykonawców) słuchasz obecnie najchętniej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najchętniej słucham obecnie Milesa Davisa, Johna Coltrane'a, Gentle Giant, King Crimson, The Allman Brothers Band, The Butterfield Blues Band, Johna Mayalla, Quicksilver Messenger Service, Rory'ego Gallaghera, Roya Harpera, Townesa Van Zandta i pewnie jeszcze wielu innych wykonawców ;)

      Usuń
    2. Nie uważasz częstego słuchania znanych już albumów za stratę czasu? Chyba, że wiesz że możesz odkryć coś nowego (każda płyta Gentli wymaga wg mnie kilku podejść)

      Usuń
    3. Nie. Jeżeli jakiś album bardzo mi się podoba, to nie uważam słuchania go za stratę czasu. Choć są takie albumy, które znam na pamięć i dlatego nie wracam do nich często. Ale gdy wracam do nich po długim czasie, to słuchanie ich jest jak święta ;) Mam tak np. z Pink Floyd.

      Usuń
  2. Widziałem na Twoim RYM bardzo niską ocenę dla albumu From Elvis In Memphis z 1969 roku. Ciekaw jestem Twoich zarzutów dla tego albumu. Co nie przypadło Ci tam do gustu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakładam więc, że nie darzysz muzyki Króla Rock And Rolla zbytnią sympatią.

      Usuń
    2. Tu nawet nie chodzi o tego Elvisa, który na tle ówczesnego rock and rolla wyróżnia się chociażby wokalnym talentem. Po prostu nie znoszę rock and rolla (w ścisłym tych słów znaczeniu, jako styl muzyczny), dla mnie to zbyt prymitywna muzyka, wszystkie kawałki brzmią zupełnie identycznie. Już nawet punk jest bardziej zróżnicowany (pomijając Ramones).

      A wspomniany wyżej album, zdaje się, odchodzi od czystego rock and rolla, niestety w kierunku banalnego, przesłodzonego popu, który mimo swojej prostoty, jest niezwykle pretensjonalny. Tak sobie teraz przypomniałem.

      Usuń
    3. Ja z rock and rolla osłuchiwałem kiedyś dużo klasyki - Fats Domino, Elvis no i oczywiście Chuck Berry, trochę Bo Diddley, dalej nie byłem się w stanie się zagłebić, bo faktycznie to wszystko się zlewało w jedno. Ale każdy z tych największych rockandrollowców miał własny styl, który mimo wszystko pozwalał odróżnić ich od siebie - dlatego byli najwięksi.

      Usuń
    4. Podobnie ja. Był taki czas, kiedy słuchałem dużo klasyki tego gatunku. Teraz już o wiele rzadziej słucham muzyki z lat 50tych, jednak sentyment pozostał. Elvisa lubię nie tylko tego rock and rollowego, ale i popowego. Moim zdaniem zaczął być pretensjonalny po 1970 roku, co nie znaczy, że nie nagrał już potem nic dobrego. W jego karierze lata 68-70 uważam za najlepsze. Po prostu trzeba lubić tę stylistykę, byłoby nudno, gdyby każdy słuchał, czy cenił to samo :).

      Usuń
  3. Pawle od ilu lat słuchasz tak na poważnie muzyki rockowej? Od czego zaczynałeś swoją przygodę z muzyką i czy od samego początku był to rock? Chciałbym jeszcze zapytać których wykonawców z bloga widziałeś na żywo na koncertach i w jakich latach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muzyką zacząłem interesować się pod koniec podstawówki, a więc dobre kilkanaście lat temu. Najpierw był polski rock, potem Depeche Mode, aż w końcu zagraniczny rock. W gimnazjum słuchałem Scorpions, Metalliki, Iron Maiden, Nirvany, Black Sabbath, AC/DC i Pink Floyd, ale też jakiegoś strasznego gówna, które wtedy było modne (i chyba dalej jest wśród początkujących słuchaczy), bo nie potrafiłem rozróżnić dobrych rzeczy od złych. A Teraz Rock i Trójka utwierdzały mnie w przekonaniu, że wszystko, czego słucham, jest rewelacyjne ;) To mi zahamowało rozwój gustu na kilka lat. Dopiero na studiach zacząłem słuchać rzeczy, które niekoniecznie przypominały coś, co już znam, oraz zacząłem trochę rozróżniać wartościową muzykę od kiepskiej.

      Na żywo widziałem Davida Gilmoura, Scorpions, Iron Maiden (dwa razy), Ozzy'ego Osbourne'a, Riverside i Ten Years After. Wszystko w ciągu ostatniej dekady, może trochę ponad.

      Usuń
    2. Widziałeś też Motörhead !

      Usuń
  4. Który z tych koncertów był najlepszy a który najgorszy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie najgorszy był Ozzy. Niekoniecznie z powodu samego występu (choć żałosne było, że na trasie promującej album "Scream" nie zagrano żadnego jego fragmentu - co w sumie jest doskonałym komentarzem na temat jakości tego wydawnictwa). Fatalna była cała reszta. Beznadziejna akustyka gdańskiej Ergo Areny, zniekształcająca brzmienie (na Ironach w tym samym miejscu było jeszcze gorzej od tym względem); golden circle na pół hali, przez co z reszty płyty ledwo było widać czubki głów muzyków, a żadnych telebimów nie było; oraz najbardziej prymitywna publiczność z jaką się zetknąłem - schlani debile, którzy po występie supportu chcieli się wpychać na lepsze miejsca, a do tego gówniarze zachowujący się jakby to był co najmniej koncert Slayara. M.in. dlatego nie chcę już uczestniczyć w dużych koncertach.

      Najlepszy był natomiast koncert Ten Years After ;) Zupełne przeciwieństwo tamtego - nieduża sala w klubie, występ oglądany z miejsca przy stoliku, ze świetnym widokiem na scenę. Prawie jak na klubowych koncertach bluesowych/jazzowych pół wieku temu ;)

      PS. Zapomniałem, że jeszcze widziałem na żywo Pearl Jam.

      Usuń
    2. Nie boisz się Pawle o swoje uszy? Jeżeli na koncertach nie nosiłeś stoperów to potem zapewne miałeś przytłumiony słuch. A kiedyś jeszcze mówiłeś o tym że muzykę słuchasz przez słuchawki. A tu trzeba bardzo uważać na głośność i higienę słuchania (szczególnie przy "wkładanych")

      Usuń
    3. Nie chodzę już na koncerty. Tzn. chętnie bym poszedł na coś tego typu, co TYA - klubowy koncert w moim mieście. Ale niestety, większość wykonawców, których chciałbym zobaczyć, albo nie istnieje/nie żyje, albo gra tylko duże koncerty, albo musiałbym jechać gdzieś daleko (z tego ostatniego powodu zrezygnowałem na początku tego roku z Johna Mayalla - ale w sumie nie żałuję, bo z koncertu zostałyby tylko zacierające się wspomnienia, a tak chociaż zaoszczędziłem trochę kasy na płyty).

      A muzyki przez słuchawki nie słucham głośno. Wystarcza mi taki poziom, na którym wyraźnie słychać wszystkie dźwięki.

      Usuń
  5. Są jakieś instrumenty, których brzmienie szczególnie lubisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam szczególnie słabość do gitary basowej lub kontrabasu, a także do sitaru ;) Ogólnie jednak każdy instrument może brzmieć pięknie, jak i beznadziejnie, w zależności od produkcji danego albumu. W przypadku gitary elektrycznej dochodzą przeróżne efekty, dzięki którym instrument może brzmieć na tysiące sposobów. Co prowadzi do tego, że np. bardzo lubię brzmienie gitary u wykonawców bluesrockowych, ale już jej brzmienie w jazz fusion z późnych lat 70. mnie drażni (np. na albumie "Elegant Gypsy" Ala Di Meoli, którego właśnie słucham).

      Usuń
  6. Ile obecnie albumów (jeśli nie dokładnie, to w przybliżeniu) liczy Twoja kolekcja? Czy masz jakieś specjalne miejsce na najważniejsze dla Ciebie płyty, co do których wiesz, że będziesz regularnie do nich wracał i nigdy, przenigdy ich nie sprzedasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę podać dokładną liczbę, bo mam wszystko skatalogowane na RYMie ;) Nie licząc płyt, które aktualnie próbuję sprzedać, mam 232 winyli (+ dwa w drodze), 26 CD i 19 DVD. Ale ze statystyk wynika, że tylko 83% z tego to albumy studyjne i koncertowe, a reszta to składanki, single, epki, itp. Wszystko mam ułożone alfabetycznie.

      Usuń
  7. gdzieś na tej stronie podałeś "wielką dziewiątkę" zespołów progresywnych, ja z tego zestawienia pamiętam tylko: Pink Floyd, Genesis, King Crimson, Yes, Gentle Giant,
    mógłbyś może dokończyć bo nie pamiętam reszty ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są w niej jeszcze Van der Graaf Generator, ELP, Jethro Tull i Camel.

      Usuń
    2. O co chodzi tak naprawdę w progresywnym rocku? To na serio brzmi jak kolaż, często niepowiązanych ze sobą fragmenciku, albo po prostu pitolenie różnych patentów na jednym podkładzie. Słucham własnie Tago Mago i Halleluhwah ogromnie mi się dłuży, a ja się zastanawiam czy nie powinienem przestać mieć nadzieję, na jakąś eksplozję i sięgnąć po kolejny krążek z kolejki, która jest długa jak do pośredniaka.

      Usuń
    3. mówisz raczej o krautrocku a nie o typowym rocku progresywnym

      Usuń
    4. Odpowiadałem Ci już na to pytanie kilka razy, ale nie mogę teraz znaleźć gdzie to było. Więc napiszę jeszcze raz. Ostatni raz.

      Tak naprawdę o nic nie chodzi. Po prostu kiedyś (na przełomie lat 60. i 70.) przyklejano taką etykietkę wszystkim wykonawcom, którzy robili coś innowacyjnego, wykraczającego poza schematy i konwencję ówczesnego rocka. Każdy z tych zespołów chciał osiągnąć coś innego, stworzyć własny styl i dlatego każdy z nich grał tak naprawdę zupełnie inaczej. Myślenie w sposób, że "w rocku progresywnym chodzi o tworzenie kolaży" jest błędne, bo na każdego wykonawcę, który ma takie utwory w swoim repertuarze, przypada kilka, którzy niczego takiego nigdy nie nagrali.

      Usuń
    5. Anonimowy słusznie zauważył. Krautrock to bardzo specyficzna odmiana progresu, w której monotonia jest elementem służącym do wytworzenia hipnotyzującego klimatu. Trzeba się w to wczuć, a nie narzekać na brak akcji.

      Usuń
    6. Ale efekt jest zwykle mizerny, bo z tych utworów robi się rozwleczone do niedorzecznych często długości hybrydy uwalane czasem jakimiś dziwnymi - w zamierzeniu intrygującymi - hałasami, żenującymi wstawkami na pianinie czy improwizacjami gdzie na jednym podkładzie są wokale, partie gitary i jakieś organy. Dlaczego stało się to synonimem muzyki z wyższej półki?

      Usuń
    7. Muzyka z wyższej półki ma to do siebie, że nie należy słuchać jej z nastawieniem na usłyszenie czegoś konkretnego, tylko z otwartą głową, starając się zrozumieć. Zwykle potrzeba do tego więcej niż jednego przesłuchania.

      To, że Tobie coś się nie podoba, to nie znaczy, że jest to mizerne. Jeżeli dyskutujemy na poważnie, to miarą jakości jest np. wpływ, jaki dany gatunek/nurt/styl wywołał. A ten w przypadku krautrocka jest przeogromny. Chyba żaden inny nurt w muzyce rockowej nie był tak inspirujący. Przyczynił się nie tylko do powstania nowych (czy też "nowych") odmian rocka (głównie tych z post-nazwami), ale właściwie cała współczesna elektronika wywodzi się właśnie z krautrocka.

      Wracają co poprzedniego wątku, krautrock jest na tyle odrębnym nurtem, że ocenianie przez jego pryzmat całego rocka progresywnego (lub odwrotnie) jest bezsensowne. Ponadto, sam krautrock, wbrew pozorom, jest bardzo różnorodny. Jedni przedstawiciele wywodzili się ze sceny jazzowej, drudzy z folkowej, trzeci postanowili rozwijać na swój sposób psychodelię, jeszcze inni zapatrzyli się w brytyjski rock progresywny, nie brakowało też takich, którzy odważnie eksperymentowali z elektroniką. A ta łącząca je monotonna transowość (u jednych większa, u innych mniejsza) moim zdaniem wcale nie musiała wynikać z tego, że świadomie chcieli osiągnąć konkretny cel. Raczej takie "mechaniczne" granie leży w naturze Niemców. Dlatego pewne podobieństwa do krautrocka można usłyszeć też np. u tamtejszych grup hardrockowych (np. Nosferatu, Kin Ping Meh - no, te dwie akurat grały trochę bardziej złożony hard rock - Lucifer's Friend, czy nawet - o tyle, o ile - Scorpions z debiutanckiego "Lonesome Crow").

      Usuń
    8. My zawsze dyskutujemy na poważnie.

      Wychodzi na to, że kraut rocka nie powinienem podciągać pod rock progresywny. Bo różnica jest spora. A podstawowa jest taka, że prog rock mi się nierzadko podoba. A Can to największe rozczarowanie ostatnich czasów (tj spodziewałem się czegoś wielkiego, a dostałem coś co sobie leciało, a ja się po kilku utworach wyłączyłem)

      Ale od początku. Zobaczyłem, że kilka niegłuchych osób z których gustem się liczę, ceni sobie właśnie ten nieszczęsny Tago Mago. Trafiłem na Can na jakiejś progrockowej liście (tam akurat był "Future Days"), więc nie podchodziłem do tego jako do szkoprocka (którego instynktownie - wygląda na to że słusznie unikałem)

      Włączam pierwszy utwór - po kilku minutach nie wiem o co chodzi. Ale daję mu szansę i wracam do początku. I tak jeszcze dwa razy. Ale gdy doszedłem do tych 3 najdłuższych utworów (z Halleluhwah na czele) i po 4 minutach myślałem, że minęło ich co najmniej 15 to spasowałem. Nie wiem kogo ta muzyka wpędza w trans , ale mnie po prostu nuży.

      A co do zwykłego prog-rocka. 100x bardziej wolę bajzel u Gentle Gianta (do którego na 100% wrócę, bo to jest coś co trzeba ogarnąć i rzeczywiście wymaga czasu - mimo eunuchowych zaśpiewów rodem z chłopięcego chóru) niż to co jest tutaj. Nudziarstwo jest też problemem ELP, gdzie też, poza debiutem, albumy mnie męczyły i dłużyły się okrutnie.

      Jest prog zły z rozwlekaniem i nieudolnymi próbami stworzenia czegoś dobrego i prog dobry, gdzie skala utworów została dopasowana do ich wartości kompozycyjnej.

      To samo zrobiłem ja (sam sobie dałbym 7, nie więcej). Postawiłem na burzę i ekspresję, żeby słuchacz się nie zanudził, a nie sadzenie plam dźwięku i malowanie muzycznych pejzaży.

      Usuń
    9. Zniechęcanie się do całego nurty, który - jak pisałem wcześniej - jest bardzo różnorodny, to kiepskie podejście. Jeżeli Can nie podeszło, to nie znaczy, że twórczość Agitation Free, Embryo, czy innych wymienionych przeze mnie wyżej zespołów, nie podejdzie.

      A u Gentle Giant bałagan jest tylko pozorny. Po kilku przesłuchaniach wszystko układa się w logiczną całość.

      Usuń
    10. To cenię w zespołach, że jedno przesłuchanie nie daje 100% obrazu płyty. Trzeba wrócić nawet wiele razy by wyłapać wszystkie smaczki.

      Słowo bajzel było ukąsem ;)

      Może to kwestia indywidualna z tym kautrockiem. Ty np
      Kiedyś złorzeczyłeś na prog włoski (francuski i hiszpański też jest zły? kiedyś podsunąłem Ci Carmen z półwyspu Iberyjskiego) - a mi się on właśnie bardzo podoba.

      To truizm, ale są różne gusta.

      Usuń
    11. Włoski prog jest strasznie przerysowany, co pewnie wynika z włoskiego temperamentu. W dodatku upodobali sobie "symfoniczną" odmianę proga, w której najłatwiej popaść w kicz. Co nie znaczy, że w ogóle nie było tam dobrych zespołów. Całkiem spoko jest np. Goblin, którego większość albumów to ścieżki dźwiękowe do włoskich horrorów ;)

      Francuski prog to głównie zeuhl. Trudna muzyka, której w większości nie rozumiem, ale nie krytykuję, bo słyszę, że jest to bardzo złożone granie, do którego trzeba sporych umiejętności. Półwysep iberyjski to terra incognita na mojej muzycznej mapie.

      Gusta są różne, ale są pewne obiektywne kryteria, za pomocą których można ocenić muzykę. Przecież oczywistym faktem jest, że np. jazz to muzyka z wyższej półki niż disco, choć niektórzy (i, obawiam się, należący do większości) wolą słuchać tego drugiego.

      Usuń
  8. Z jakich źródeł korzystasz, szukając informacji o różnych zespołach/albumach. Czasem zdajesz się wiedzieć o nich naprawdę mnóstwo i sypiesz ciekawostkami wręcz z rękawa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z różnych. Mam kilka książek, pełno gazet, dużo też czytam w Internecie. Nie mam chyba źródeł, z których bym korzystał częściej, niż z innych.

      Usuń
  9. Dlaczego zrezygnowałeś z dotychczasowej, rozpoznawalnej i fajnej nazwy bloga?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz nazwa jest identyczna jak adres. Ponadto poprzednia nazwa mogła być myląca co do prezentowanych tu treści.

      Usuń
  10. Myślisz, że nie ma szans by znaleźć jakąś świetną muzykę z krajów trzeciego świata, która uchowała się tylko dlatego, że nie było możliwości by wyjść z tym do świata? Teraz po latach gdy jest internet nagle coś nie wejdzie do klasyki tylko dlatego, że ktoś znalazł na YT trzeszczący rip z taśmy. Tak więc podsumowując - mam nadzieję, że COŚ tam się kryje. W dżungli czy lesie równikowym.

    Update - posłuchałem do końca Brusselmaschine i jednak potem było już pochyło.

    Zgodzisz się ze mną co do "Panamy" VH, że to nieco mniej wieśniackiego syntha, a coś bardziej do ACDC?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To naprawdę nie jest przypadek, że w kilku krajach powstało mnóstwo genialnej muzyki, w kilku innych powstało jej trochę, a w stanowiących większość pozostałych - w ogóle lub jakieś naprawdę pojedyncze przypadki. To ma swoje korzenie w kulturze tych krajów, także tego, jaki jest tam poziom edukacji muzycznej, dostęp do płyt z reszty świata, itd. Amerykańscy i Europejscy wykonawcy praktycznie nie koncertowali w Afryce (nawet w Ameryce Południowej częściej zaczęli koncertować chyba dopiero w latach 80.), więc nie mogli bezpośrednio inspirować tamtejszych mieszkańców, do sięgnięcia po instrumenty. Oczywiście, Afryka ma też swoje własne muzyczne tradycje, ale dopiero amerykańskim muzykom udało się przekuć je w prawdziwą sztukę. A wspomniany przeze mnie wcześniej Fela Kuti studiował muzykę w Wielkiej Brytanii (na uniwersytecie), co jest chyba najlepszym potwierdzeniem mojej tezy ;)

      Co do "Panamy" się nie zgodzę, to taka sama metalowa sztampa, jak reszta albumu.

      Usuń
  11. Quo vadis Pawle zatem? W Twoim serwisie muzycznym (mówię to z szacunkiem, by nie sprowadzać tej strony do 'bloga muzycznego') zaczyna być ewidentny odwrót od muzyki hard n' heavy - poza nowymi projektami muzyków z uznanych kapel (Gov't Mule) - idziesz w stronę bardziej pokomplikowanych brzmień. Czy teraz chcesz się skupić na muzyce poszerzającej horyzonty?

    Popisy EVH i tembr głosu Lee Rotha (nie powiem jednak że nie umiał śpiewać zniechęcały mnie do tego zespołu, jednak najlepsze kompozycje mogą lecieć jako niezobowiązujące tło).

    Moim zdaniem fajnie byłoby jakbyś mimo wszystko czasem zrobił coś z cyklu 'obnażamy klasyczny album' (sam miałem kiedyś taki pomysł) i dać recenzję - moje przykłady - Velvet UG, Pet Sounds czy Blonde On Blonde - z najbardziej "ambitnych" przykładów. chyba wiesz o co chodzi ;)

    Mała zwyżka dla OK Computer? Wróciłeś do tego, czy przywołałeś w pamięci i stwierdziłeś, że ucięte jaja to nie wszystko? Ja parę kawałków stamtąd nawet lubię, ale, ale... jeżeli kiedyś dojdziesz do 3 gwiazdek przy tym albumie to mi opowiedz co w nim usłyszałeś ;)

    Gratulacje w związku z 3000 przesłuchanych i ocenionych albumów. Słuchałeś zawsze w całości czy używałeś przycisku skip?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno w takim kierunku to zmierza. Nic na to nie poradzę, że z muzyki hard & heavy czy innych prostych odmian rocka, zostaje coraz mniej rzeczy, o których jeszcze nie pisałem, a mógłbym z czystym sumieniem polecić.

      Pisać o rzeczach, które mi się nie podobają nie lubię. A żeby napisać krytycznie o czymś powszechnie uznanym za klasykę, potrzeba naprawdę mocnych i obiektywnych argumentów, żeby nie wystawić się na pośmiewisko.

      Nie wróciłem do "OK Computer", ale wciąż go trochę pamiętam. I po porównaniu z innymi albumami, którym dałem taką samą ocenę, wyszło na to, że powinien być w nieco lepszym towarzystwie ;)

      Nie oceniłem 3000 albumów - w tej liczbie są też zawarte oceny składanek, EPek, singli i DVD, a niektóre albumy mam ocenione podwójnie (te, które mam/miałem i na winylu, i na CD). Chociaż jakby wziąć pod uwagę albumy, które przesłuchałem tak dawno temu, że nie oceniłem ich na RYMie, to w sumie byłoby ich znacznie więcej ;) Zwykle słucham w całości. Ale jak było coś wyjątkowo nudnego, jednostajnego, to zdarzało się, że przewijałem na dalszą część utworu, lub na następny kawałek. Jednak tylko w przypadku tych mniej ambitnych, nierozwijających gatunków.

      Usuń
    2. Może jednak warto wrócić do tego "OK Computer"? Mi ostatnio się udało i może się trochę wynudziłem, ale kilka utworów jest na tej płycie naprawdę świetnych - szczególnie "No Suprises".

      Usuń
    3. Jeżeli chodzi o mnie to na tle tej góra średniej (2/5) płyty wybijają się 1,3,9,10, a w mniejszym stopniu piosenkowy 6 i The Tourist. To tyle o tej płycie jeżeli chodzi o mnie, jeżeli słuchałeś ją, jak mówisz, 10 lat temu to byłeś zapewne na tyle mało wyrobiony, że Cię odrzuciło. Ja do niedawna też byłem skrajnie głuchy na wszystko co było po The Bends.

      Kiedyś mówiłeś, że OkC oceniłeś tak tylko po to, żeby dołożyć swoją 'cegiełkę' do strącenia go z 1 miejsca najlepszych albumów wszech czasów.

      Usuń
    4. Faktycznie chodziło mi o obniżenie średniej ocen, ale nie zaniżyłem z tego powodu oceny. Naprawdę uważałem, że zasługuję na najniższą. Po prostu w ogóle bym go nie ocenił, gdyby nie wkurzała mnie jego 1. miejsce na liście albumów wszech czasów, co jest kompletną bzdurą.

      Usuń
  12. Co sądzisz o filmie "Conjuring" - obejrzałem go wczoraj, żeby uprzedzić kogoś czy ma się bać czy nie i srodze mnie zawiódł, bo w zasadzie był to taki typowy US horror. Polecasz coś do zesrania się ze strachu (póki co najbliżej tego stanu doprowadził mnie tajlandzki Shutter)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, sam bym chciał znać jakiś naprawdę dobry horror ;) Nie widziałem zbyt wielu filmów z tego gatunku, głównie starsze, które dziś już słabo straszą. Z nielicznych nowszych, które widziałem, właśnie "Obecność" (i inne z tej serii) była najlepsza.

      Może ktoś z Czytelników coś doradzi?

      Usuń
    2. Jak najbardziej wspomniany wcześniej tajlandzki "Shutter - Widmo", naprawdę można się przestraszyć (a trudno mnie w tym aspekcie zachwycić). No i oczywiście takie horrory Argento jak "Odgłosy" czy "Fenomeny". Carpenter też miał parę mocnych pozycji, jak "Coś", "W paszczy szaleństwa" czy "Christine". Warto też sprawdzić "Blair Witch Project", ale wiem, że wielu nie przypadnie on do gustu. Za to seria "Krzyk" znakomicie wyśmiewa gatunek (podgatunek?) slashera. Poza tym klasyki (jeśli jeszcze się nie widziało) - "Lśnienie", "Egzorcysta", "Noc żywych trupów" czy "Omen".

      A z takich nowszych na pewno "To" (świetna psychologia bohaterów), "Obecność 2", "Naznaczony" (ale tylko jedynka świetnie straszy) czy hiszpański "Rec".

      Usuń
    3. @Paweł - a szukałeś jakichś? Zadałeś sobie pytanie co jest w stanie Cię przestraszyć? Bo jakieś durne zombie/obcy czy inne kreatury-oklepane historyjki o nawiedzonych domach-czy nie daj Boże slashery uważam za straszliwą stratę czasu.

      Akurat horrory to coś czego moim zdaniem należy szukać albo na Dalekim Wschodzie (Honogurai mizu no soko kara - chociaż ten finalnie mnie bardziej zasmucił niż przestraszył) albo w Europie (Haute Tension, który jako straszydło był średni, ale zaskakiwał zakończeniem). A Shutter miał "'momenty" . A jeżeli spodobał Ci się Conjuring to może spodoba Ci się Naznaczony który wg mnie jest mocno podobny.

      Usuń
    4. Pewnie, że szukałem, ale nieszczególnie się do tego przykładając.

      Przez "dobry" horror rozumiem nie tylko straszny, ale również ciekawy fabularnie i - na tyle, na ile to możliwe w tym gatunku - logiczny. Nie znoszę czegoś takiego, jak np. w "Szóstym zmyśle", że całość jest skrojona pod zaskakujące zaskoczenie, które sprawia, że fabuła przestaje mieć jakikolwiek sens.

      Usuń
    5. W takim razie jaki horror uznałbyś za najlepszy jaki do tej pory widziałeś (ew. parę tytułów)?

      Usuń
    6. Czy uważasz, że horror może być bez mocy nadprzyrodzonych?

      Usuń
    7. Horror z definicji nie może się obyć się bez nadprzyrodzonych zjawisk. Dlatego moim zdaniem horrorem nie jest "Lśnienie", bo przecież te wszystkie nadprzyrodzone rzeczy dzieją się w głowach bohaterów. To film o obłędzie, nie duchach. Podobnie "Psychoza", ale jej już chyba nikt nie klasyfikuje jako horror, choć niewątpliwie miała wpływ na rozwój tego gatunku ;)

      Za najlepsze, jakie widziałem, uznałbym "Lśnienie" (niech już będzie, że to horror), "Egzorcystę", pierwszego "Obcego" i "Obecność". "Coś" ma świetny klimat, ale fabuła jest idiotyczna - liczą się tam tylko efekty, a nie sens. Niedawno oglądałem "Dziewiąte wrota" Polańskiego, które świetnie sprawdzają się jako kryminał, ale elementy nadprzyrodzone, których jest tam niewiele, są kiepskie i niepotrzebne.

      Usuń
    8. Powracając do tej dyskusji, to co sądzisz o serii "Krzyk", którą niedawno oglądałeś? I o pierwszym "Scary movie"? :)

      Usuń
    9. Skoro pytasz, to znaczy, że widziałeś moje oceny na Filmwebie (6/10 dla "Krzyków", 5 dla "SM"). Cóż mogę dodać - ta pierwsza seria to typowo rozrywkowe kino, które można sobie obejrzeć, ale w przeciwnym razie nic się nie straci. Plus za dobre wyważenie między parodią/komedią, a thrillerem (bo jednak horrorem bym tego nie nazwał). Natomiast "SM" sprawdza się jako parodia, śmieszne są te nawiązania do innych filmów (mnie najbardziej rozbawiło nawiązanie do "Podejrzanych"), ale poza tym humor jest bardzo prymitywny i żenujący.

      Usuń
  13. Takie pytanko: jakiego najdziwniejszego (eksperymentalnego, awandgardowego) albumu kiedykolwiek słyszałeś ?
    Ja ostatnio przesłuchałem "Trout Mask Replica" i nie wiem co o nim sądzić .....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "TMR" na pewno jest jednym z najdziwniejszych, które słyszałem. Ale, z tego, co pamiętam, cała jego dziwność wynika z partii wokalnych. Warstwa muzyczna aż tak bardzo niekonwencjonalna nie jest. Całość brzmi, jakby trzeźwi instrumentaliści grali z kompletnie pijanym/naćpanym wokalistą ;) Szczerze mówiąc, nie podoba mi się ten album. Nie dlatego, że jest dziwny, a dlatego, że jest strasznie długi i monotonny.

      Choć słyszałem dużo dziwnych albumów, zwłaszcza w ostatnim czasie, to najdziwniejsza chyba cały czas pozostaje studyjna część "Ummagummy".

      Usuń
  14. Jakiś czas temu pisałeś, że niezbyt podchodzi Ci tzw. zeuhl, jednak kilka albumów Magmy, która chyba jest jego czołowym przedstawicielem, otrzymało od Ciebie wysokie oceny. Czyżby jednak się spodobało przy kolejnym podejściu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej cenię za umiejętności muzyków, oryginalność, itd. Warstwa muzyczna jest często rewelacyjna, ale nie pasuję mi wokale.

      Usuń
  15. Skąd najczęściej nabywasz winyle do swojej kolekcji? Masz jakieś zaufane giełdy, strony internetowe, sklepy itp. ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najczęściej kupuję na Allegro. Mam ustawione, żeby dostawać powiadomienia o wystawieniu interesujących mnie albumów ;) Czasem sprawdzam czy jest coś ciekawego na eBayu, ale zwykle zniechęcają mnie koszty dostawy. Kilka razy zdarzyło mi się kupić w jakimś sklepie internetowym, ale chyba z żadnego nie korzystałem więcej niż raz.

      Na samym początku kupowałem tylko w sklepie Muzyczna Piwnica w Gdańsku, ale z czasem coraz rzadziej, ostatnio byłem tam chyba półtora roku temu. Sklep ma świetny klimat, duży wybór i bardzo profesjonalną obsługę, ale ceny zwykle wyższe niż na Allegro. Np. drugi album Free kosztował tam 700 pln, a ja wylicytowałem takie samo wydanie za setkę ;) Poza tym co roku bywam na Jarmarku Dominikańskim i na większości giełd organizowanych w Gdańsku.

      Usuń
    2. a co sądzisz o winylach z biedronki ?
      ja parę tygodni temu widziałem w niej parę ciekawych pozycji (m. in. Miles Davis - Kind Of Blue)

      Usuń
    3. O winylach z Biedronki pisałem tutaj. Ogólnie wolę starsze wydania, ale jak jeszcze kiedyś będą mieć coś interesującego, co trudno dostać w nieremasterowanej wersji, to pewnie kupię. Choć nie wiem czy jeszcze będą sprzedawać winyle, bo zainteresowanie spada. Za pierwszym razem większość płyt rozeszła się w kilka godzin, a za trzecim leżały w sklepie przez kilka tygodni...

      Usuń
  16. słuchasz może muzyki klasycznej ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo rzadko. Nawet nie dlatego, że bym nie chciał, tylko nie wiem od czego zacząć, jakie wybrać wykonanie, itd.

      Usuń
  17. Jeżeli chodzi o muzykę klasyczną, mogę zaproponować parę rzeczy na sam początek, po przesłuchaniu których załapiesz, o co biega i nabierzesz rozpędu.
    Barok:
    Klaudiusz Monteverdi
    a)Nieszpory(Savall)
    b)Orfeusz(Harnoncourt) - pierwsza opera, wstyd nie znać;
    c)Madrygały.
    Klasycyzm:
    -Mozart
    a)symfonie 36-40(Kleiber, Bernstein);
    b)"Czarodziejski flet" i "Figaro" - celowo wymieniam w jednym podpunkcie;
    c)"Great Mass in C-minor"(Gardiner).
    -Beethoven:
    a)dziewięć symfonii(Carlos Kleiber, Bernstein, Academy of Ancient, Karajan, Furtwangler, Gardiner);
    b)wszystkie kwartety z okresu heroicznego i romantycznego - czyli od siódmego do ostatniego - szesnastego; nie zapomnij o "Grosse Fuge".
    c)sonaty: "Pathetic", "Moonlight", "Appassionata"(Kempff, Gould lub Ashkenazy).
    Romantyzm:
    -Chopin
    a)cztery ballady(Krystian Zimerman);
    b)preludia(Rubinstein - wszystko dostępne na youtube);
    c)etiudy(Lisiecki - wszystkie na yt);
    d)polonezy(Blechacz - jak wyżej);
    e)koncerty(Rubinstein - łatwo dostępne; tylko dwa);
    Gdy przesłuchasz wszystko, co zapodałem i będziesz miał ochotę na muzykę Fryderyka, weź mazurki - wstyd nie znać - szczególnie, że Chopin to fenomen na skalę światową.
    -Brahms:
    a)Cztery symfonie(Karajan, natomiast czwartą - Kleiber);
    b)Koncerty(Zimerman wespół z Bernsteinem);
    -Hector Berlioz:
    a)Symfonia fantastyczna(Sir Colin Davis);
    b)Romeo i Julia(Gardiner);
    -Czajkowski:
    a)pierwszy koncert(Marta Argerich);
    b)koncert skrzypkowy(Perlman);
    c)symfonie(Karajan);
    d)uwertura 1812.
    -Liszt
    a)koncerty(Zimerman).
    -Sibelius
    a)wszystkie symfonie(Karajan);
    b)poematy symfoniczne(Finlandia).
    Dwudziestowieczni:
    -Strawiński
    a)wszystkie balety, które znajdziesz w dużym wydawnictwie "Stravinsky conduct Stravinsky".
    -Mahler
    a)Wszystkie symfonie(Abbado, Boulez, Bernstein).
    Nie ma sensu zanadto się rozpisywać, bo wszystkie dzieła godne uwagi znajdziesz w wiadomym miejscu, zaś lista, którą ci podrzuciłem, niechaj służy za wstęp, żebyś zainteresował się muzyką klasyczną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dzięki ;) Sporo tego, ale postaram się to ogarnąć.

      Usuń
  18. Uwierz mi - bardzo mało zważywszy, że nie dopisałem impresjonistów, ekspresjonistów i nowszych nurtów, zaś barok, klasycyzm i romantyzm nie kończą się na wyżej wymienionych jegomościach. Powodzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Czemu ostatnio zasuwasz tu coraz większe wygrzeby z płytotek Milesa Dayvisa czy Coltrane? To z tym kwintetem to z kwartetem i to zaczyna się w końcu zlewać w jedno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie znowu "wygrzeby"? Spójrz na oceny - to są tylko ich najlepsze albumy. I najważniejsze - takie których nie można pominąć, jeśli chce się prześledzić artystyczny rozwój ich twórców.

      Usuń
  20. dlaczego z jednej strony idziesz w kierunku coraz ambitniejszej muzyki, a z drugiej sprawiasz wrażenie jakbyś się lubował w tandetnym popie lat 80, który chyba do tej pory uważałeś za gówno?

    przykłady: Cure, Kate Bush, Cockto Twins, Smiths

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie uważam za słuszne przykładanie do każdego gatunku tej samej miary. Każdy ma inną specyfikę i to, co w jednym może być wadą, w drugim jest zaletą. Dlatego pop porównuję do popu, a biorąc pod uwagę to całe gówno, jakie tworzy się obecnie, ten z lat 80. był bardzo dobry i ambitny. Obiektywnie te albumy zasługują nawet na wyższe oceny, niż im dałem.

      Usuń
    2. Kate Bush, Cocteau Twins, The Cure, The Smiths grali stereotypowy ejtisowy pop? Serio? Na których płytach?

      Usuń
  21. Czy powrócą świetne cykle, najważniejsze utwory, historie klasycznych albumów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej nie. Pisanie takich tekstów wymaga dużo pracy, a zainteresowanie nimi często jest małe.

      Usuń
    2. Bardzo miło wspominam tamte cykle. :D

      Usuń
    3. Natomiast ja niezbyt miło wspominam komentarze pod cyklem "Najważniejsze utwory..." - co najmniej 1/3 z nich to było wypominanie, że brakuje jakiś utworów, a drugie tyle sugestie/pytania o kolejne części (głównie przez osoby, które potem nie udzielały się pod tekstem, o który wcześniej zabiegały).

      Inna sprawa to dostępność materiałów. W Polsce prawdziwą popularnością cieszy się może kilkunastu wykonawców, a cała reszta traktowana jest bardzo powierzchownie - brak książkowych biografii, niewiele lub brak wywiadów w muzycznych czasopismach/na stronach internetowych, itd.

      Usuń
    4. Oj tak, wszystko prawda.

      Usuń
  22. a recezje na zlecenie/zamowienie ($$$) tez piszesz?

    OdpowiedzUsuń
  23. Hey, jakim kryterium kierowałeś się dając pozycje do albumu roku? Bo mam wrażenie, że polegało to na tym że dasz znane, często gówniane wydawnictwa (Purple, Waters, Wilson), pomijając lepsze (Agusa, Electric Eye) tylko dlatego, że nie są odpowiednio promowane.
    Nie przymierzając to taka polityka jak Teraz Rock

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obecność "znanych, często gównianych" albumów ma zmniejszyć liczbę głosów na "inny". Już teraz widać, że według wielu osób to właśnie Purple lub Waters wydali w tym roku najlepsze albumy, a dziwnie by wyglądało, gdyby najwięcej głosów miała opcja "inny".

      Usuń
    2. Mógłbyś wywalić słabe albumy i przy okazji opcje "inne" i dać w to miejsce jakieś lepsze płyty - bo ilość opcji jest ograniczona do 30 ?

      Usuń
    3. Nie wiem czy są jakieś ograniczenia co do długości, ale uznałem, że 30 pozycji to w sam raz. Wystarczająco, żeby wymienić wszystkie ważne lub wartościowe albumy. A takie właśnie kryteria przyjąłem. Ankieta bez najważniejszych tegorocznych premier (nawet jeśli osobiście uważam je za beznadziejne) nie mogłaby być traktowana poważnie. Wpłynęłoby to też negatywnie na ilość głosujących. Do tego pominięcie z przyczyn subiektywnych (no, obiektywnych też, ale weź to wytłumacz ich fanom) tych albumów, mających szanse na najwięcej głosów, byłoby odebrane jako manipulacja z mojej strony. Co innego pominięcie niszowych kapel retrorockowych - takich zespołów, jak Agusa i Electric Eye, które w tym roku wydały album na podobnie średnim poziomie, są dziesiątki, więc subiektywna selekcja jest wskazana.

      Osobiście jestem z tej ankiety zadowolony, bo w porównaniu z tymi z poprzednich lat, jest zdecydowanie bardziej różnorodna. Są na niej reprezentanci różnych odmian rocka, ale też przedstawiciele bluesa, jazzu, nawet elektroniki. Są i młodzi wykonawcy, i ci z wieloletnim doświadczeniem. Niektórzy z nich są powszechnie znani, inni tylko w pewnych kręgach. Znajdzie się tu coś dla każdego.

      Usuń
    4. A może następnym razem, oprócz płyt wybranych przez Ciebie, dać możliwość głosowania na płyty spoza listy? Inaczej mówiąc, przy wyborze opcji "Inna" każdy miałby możliwość podania tytułu nie znajdującego się na liście...

      Usuń
    5. Nie powiedziałbym. Twoje tłumaczenia i opinie były do tej pory tak enigmatyczne i okrętne, jak zeznania oskarżonych w aferze Ambergold, że raz jeszcze spytam się stanowczo, acz w miarę możliwości grzecznie: Co wykluczyło moją płytę z tejże ankiety? Pomijając nawet ilość gwiazdek albumów które w niej się pojawiły (masa ma 3 na 5, kilka 2) to co było czynnikiem dyskwalifikującym? Chyba nie wtórność, bo nie potrafiłeś wskazać nikogo kto tworzyłby podobne rzeczy, sam piszesz że pojawili się wykonawcy młodzi, oraz znani tylko w pewnych kręgach. Dajesz dwa albumy Gizzard Lizard, nudnawego Wobblera, krążki do których - idę o zakład - nigdy już nie wrócisz. A obecność LCD czy Chelsei zalatuje porcysem. W ogóle ilość drone czy grania w stylu oby jak najdłużej i najoszczędniej na Twoim RYM zaczyna wskazywać wyraźne obranie kierunku w jakim już dawno podążył Karakan czy Pani z K&A, również lecący na kilometr wspomnianym serwisem.

      Usuń
    6. @Anonimowy - taką sugestię musisz kierować nie do mnie, tylko do Blogspota. Gdyby było możliwe dodanie bardziej złożonej ankiety, to bym z tego skorzystał.

      @Zawiedziony - wyluzuj, człowieku. To tylko zabawa, w której nie musisz brać udziału. W życiu bym nie pomyślał, że kogoś może tak oburzyć brak tych dwóch albumów.

      Usuń
    7. Jakich dwóch albumów? Mówię o jednym. Bardzo konkretnym. Proszę o szczegóły w czym >>mój<< album Mentalstorm - Mnieniema odstaje od tych, które uwzględniłeś w ankiecie (poza tym, że jest praktycznie nieznany) żeby pomijać go w ankiecie. Gdyby pojawiły się tam same płyty na wysokim poziomie, albo płyty znane byłoby to zrozumiałe, ale że większość czytelników dopiero po zobaczeniu tejże ankiety będzie miała pierwszą styczność z co najmniej połową tych albumów.

      Usuń
    8. Gdybyś nie pisał za każdym razem pod inną nazwą, to bym wiedział o co chodzi. A tak, zmęczenie wzięło górę i nie skojarzyłem, że "moją płytę" należy rozumieć dosłownie, a nie jako "album, na który chciałbym oddać głos".

      A na główne pytanie odpowiem wprost. Każdy album z ankiety jest o wiele bardziej znany i ceniony (jeśli nie w mainstreamie, to w różnych alternatywnych kręgach) od Twojego. Wyraźnie widać to na RYMie. Cztery tegoroczne albumy King Gizzard mają średnio po dwa tysiące ocen, liczba ocen LCD Soundsystem zbliża się do czterech tysięcy, a Chelsea Wolfe do dwóch, jedynie Wobbler ma ich "ledwie" 150. Każdy z nich ma wyższą średnią od Twojego, ocenionego przez 8 osób, z których Ty sam oceniłeś go najwyżej... No i jak tu traktować to poważnie, jak prawdziwy album? De facto, jest to amatorskie nagranie demo, dystrybuowane poprzez przesyłanie linku do YouTube'a.

      Usuń
    9. Nie tylko Ty jesteś zmęczony.9 grudnia 2017 14:00

      Black Country Communion - 126 ocen, 2 gwiazdki (nie będę jednak czepiał się do gwiazdek które wystawiłeś, żebyś nie czuł się szykanowany). Może znaczenie ma fakt że jest tam synalek perkusisty LZ i Bonamassa, gdzie bardziej słyszy się o nim, niż o jego grze.
      Tooth - Mumpbeak 12(!!!) ocen.
      Nieszczęsny Wobbler pojawił się obok mojego utworu w audycji "lepszy punkt słyszenia" czyli de facto można powiedzieć, że nie jest to nic lepszego.
      Pawle, żeby była jasność - nie wkurzam się o sam brak mojego albumu (który również jest na bandcamp dostępny za kasę, link do YT był tyko w celach promocyjnych, a nie dla każdego) wkurzam się o to, co znalazło się na tej liście i w tym kontekście brak ten niemożebnie mnie kłuje. Wiesz, myślałem o tym czy uwzględniając toto na liście możesz narazić się na śmieszność, ale mimo wszystko nie wydaje mi się. 8 osób - wysłałem to osobom 'z górnej półki' jeżeli chodzi o gust muzyczny, więc nie ma co się dziwić że mi nie słodzą. Nie gram koncertów, jestem jeden (a wobblerów jest pięciu - podziel 150 na 5), plus zerowa promocja i koneksje. Nie wiem na jakiej podstawie nazywasz to demem? Nie mam wydawcy? Nawet go nie szukałem, a wytłoczenie krążków, tylko po to by wydawać się, że całe przedsięwzięcie jest poważne, to dodatkowe i bezsensowne wydatki (odsyłam do wywiadu, który udzieliłem w uczelniowym radio).
      Nazwy to efekt chwili, zresztą związany jest z tym tytuł całej płyty (jedyne z czego jestem tak na serio zadowolony).

      Usuń
    10. Nie rozumiem, co ma wynikać z podzielenia liczby ocen przez liczbę członków zespołu. Sugerujesz, że jeśli ten album zostałby nagrany przez jednego muzyka, to oceniłoby go tylko 30, a nie 150 osób?

      Album "Tooth" grupy Mumpbeak dostał pozytywną recenzję i znalazł się wśród czterech wyróżnionych albumów (pomiędzy płytą numeru, a pozostałymi recenzjami) w najnowszym numerze "Lizarda" (to takie pismo o dobrej muzyce - rockowej, jazzowej i bluesowej). To nieporównywalnie większe wyróżnienie, niż recenzje na niezależnych blogach.

      Czy w audycjach radiowych rzeczywiście wszystkie prezentowane nagrania trzymają równy poziom? Sorry, ale ja na albumach Wobbler i Mumpbeak słyszę większe umiejętności muzyków, większy profesjonalizm.

      Jestem tradycjonalistą w bardzo wielu kwestiach i nie uznaję za oficjalne wydawnictw, które nawet nie istnieją w formie fizycznej. W dzisiejszych czasach każdy może nagrać parę utworów i wrzucić je do sieci, ale to jeszcze nie powód, żeby porównywał się z profesjonalnymi muzykami.

      Usuń
    11. Każdy członek zespołu z pięciu zna X ludzi, a że wypromowanie muzyki opiera się w 90% na znajomościach i odpowiednich ludziach w odpowiednim czasie, to warto pomnożyć ilość ocen razy 5.

      Sugerujesz bym uderzył z tym do "Lizard"?

      Sorry, ale masz prawo do takiego zdania. Ktoś kto słuchał oprócz mnie tejże audycji, powiedział mi po przesłuchaniu że po kilku minutach miał już dosyć Wobblera. Ilu ludzi tyle opinii.

      Stosujesz dwa razy określenie "profesjonalny". Zatem czym różni się profesjonalny muzyk od nieprofesjonalnego? Gdzie jest ta granica?

      Usuń
    12. Te statystyki to jakiś nic nie warty wymysł, chyba że potrafisz przedstawić potwierdzające to dane. Dlaczego zakładasz, że każdy muzyk w zespole ma znajomości? Równie dobrze może je mieć tylko trzech członków, jeden lub żaden. Powszechna jest anegdota, że Metallica przyjęła do składu Larsa Urlicha tylko dlatego, że miał znajomości - bo pozostała trójka ich w ogóle nie miała. Tak samo z tym 90% - to tylko manipulacja, która ma sugerować, że jesteś ekspertem. Z tego co mi wiadomo, to jednak większość wykonawców jakich słucham albo została przypadkiem dostrzeżona przez kogoś, gdy dawała występ w małym klubie, albo muzycy łazili od wytwórni do wytwórni, aż ktoś zainteresował się ich demem.

      Ok, ale załóżmy, że w przypadku Wobbler cały skład ma koneksje. Wciąż jednak nie rozumiem, co ma do tego liczba ocen na RYMie. To tylko liczna użytkowników tej strony, która oceniła album. Nie liczba wpływowych znajomych muzyków. Nawet jeśli to drugie ma jakieś przełożenie na pierwsze, to nie ma uniwersalnego wzoru, którym dałoby się obliczyć jakie, bo każdy przypadek jest indywidualny.

      Słowa "profesjonalny" użyłem w dwóch znaczeniach. W pierwszym przypadku chodziło mi o doświadczenie i umiejętności, a w drugim - o pewną "oficjalność" działań, tzn. posiadanie kontraktu (choćby z niezależną wytwórnią), fizyczne wydawanie płyt, ogólnie coś więcej, niż zajmowanie się muzyką hobbistycznie.

      Oczywiście, nie twierdzę, że posiadanie kontraktu jest jednoznacznie z posiadaniem talentu. Z pewnością nie brakuje ulicznych grajków, którzy są bardziej utalentowani od profesjonalnie działających zespołów, szczególnie punkowych. Zresztą na ulicy też można zostać przez kogoś dostrzeżonym - tak było chociażby w przypadku harmonijkarza o pseudonimie Sugar Blue, którego przypadkiem zobaczył i usłyszał ktoś ze Stonesów, i zaprosił do zagrania na ich albumie.

      Sądzę jednak, że talent jest ważniejszy w odniesieniu sukcesu, niż znajomości. Oczywiście, nie zawsze większy talent to większa popularność, ale... Przesłuchałem setki NKR-ów i tam naprawdę nie ma ani jednego hardrockowego zespołu, który byłby lepszy od Led Zeppelin czy Black Sabbath, ani progresywnego zespołu lepszego od King Crimson czy Pink Floyd. Więc jednak nie tylko znajomości decydują o popularności.

      Spróbuj z tym "Lizardem". Jestem ciekaw co odpowiedzą.

      Usuń
    13. Handryczenia się ciąg dalszy...11 grudnia 2017 15:42

      Nie dodałem, że z tymi znajomościami chodzi mi o dzisiejsze czasy. Dzisiaj jest cała masa zespołów i zespolików, z których na wierzch wypływają te gówniańsze. A w tym nikną te dobre - bo ludziom za trudno tego słuchać - to całe gówno wygładziło tak ich gust. Decydenci z wytwórni muzycznych wiedzą, że będzie z tego śmiecia kasa. A czasami sami też nie mają gustu ;) Sądzę, że jakbym nagrał tę płytkę 30+ lat temu i gdzieś z nią wyszedł (oczywiście w innej formie) to wzbudziłaby ona zdecydowanie większe zainteresowanie. Bo po prostu nie utonęłaby w zalewie mierzwy.

      Wobbler... gra koncerty. Więc ktoś go może usłyszeć. Znajomi Wobblera polecą znajomym, gdzieś zapałęta się ktoś kto ma wtyki na rynku muzycznym, załatwi występ czy wspominkę w miejscowym magazynie kulturalnym. I wobblerowski krąg się rozszerza. Fame rośnie.

      W wypadku LZ, Sabbath czy Pink Floyd zadziałała prosta zasada - pierwszeństwo. Gdyby to np. Camel był przed King Crimson wówczas In The Court czy Islands oceniałbyś poprzez pryzmat tych pierwszych. Każdy z LZ, BS i PF zapoczątkował jakiś gatunek - a to hard rock, a to heavy metal czy po prostu rock progresywny.

      Najjaskrawszym przykładem zasady pierwszeństwa są Bitlesi. Że gdyby nie oni, to nie byłoby dzisiejszej muzyki. Taka zasada to nie wymysł - wystarczy poczytać trochę psychologii poznawczej.

      Aha, dwa znaczenia. To jeżeli bym się wykosztował na fizyczną postać płyty, wysłałbym to do Ciebie to uznałbyś że jest to coś bardziej (nie mówię że w 100%) profesjonalnego?

      Ostatnie zdanie odbieram jako prztyczek w nos i prowokację.

      Przy okazji - skoro tak wybierałeś albumy które uwzględniłeś na liście roku, to czemu nie ma tam najnowszego U2 czy rudego smutasa z gitarą?

      Usuń
    14. Dawniej wcale nie było łatwiej się przebić do powszechnej świadomości. Konkurencja była porównywalnie liczna, a do tego znacznie silniejsza. Większe były też oczekiwania odbiorców. Dziś wystarczy grać dokładnie tak, jak inny zespół 50 lat temu, żeby być okrzykniętym objawieniem... Za to dawniej, tak samo jak obecnie, większą popularnością cieszyła się muzyka przystępna, a mniejszą ta trudniejsza. To się nie zmieniło, zmienił się tylko (na gorsze) poziom jednej i drugiej. Zwłaszcza tej pierwszej.

      Nie wiem czemuś się tak przyczepił do tego Wobblera. Oni na swój (niewielki przecież) sukces pracowali latami. To nie jest nowy zespół, zaczynali prawie 20 lat temu. Debiut wydali dopiero po sześciu latach działalności. Tworzysz wokół nich jakąś spiskową teorię, choć nie znasz ich historii i nie wiesz w jaki sposób dotarli do podpisania kontraktu.

      King Crimson z debiutanckiego albumu wcale nie jest aż tak prekursorski, jak się powszechnie myśli. Słychać tam podobieństwa do innych, wcześniejszych zespołów, najbardziej chyba The Moody Blues. Tylko, że The Moody Blues to straszni przeciętniacy, a King Crimson doprowadził taką muzykę do perfekcji. I dlatego są tak wielcy. Camel też mógłby zadebiutować wcześniej, ale wciąż byłaby to muzyka o kilka poziomów niższa.

      The Beatles mieli problem z podpisaniem kontraktu, bo ponoć "czas zespołów z gitarami już przeminął". W końcu ktoś w nich uwierzył, wypromował i osiągnęli ogromny sukces, dzięki czemu muzyka rozwinęła się w takim, a nie innym kierunku. Oni nie byli ani jedynym, ani pierwszym "zespołem z gitarami". Ale jako jedyni mieli wystarczający potencjał i talent, by dało się ich (a tym samym muzykę gitarową) wypromować. A w późniejszych latach istotnie przyczynili się do skierowania muzyki rockowej na ambitniejsze tory. Czy zrobiliby to np. The Rolling Stones? Nie, oni staliby w miejscu, nie zaczęliby eksperymentować (co robili pod wpływem Beatlesów).

      Tłoczenie swoich płyt na własną rękę także kwalifikuje się do bycia muzykiem-hobbystą, a nie zawodowcem.

      To U2 jeszcze nagrywają albumy? Myślałem, że zajmują się tylko organizowaniem wieców politycznych z muzyką na trzecim planie, które dla niepoznaki wciąż nazywają koncertami. Nie mam natomiast pojęcia, kim może być "rudy smutas z gitarą". Dave Mustaine?

      Usuń
    15. Handryczenia się ciąg dalszy...11 grudnia 2017 22:00

      Wobbler... niestety pojawił się w tej samej audycji co ja, dostał od Ciebie niestety tyle samo gwiazdek co ja i niestety jest nie tylko wg. mnie koszmarnie nudny. Te wszystkie 'niestety' tyczą się Wobblera, bo stało się to dla mnie podstawą do porównywania się z nim i co więcej uważania że mimo wszystko kompozycyjnie jest to gorsze.

      Beatles. Gdyby nie było Beatles... Jak ja lubię pisanie alternatywnej historii. To ktoś inny by nie wytrzymał i zaczął eksperymenty. Możliwe, że wielu wykonawców rąbnęłoby gitary w kąt stwierdzając , że ich potencjał się wyczerpał, a wszelkie próby urozmaicenia sięgnęłyby daleko poza znane nam dziś instrumenty. Maszyneria przemysłowa? Prąd? Gaz łupkowy? Może byłyby jakieś ofiary śmiertelne? Nie wiem i nie chcę pisać tandetnego Sci-Fi.

      JuTu ma klasyczny skład gitary+sekcja rytmiczna i wydało album na podobnej zasadzie co Purple, Depachy czy inne pierniki. W sumie ta sama liga wykonawców. To co, brak tamtych byłby manipulacją, a Bono&Co. już nie?

      Rudy Smutas z Gitarą (tm) to niejaki Ed Sheeran. Gra smętne pioseneczki w oparciu o brzmienia akustyczne, niby ma być to folk, pop i inne modne dzisiaj gatunki. Ja natomiast słyszę, że jest to koszmarnie miałkie i nudne. Ale platyna w wielu krajach mówi sama za siebie, nie?

      Ale najbardziej przeraża mnie, że o ile kiedyś taka muzyka poleciałaby u Ciebie w rejony bardzo minusowe, to teraz trafiłoby do asekuracyjnego worka 7/10. Skąd ostatnio u Ciebie taki zwrot w kierunku przystępnego grania - najbardziej szokuje mnie Ultravox, Talk Talk i cała masa plastikowej hałastry z lat 80.

      Po raz kolejny Cię popiłuję, ale liczę się z tym, że już nie pamiętasz mojej płyty.

      Jako wady wymieniłeś za małą melodyjność i brzmienie z lat 80. Ale to są rzeczy drugorzędne - i jakby były to jedyne wady, to ta płyta zapewne by się tu znalazła nim bym tu wszedł. Spróbuję więc metodę pytań zamkniętych. Czy słuchając tego: Wynudziłeś się? Nie usłyszałeś nic oryginalnego? Uderzył Cię banał? Serio, fajnie by było jakbyś mi to powiedział.

      Usuń
    16. Dałbym głowę, że "rudym smutasem z gitarą" jest Ed Sheeran. Bardzo krótkie i trafne określenie, choć nawet w połowie nie oddaje tego, jakie smęty pisze i gra ten pan.

      Usuń
    17. @Mental - Sam piszesz alternatywną historię, w której bez Beatlesów wszystko potoczyłoby się tak samo. Tylko, że fakty temu przeczą. Nie istniał wtedy inny zespół, który mógłby zająć ich miejsce. Posłuchaj innych gitarowych kapel z tamtych lat, tych które zadebiutowały wcześniej - to nie jest muzyka, która mogłaby zrobić taką furorę. Natomiast gdyby pojawił się jakiś inny zespół chcący grać ambitnie, eksperymentować - nikt by nie zaryzykował, żeby go wypromować. Bo wtedy było to nieporównywalnie bardziej ryzykowne, niż obecnie. Beatlesom się udało, bo najpierw grali proste, chwytliwe piosenki i dopiero gdy byli na szczycie, mogli sobie pozwolić na eksperymentowanie. Bardzo dobrze wykorzystali swoją popularność, nie tylko próbując nowych rzeczy, ale też pomagając wypromować różne ciekawe zjawiska - nie oni wymyślili rock psychodeliczny, ale dzięki nim usłyszał o nim świat. Można przypuszczać, czy stałoby się tak bez ich udziału, ale to właśnie jest tworzenie nowej historii, nie mając dowodów na udowodnienie swojej teorii.

      Różnica między U2, a DP czy DM, polega na tym, że o ile dwa ostatnie lubię za wcześniejszą twórczość, tak pierwszego nie znoszę za jej całokształt i, jak już wcześniej wspominałem, nie wiedziałem nawet, że coś nowego wydali. Gdzie tu manipulacja? A wrzucanie U2 do jednej ligi z DP to jakiś nieśmieszny żart.

      Nie mam pojęcia kim jest Ed Sheeran i zupełnie mnie to nie interesuje, jak zresztą cały współczesny mainstream. Dziwi mnie sugestia, że powinien się znaleźć w ankiecie, skoro z tego co piszesz wynika, że to zupełnie nie są "klimaty", jakimi się tu zajmuję.

      W kolejnym akapicie zdaje się, że stawiasz znak równości między współczesnym, kompletnie bezwartościowym mainstreamem, a muzyką sprzed 30 lat, która owszem, była obecna w mainstreamie, ale jednocześnie była blisko związana z eksperymentującym środowiskiem "alternatywnym". Nie wszyscy popularni wykonawcy z lat 80. to tandetny pop. Znów wykazujesz się brakami w elementarnej wiedzy. Nie szkodzi, sam też kiedyś wrzucałem wszystkich wykonawców używających syntezatorów do jednego worka.

      Z jednym się zgodzę - faktycznie nie pamiętam tej płyty.

      Usuń
    18. Chyba mój styl pisania mnie zdradza, nie?12 grudnia 2017 20:35

      Ponieważ ankieta nazywa się "najlepsza płyta roku 2017" - a nie "najlepsza płyta 2017 - rock" to obecność "÷" byłaby jak najbardziej uzasadniona

      W latach 80 są śmieci i są wykonawcy dobrzy. Ultravox czy Talktalk to wykonawcy, których akurat znam - należą do tych pierwszych. Do tego Cocteau Twins i Cure od 1984 w górę i ujawniają się Twoje nieznane, niespodziewane i niekonieecznie chlubne muzyczne gusta. A stąd już niedaleko by zacząć odnajdywać "coś" w popie lat 90. i tym dzisiejszym.

      Seventeen Seconds jest świetne.

      Ale faja hejtu dopiero idzie. Dziś zrecenzowałeś debiutancki album kilku gówniarzy, którym za bardzo spodobał się Led Zeppelin. Czyli wtórnie, amatorsko i nieopierzenie. W Polsce wydawcy by raczej nie znaleźli. Może przeszliby przez pierwsze sito w jakimś talent show. Widziałeś jaki śmieć wydaje ta wytwórnia która wypuściła tego klocka? Lil Wayne? Niki Minaj? Liam Payne??? Wiem, że nic Ci to nie powie, ale uwierz mi - lepiej byś nie wiedział kim są owi wykonawcy. Wracając do GVF... Zastanawia mnie idea, cel tej recenzji - fragmenty z porównaniami do konkretnych utworów, jak i el grande finale "Gdy najdzie mnie ochota na granie w stylu Led Zeppelin, sięgnę po pierwowzór" mówią wszystko i sugerują, że nie ma sensu tego słuchać. A jednak coś Cię podkusiło by poświęcić czas na opisane tego.

      Idę o pierdzielony zakład, że artystycznie, to co stworzyłem JA ma większą wartość. Ale... z jakichś przyczyn nabierasz wody w usta jak pytam o jakieś konkrety.

      właśnie - Ostatnie zdanie - złośliwiec.

      Usuń
    19. Co roku robię taką ankietę, tak ją nazywam i wybieram albumy według tego samego klucza. Dotąd nikt nie miał z tym żadnego problemu. Jeżeli uważasz "÷" (cokolwiek to jest) za najlepszy tegoroczny album, możesz oddać głos na "inny", a przy okazji podsumowania roku będzie okazja, żeby podzielić się swoją listą ulubionych tegorocznych albumów w komentarzach. Choć Ty raczej za najlepszy uważasz swój własny... A ja serio go nie pamiętam. Co w sumie też sporo mówi o zawartości.

      Wiem, że gnojenie (cudzej) muzyki sprawia Ci przyjemność, ale ja nie widzę sensu w dawaniu najniższych ocen wszystkiemu, co nie trafia idealnie w mój gust. Moja skala ocen jest zupełnie inaczej rozłożona. Jeżeli Ultravox to śmieć, to jak nazwać discopolo? To pierwsze jest jednak zdecydowanie ciekawiej i lepiej zagrane, ma pewną wartość artystyczną, więc nie powinno być wrzucane do tego samego worka. Dlatego właśnie staram się doceniać muzykę za pewne obiektywne walory. I w rezultacie wiele albumów, które oceniłem na 6-7, to takie, do których niekoniecznie miałbym ochotę kiedyś wrócić, ale w swojej kategorii są dobre lub bardzo dobre.

      Myślałem, że sens recenzji GVF jest jasny. Ostatnio wszędzie widzę ten zespół i czytam, jaki to on "niesie powiew świeżości" (autentyczny cytat!), więc też postanowiłem zabrać głos. I wyśmiać te wszystkie brednie, jakie inni wypisują. A jeśli jesteś ciekaw, skąd tak wysoka ocena - odsyłam na stronę [url=http://pablosreviews.blogspot.com/p/skala-ocen.html]Skala ocen[/url] do fragmentu o tym, co wpływa na ocenę (zwróć szczególną uwagę na punkt czwarty i siódmy).

      Usuń
    20. Filip, tak mam na imię.14 grudnia 2017 00:05

      A jaki był zatem album Ainigmy -Diluvium ? Albo Holy music, Malachi? Tylko nie kłam, nie wchodź na YT, pisz z marszu. Słuchasz, jak liczę 5 albumów dziennie, więc nic dziwnego, że nie pamiętasz albumu, którego nie uważam za rewolucyjny, nawet jak na XXI wiek. Ale moim zdaniem, w kontekście tego, ile uszu i znaków na blogu poświęcasz muzyce z 2017, nie zasluguje on na takie zapomnienie. Za najlepszy? Wiem że to złośliwość, ale odpowiem poważnie - nie, nie uważam, chociażby dlatego, że nie znam wszystkich albumów wydanych w tym roku.

      Gnojenie cudzej muzyki nie sprawia mi przyjemności, ja tylko zachowuję zdrowy rozsądek w doszukiwaniu się czegoś w muzyce która jest tylko zrzynką (Łobler czy Greta).
      Jak nazwać discopolo? Upić się/zapaść pod ziemie ze wstydu albo nie uznawać tego za muzyke, tylko element polskiego folkloru.

      GVF to kilku dzieciaków którym zrobiłeś właśnie reklamę...

      Jeżeli nie pamiętasz mojej płyty, to nikt Ci nie broni do niej wrócić.

      Usuń
    21. Z "Diluvium" całkiem dobrze pamiętam melodię "All Things Are Fading", która przez Ciebie gra mi teraz w głowie i nie chce przestać ;) To w sumie taki średni krautrock, ale może miałbym lepsze wrażenia, gdyby nie fatalne brzmienie. A "Holy Music" to są jakieś improwizacje na gitarze akustycznej, czyli raczej muzyka, która z samego jej założenia, nie jest łatwa do zapamiętania. I nie, nie przypominałem sobie teraz tych albumów.

      Usuń
  24. nie obawiałeś się negatywnych komentarzy po zjechaniu sztandarowego utworu Niemena ?

    wszak to już nasze dziedzictwo narodowe a nawet zagramiczni wykonawcy ze wschodu śpiewają w tutejszych talent showach ten utwór (jak np. Hasmik Shiroyan)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zastanawiam się nad takimi rzeczami. Po prostu piszę tak, jak uważam.

      A o który utwór chodzi? O "Dziwny jest ten świat"? Ale mi zjechanie. Przecież to prawda, że jest archaiczny. Już w chwili nagrania brzmiał staro w porównaniu z tym, co grano na zachodzie.

      Usuń
  25. Już mnie to męczy8 grudnia 2017 18:44

    Nie interesuje mnie dlaczego oceniłeś The Afghan Whigs na 3,5/5. Więc nie jest to coś z FAQ Interesuje mnie jednak co w tym albumie Ci się spodobało, a co nie. Znasz jakiś zespół który grałby podobnie?
    Przy okazji ponawiam pytanie z wczoraj, którego, mam nadzieję, że nieumyślnie, nie opublikowałeś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, niektórzy pracują i po powrocie do domu nie mają ochoty ani sił odpowiadać na męczące pytania.

      Żałuję, że w ogóle podałem link do swojego RYMu, bo teraz niektórzy by chcieli, żebym się tłumaczył z niemal każdej swojej oceny. I potem, zamiast pisać recenzję jakiegoś albumu, o którym wiem co chcę napisać, bo mam wyrobione zdanie na jego temat, muszę się zastanawiać, co mi się podobało, a co nie, na jakimś raz przesłuchanym i ocenionym raczej intuicyjnie wydawnictwie, co to już ledwo pamiętam, że w ogóle tego słuchałem. Ktoś zapyta: po co oceniać albumy, które się ledwie raz przesłuchało i nie ma się na ich temat zdecydowanie sprecyzowanej opinii? Ano po to, żebym pamiętał co już sprawdzałem i wiedział, do czego warto wrócić, a na co szkoda czasu.

      A co do pytania, to "Gentleman" Afghan Whigs mnie nie wynudził, ani nie wydawał się banalny/sztampowy, ale też niczym nie zachwycił, więc został oznaczony jako "dobry", czyli nieoficjalnie "można do tego kiedyś wrócić". Nie przypominało mi to niczego konkretnego, ale wyraźnie było słychać, że to amerykański zespół z początku lat 90. z tzw. alternatywnych kręgów. Nie znam za dobrze tej sceny, poza grungem, więc możliwe, że nie brakuje podobnych wykonawców.

      Usuń
    2. Ręce mi opadają14 grudnia 2017 14:18

      Wiesz, niektórzy studiują i na wykładzie tylko patrzą na zegarek czy jest już 14... a na przerwie między zajęciami komentują.

      Dzisiejszą recenzją ponownie sobie zaprzeczyłeś. Jest to album dostępny i na YT i na bandcamp. A nieamatorskie kapele na pewno nie promują się przez ten pierwszy portal. Wydaje to jakaś Bóg wie komu znana wytwórnia którą modnie określiłeś "niezależna". Uznaj więc że ja jestem wytwórnią która wydała swój album.

      Może wysłałem Ci go w złym momencie, bo wygląda na to, że teraz zapoznajesz się z muzyką wydaną w 2017, jednak dalej nie wysunąłeś żadnego rzeczowego argumentu w czym ustępuję (nie kompozycyjnie) tej całej hałastrze (niczego nie ujmmując muzyce przez nich wszystkich granej) która ostatnio się tu przewijam?

      Jeżeli nagrałem coś dennego, kiepskiego, albo z innych względów wzbudzającego w Tobie negatywne odczucia - nie wahaj się, zjedź to tu.

      Usuń
    3. Mnie też ręce opadają, przez to mielenie w kółko tego samego. Już kiedyś pisałem o podstawowej wadzie. Nagrałeś materiał dla nikogo. Nie jest to ani wystarczająco melodyjne, by trafić w gusta słuchaczy mainstreamu (zresztą już sam brak wokalu jest dyskwalifikujący dla tego targetu), a jednocześnie zbyt prosto zagrany i skonstruowany, i zupełnie nieawangardowy, by mógł zainteresować słuchaczy ambitniejszej muzyki. To taka muzyka, która mogłaby grać w tle filmu czy gry, na którą za bardzo nie zwraca się uwagi. W każdym razie mnie pozostawiła całkowicie obojętnym. Komu więc miałbym ją polecać i dlaczego?

      Usuń
    4. Nie mogłeś powiedzieć tego od razu?14 grudnia 2017 19:50

      No, i to jest konkretna odpowiedź - "nagrałeś album dla nikogo". Wcześniej tego nie napisałeś, rzucając jakieś eufemizmy, o brzmieniu przywodzącym lata 80. czy małej melodyjności (co nie zawsze jest wadą). Dzięki, biorę sobie to do serca i do usłyszenia przy następnej płycie. Może za 10 lat coś wypuszczę? Nie wiem, na pewno nie chcę iść w kierunku głośnych gitar i długich sól każdego instrumentu.
      Na kraut i drony sobie od czasu do czasu tu pofluchcę, ale chyba mam prawo do własnej opinii, nie?

      Tę dyskusję możesz już śmiało kasować jeśli chcesz, bo właśnie dobiliśmy targu ;)

      Usuń
    5. Jestem przekonany, że już o tym pisałem. Cóż, może źle pamiętam.

      Usuń
  26. Czy w związku z tym iż niedługo będą święta, ukażą się może jakieś recenzje jakichś albumów świątecznych?

    OdpowiedzUsuń
  27. mam trzy pytania :
    1.Czy kiedy słuchałeś polskiego rocka był czas kiedy nie chciałeś słuchać nic innego poza twórczością Kazika Staszewskiego(Kult,Kazik na żywo,Kazik solo) ?Ciekaw jestem opinii na temat szczególnie tych klasycznych płyt Kultu(Posłuchaj to do Ciebie,Spokojnie,Muj wydafca, Tata Kazika i Ostateczny krach systemu korporacji)
    2.Jeśli nie zgadzasz się z tym że Jolka,Jolka pamiętasz,Kocham Cię kochanie moje,Ucieczka z tropiku,Tak tak,to ja,Szklana pogoda,Skóra, Dwa serca,dwa smutki,Tatuaż,Son of a blue sky,Mamona to są wg wielu najlepsze polskie utwory lat 80/90 to jakie nimi są wg Ciebie ?
    3.Z innej beczki:Jakich klawiszowców/organistów uważasz za najlepszych ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Nie, ponieważ nigdy nie słuchałem Kazika (ani solo, ani z zespołami). Znam tylko pojedyncze utwory, które często są odtwarzane przez stacje radiowe. Nie słuchałem żadnego albumu.

      2. Nie znam wszystkich utworów z tej listy, a te, które znam, nie podobają mi się. Naprawdę nie wiem, jakie utwory mogą być najlepsze. Szczerze mówiąc, cała polska muzyka rockowa mogłaby dla mnie nie istnieć, poza kilkoma albumami Niemena i Breakoutu z lat 70.

      3. Już było takie pytanie, a odpowiedź na nie poniekąd znajduje się na stronie "FAQ" (link do niej jest na górze tej strony, przy tym zaznaczonym na zielono zdaniu).

      Usuń
    2. Jest trochę udanych rockowych polskich płyt, tylko trzeba ich posłuchać :)

      Usuń
    3. Tak, być może, ale jednocześnie jest mnóstwo lepszej muzyki zagranicznej, nie tylko rockowej, więc na polski rock zwyczajnie szkoda mi czasu.

      Usuń
  28. Którą dekadę w muzyce uważasz za najlepszą (może być I lub II połowa danego diesięciolecia)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałem, że to oczywiste... Żaden okres nie może się równać z dekadą 1966-75. To było twórcze apogeum rocka, jazzu, bluesa, folku. Ilość genialnych, rewelacyjnych i bardzo dobrych albumów z tego okresu jest porażająca. Ukazało się ich wtedy znacznie więcej, niż przez całą resztę czasu razem wziętą ;)

      Usuń
  29. Zrezygnowałeś już z Looking Back?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, lecz z różnych powodów nie miałem możliwości przygotowania październikowo-listopadowej części. Cykl wróci w przyszłym roku, prawdopodobnie w zmienionej formie.

      Usuń
  30. Dużo dostajesz/dostawałeś komentarzy, które nie przeszły weryfikacji (ze względu na wulgarność itp)?

    OdpowiedzUsuń
  31. Witam, mam pytanie: czy słyszałeś może kiedyś album "Berlin" Lou Reeda? Oprócz założyciela Velvet Underground zagrało tam parę ciekawych nazwisk (Bob Ezrin, Aynsley Dunbar, Jack Bruce, Steve Winwood). Moim zdaniem płyta przewyższa jej poprzedniczkę "Transofrmer".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, z Reeda słyszałem tylko "Transformer", "Lulu" i większość albumów VU.

      Usuń
  32. Czy nowy wygląd bloga jest testowy czy też docelowy? Uważam, że ta wersja jest zdecydowanie gorsza. W wersji mobilnej bloga nie ma opcji wyboru zakładek: recenzje, artykuły i cykle, ponadto nie jest widoczna ilość komentarzy pod poszczególnymi recenzjami Zgubiła się gdzieś zakładka Q&A, którą znalazłem dopiero na samym dole na mapie strony. Okładki opisywanych płyt są zniekształcone (rozciągnięte) co delikatnie mówiąc jest baaaardzo niekorzystne. W nowej funkcji "Popularne posty" okładki płyt również są zniekształcone - wygląda to fatalnie. To tak na szybko pierwsze uwagi i spostrzeżenia. Jeśli wersja mobilna bloga pozostanie bez możliwości wyboru ułożonych alfabetycznie recenzji i innych zakładek to ze smutkiem będę musiał ograniczyć do minimum swoją obecność na blogu, gdyż głównie korzystam ze smartfona. Pozdrawiam Pawle

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do starego wyglądu nie wrócę, natomiast nowy będzie stopniowo udoskonalany, dlatego mile widziane są wszelkie sugestie. Wersji mobilnej jeszcze nie testowałem, ponieważ sam prawie w ogóle nie korzystam z telefonu. Menu powinno już być widoczne. Brak zakładki "Q&A" w głównym menu jest celowe. Obrazki są rozciągnięte tylko w "Popularnych postach" (pomyślę, co z tym zrobić), na stronie głównej widać ich fragmenty z zachowaniem proporcji, a po wejściu w tekst - widoczne są w oryginalnym rozmiarze i we właściwych proporcjach. Tak przynajmniej jest u mnie na komputerze.

      Usuń
    2. Nie wszystkie zmiany wyszły na dobre, ale np. spodobała mi się opcja "najnowsze komentarze" - bardzo fajna rzecz, która mam nadzieję, że zostanie na dłużej. To taka rekompensata za brak wiadomości o ilości komentarzy pod daną recenzją np. na stronie głównej :)

      Usuń
  33. Faktycznie po przyjrzeniu się okładki na stronie głównej są dziwnie wykadrowane ale zachowują proporcje. Jednak wygląda to bardzo źle, uważam że okładka powinna być pokazana w oryginalnej formie i rozmiarze. Fajnym rozwiązaniem jest funkcja Najnowsze komentarze, bo przynajmniej nie trzeb wchodzić na poszczególne recenzje by zobaczyć czy ktoś dodał komentarz. Białe tło chyba lepiej wpływa na nasz wzrok bo po dłuższym przebywaniu na blogu od czytania na czarnym tle robiło mi się źle w oczach :-) Dlaczego zrezygnowałeś z zakładki Q&A jeśli można wiedzieć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby było bardziej przejrzyście.

      Usuń
    2. Co do zmian, to ciekawi mnie jedna rzecz - na jakiej podstawie zostały dobrane zespoły w dziale "Popularni wykonawcy"? Może powinno być bardziej "Ulubieni wykonawcy". Wątpię, żeby John Mayall czy Gentle Giant byli bardziej popularni od Metallici, Scorpions czy Nirvany. Czy może chodziło o najczęstsze wchodzenie w recenzje płyt tych zespołów?

      Usuń
    3. Tak, chodzi o najchętniej czytanych.

      Z powodu licznych błędów nowej wersji, tymczasowo przywróciłem starą.

      Usuń
    4. No właśnie nie spodziewałem się, że jeszcze kiedyś ujrzę starą :)

      Usuń
    5. A co cię skłoniło do zmiany szaty graficznej?

      Usuń
    6. Chciałbym, żeby mniej przypominało to bloga, a bardziej profesjonalną stronę o muzyce.

      Usuń
    7. A odejście od domeny blogspot też planujesz? Bo adres strony nie pozwala zapomnieć że to blog.

      Ale ten nowy szablon to kiszka była.

      Usuń
    8. To, że piszę na blogspocie nie jest jednoznaczne z prowadzeniem bloga - treści, które tu publikuję, nie mają nic wspólnego z blogowaniem (może poza cyklem "Looking Back"). Adresu zmieniać nie planuję, bo nie wynikłyby z tego żadne korzyści, a jedynie straty, jak np.:
      1) Dalsze pozycje w wynikach wyszukiwania Google.
      2) Konieczność płacenia za własną domenę, co byłoby idiotyzmem, gdyż nic na tej stronie nie zarabiam.

      Usuń
    9. Dla mnie ta nowa wersja jest kompletnie nie do przejścia. "Mleczne" tło, artykuły powyrzucane na wierzch zamiast posegregowanych na boku. Nie wiem, dla mnie bardzo niewygodny szablon, oby obecny wygląd jeszcze się utrzymał. :P

      Usuń
    10. Co rozumiesz przez "artykuły powyrzucane na wierzch zamiast posegregowanych na boku"?

      Usuń
  34. mam pytanie: znasz może brytyjski zespół Dr. Feelgood, nagrali takie kawałki jak np. "Milk And Alcohol", "She Does It Right" czy "Down At The Doctors"
    dla mnie ten zespół to ciekawa odskocznia od bardziej ambitnych wykonawców ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam, pierwszy raz słyszę taką nazwę.

      Usuń
  35. Witam
    Mam już swoje lata. Początki moje z muzyką to muzyka lat 68-75. Chciałbym prosić o opinię na temat Topu Wszechczasów Trójki, a ściślej o recenzję tegoż przez p. redaktora Bartosza Godzińskiego, który stwierdza z sarkazmem cyt."Dobre utwory to nie tylko te smutne, z brytyjskim akcentem, które trwają więcej niż 10 minut. Trudno mi uwierzyć, że w XXI wieku nie powstało nic dobrego, a jedyny słuszny gatunek to progresywny rock."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głównym problemem Topu wszech czasów Trójki jest chyba jego nazwa, wprowadzająca w błąd. Bo tak naprawdę jest to lista utworów, do których starzy słuchacze Trójki mają sentyment. Gdyby nazwa była adekwatna, to nikt nie krytykowałby tej listy za to, że co roku jest to te same 100 utworów w nieznacznie innej kolejności, albo że jaki to top "wszech czasów", skoro prawie wszystkie, pewnie z 99% utworów, pochodzi z drugiej połowy XX wieku i prawie wszystkie to rock (z jazzu można głosować chyba tylko na jeden utwór Louisa Armstronga, któremu zresztą bliżej do popu, z bluesa chyba nie ma nic, nie mówiąc już o muzyce poważnej).

      Prawda jest taka, że osoby, które nie wychowały się na Trójce i nie mają sentymentu do tych właśnie utworów - a więc także ja - nie rozumieją wyborów głosujących ("Another Brick in the Wall" i "Paranoid" zdecydowanie nie są najlepszymi utworami Pink Floyd i Black Sabbath, daleko im do tego; znalazłoby się mnóstwo lepszych ballad od "Brothers in Arms", wielką zagadką jest dlaczego akurat ta zwykle jest na szczycie listy; a choć w XXI wieku nie powstało wiele naprawdę dobrych utworów, to spokojnie mógłbym wskazać setkę lepszych od "Again" Archive), ich ekscytacji przewidywalnymi wynikami, czy w ogóle sensu tej listy.

      Dla mnie słuchanie Topu było interesujące za pierwszym razem, gdy dopiero zaczynałem poznawać muzykę. Usłyszeć po raz pierwszy "Epitaph" czy "Child in Time" to coś wspaniałego. Ale za drugim razem byłem już znudzony, bo znałem wszystkie utwory, wiele z nich zdążyło się już nawet osłuchać, wiedziałem też, że w większości przypadków nie są to wcale najlepsze dokonania ich twórców. Dlatego więcej razy nie słuchałem.

      Usuń
    2. To prawda. Ta lista w zasadzie powinna się zwać "Top 10 wiecznietychsamychsupernajlepszychmegautworów", bo ciągle wałkowane jest to samo. Nie kwestionuję obecności np. "Brothers in Arms" czy "Child In Time", bo je uwielbiam i uważam za wspaniałe, ale jak czyta się tę topkę po raz 50. i wciąż figurują na niej te same tytuły, to się chce..... no wiadomo. Robienie tak ogólnej listy 100 utworów wszech czasów to w ogóle bezsens. Takie coś powinno się, jak już trzeba, rozbić na jakieś pomniejsze kategorie. Wydaje mi się też, że większą wartość przy robieniu takich list powinny mieć jakieś bliższe obiektywizmu kryteria oceny np. wartość historyczna. Tę akurat często można stwierdzić bezdyskusyjnie. To wszystko zakładając oczywiście, że nazwa takiej listy byłaby adekwatna, bo ta widocznie nie jest.

      Usuń
    3. Tylko jak zmusić słuchaczy do "obiektywnego" głosowania?

      Usuń
  36. Ano prawdopodobnie się nie da :/ Bo, umówmy się, większość ludzi nie jest tak naprawdę zainteresowana muzyką. Słuchają jej sobie do tego, tamtego, ale nie wgłębiają się w nią, nie szukają zawzięcie nowych brzmień i nie chcą zgłębiać jej historii, nie bardzo więc są w stanie oprzeć się np. właśnie na wartości historycznej, głosując do takich list. Kompletnie inaczej oceniają, "co jest dobre, a co złe", niż osoby, które słuchają wielu różnych rzeczy i wciąż poszukują, tak jak, zakładam, przynajmniej część czytelników tej strony. Nie twierdzę, że to źle czy dobrze, po prostu tak to widzę. Wydaje mi się więc, że jedyna sensowna forma tego typu rankingów jest jednocześnie kompletnie niemożliwa do osiągnięcia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie odpowiedziałeś na pytanie, dlaczego Top wygląda tak, a nie inaczej. I dlatego też nie warto robić afery z tego, że raz w roku jest prezentowana taka lista i za każdym razem wygląda tak samo. W ogóle nie warto się tym tematem zajmować ;)

      Usuń
    2. Może zrobisz kiedyś własny top i opublikujesz na stronie?

      Usuń
    3. Top czego? Mieszanie utworów z różnych gatunków i szeregowanie ich od najgorszego do najlepszego to kiepski pomysł. Byłoby ich zbyt wiele, nie wiedziałbym jakie zastosować kryteria przy szeregowaniu, ani w ogóle nie wiedział jaki jest tego sens. Zresztą listy utworów wydają mi się dziecinadą. Listy albumów - to już inna sprawa, dużo poważniejsza. Niestety, też problematyczna w kwestii kolejności. Przykładowo: bardzo lubię debiut Black Sabbath i "Wish You Were Here" Pink Floyd, które dla mnie osobiście są bardzo ważne, ale miałbym poważne wątpliwości czy umieszczać je na liście wyżej od arcydzieł Davisa i Coltrane'a. Ponadto, wciąż mam przekonanie, że znam zbyt mało albumów, a tym samym brak mi kompetencji do zrobienia topu albumów wszech czasów.

      Na razie mogę więc tylko podzielić się listą moich ulubionych albumów w kolejności chronologicznej: https://rateyourmusic.com/list/RocknRollWillNeverDie/my-favourite-things/

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.