4 sierpnia 2017

[Recenzja] King Crimson - "The construKction of light" (2000)



"The construKction of light" to prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjny studyjny album King Crimson, często uznawany po prostu za najsłabszy. Zespół przystąpił do jego nagrywania w drugiej połowie 1999 roku, po zakończeniu koncertowania jako tzw. "ProjeKcty". W składzie zabrakło Billa Bruforda i Tony'ego Levina. Pierwszy z nich odszedł z powodu narastającego konfliktu z Robertem Frippem, oraz różnic artystycznych (coraz bardziej nużyło go granie rocka, chciał realizować swoje jazzowe ambicje); drugi natomiast zaangażował się w pomoc innym wykonawcom jako muzyk sesyjny i koncertowy, przez co nie miał już czasu dla Crimson. Mało brakowało, a z zespołu odszedłby także Adrian Belew, pesymistycznie nastawiony do przyszłości zespołu i zmęczony dyktaturą Frippa. Ostatecznie jednak dał się odwieść od swojego zamiaru. W składzie pozostali także Trey Gunn i Pat Mastelotto. Fripp żartobliwie określił to wcielenie grupy jako "podwójny duet".

"The construKction of light" pod względem brzmienia jest najbardziej przytłaczającym, najcięższym i najbrzydszym albumem King Crimson. Wynika to po części z jego masteringu - wszystkie ścieżki instrumentalne i wokalne są tak samo głośne, czego efektem jest brak dynamiki i irytujące natężenie dźwięku. Ale jest też wynikiem samych kompozycji, rozwijających pomysły, jakie narodziły się podczas koncertowych improwizacji "ProjeKctów". Jest to zatem granie bardzo eksperymentalne, pokręcone, pozbawione wyraźnych struktur, a często zupełnie niemelodyczne. Gitary są mocno przesterowane lub przetworzone innymi efektami, perkusja brzmi elektronicznie, a w tle czasem pojawiają się ambientowe klawisze. Znaczna część albumu jest instrumentalna, a gdy już pojawia się wokal Belewa, to zawsze elektronicznie zmodyfikowany na różne sposoby.

Najgorsze jednak, że zespół wyraźnie nie miał wystarczająco pomysłów, by zapełnić cały album. Świadczą o tym... nowe opracowania starych pomysłów. Dziewięciominutowy "FraKctured" to nic innego, jak wariacje na temat solówki Frippa z "Fracture" (utworu z wydanego w 1974 roku "Starless and Bible Black"), bardzo zresztą monotonne i nużące. Z kolei trwająca blisko kwadrans (razem z wyróżnioną jako osobny utwór kodą) czwarta odsłona "Larks' Tongues in Aspic" sprawia wrażenie przypadkowego zlepku różnych motywów. To takie granie dla samego grania, gdzie muzycy popisują się swoimi technicznymi umiejętnościami, ale absolutnie nic z tego nie wynika. Dopiero podczas wspomnianej kody ("Coda: I Have a Dream") utwór nabiera bardziej konkretnego kształtu, ale te kilka ostatnich minut nie jest już w stanie go uratować. Te dwa długie utwory to razem blisko połowa całego albumu. Dwadzieścia pięć minut zbytecznego, zupełnie nieinspirującego grania.

Nieco ciekawiej prezentuje się reszta longplaya. Bardzo dobre wrażenie wywołuje tytułowy "The ConstruKction of Light", z intrygująco przeplatającymi się partiami dwóch gitar, których czyste brzmienie wywołuje natychmiastowe skojarzenia z "Kolorową trylogią". W ostatniej części utworu (wyróżnionej na płycie jako osobna ścieżka) pojawia się bardzo chwytliwa partia wokalna Belewa - jest to jedyny tak melodyjny fragment albumu. No dobrze, jest jeszcze "Into the Frying Pan", udający konwencjonalną rockową piosenkę, ale ani przez chwilę nią nie będący. Melodia jest tu całkiem nośna, lecz muzycy nie zrezygnowali ze zgrzytliwego, przetworzonego brzmienia i swojej skłonności do udziwniania. Nieźle wypada także otwierający całość "ProzaKc Blues" - crimsonowa, a więc mocno zakręcona, wersja bluesa. Utwór opiera się na zaskakująco, w kontekście tego longplaya, wyrazistym motywie. Wyróżnia się także kuriozalną partią wokalną, wyraźnie inspirowaną Captainem Beefheartem. Całości dopełnia "The World's My Oyster Soup Kitchen Floor Wax Museum", czyli - jak można domyślić się po samym tytule - najbardziej zwariowany kawałek, tak muzycznie, jak i wokalnie.

A tak, jest jeszcze bonusowy "Heaven and Earth", bardzo elektroniczny, momentami wręcz ambientowy. To zapowiedź tak samo zatytułowanego albumu, wydanego jeszcze w tym samym roku, pod szyldem ProjeKct X. Zawarte są na nim improwizacje (włącznie z nieznacznie dłuższą wersją "Heaven and Earth") zarejestrowane podczas sesji nagraniowej "The construKction of light", charakteryzujące się jeszcze bardziej eksperymentalnym charakterem. Słychać w tej muzyce silne wpływy ówczesnej elektroniki - ambientu, industrialu, IDMu (czyli Intelligent Dance Music). Bardziej rockowe, gitarowe dźwięki pojawiają się tylko w niektórych nagraniach. Dla stricte rockowych słuchaczy taka muzyka może być niesłuchalna. Jednak bez wątpienia jest ona bardziej intrygująca i inspirująca, niż połowa materiału z albumu wydanego jako King Crimson.

W chwili wydania "The construKction of light" był najsłabszym albumem opublikowanym pod nazwą King Crimson. Poziom zaniżają dwa najdłuższe, przekombinowane utwory. Gdyby je usunąć, zostałaby cztery solidne kompozycje - w sam raz na porządną EPkę, zasługującą na zdecydowanie wyższą ocenę. Ewentualnie, repertuaru mogłyby dopełnić elektroniczne eksperymenty z "Heaven and Earth" - ale to mogłoby negatywnie wpłynąć na spójność całości, powstał by album o dwóch zupełnie różnych obliczach.

Ocena: 6/10

Ocena "Heaven and Earth": 7/10



King Crimson - "The construKction of light" (2000)

1. ProzaKc Blues; 2. The ConstruKction of Light; 3. Into the Frying Pan; 4. FraKctured; 5. The World's My Oyster Soup Kitchen Floor Wax Museum; 6. Larks' Tongues in Aspic (Part Four); 7. Coda: I Have a Dream; 8. Heaven and Earth

Skład: Robert Fripp - gitara i instr. klawiszowe; Adrian Belew - gitara i wokal; Trey Gunn - bass, Warr Guitar; Pat Mastelotto - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: King Crimson


ProjeKct X - "Heaven and Earth" (2000)

1. The Business of Pleasure; 2. Hat in the Middle; 3. Side Window; 4. Maximizer; 5. Strange Ears (aging rapidly); 6. Overhead Floor Mats Under Toe; 7. Six O'Clock; 8. Superbottomfeeder; 9. One E And; 10. Two Awkward Moments; 11. Demolition; 12. Conversation Pit; 13. Cin Alayı; 14. Heaven and Earth; 15. Belew Jay Way

Skład: Robert Fripp - gitara, efekty; Adrian Belew - gitara, perkusja (3); Trey Gunn - bass, gitara barytonowa; Pat Mastelotto - perkusja, instr. perkusyjne, loopy
Producent: Pat Mastelotto i Bill Munyon



5 komentarzy:

  1. To teraz już tylko "Power To Believe" :) Pojawi się też "Scarcity Of Miracles"? Mimo innego szyldu, każdy chyba dobrze wie, że to także album King Crimson.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tyle pomyj i dziegciu (połowa płyty do dupy) a ostateczna ocena jest stosunkowo wysoka.

    Czy Ty aby po prostu nie lubisz KC i nie windujesz ocen z powodu sympatii? Jakby taką płytę nagrał jakiś świeży wówczas wykonawca to nie dostałby batów i ochrzanu za kopiowanie KC?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta połowa jest słaba jak na King Crimson. Nie jest całkiem do dupy, po prostu ten zespół wcześniej było zawsze stać na znacznie więcej, niż kopiowanie samego siebie. Gdyby taki album nagrał jakiś początkujący wykonawca, to byłbym pod wrażeniem i przyznał co najmniej punkt więcej.

      Usuń
    2. Ja akurat dałbym wręcz jeden punkt więcej temu albumowi. Uważam, że ocena pozytywna jest tu jak najbardziej na miejscu. Za same przenikające się gitary w utworze tytułowym należą się laury. Oczywiście, robili to już wcześniej, ale nikt chyba nie potrafił czegoś takiego zrobić tak jak Fripp i Belew. To niemalże wizytówka tego duetu, jak młynek Pete'a Townshenda albo Duckwalk Chucka Berry'ego (Owszem, Angus Young też go później wykonywał, ale to jednak już nie to samo)

      Usuń