18 sierpnia 2017

[Recenzja] King Crimson - "The Power to Believe" (2003)



Charakterystyczną cechą King Crimson zawsze był nieustanny rozwój. Robert Fripp wytrwale realizował swój cel, stąd tak często wymieniał resztę składu, dobierając sobie muzyków, którzy akurat w danej chwili najlepiej pasowali do stale ewoluującego stylu grupy. Tymczasem album "The Power to Believe" - jak dotąd ostatnie studyjne wydawnictwo sygnowane nazwą zespołu - nie tylko został nagrany w tym samym składzie, co poprzedni "The construKction of light", ale także jest jego bezpośrednią kontynuacją. Na szczęście, Fripp i spółka wyciągnęli wnioski z artystycznej porażki tamtego wydawnictwa i nie powtórzyli popełnionych na nim błędów. "The Power to Believe" nie jest tak przytłaczającym albumem, zarówno dzięki bardziej naturalnemu brzmieniu, jak i bardziej różnorodnym kompozycjom.

Podobnie jak na poprzednim albumie, także tutaj zespół chętnie nawiązuje do własnej przeszłości. Tym razem ze znacznie ciekawszym efektem. A sięga do niej zdecydowanie głębiej, bo aż do drugiego w dyskografii "In the Wake of Poseidon". Całość zaczyna się w ten sam sposób - od przewodniego tematu albumu, śpiewanego a capella przetworzonym głosem (tutaj oczywiście w bardziej współczesny, elektroniczny sposób), który nagle ustępuje miejsca ciężkiemu riffowaniu. "Level Five" nie jest jednak tutejszym odpowiednikiem "Pictures of a City", lecz - jak można domyślić się po tytule - piątą odsłoną "Larks' Tongues in Aspic". Zdecydowanie lepszą od dwóch poprzednich, zbyt przekombinowanych części. Piąta część bliższa jest dwóm pierwszym, a więc mamy do czynienia z graniem mocno pokręconym, lecz przemyślanym. Kontrolowany chaos, jak to mawiał sam Fripp. Do odległej przeszłości nawiązuje także inny instrumental, "Elektrik", będący jakby kolejną odsłoną "Fracture", lecz z przestrzennym brzmieniem dwóch przeplatających się gitar, jak za czasów "Kolorowej trylogii".

Z drugiej strony, zespół kontynuuje tutaj elektroniczne eksperymenty ProjeKctów. Znalazła się tu nawet studyjna wersja "Deception of the Thrush" (pod tytułem "The Power to Believe III: Deception of the Thrush"). "Facts of Life (Intro)" i "The Power to Believe IV: Coda" to ambientowe miniaturki, natomiast stopniowo nabierający dynamiki "Dangerous Curves" ma bardzo industrialny charakter. Największe wrażenie robi jednak "The Power to Believe II: Power Circle". W bardzo klimatyczne elektroniczne tło wtopiono świetne partie basu i gitary, a także perkusjonalia brzmiące jak "żywcem" wyjęte ze wstępu pierwszej części "Larks' Tongues in Aspic" - to najpiękniejszy moment całego albumu. Fantastycznie wyszło także połączenie elektroniki z ciężkim, wręcz metalowym graniem w utworach "Facts of Life" i "Happy with What You Have to Be Happy With". Oba utwory brzmią bardzo nowocześnie, słuchać w nich wpływy industrialnego rocka, a także metalu z lat 90., a jednocześnie wciąż czuć w tym crimsonowego ducha. Do tego oba kawałki mają naprawdę dobre melodie. Świetnym dopełnieniem całości jest natomiast delikatna, bardzo ładna ballada "Eyes Wide Open", będąca godnym następcą takich utworów, jak "Walking on Air" czy "Matte Kudasi".

"The Power to Believe" pokazuje, że w XXI wieku wciąż można nagrać naprawdę dobry i prawdziwie progresywny album. Zespół dopracował pomysły ze swoich dwóch poprzednich wydawnictw, dodał trochę smaczków w postaci nawiązań do własnej przeszłości (unikając jednak zbyt dosłownego kopiowania), ale nie pozostał ślepy na to, co wówczas działo się w muzyce. Dzięki temu powstało naprawdę interesujące i unikalne, a także niezwykle świeże połączenie rocka progresywnego, metalu, oraz elektroniki. Same kompozycje też są znacznie lepsze, niż na kilku wcześniejszych albumach. Podsumowując, "The Power to Believe" to największe osiągnięcie King Crimson od czasu "Discipline", a także jeden z najbardziej intrygujących albumów wydanych w obecnym stuleciu. 

Ocena: 8/10



King Crimson - "The Power to Believe" (2003)

1. The Power to Believe I: A Cappella; 2. Level Five; 3. Eyes Wide Open; 4. Elektrik; 5. Facts of Life (Intro); 6. Facts of Life; 7. The Power to Believe II: Power Circle; 8. Dangerous Curves; 9. Happy with What You Have to Be Happy With; 10. The Power to Believe III: Deception of the Thrush; 11. The Power to Believe IV: Coda

Skład: Robert Fripp - gitara i instr. klawiszowe; Adrian Belew - gitara i wokal; Trey Gunn - bass, Warr guitar; Pat Mastelotto - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Robert Fripp, Gene "Machine" Freeman i David Singleton


5 komentarzy:

  1. Który skład King Crimson był według Ciebie najlepszy? Cholernie trudny wybór.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy pod jakim względem. Najlepszy pod względem umiejętności był skład Fripp/Belew/Levin/Bruford, ale jeśli chodzi o koncertowe improwizacje, to najlepiej się w nich sprawdzał skład Fripp/Wetton/Bruford. Osobiście mam największy sentyment do oryginalnego składu, który był najlepszy w komponowaniu. Ten z "Islands" też był niezły.

      Usuń
  2. Pominięcie Davida Crossa w drugim z tych składów było celowe ? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podświadome ;) Masz rację, ta trójka nie grała przecież koncertów bez Crossa. On jednak podczas improwizacji zwykle nie odgrywał istotnej roli, trzymał się w tle, podczas gdy pozostała trójka wchodziła ze sobą w interakcję.

      Usuń
    2. Dużo w tym prawdy, choć swoje 5 minut miewał, a skoro potrafił cierpliwie tworzyć pole do improwizacji dla reszty, będąc integralną częścią koncertów, to jak dlz mnie duży plus. Zawsze uważałem, że najlepszy muzyk to taki, który wie, kiedy może się popisywać, a kiedy powinien się nie wpiepszać. Granie dobrej muzyki uczy pokory

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.