10 lipca 2017

[Recenzja] Fifty Foot Hose - "Cauldron" (1967)



O grupie Fifty Foot Hose wspominałem już w recenzjach zespołów The United States of America i Silver Apples. Właściwie powinienem opisać ją wcześniej, gdyż to właśnie ona jako pierwsza zdecydowała się urozmaicić muzykę rockową odważnym wykorzystaniem prymitywnych syntezatorów, własnoręcznie zbudowanych z generatorów drgań, oscylatorów i innych urządzeń. Jej jedyny album, zatytułowany "Cauldron", ukazał się już w grudniu 1967 roku, wyprzedzając o cztery miesiące jedyny longplay The USA, a debiut Silver Apples o siedem. Warto jednak podkreślić, że dzieło Fifty Foot Hose nie jest tak radykalne, jak twórczość Silver Apples (w której całe instrumentarium jest zredukowane do generatora drgań i perkusji) i odrobinę mniej eksperymentalne od dokonań The USA. Większość nagranych przez zespół utworów, mimo zastosowania elektroniki, ma zdecydowanie rockowy charakter.

Założycielem Fifty Foot Hose był Cork Marcheschi, wcześniej basista rhythm'n'bluesowego Ethix. Zespół ten nie zdobył popularności, warto jednak wspomnieć o wydanym przez niego w 1966 roku singlu z utworem "Bad Trip" - bardzo eksperymentalną, atonalną improwizacją, którą, zgodnie z zamysłem członków zespołu, można odtwarzać z dowolną prędkością*. Marcheschi w tamtym czasie zainteresował się twórcami muzyki eksperymentalnej i elektronicznej, takimi jak Terry Riley, John Cage, czy Edgard Varèse. Pod ich wpływem skonstruował własny syntezator (używając do tego m.in. thereminu, gitarowych efektów, kartonowej tuby i głośnika z bombowca z czasów drugiej wojny światowej), który zamierzał wykorzystać w swoim nowym projekcie. Wkrótce nawiązał współpracę z wokalistką Nancy Blossom i jej mężem, gitarzystą Davidem Blossomem. Trio nagrało demo, dzięki któremu udało się podpisać kontrakt. Przed nagraniem albumu, skład został rozszerzony o drugiego gitarzystę Larry'ego Evansa, basistę Terry'ego Hansleya, oraz perkusistę Kima Kimseya.

Pierwszą stronę longplaya wypełniają głównie rockowe piosenki - bardzo przyjemny, chwytliwy "If Not This Time", nieco beatlesowski "The Things That Concern You" (jedyny utwór, w którym rolę wokalisty pełni Evans), oraz ostry, oparty na przesterowanych gitarach "The Things That Concern You", z odpowiednio agresywnym śpiewem Nancy. Barwa jej głosu kojarzy się z Dorothy Moskowitz, jednak o ile śpiew wokalistki The USA wydaje się być celowo beznamiętny, tak śpiew Blossom przepełniony jest emocjami. Zazwyczaj śpiewa jednak dużo subtelniej, co wychodzi jej przepięknie. Warstwa instrumentalna we wspomnianych utworach zdominowania jest przez rockowe instrumentarium, a rola elektroniki ogranicza się do wypełniania przestrzeni dodatkowymi dźwiękami. Są tu też jednak takie rzeczy, jak dwuminutowe intro "And After", czy trzy króciutkie przerywniki ("Opus 777", "Opus 11", "For Paula"), które w całości składają się z elektronicznego buczenia.

Bardziej eksperymentalny charakter ma druga strona albumu. Nawet w najbardziej piosenkowych "Rose" i "God Bless the Child" (oryginalnie wykonywanym przez Billie Holiday) elektronika odgrywa większą rolę, dopełniając pozostałe instrumenty w bardziej zdecydowany sposób. To jednak nic przy tym, co dzieje się w dwóch pozostałych utworach. Dziesięciominutowy, w znacznej części instrumentalny "Fantasy" to prawdziwy psychodeliczno-spacerockowy odlot, z hipnotyzującą grą sekcji rytmicznej, długimi gitarowymi solówkami i podkreślającymi "kosmiczny" klimat syntezatorami. Niesamowicie wypada krótka część wokalna, z rewelacyjnym śpiewem Nancy. Najbardziej niekonwencjonalny utwór pojawia się natomiast na sam koniec. Finałowy "Cauldron" zdominowany jest przez brzmienia syntezatora, pozamuzyczne odgłosy i elektronicznie zmodyfikowany wokal. Brzmi to naprawdę dziwnie i wręcz złowieszczo. Żaden rockowy zespół nie nagrał wcześniej niczego podobnego. Za to naśladowców było wielu.

Rok 1967 przyniósł wiele przełomowych albumów, a "Cauldron" bez wątpienia jest jednym z nich, choć nie wymienia się go jednym tchem z innymi. To jednak wyłącznie kwestia tego, że w chwili wydania longplay został praktycznie niezauważony. Wydany przez małą wytwórnię i niepromowany żadnym singlem, rozszedł się w bardzo małej ilości egzemplarzy. Dopiero po latach zespół dorobił się kultowego statusu - choć w nieco mniejszym stopniu, niż pozostali, wspomniani we wstępie, pionierzy łączenia muzyki rockowej z elektroniką. 

Ocena: 8/10

* Utwór "Bad Trip", choć nagrany przez inny zespół, jest obecny na niektórych kompaktowych reedycjach "Cauldron". Wydanie z 1996 roku ("Cauldron... Plus Rare and Unissued Tracks") zawiera dwie wersje utworu - obie zgrane z oryginalnego singla, ale pierwsza po odtworzeniu go z prędkością 33 rpm, a druga 45 rpm. Pozostałe bonusy to kawałek "Skin" (strona A tego samego singla), oraz cztery nagrania demo, zarejestrowane już przez Fifty Foot Hose. 



Fifty Foot Hose - "Cauldron" (1967)

1. And After; 2. If Not This Time; 3. Opus 777; 4. The Things That Concern You; 5. Opus 11; 6. Red the Sign Post; 7. For Paula; 8. Rose; 9. Fantasy; 10. God Bless the Child; 11. Cauldron

Skład: Nancy Blossom - wokal; Cork Marcheschi - syntezator, theremin; Larry Evans - gitara, wokal (4); David Blossom - gitara, pianino, zanza; Terry Hansley - bass; Kim Kimsey - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Dan Healy


3 komentarze:

  1. Znakomity album, świetnie, że go przypomniałeś! Jak dla mnie to trochę takie Jefferson Airplane z "After Bathing at Baxter's", tylko mniej naćpane, a bardziej świadome tych wszystkich eksperymentów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jefferson Airplane też wkrótce powinno się tu pojawić. Podobnie jak Grateful Dead.

      Usuń
  2. Oj będzie ciężko. Paskudnie nierówne kapele nas czekają....

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.