Q & A

Tutaj można zadawać pytania niezwiązane z konkretnymi postami.

Uwaga: Pytania i odpowiedzi będą po jakimś czasie kasowane (z wyjątkiem najciekawszych dyskusji), aby uniknąć bałaganu.


114 komentarzy:

  1. Jakiej muzyki (jakich wykonawców) słuchasz obecnie najchętniej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najchętniej słucham obecnie Milesa Davisa, Johna Coltrane'a, Gentle Giant, King Crimson, The Allman Brothers Band, The Butterfield Blues Band, Johna Mayalla, Quicksilver Messenger Service, Rory'ego Gallaghera, Roya Harpera, Townesa Van Zandta i pewnie jeszcze wielu innych wykonawców ;)

      Usuń
    2. Nie uważasz częstego słuchania znanych już albumów za stratę czasu? Chyba, że wiesz że możesz odkryć coś nowego (każda płyta Gentli wymaga wg mnie kilku podejść)

      Usuń
    3. Nie. Jeżeli jakiś album bardzo mi się podoba, to nie uważam słuchania go za stratę czasu. Choć są takie albumy, które znam na pamięć i dlatego nie wracam do nich często. Ale gdy wracam do nich po długim czasie, to słuchanie ich jest jak święta ;) Mam tak np. z Pink Floyd.

      Usuń
  2. Widziałem na Twoim RYM bardzo niską ocenę dla albumu From Elvis In Memphis z 1969 roku. Ciekaw jestem Twoich zarzutów dla tego albumu. Co nie przypadło Ci tam do gustu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kompletnie nie pamiętam tego albumu, ale wiem, co z niego przypadło mi do gustu. Nic.

      Usuń
    2. Zakładam więc, że nie darzysz muzyki Króla Rock And Rolla zbytnią sympatią.

      Usuń
    3. Tu nawet nie chodzi o tego Elvisa, który na tle ówczesnego rock and rolla wyróżnia się chociażby wokalnym talentem. Po prostu nie znoszę rock and rolla (w ścisłym tych słów znaczeniu, jako styl muzyczny), dla mnie to zbyt prymitywna muzyka, wszystkie kawałki brzmią zupełnie identycznie. Już nawet punk jest bardziej zróżnicowany (pomijając Ramones).

      A wspomniany wyżej album, zdaje się, odchodzi od czystego rock and rolla, niestety w kierunku banalnego, przesłodzonego popu, który mimo swojej prostoty, jest niezwykle pretensjonalny. Tak sobie teraz przypomniałem.

      Usuń
    4. Ja z rock and rolla osłuchiwałem kiedyś dużo klasyki - Fats Domino, Elvis no i oczywiście Chuck Berry, trochę Bo Diddley, dalej nie byłem się w stanie się zagłebić, bo faktycznie to wszystko się zlewało w jedno. Ale każdy z tych największych rockandrollowców miał własny styl, który mimo wszystko pozwalał odróżnić ich od siebie - dlatego byli najwięksi.

      Usuń
    5. Podobnie ja. Był taki czas, kiedy słuchałem dużo klasyki tego gatunku. Teraz już o wiele rzadziej słucham muzyki z lat 50tych, jednak sentyment pozostał. Elvisa lubię nie tylko tego rock and rollowego, ale i popowego. Moim zdaniem zaczął być pretensjonalny po 1970 roku, co nie znaczy, że nie nagrał już potem nic dobrego. W jego karierze lata 68-70 uważam za najlepsze. Po prostu trzeba lubić tę stylistykę, byłoby nudno, gdyby każdy słuchał, czy cenił to samo :).

      Usuń
  3. Pawle od ilu lat słuchasz tak na poważnie muzyki rockowej? Od czego zaczynałeś swoją przygodę z muzyką i czy od samego początku był to rock? Chciałbym jeszcze zapytać których wykonawców z bloga widziałeś na żywo na koncertach i w jakich latach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muzyką zacząłem interesować się pod koniec podstawówki, a więc dobre kilkanaście lat temu. Najpierw był polski rock, potem Depeche Mode, aż w końcu zagraniczny rock. W gimnazjum słuchałem Scorpions, Metalliki, Iron Maiden, Nirvany, Black Sabbath, AC/DC i Pink Floyd, ale też jakiegoś strasznego gówna, które wtedy było modne (i chyba dalej jest wśród początkujących słuchaczy), bo nie potrafiłem rozróżnić dobrych rzeczy od złych. A Teraz Rock i Trójka utwierdzały mnie w przekonaniu, że wszystko, czego słucham, jest rewelacyjne ;) To mi zahamowało rozwój gustu na kilka lat. Dopiero na studiach zacząłem słuchać rzeczy, które niekoniecznie przypominały coś, co już znam, oraz zacząłem trochę rozróżniać wartościową muzykę od kiepskiej.

      Na żywo widziałem Davida Gilmoura, Scorpions, Iron Maiden (dwa razy), Ozzy'ego Osbourne'a, Riverside i Ten Years After. Wszystko w ciągu ostatniej dekady, może trochę ponad.

      Usuń
    2. Widziałeś też Motörhead !

      Usuń
  4. Który z tych koncertów był najlepszy a który najgorszy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie najgorszy był Ozzy. Niekoniecznie z powodu samego występu (choć żałosne było, że na trasie promującej album "Scream" nie zagrano żadnego jego fragmentu - co w sumie jest doskonałym komentarzem na temat jakości tego wydawnictwa). Fatalna była cała reszta. Beznadziejna akustyka gdańskiej Ergo Areny, zniekształcająca brzmienie (na Ironach w tym samym miejscu było jeszcze gorzej od tym względem); golden circle na pół hali, przez co z reszty płyty ledwo było widać czubki głów muzyków, a żadnych telebimów nie było; oraz najbardziej prymitywna publiczność z jaką się zetknąłem - schlani debile, którzy po występie supportu chcieli się wpychać na lepsze miejsca, a do tego gówniarze zachowujący się jakby to był co najmniej koncert Slayara. M.in. dlatego nie chcę już uczestniczyć w dużych koncertach.

      Najlepszy był natomiast koncert Ten Years After ;) Zupełne przeciwieństwo tamtego - nieduża sala w klubie, występ oglądany z miejsca przy stoliku, ze świetnym widokiem na scenę. Prawie jak na klubowych koncertach bluesowych/jazzowych pół wieku temu ;)

      PS. Zapomniałem, że jeszcze widziałem na żywo Pearl Jam.

      Usuń
    2. Nie boisz się Pawle o swoje uszy? Jeżeli na koncertach nie nosiłeś stoperów to potem zapewne miałeś przytłumiony słuch. A kiedyś jeszcze mówiłeś o tym że muzykę słuchasz przez słuchawki. A tu trzeba bardzo uważać na głośność i higienę słuchania (szczególnie przy "wkładanych")

      Usuń
    3. Nie chodzę już na koncerty. Tzn. chętnie bym poszedł na coś tego typu, co TYA - klubowy koncert w moim mieście. Ale niestety, większość wykonawców, których chciałbym zobaczyć, albo nie istnieje/nie żyje, albo gra tylko duże koncerty, albo musiałbym jechać gdzieś daleko (z tego ostatniego powodu zrezygnowałem na początku tego roku z Johna Mayalla - ale w sumie nie żałuję, bo z koncertu zostałyby tylko zacierające się wspomnienia, a tak chociaż zaoszczędziłem trochę kasy na płyty).

      A muzyki przez słuchawki nie słucham głośno. Wystarcza mi taki poziom, na którym wyraźnie słychać wszystkie dźwięki.

      Usuń
  5. Są jakieś instrumenty, których brzmienie szczególnie lubisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam szczególnie słabość do gitary basowej lub kontrabasu, a także do sitaru ;) Ogólnie jednak każdy instrument może brzmieć pięknie, jak i beznadziejnie, w zależności od produkcji danego albumu. W przypadku gitary elektrycznej dochodzą przeróżne efekty, dzięki którym instrument może brzmieć na tysiące sposobów. Co prowadzi do tego, że np. bardzo lubię brzmienie gitary u wykonawców bluesrockowych, ale już jej brzmienie w jazz fusion z późnych lat 70. mnie drażni (np. na albumie "Elegant Gypsy" Ala Di Meoli, którego właśnie słucham).

      Usuń
  6. Masz jakichś ulubionych basistów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, całe mnóstwo! Z rockowych na pewno Jack Bruce, John Entwistle, Geezer Butler, John Paul Jones, Glenn Hughes, John Wetton, Billy Cox, Geddy Lee, Gerry McAvoy, Martin Turner i pewnie jeszcze paru. Z jazzowych Paul Chambers, Reggie Workman, Art Davis, Jimmy Garrison, Ron Carter, Dave Holland, Michael Henderson, Hugh Hopper.

      Usuń
  7. Pytałem o gitarzystów i basistów, to pojadę dalej - ulubieni klawiszowcy? Choć mam już wizję kilku, których nazwiska się pojawią?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli mogę się włączyć to dla mnie klawiszowcem wszechczasów był Jon Lord. Nie było od niego lepszego.

      Usuń
    2. To już trudniejsze pytanie. Na pewno Kerry Minnear, Jon Lord, Ray Manzarek, Rick Wright, Hugh Banton, Bill Evans, Herbie Hancock, McCoy Tyner, Alice Coltrane...

      Usuń
  8. Ile obecnie albumów (jeśli nie dokładnie, to w przybliżeniu) liczy Twoja kolekcja? Czy masz jakieś specjalne miejsce na najważniejsze dla Ciebie płyty, co do których wiesz, że będziesz regularnie do nich wracał i nigdy, przenigdy ich nie sprzedasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę podać dokładną liczbę, bo mam wszystko skatalogowane na RYMie ;) Nie licząc płyt, które aktualnie próbuję sprzedać, mam 232 winyli (+ dwa w drodze), 26 CD i 19 DVD. Ale ze statystyk wynika, że tylko 83% z tego to albumy studyjne i koncertowe, a reszta to składanki, single, epki, itp. Wszystko mam ułożone alfabetycznie.

      Usuń
  9. gdzieś na tej stronie podałeś "wielką dziewiątkę" zespołów progresywnych, ja z tego zestawienia pamiętam tylko: Pink Floyd, Genesis, King Crimson, Yes, Gentle Giant,
    mógłbyś może dokończyć bo nie pamiętam reszty ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są w niej jeszcze Van der Graaf Generator, ELP, Jethro Tull i Camel.

      Usuń
    2. O co chodzi tak naprawdę w progresywnym rocku? To na serio brzmi jak kolaż, często niepowiązanych ze sobą fragmenciku, albo po prostu pitolenie różnych patentów na jednym podkładzie. Słucham własnie Tago Mago i Halleluhwah ogromnie mi się dłuży, a ja się zastanawiam czy nie powinienem przestać mieć nadzieję, na jakąś eksplozję i sięgnąć po kolejny krążek z kolejki, która jest długa jak do pośredniaka.

      Usuń
    3. mówisz raczej o krautrocku a nie o typowym rocku progresywnym

      Usuń
    4. Odpowiadałem Ci już na to pytanie kilka razy, ale nie mogę teraz znaleźć gdzie to było. Więc napiszę jeszcze raz. Ostatni raz.

      Tak naprawdę o nic nie chodzi. Po prostu kiedyś (na przełomie lat 60. i 70.) przyklejano taką etykietkę wszystkim wykonawcom, którzy robili coś innowacyjnego, wykraczającego poza schematy i konwencję ówczesnego rocka. Każdy z tych zespołów chciał osiągnąć coś innego, stworzyć własny styl i dlatego każdy z nich grał tak naprawdę zupełnie inaczej. Myślenie w sposób, że "w rocku progresywnym chodzi o tworzenie kolaży" jest błędne, bo na każdego wykonawcę, który ma takie utwory w swoim repertuarze, przypada kilka, którzy niczego takiego nigdy nie nagrali.

      Usuń
    5. Anonimowy słusznie zauważył. Krautrock to bardzo specyficzna odmiana progresu, w której monotonia jest elementem służącym do wytworzenia hipnotyzującego klimatu. Trzeba się w to wczuć, a nie narzekać na brak akcji.

      Usuń
    6. Ale efekt jest zwykle mizerny, bo z tych utworów robi się rozwleczone do niedorzecznych często długości hybrydy uwalane czasem jakimiś dziwnymi - w zamierzeniu intrygującymi - hałasami, żenującymi wstawkami na pianinie czy improwizacjami gdzie na jednym podkładzie są wokale, partie gitary i jakieś organy. Dlaczego stało się to synonimem muzyki z wyższej półki?

      Usuń
    7. Muzyka z wyższej półki ma to do siebie, że nie należy słuchać jej z nastawieniem na usłyszenie czegoś konkretnego, tylko z otwartą głową, starając się zrozumieć. Zwykle potrzeba do tego więcej niż jednego przesłuchania.

      To, że Tobie coś się nie podoba, to nie znaczy, że jest to mizerne. Jeżeli dyskutujemy na poważnie, to miarą jakości jest np. wpływ, jaki dany gatunek/nurt/styl wywołał. A ten w przypadku krautrocka jest przeogromny. Chyba żaden inny nurt w muzyce rockowej nie był tak inspirujący. Przyczynił się nie tylko do powstania nowych (czy też "nowych") odmian rocka (głównie tych z post-nazwami), ale właściwie cała współczesna elektronika wywodzi się właśnie z krautrocka.

      Wracają co poprzedniego wątku, krautrock jest na tyle odrębnym nurtem, że ocenianie przez jego pryzmat całego rocka progresywnego (lub odwrotnie) jest bezsensowne. Ponadto, sam krautrock, wbrew pozorom, jest bardzo różnorodny. Jedni przedstawiciele wywodzili się ze sceny jazzowej, drudzy z folkowej, trzeci postanowili rozwijać na swój sposób psychodelię, jeszcze inni zapatrzyli się w brytyjski rock progresywny, nie brakowało też takich, którzy odważnie eksperymentowali z elektroniką. A ta łącząca je monotonna transowość (u jednych większa, u innych mniejsza) moim zdaniem wcale nie musiała wynikać z tego, że świadomie chcieli osiągnąć konkretny cel. Raczej takie "mechaniczne" granie leży w naturze Niemców. Dlatego pewne podobieństwa do krautrocka można usłyszeć też np. u tamtejszych grup hardrockowych (np. Nosferatu, Kin Ping Meh - no, te dwie akurat grały trochę bardziej złożony hard rock - Lucifer's Friend, czy nawet - o tyle, o ile - Scorpions z debiutanckiego "Lonesome Crow").

      Usuń
    8. My zawsze dyskutujemy na poważnie.

      Wychodzi na to, że kraut rocka nie powinienem podciągać pod rock progresywny. Bo różnica jest spora. A podstawowa jest taka, że prog rock mi się nierzadko podoba. A Can to największe rozczarowanie ostatnich czasów (tj spodziewałem się czegoś wielkiego, a dostałem coś co sobie leciało, a ja się po kilku utworach wyłączyłem)

      Ale od początku. Zobaczyłem, że kilka niegłuchych osób z których gustem się liczę, ceni sobie właśnie ten nieszczęsny Tago Mago. Trafiłem na Can na jakiejś progrockowej liście (tam akurat był "Future Days"), więc nie podchodziłem do tego jako do szkoprocka (którego instynktownie - wygląda na to że słusznie unikałem)

      Włączam pierwszy utwór - po kilku minutach nie wiem o co chodzi. Ale daję mu szansę i wracam do początku. I tak jeszcze dwa razy. Ale gdy doszedłem do tych 3 najdłuższych utworów (z Halleluhwah na czele) i po 4 minutach myślałem, że minęło ich co najmniej 15 to spasowałem. Nie wiem kogo ta muzyka wpędza w trans , ale mnie po prostu nuży.

      A co do zwykłego prog-rocka. 100x bardziej wolę bajzel u Gentle Gianta (do którego na 100% wrócę, bo to jest coś co trzeba ogarnąć i rzeczywiście wymaga czasu - mimo eunuchowych zaśpiewów rodem z chłopięcego chóru) niż to co jest tutaj. Nudziarstwo jest też problemem ELP, gdzie też, poza debiutem, albumy mnie męczyły i dłużyły się okrutnie.

      Jest prog zły z rozwlekaniem i nieudolnymi próbami stworzenia czegoś dobrego i prog dobry, gdzie skala utworów została dopasowana do ich wartości kompozycyjnej.

      To samo zrobiłem ja (sam sobie dałbym 7, nie więcej). Postawiłem na burzę i ekspresję, żeby słuchacz się nie zanudził, a nie sadzenie plam dźwięku i malowanie muzycznych pejzaży.

      Usuń
    9. Zniechęcanie się do całego nurty, który - jak pisałem wcześniej - jest bardzo różnorodny, to kiepskie podejście. Jeżeli Can nie podeszło, to nie znaczy, że twórczość Agitation Free, Embryo, czy innych wymienionych przeze mnie wyżej zespołów, nie podejdzie.

      A u Gentle Giant bałagan jest tylko pozorny. Po kilku przesłuchaniach wszystko układa się w logiczną całość.

      Usuń
    10. To cenię w zespołach, że jedno przesłuchanie nie daje 100% obrazu płyty. Trzeba wrócić nawet wiele razy by wyłapać wszystkie smaczki.

      Słowo bajzel było ukąsem ;)

      Może to kwestia indywidualna z tym kautrockiem. Ty np
      Kiedyś złorzeczyłeś na prog włoski (francuski i hiszpański też jest zły? kiedyś podsunąłem Ci Carmen z półwyspu Iberyjskiego) - a mi się on właśnie bardzo podoba.

      To truizm, ale są różne gusta.

      Usuń
    11. Włoski prog jest strasznie przerysowany, co pewnie wynika z włoskiego temperamentu. W dodatku upodobali sobie "symfoniczną" odmianę proga, w której najłatwiej popaść w kicz. Co nie znaczy, że w ogóle nie było tam dobrych zespołów. Całkiem spoko jest np. Goblin, którego większość albumów to ścieżki dźwiękowe do włoskich horrorów ;)

      Francuski prog to głównie zeuhl. Trudna muzyka, której w większości nie rozumiem, ale nie krytykuję, bo słyszę, że jest to bardzo złożone granie, do którego trzeba sporych umiejętności. Półwysep iberyjski to terra incognita na mojej muzycznej mapie.

      Gusta są różne, ale są pewne obiektywne kryteria, za pomocą których można ocenić muzykę. Przecież oczywistym faktem jest, że np. jazz to muzyka z wyższej półki niż disco, choć niektórzy (i, obawiam się, należący do większości) wolą słuchać tego drugiego.

      Usuń
  10. Z jakich źródeł korzystasz, szukając informacji o różnych zespołach/albumach. Czasem zdajesz się wiedzieć o nich naprawdę mnóstwo i sypiesz ciekawostkami wręcz z rękawa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z różnych. Mam kilka książek, pełno gazet, dużo też czytam w Internecie. Nie mam chyba źródeł, z których bym korzystał częściej, niż z innych.

      Usuń
  11. Dlaczego zrezygnowałeś z dotychczasowej, rozpoznawalnej i fajnej nazwy bloga?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz nazwa jest identyczna jak adres. Ponadto poprzednia nazwa mogła być myląca co do prezentowanych tu treści.

      Usuń
  12. Myślisz, że nie ma szans by znaleźć jakąś świetną muzykę z krajów trzeciego świata, która uchowała się tylko dlatego, że nie było możliwości by wyjść z tym do świata? Teraz po latach gdy jest internet nagle coś nie wejdzie do klasyki tylko dlatego, że ktoś znalazł na YT trzeszczący rip z taśmy. Tak więc podsumowując - mam nadzieję, że COŚ tam się kryje. W dżungli czy lesie równikowym.

    Update - posłuchałem do końca Brusselmaschine i jednak potem było już pochyło.

    Zgodzisz się ze mną co do "Panamy" VH, że to nieco mniej wieśniackiego syntha, a coś bardziej do ACDC?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To naprawdę nie jest przypadek, że w kilku krajach powstało mnóstwo genialnej muzyki, w kilku innych powstało jej trochę, a w stanowiących większość pozostałych - w ogóle lub jakieś naprawdę pojedyncze przypadki. To ma swoje korzenie w kulturze tych krajów, także tego, jaki jest tam poziom edukacji muzycznej, dostęp do płyt z reszty świata, itd. Amerykańscy i Europejscy wykonawcy praktycznie nie koncertowali w Afryce (nawet w Ameryce Południowej częściej zaczęli koncertować chyba dopiero w latach 80.), więc nie mogli bezpośrednio inspirować tamtejszych mieszkańców, do sięgnięcia po instrumenty. Oczywiście, Afryka ma też swoje własne muzyczne tradycje, ale dopiero amerykańskim muzykom udało się przekuć je w prawdziwą sztukę. A wspomniany przeze mnie wcześniej Fela Kuti studiował muzykę w Wielkiej Brytanii (na uniwersytecie), co jest chyba najlepszym potwierdzeniem mojej tezy ;)

      Co do "Panamy" się nie zgodzę, to taka sama metalowa sztampa, jak reszta albumu.

      Usuń
    2. Chętnie podyskutowałbym z Tobą o innych albumach VH, choć wątpię, że przesłuchasz :) Za "5150" i "OU812" nie warto się zabierać, ale może "Women and Children First" by Ci się spodobało, jest tam parę nietypowych rozwiązań, przez co nie jest jednostajny i monotonny.

      Usuń
    3. Van Halen w ogóle nie podobał mi się w czasach, gdy słuchałem głównie muzyki hard & heavy. Więc nie wiem, co by mi się tam miało spodobać teraz. Czyżby na tym jednym albumie ("Woman...") Roth pokazał, że jednak umie śpiewać, Eddie przestał popisywać się sztuczkami i szybkością, sekcja przestała się ograniczać do podstawy rytmicznej, a kompozycje zaczęły zdradzać większe ambicje, niż granie prostego "cock-rocka"? ;)

      Usuń
  13. Quo vadis Pawle zatem? W Twoim serwisie muzycznym (mówię to z szacunkiem, by nie sprowadzać tej strony do 'bloga muzycznego') zaczyna być ewidentny odwrót od muzyki hard n' heavy - poza nowymi projektami muzyków z uznanych kapel (Gov't Mule) - idziesz w stronę bardziej pokomplikowanych brzmień. Czy teraz chcesz się skupić na muzyce poszerzającej horyzonty?

    Popisy EVH i tembr głosu Lee Rotha (nie powiem jednak że nie umiał śpiewać zniechęcały mnie do tego zespołu, jednak najlepsze kompozycje mogą lecieć jako niezobowiązujące tło).

    Moim zdaniem fajnie byłoby jakbyś mimo wszystko czasem zrobił coś z cyklu 'obnażamy klasyczny album' (sam miałem kiedyś taki pomysł) i dać recenzję - moje przykłady - Velvet UG, Pet Sounds czy Blonde On Blonde - z najbardziej "ambitnych" przykładów. chyba wiesz o co chodzi ;)

    Mała zwyżka dla OK Computer? Wróciłeś do tego, czy przywołałeś w pamięci i stwierdziłeś, że ucięte jaja to nie wszystko? Ja parę kawałków stamtąd nawet lubię, ale, ale... jeżeli kiedyś dojdziesz do 3 gwiazdek przy tym albumie to mi opowiedz co w nim usłyszałeś ;)

    Gratulacje w związku z 3000 przesłuchanych i ocenionych albumów. Słuchałeś zawsze w całości czy używałeś przycisku skip?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno w takim kierunku to zmierza. Nic na to nie poradzę, że z muzyki hard & heavy czy innych prostych odmian rocka, zostaje coraz mniej rzeczy, o których jeszcze nie pisałem, a mógłbym z czystym sumieniem polecić.

      Pisać o rzeczach, które mi się nie podobają nie lubię. A żeby napisać krytycznie o czymś powszechnie uznanym za klasykę, potrzeba naprawdę mocnych i obiektywnych argumentów, żeby nie wystawić się na pośmiewisko.

      Nie wróciłem do "OK Computer", ale wciąż go trochę pamiętam. I po porównaniu z innymi albumami, którym dałem taką samą ocenę, wyszło na to, że powinien być w nieco lepszym towarzystwie ;)

      Nie oceniłem 3000 albumów - w tej liczbie są też zawarte oceny składanek, EPek, singli i DVD, a niektóre albumy mam ocenione podwójnie (te, które mam/miałem i na winylu, i na CD). Chociaż jakby wziąć pod uwagę albumy, które przesłuchałem tak dawno temu, że nie oceniłem ich na RYMie, to w sumie byłoby ich znacznie więcej ;) Zwykle słucham w całości. Ale jak było coś wyjątkowo nudnego, jednostajnego, to zdarzało się, że przewijałem na dalszą część utworu, lub na następny kawałek. Jednak tylko w przypadku tych mniej ambitnych, nierozwijających gatunków.

      Usuń
    2. Może jednak warto wrócić do tego "OK Computer"? Mi ostatnio się udało i może się trochę wynudziłem, ale kilka utworów jest na tej płycie naprawdę świetnych - szczególnie "No Suprises".

      Usuń
    3. Jeżeli chodzi o mnie to na tle tej góra średniej (2/5) płyty wybijają się 1,3,9,10, a w mniejszym stopniu piosenkowy 6 i The Tourist. To tyle o tej płycie jeżeli chodzi o mnie, jeżeli słuchałeś ją, jak mówisz, 10 lat temu to byłeś zapewne na tyle mało wyrobiony, że Cię odrzuciło. Ja do niedawna też byłem skrajnie głuchy na wszystko co było po The Bends.

      Kiedyś mówiłeś, że OkC oceniłeś tak tylko po to, żeby dołożyć swoją 'cegiełkę' do strącenia go z 1 miejsca najlepszych albumów wszech czasów.

      Usuń
    4. Faktycznie chodziło mi o obniżenie średniej ocen, ale nie zaniżyłem z tego powodu oceny. Naprawdę uważałem, że zasługuję na najniższą. Po prostu w ogóle bym go nie ocenił, gdyby nie wkurzała mnie jego 1. miejsce na liście albumów wszech czasów, co jest kompletną bzdurą.

      Usuń
  14. Co sądzisz o filmie "Conjuring" - obejrzałem go wczoraj, żeby uprzedzić kogoś czy ma się bać czy nie i srodze mnie zawiódł, bo w zasadzie był to taki typowy US horror. Polecasz coś do zesrania się ze strachu (póki co najbliżej tego stanu doprowadził mnie tajlandzki Shutter)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, sam bym chciał znać jakiś naprawdę dobry horror ;) Nie widziałem zbyt wielu filmów z tego gatunku, głównie starsze, które dziś już słabo straszą. Z nielicznych nowszych, które widziałem, właśnie "Obecność" (i inne z tej serii) była najlepsza.

      Może ktoś z Czytelników coś doradzi?

      Usuń
    2. Jak najbardziej wspomniany wcześniej tajlandzki "Shutter - Widmo", naprawdę można się przestraszyć (a trudno mnie w tym aspekcie zachwycić). No i oczywiście takie horrory Argento jak "Odgłosy" czy "Fenomeny". Carpenter też miał parę mocnych pozycji, jak "Coś", "W paszczy szaleństwa" czy "Christine". Warto też sprawdzić "Blair Witch Project", ale wiem, że wielu nie przypadnie on do gustu. Za to seria "Krzyk" znakomicie wyśmiewa gatunek (podgatunek?) slashera. Poza tym klasyki (jeśli jeszcze się nie widziało) - "Lśnienie", "Egzorcysta", "Noc żywych trupów" czy "Omen".

      A z takich nowszych na pewno "To" (świetna psychologia bohaterów), "Obecność 2", "Naznaczony" (ale tylko jedynka świetnie straszy) czy hiszpański "Rec".

      Usuń
    3. @Paweł - a szukałeś jakichś? Zadałeś sobie pytanie co jest w stanie Cię przestraszyć? Bo jakieś durne zombie/obcy czy inne kreatury-oklepane historyjki o nawiedzonych domach-czy nie daj Boże slashery uważam za straszliwą stratę czasu.

      Akurat horrory to coś czego moim zdaniem należy szukać albo na Dalekim Wschodzie (Honogurai mizu no soko kara - chociaż ten finalnie mnie bardziej zasmucił niż przestraszył) albo w Europie (Haute Tension, który jako straszydło był średni, ale zaskakiwał zakończeniem). A Shutter miał "'momenty" . A jeżeli spodobał Ci się Conjuring to może spodoba Ci się Naznaczony który wg mnie jest mocno podobny.

      Usuń
    4. Pewnie, że szukałem, ale nieszczególnie się do tego przykładając.

      Przez "dobry" horror rozumiem nie tylko straszny, ale również ciekawy fabularnie i - na tyle, na ile to możliwe w tym gatunku - logiczny. Nie znoszę czegoś takiego, jak np. w "Szóstym zmyśle", że całość jest skrojona pod zaskakujące zaskoczenie, które sprawia, że fabuła przestaje mieć jakikolwiek sens.

      Usuń
    5. W takim razie jaki horror uznałbyś za najlepszy jaki do tej pory widziałeś (ew. parę tytułów)?

      Usuń
    6. Czy uważasz, że horror może być bez mocy nadprzyrodzonych?

      Usuń
    7. Horror z definicji nie może się obyć się bez nadprzyrodzonych zjawisk. Dlatego moim zdaniem horrorem nie jest "Lśnienie", bo przecież te wszystkie nadprzyrodzone rzeczy dzieją się w głowach bohaterów. To film o obłędzie, nie duchach. Podobnie "Psychoza", ale jej już chyba nikt nie klasyfikuje jako horror, choć niewątpliwie miała wpływ na rozwój tego gatunku ;)

      Za najlepsze, jakie widziałem, uznałbym "Lśnienie" (niech już będzie, że to horror), "Egzorcystę", pierwszego "Obcego" i "Obecność". "Coś" ma świetny klimat, ale fabuła jest idiotyczna - liczą się tam tylko efekty, a nie sens. Niedawno oglądałem "Dziewiąte wrota" Polańskiego, które świetnie sprawdzają się jako kryminał, ale elementy nadprzyrodzone, których jest tam niewiele, są kiepskie i niepotrzebne.

      Usuń
    8. Powracając do tej dyskusji, to co sądzisz o serii "Krzyk", którą niedawno oglądałeś? I o pierwszym "Scary movie"? :)

      Usuń
    9. Skoro pytasz, to znaczy, że widziałeś moje oceny na Filmwebie (6/10 dla "Krzyków", 5 dla "SM"). Cóż mogę dodać - ta pierwsza seria to typowo rozrywkowe kino, które można sobie obejrzeć, ale w przeciwnym razie nic się nie straci. Plus za dobre wyważenie między parodią/komedią, a thrillerem (bo jednak horrorem bym tego nie nazwał). Natomiast "SM" sprawdza się jako parodia, śmieszne są te nawiązania do innych filmów (mnie najbardziej rozbawiło nawiązanie do "Podejrzanych"), ale poza tym humor jest bardzo prymitywny i żenujący.

      Usuń
  15. Czy jest szansa aby przy każdej recenzji podawana była ilość wyświetleń? Jestem ciekawy ilu czytelników czyta recenzje płyt nierockowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma takiej możliwości. Ogólnie liczba wejść na poszczególne recenzje jest zbliżona, bez względu na gatunek.

      Usuń
  16. Kurczę, za dużo tych pytań typu "co sądzisz o [tym wykonawcy / albumie / stylu]". Nie lubię ich, bo po pierwsze nie na każdy temat mam jasno sprecyzowane zdanie (a zwykle dotyczą te pytania rzeczy, które słabo znam), a po drugie - po to założyłem własną stronę, żeby móc pisać tylko o tym, o czym akurat mam ochotę pisać. Szczerze mówiąc, liczyłem na ciekawsze pytania. No ale niech będzie:

    Z shoegaze'u znam tylko ten najbardziej popularny album ("Loveless"), który brzmi całkiem intrygująco, ale jednak wolę bardziej wyraziste brzmienie, więc nie ciągnie mnie do poznania kolejnych.

    Bowiego szanuję, ale przesłuchałem prawie wszystkie jego najważniejsze albumy i w sumie na żadnym nie było niczego, do czego chciałbym wrócić. Niektóre z nich mogą być jednak tymi albumami, do których trzeba dojrzeć, bo dopiero po kolejnych przesłuchaniach zaczynają zachwycać. Więc na pewno kiedyś do nich wrócę.

    OdpowiedzUsuń
  17. Gdybym wiedział, że tak pytań tego typu nie lubisz, to bym nie pytał :D Gdzieś kiedyś wspomniałeś, że raczej je lubisz, więc nie widziałem problemu. Jak akurat jakaś kwestia mnie ciekawi, no to pytam. Jestem pewien (albo raczej mam wielką nadzieję), że jakieś ciekawsze pytania nie raz będę miał okazję zadać, a i wcześniej, z tego co pamiętam, nie pytałem tylko i wyłącznie o to, co sądzisz o tym i o tamtym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie mówię, że Ty i Aggressive zadajecie tylko takie (ani że tylko wy), ale w ostatnim czasie pojawiło się ich tyle, że jestem już nimi zmęczony ;)

      Usuń
    2. wiem, ale nie powinienem mówić21 października 2017 14:45

      Z shoegaze znasz jeszcze Ride, które de facto sam Ci kiedyś podsunąłem ;)

      Ale nurtuje mnie inna kwestia - The Cure Pornography czy Thriller Jacksona? Czy to była Twoja świadoma decyzja czy przypadkowo zasłyszane krążki? A może przegrany zakład?

      Koniec końców widzę jednak, że owe krążki Ci się spodobały. Co w nich znalazłeś dla siebie?

      Myślisz, że może być tak, że zabraknie muzyki którą chciałbyś tu opisać? Playlisty po kilkaset albumów na YT też kiedyś się skończą.

      Usuń
    3. Racja, to znam dwa. Wciąż za mało by mieć wyrobione zdanie.

      Świadoma decyzja. Pomyślałem, że warto najpierw nadrobić te najbardziej znane albumy, zamiast grzęznąć w NKR-ach, wśród których coraz rzadziej trafiam na coś godnego uwagi.

      Oba albumy są słuchalne, nawet z jakąś tam odczuwalną przyjemnością, choć byłoby lepiej, gdyby nie syntetyczne brzmienie.

      Kiedyś może nie być już co opisywać z muzyki, którą teraz się zajmuję, ale to kwestia wielu lat - kto wie, czego zacznę słuchać w międzyczasie? ;)

      Usuń
  18. 4/5 na płyty Death na RYM? Naprawdę spore zaskoczenie dla mnie, co Ci się spodobało w tym albumie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ten album znam od niepamiętnych czasów (tak dawnych, że zapomniałem go wcześniej ocenić), a dziś tylko go sobie przypomniałem. A wysoka ocena stąd, że jak na ekstremalny metal, jest to wyjątkowo ambitne i interesujące granie (ten bass!).

      Usuń
  19. Takie pytanko: jakiego najdziwniejszego (eksperymentalnego, awandgardowego) albumu kiedykolwiek słyszałeś ?
    Ja ostatnio przesłuchałem "Trout Mask Replica" i nie wiem co o nim sądzić .....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "TMR" na pewno jest jednym z najdziwniejszych, które słyszałem. Ale, z tego, co pamiętam, cała jego dziwność wynika z partii wokalnych. Warstwa muzyczna aż tak bardzo niekonwencjonalna nie jest. Całość brzmi, jakby trzeźwi instrumentaliści grali z kompletnie pijanym/naćpanym wokalistą ;) Szczerze mówiąc, nie podoba mi się ten album. Nie dlatego, że jest dziwny, a dlatego, że jest strasznie długi i monotonny.

      Choć słyszałem dużo dziwnych albumów, zwłaszcza w ostatnim czasie, to najdziwniejsza chyba cały czas pozostaje studyjna część "Ummagummy".

      Usuń
  20. Jakiś czas temu pisałeś, że niezbyt podchodzi Ci tzw. zeuhl, jednak kilka albumów Magmy, która chyba jest jego czołowym przedstawicielem, otrzymało od Ciebie wysokie oceny. Czyżby jednak się spodobało przy kolejnym podejściu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej cenię za umiejętności muzyków, oryginalność, itd. Warstwa muzyczna jest często rewelacyjna, ale nie pasuję mi wokale.

      Usuń
  21. Skąd najczęściej nabywasz winyle do swojej kolekcji? Masz jakieś zaufane giełdy, strony internetowe, sklepy itp. ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najczęściej kupuję na Allegro. Mam ustawione, żeby dostawać powiadomienia o wystawieniu interesujących mnie albumów ;) Czasem sprawdzam czy jest coś ciekawego na eBayu, ale zwykle zniechęcają mnie koszty dostawy. Kilka razy zdarzyło mi się kupić w jakimś sklepie internetowym, ale chyba z żadnego nie korzystałem więcej niż raz.

      Na samym początku kupowałem tylko w sklepie Muzyczna Piwnica w Gdańsku, ale z czasem coraz rzadziej, ostatnio byłem tam chyba półtora roku temu. Sklep ma świetny klimat, duży wybór i bardzo profesjonalną obsługę, ale ceny zwykle wyższe niż na Allegro. Np. drugi album Free kosztował tam 700 pln, a ja wylicytowałem takie samo wydanie za setkę ;) Poza tym co roku bywam na Jarmarku Dominikańskim i na większości giełd organizowanych w Gdańsku.

      Usuń
    2. a co sądzisz o winylach z biedronki ?
      ja parę tygodni temu widziałem w niej parę ciekawych pozycji (m. in. Miles Davis - Kind Of Blue)

      Usuń
    3. O winylach z Biedronki pisałem tutaj. Ogólnie wolę starsze wydania, ale jak jeszcze kiedyś będą mieć coś interesującego, co trudno dostać w nieremasterowanej wersji, to pewnie kupię. Choć nie wiem czy jeszcze będą sprzedawać winyle, bo zainteresowanie spada. Za pierwszym razem większość płyt rozeszła się w kilka godzin, a za trzecim leżały w sklepie przez kilka tygodni...

      Usuń
  22. Co nie podoba Ci się w zespole Gong (kiedyś chyba wspominałeś, że średnio za nim przepadasz)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie tak, że coś mi się nie podoba, raczej nic mnie w nim nie zachwyciło/zainteresowało. Może po prostu muszę dojrzeć do jego twórczości - jak już to miało miejsce z wieloma innymi wykonawcami, którzy nie od razu mnie zachwycili.

      Usuń
  23. słuchasz może muzyki klasycznej ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo rzadko. Nawet nie dlatego, że bym nie chciał, tylko nie wiem od czego zacząć, jakie wybrać wykonanie, itd.

      Usuń
  24. Jeżeli chodzi o muzykę klasyczną, mogę zaproponować parę rzeczy na sam początek, po przesłuchaniu których załapiesz, o co biega i nabierzesz rozpędu.
    Barok:
    Klaudiusz Monteverdi
    a)Nieszpory(Savall)
    b)Orfeusz(Harnoncourt) - pierwsza opera, wstyd nie znać;
    c)Madrygały.
    Klasycyzm:
    -Mozart
    a)symfonie 36-40(Kleiber, Bernstein);
    b)"Czarodziejski flet" i "Figaro" - celowo wymieniam w jednym podpunkcie;
    c)"Great Mass in C-minor"(Gardiner).
    -Beethoven:
    a)dziewięć symfonii(Carlos Kleiber, Bernstein, Academy of Ancient, Karajan, Furtwangler, Gardiner);
    b)wszystkie kwartety z okresu heroicznego i romantycznego - czyli od siódmego do ostatniego - szesnastego; nie zapomnij o "Grosse Fuge".
    c)sonaty: "Pathetic", "Moonlight", "Appassionata"(Kempff, Gould lub Ashkenazy).
    Romantyzm:
    -Chopin
    a)cztery ballady(Krystian Zimerman);
    b)preludia(Rubinstein - wszystko dostępne na youtube);
    c)etiudy(Lisiecki - wszystkie na yt);
    d)polonezy(Blechacz - jak wyżej);
    e)koncerty(Rubinstein - łatwo dostępne; tylko dwa);
    Gdy przesłuchasz wszystko, co zapodałem i będziesz miał ochotę na muzykę Fryderyka, weź mazurki - wstyd nie znać - szczególnie, że Chopin to fenomen na skalę światową.
    -Brahms:
    a)Cztery symfonie(Karajan, natomiast czwartą - Kleiber);
    b)Koncerty(Zimerman wespół z Bernsteinem);
    -Hector Berlioz:
    a)Symfonia fantastyczna(Sir Colin Davis);
    b)Romeo i Julia(Gardiner);
    -Czajkowski:
    a)pierwszy koncert(Marta Argerich);
    b)koncert skrzypkowy(Perlman);
    c)symfonie(Karajan);
    d)uwertura 1812.
    -Liszt
    a)koncerty(Zimerman).
    -Sibelius
    a)wszystkie symfonie(Karajan);
    b)poematy symfoniczne(Finlandia).
    Dwudziestowieczni:
    -Strawiński
    a)wszystkie balety, które znajdziesz w dużym wydawnictwie "Stravinsky conduct Stravinsky".
    -Mahler
    a)Wszystkie symfonie(Abbado, Boulez, Bernstein).
    Nie ma sensu zanadto się rozpisywać, bo wszystkie dzieła godne uwagi znajdziesz w wiadomym miejscu, zaś lista, którą ci podrzuciłem, niechaj służy za wstęp, żebyś zainteresował się muzyką klasyczną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dzięki ;) Sporo tego, ale postaram się to ogarnąć.

      Usuń
  25. Uwierz mi - bardzo mało zważywszy, że nie dopisałem impresjonistów, ekspresjonistów i nowszych nurtów, zaś barok, klasycyzm i romantyzm nie kończą się na wyżej wymienionych jegomościach. Powodzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Czemu ostatnio zasuwasz tu coraz większe wygrzeby z płytotek Milesa Dayvisa czy Coltrane? To z tym kwintetem to z kwartetem i to zaczyna się w końcu zlewać w jedno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie znowu "wygrzeby"? Spójrz na oceny - to są tylko ich najlepsze albumy. I najważniejsze - takie których nie można pominąć, jeśli chce się prześledzić artystyczny rozwój ich twórców.

      Usuń
  27. Będzie kiedyś na blogu Hawkwind - grupa, w której występował Lemmy przed Motörhead?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. I to bynajmniej nie z powodu Lemmy'ego.

      Usuń
    2. Podejrzewam, że zbytnio nie cenisz Lemmy'ego.

      Usuń
    3. Wręcz przeciwnie. To był spoko koleś i nieźle ogarniał bas.

      Miałem na myśli, że Hawkwind zasługuje na pojawienie się tutaj ze względu na swoją muzykę, a nie na to, że grał w niej muzyk, który potem zrobił karierę w innym zespole.

      Usuń
    4. Dzięki za wyjaśnienie. W ogóle znajdą się jeszcze kiedyś recenzje starszych płyt Motörhead?

      Usuń
    5. Chyba nie pominąłem żadnego istotnego albumu.

      Usuń
    6. "Bomber" też jest uważany za jeden z tych klasycznych/bardziej docenianych.

      Usuń
    7. Tego akurat nie znam. Ale nie mam ochoty na słuchanie takiej muzyki.

      Usuń
    8. Ostatnio słuchacz troszkę ZZ Top, jest szansa, że i ten zespół pojawi się kiedyś na blogu?

      Usuń
    9. Mental (w sumie to najbardziej stosowna z ksywek)9 listopada 2017 20:39

      Co sądzisz o kawałku ZZ Top "Brown Sugar" (dziś słuchaeś tej płyty) - pytam, bo to zdecydowanie mój ulubiony kawałek tej grupy, której generalnie jakąś wielką sympatią nie darzę. Ale patrząc na ocenę ich płyty którą wystawiłeś, chyba też cenisz ten album bardziej niż pozostałe? Pytanie: Będzie recenzja?

      Usuń
    10. Być może będzie...

      Tak, "Brown Sugar" zdecydowanie się wyróżnia na tle twórczości tej grupy. Na plus, oczywiście.

      Usuń
    11. Dzisiejsza recenzja ZZ Top była zaplanowana zanim zadaliście te pytania ;)

      Usuń
    12. Udała Ci się ta niespodzianka, chociaż z RYM wiedziałem, jaka będzie ocena ;)

      Czy w dalszym ZZ Top (tym sprzed ery Eliminatora) znajdujesz cokolwiek dla siebie?

      Usuń
    13. Niezbyt wiele. "Fandango!" ma niezłe momenty, ale "Rio Grande Mud" jest zbyt monotonny, a "Tres Hombres"... prawdę mówiąc, w ogóle go nie pamiętam. Reszty nie słuchałem.

      Usuń
    14. A ocena w recenzji wcale nie musi być taka jak na RYM - tam oceniam po pierwszym przesłuchaniu, a do napisania recenzji słucham jeszcze wielokrotnie i dokładniej, więc ocena może się zmienić.

      Usuń
  28. Słuchałeś Wobbler i ich najnowszej płyty - trafiłeś tam z "Lepszego punktu słyszenia"?

    Jak podobają Ci się ich rozciągnięte do chorych długości i monotonne kawałki nie mogące się zdecydować czy chcą być fol czy prog?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem co to "Lepszy punkt słyszenia".

      A Wobbler to kolejny nowy (no już nie taki nowy...) zespół, który myśli, że jak będzie grał bardzo długie utwory, to będzie bardziej progresywny. A jest przez to tylko bardziej nudny. Do tego jeszcze ten nieznośny patos, prawie jak u tych wszystkich nadekspresyjnych włoskich grup symfoniczno-rockowych.

      Usuń
  29. Masz jakieś zaufane, domowe sposoby na czyszczenie vinyli? Czy raczej korzystasz z profesjonalnych środków?

    OdpowiedzUsuń
  30. Ósemeczka dla "Albumu" PiL to dlatego, że gra tam Ginger Baker? :D
    Bo przyznam, że jestem zaskoczony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ginger Baker i Tony Williams ;) I nie dlatego, że tam grają, tylko dlatego, że grają dobrze. Ogólnie całość wydaje mi się dużo lepiej i ciekawiej zagrana, niż debiut i monotonny "Metal Box".

      Usuń
  31. słuchałeś może albumu zespołu Magazine pt. Real Life ?
    jak nie, to bardzo polecam bo jest to istna perełka wśród albumów post-punkowych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie, ale mam go na liście "priorytetów" do przesłuchania. Więc i tak bym go niedługo poznał, ale skoro jest taki dobry, to może nawet będzie to najbliższy album, jaki włączę ;)

      Usuń
  32. Czy jest szansa na pojawienie się the kinks, beach boys i Gun? Tak wiem że o tych ostatnich już pytałem, ale od tego czasu wiele mogło się zmienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie ma na to szans. Może ewentualnie Gun, ale to nieprędko.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.