14 lutego 2018

[Recenzja] Captain Beefheart and his Magic Band - "Strictly Personal" (1968)



Drugi album Captaina Beefhearta i jego magicznego zespołu początkowo miał nosić tytuł "It Comes to You in a Plain Brown Wrapper" (po tym pomyśle została tylko nawiązująca do tamtego tytułu okładka) i składać się z dwóch płyt, wypełnionych porywającymi, bluesrockowymi kawałkami. Niestety, producent Bob Krasnow postanowił - za plecami muzyków - ingerować w gotowy już materiał. Nie tylko dokonał nowego miksu, ale także ponakładał przeróżne efekty, które miały nadać psychodelicznego charakteru. Było to koniunkturalne zagranie - rock psychodeliczny był w tamtych czasach bardziej popularny w Stanach od bluesa. Krasnow zadecydował także, aby album składał się z jednej płyty. Muzycy zostali postawieni przed faktem dokonanym i choć nie wszystkim efekt przypadł do gustu, nie mieli odwagi się sprzeciwiać.

Jak świetny to mógł być album, gdyby został zrealizowany po myśli muzyków, można przekonać się dzięki nagraniom, które po latach wypłynęły na różnych wydawnictwach (część już w 1971 roku, pod tytułem "Mirror Man"). Problemem "Strictly Personal" jest brzmienie. Efekty dźwiękowe zamiast faktycznie dodawać utworom psychodelicznego efektu, powodują raczej wrażenie, jakby materiał był nagrywany na wyjątkowo kiepskim sprzęcie. Partie instrumentalne zlewają się ze sobą i brzmią po prostu beznadziejnie. Szkoda, bo same utwory są całkiem udane. W przeciwieństwie do debiutanckiego "Safe as Milk", materiał jest bardziej jednorodny stylistycznie, zorientowany na granie bluesowe. Raz bliższe korzennego grania w stylu Delty Missisipi (np. "Ah Feel Like Ahcid"), kiedy indziej bluesa chicagowskiego (np. "Gimme Dat Harp Boy"), a czasem stawiające na bluesrockowy czad i improwizację (np. ekspresyjny, pełen pasji "Trust Us" - najbardziej porywający fragment albumu). Często zresztą różne odmiany bluesa mieszają w obrębie jednego kawałka.

Z odpowiednią dla takiej muzyki produkcją, album mógłby naprawdę zachwycić. Bo nie można się tu przyczepić ani do samych kompozycji, ani ich wykonania - nie brakuje tu bowiem porywających partii instrumentalnych (zwłaszcza gitarowych i harmonijkowych), a wokal Kapitana jest wciąż tak samo charyzmatyczny i charakterystyczny, jak na debiucie. Jednak to koszmarne brzmienie odbiera przyjemność ze słuchania.

Ocena: 7/10



Captain Beefheart and his Magic Band - "Strictly Personal" (1968)

1. Ah Feel Like Ahcid; 2. Safe As Milk; 3. Trust Us; 4. Son of Mirror Man - Mere Man; 5. On Tomorrow; 6. Beatle Bones 'n' Smokin' Stones; 7. Gimme Dat Harp Boy; 8. Kandy Korn

Skład: Don Van Vliet (Captain Beefheart) - wokal i harmonijka; Alex St. Clair - gitara; Jeff Cotton - gitara; Jerry Handley - bass; John French - perkusja
Producent: Bob Krasnow


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.