10 listopada 2017

[Recenzja] Gentle Giant - "The Missing Piece" (1977)



1977 rok zapisał się w historii rocka ze względu na eksplozję popularności punk rocka, która niemal całkowicie zmiotła starszych wykonawców. Szczególnie mocno oberwały zespoły progresywne, które nagle z docenianego przez krytyków i słuchaczy zjawiska, stały się obiektem drwin. Poniekąd z własnej winy. Już od jakiegoś czasu wyraźny był spadek jakości ich kolejnych albumów. Jedynie muzykom Pink Floyd udawało się utrzymywać wysoki poziom artystyczny, choć grupa już dawno przestała czymkolwiek zaskakiwać. Inne zespoły wyraźnie się pogubiły, albo uparcie trzymając się swojego stylu i nagrywając coraz gorsze wersje tych samych albumów, na których doprowadzały swoją muzykę do coraz większego absurdu, albo zaczęły się zwracać w stronę coraz prostszej muzyki, nie mającej wiele do zaoferowania pod względem artystycznym.

Nie ominęło to nawet Gentle Giant. Pierwsze oznaki kryzysu objawiły się na albumie "Interview", utrzymanym jeszcze w stylu poprzednich wydawnictw, ale zbyt wtórnym wobec nich i wyraźnie słabszym pod względem kompozytorskim. Longplay okazał się komercyjną klapą, czego nie zamierzał darować grupie jej aktualny wydawca. Przedstawiciele wytwórni wymusili na muzykach, aby kolejny album zawierał bardziej przystępny materiał. W rezultacie nie znajdziemy na "The Missing Pieces" złożonych kompozycji z pomysłowymi, bogatymi aranżacjami i mistrzowskim wykorzystaniem kontrapunktu. To zbiór prostych, dość melodyjnych piosenek. Uproszczeniu uległa warstwa rytmiczna i harmoniczna, zubożono także instrumentarium, całkowicie rezygnując z dęciaków i smyczków.

Bardzo kontrowersyjne są próby dotarcia do nowych słuchaczy, poprzez nawiązania do muzyki funk ("Mountain Time") i punk rocka (surowy, agresywny "Betcha Thought We Couldn't Do It", nie mający kompletnie nic wspólnego z wcześniejszą twórczością grupy, będąc jej całkowitym przeciwieństwem). Nie przekonuje także próba stworzenia radiowego przeboju - komercyjna ballada "I'm Turning Around" nieodparcie kojarzy się z (późniejszymi) przebojami Phila Collinsa. Ogólnie utwory są dość miałkie, pozbawione dobrych melodii (paradoksalnie, znacznie bardziej chwytliwe utwory można znaleźć na poprzednich albumach grupy). Dość przyzwoicie pod względem melodycznym wypada energetyczny otwieracz longplaya, "Two Weeks in Spain". Są też dwie naprawdę dobre kompozycje: dynamiczny "For Nobody", w którym pojawia się odrobina bardziej zakręconego grania, z jakiego zespół wcześniej słynął, a także bardzo zgrabna i niebanalna ballada "Memories of Old Days", która jeszcze mocnej przypomina o dawnej chwale grupy. Niestety, te dwa utwory tylko pogłębiają - na zasadzie kontrastu - wrażenie ogólnej miałkości i twórczej niemocy.

Trudno uwierzyć, że "The Missing Pieces" został nagrany przez ten sam zespół, który w pierwszej połowie dekady wydał siedem genialnych, bezkompromisowych longplayów, będących niedoścignionym wzorcem rocka progresywnego. Co prawda, zespół doszedł do momentu, w którym zmiana stylu była nieodzowna, jednak muzykom nie udało się zdefiniować siebie na nowo w interesujący sposób. Rezygnując niemal całkowicie z tego, czym wcześniej zachwycali, nie dali w zamian niczego ciekawego.

Ocena: 5/10



Gentle Giant - "The Missing Piece" (1977)

1. Two Weeks in Spain; 2. I'm Turning Around; 3. Betcha Thought We Couldn't Do It; 4. Who Do You Think You Are?; 5. Mountain Time; 6. As Old as You're Young; 7. Memories of Old Days; 8. Winning; 9. For Nobody

Skład: Derek Shulman - wokal; Kerry Minnear - instr. klawiszowe, wokal (6), instr. perkusyjne (8); Gary Green - gitara; Ray Shulman - bass, gitara (7), instr. perkusyjne (8); John Weathers - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Gentle Giant


7 komentarzy:

  1. Ale przynajmniej okładka jest najładniejsza jak do tej pory ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie najbardziej podoba się grafika z "Octopus" ;)

      Usuń
    2. Ale mówimy o oryginalnej okładce czy może o wersji na rynek amerykański ;-)

      Usuń
    3. Mam na myśli oryginalną okładkę autorstwa Rogera Deana, ale amerykańska w sumie też jest dobra ;)

      Usuń
    4. No to został jeszcze Giant For A Day i Civilian. Będą?

      Usuń
    5. Nie. Gentle Giant to zbyt fajny zespół, by zmieszać go z błotem, a akurat te dwa albumy na nic więcej nie zasługują.

      Usuń
  2. Ten album po prostu strasznie 'szarpie' - od utworów wg mnie dobrych "Memories" czy "Two Weeks in Spain" (który się bardzo czepia) po kiłowate "I'm turning around" czy 2 ostatnie. Plus kilka utworów którym dostaje się zapewne za to że są autorstwa Gentle Giant -> Taki "Who Do You Think You Are?" jest fajny, a "Mountain Song" też jest spoko dopóki nie wejdą te żeński chórki. Nawet punkowy wybryk nie jest niczym do czego bym się specjalnie czepił. W tych funkach nawet fajnie sprawdza się wokal ;) "Giant for a Day" wysłucham jednak kiedy indziej by nie mieć zestawienia z wcześniejszymi dokonaniami GG

    Myślę, że w wysłuchaniu 3 ostatnich albumów może pomóc jeżeli się zapomni co to za zespół - i co stworzyła do tamtej pory co wcześniej stworzyła ta kapela

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.