3 maja 2017

[Blog] 5 lat Rock'n'Roll Will Never Die!



Dokładnie pięć lat temu, 3 maja 2012 roku, został opublikowany pierwszy wpis na Rock'n'Roll Will Never Die! - recenzja debiutanckiego albumu Black Sabbath. Od tamtej pory przybyło tutaj ponad tysiąc dwieście recenzji i artykułów, prawie trzy tysiące komentarzy, a całkowita liczba wyświetleń strony zbliża się do miliona, natomiast fanpage został polubiony przez ponad sześćset osób. 

5 najwyżej ocenionych albumów z ostatniego 5-lecia:


Na koniec tego okolicznościowego wpisu chciałbym podziękować wszystkim regularnym Czytelnikom, dzięki którym strona cały czas się rozwija (choć nie wszystkie sugestie i prośby jestem w stanie realizować). Zachęcam do dalszego odwiedzania, bo przez ostatnie pięć lat zdołałem zaprezentować ledwie niewielką część wartej poznania muzyki.

18 komentarzy:

  1. Szczere gratulacje Paweł. Czekam na recenzje, zarówno tej wartej i niewartej poznania muzyki. Statystyki robią wrażenie, oby ten blog był prowadzony jak najdłużej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pawle!
    Gratulacje.
    Dzięki za muzę, którą dzięki Twoim recenzjom poznałem lub odkryłem na nowo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję!!! Dzięki za fascynujące dyskusje muzyczne. Ten blog dostarczył mi mnóstwo świetnej muzyki. Pozdrawiam i trzymaj tak dalej.

    OdpowiedzUsuń
  4. stary dobry nieznajomy3 maja 2017 22:53

    Super że tyle już działasz, to prawdziwy Long Live Rock 'n' Roll!

    I nie wkurzaj się na moje komentarze, chcę dobrze :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratulacje z okazji jubileuszu. Odwiedzam ten blog w miarę regularnie od blisko roku. Przeczytałem większość recenzji i wyłania się z niego obraz autora którego gust muzyczny, preferencje i sposób postrzegania
    muzyki ewaluował . Początkowe recenzje płyt oceniane były z pozycji hardrockowca ale z czasem dojrzałeś i oceniasz
    płyty z szerszej perspektywy. Zresztą twoje spektrum zainteresowań jest zdecydowanie obszerniejsze i bardziej zróżnicowane. Zgadzam się z większością twoich ocen, choć niektóre porównania zespołów czy wokalistów mnie śmieszą ale generalnie jestem pełen podziwu dla twojej wiedzy,dociekliwości ,elokwencji i pasji. To najciekawszy blog w języku polskim o szeroko pojętym rocku na jaki natrafiłem.Bawią mnie określenia w rodzaju „pudelmetalowe trendy” bo podobnie jak ty nie cierpię „hair metalu” czy przereklamowanych kapel pokroju U2,Aerosmith jak też tych odcinających kupony od dawnej sławy.Czasami nadużywasz określenia o braku spójności bo w wielu wypadkach wg mnie jest to nieadekwatne do zawartości i konstrukcji płyty.Zresztą ja bardzo lubię eklektyzm ten dobrze pojęty ,nie znoszę nudnych sztampowych produkcji. Ani tych bardzo długich CD,dlatego zbieram winyle głównie te stare choć czasami zmuszony jestem kupić podobnie jak ty reedycję ze względu na kosmiczną cenę lub brak dostępności lp.
    Na swoim blogu opisujesz kapele i płyty które doskonale znam.Jedyne wydawnictwo które poznałem dzięki tobie
    to Ahbury ”Endless Skies”.Dzięki serdeczne ,bardzo mi się podoba.Napisałeś przy okazji jednej z recenzji” W czasach kiedy nie powstaje już tyle dobrej muzyki wiele radości daje odkrywanie niedocenionych wydawnictw sprzed lat”
    Ja je odkrywam od lat najpierw poprzez skrypty czy kolekcjonerów obecnie dzięki internetowi. To tzw.”rarytasowy rock” kultowe pozycje dla zbieraczy „placków”.Trochę ich już się pojawiło na twoim blogu, ale jeśli pozwolisz od czasu do czasu podrzucę ci trochę wartych poznania wydawnictw bo jest tego mnóstwo . Na razie 20 dość zróżnicowanych stylistycznie. Jeszcze raz gratuluję życząc powodzenia i wytrwałości ,a tych wątpiących czy będziesz miał o czym pisać uspakajam nie ma obaw jest tego tyle że można tak do „końca świata i o jeden dzień dłużej” czego panie Pawle życzę ponieważ „Rock’n’roll will never die”!
    THORS HAMMER – same
    WOODY KERN -THE AWFUL DISCLOSURES OF MARIA MONK
    CHARLIES – BUTTOCKS
    FELT- same
    MISSING LINK – NEVERGREEN!
    GRAVESTONE – DOOMSDAY
    CULPEPER’S ORCHARD – same
    EELA CRAIG – same
    TONTON MACOUTE – same
    MURPHY BLEND – FIRST LOSS
    FLAX – ONE
    SPIRIT OF JOHN MORGAN – same
    NOSFERATU – same
    CREATIVE ROCK – GORILLA
    THIRSTY MOON – YOU’LL NEVER COME BACK
    ZARATHUSTRA – same ‘72
    BULBOUS CREATION – YOU WON’T REMEMBER DYING
    NORMAN HAINES BAND – DEN OF INIQUITY
    JONESY – NO ALTERNATIVE
    MOSES - same

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za tak wyczerpujący komentarz, niepozbawiony odrobiny (zapewne zasłużonej) krytyki. Pozwól, że odniosę się tylko do niektórych fragmentów.

      Po pierwsze, mój gust rzeczywiście ewoluował w ciągu tych pięciu lat, ale to nie znaczy, że wcześniej słuchałem wyłącznie rocka. Jakiś czas temu zajrzałem na swój porzucony profil na Last.fm i ze zdziwieniem przypomniałem sobie, że w latach 2010-12 słuchałem bardzo różnorodnych rzeczy. Przeważał rock i metal, ale było też trochę bluesa i jazzu, a nawet klasyka, muzyka elektroniczna, pop i hip-hop. Znałem już wtedy kilka albumów, które dopiero niedawno zrecenzowałem lub się do tego przymierzam. Myślę, że w sporym stopniu ograniczyło mnie stworzenie tego bloga, bo założyłem, że będę pisał tylko o rocku i metalu, bo tych gatunków słuchałem najchętniej i najwięcej o nich wiedziałem. Jednocześnie przestałem słuchać innej muzyki. To było głupie i z czasem odbiło się na jakości publikowanych tu treści. W 2014 zacząłem prezentować wielu wykonawców, którzy co najwyżej średnio mnie obchodzili i pisanie o nich mnie męczyło, co pewnie jest widoczne w tych tekstach. Punktem zwrotnym było przypomnienie sobie o grupie Cream - wtedy całkiem wsiąkłem w muzykę bluesrockową i bluesową, a blog przeżył prawdziwy renesans ;) Wzrosło zainteresowanie Czytelników i - przynajmniej tak mi się wydaję - poziom tekstów. Minęło jednak jeszcze trochę czasu, zanim znów zacząłem chętniej słuchać innych stylów i gatunków.

      Zarzut o niespójność rzeczywiście często się pojawia, ale nie ma wiele wspólnego z eklektyzmem. Też lubię zróżnicowane albumy - przecież słucham głównie muzyki z drugiej połowy lat 60. i pierwszej połowy 70., a wtedy większość longplayów taka była. Wielu wykonawcom udawało się mimo tego zachować spójność i rozpoznawalność, ale zdarzają się też albumy brzmiące - przynajmniej dla mnie - jak składanka typu "various artists". I tylko tym ostatnim zarzucam niespójność. Możliwe nawet, że częściej piszę tak o longplayach, które są nierówne pod względem poziomu poszczególnych utworów.

      Z podanej listy znam część albumów, a o Murphy Blend i Culpeper's Orchard pisałem, ale tylko ta druga recenzja została ukończona i opublikowana. Część pozostałych znam z nazwy, ale kilka jest dla mnie zupełną nowością - z pewnością się z nimi zapoznam.

      Usuń
    2. To tylko parę dosyć popularnych tytułów jeśli jesteś zainteresowany co jakiś czas podeślę ich dalszą część oraz prawdziwe "wynalazki"wśród których sporo tzw"private pressing".
      A propos książek i okładek gorąco polecam Mateusz Torzecki – Okładki płyt. Rzecz o wizualnym uniwersum albumów muzycznych.

      Usuń
  6. Jeszcze jedno zdanie dotyczące Demon Fuzz- Afreaka!Mam to na winylu ale swego czasu kupiłem też lp SOD -same z 1971.Myślę że przypadnie do gustu miłośnikom Demonów.
    Tu link do odsłuchu :https://www.youtube.com/watch?v=gBwVgj1Ym2Q

    OdpowiedzUsuń
  7. Na zakończenie odnośnie wątku pana awersji do grup zza oceanu to też ją podzielam choć jak pisali inni parę fajnych kapel by się tam znalazło.Recenzował pan np.Grand Funk wobec tego dlaczego nie pojawiły się oceny trzech pierwszych lp BLOODROCK dziwi mnie brak STEVIE RAY VAUGHANA z mniej znanych polecam GYPSY -IN THE GARDEN , BOOMERANG -S/T '71 , TIN HOUSE,BULL ANGUS czy ILMO SMOKEHOUSE a przy okazji recenzji WARPIG dwa inne kanadyjskie bandy SEX-same i "The End Of My Life" oraz grupę ELLISON

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja awersja dotyczy wyłącznie grup grających prostego, komercyjnego i kompletnie pozbawionego ambicji rocka. Większość, a przynajmniej znaczna część z nich to Amerykanie (Kiss, Aerosmith, Ramones, cały pudel metal), choć i w Europie takich nie brakuje (np. Europe, Rainbow z lat 80., itd).

      Dlaczego nie zrecenzowałem wymienionych wykonawców? Z tego samego powodu, dla którego nie opisałem jeszcze wielu innych, nierzadko znacznie (przynajmniej dla mnie) lepszych - nie jestem maszyną piszącą od rana do wieczora przez siedem dni w tygodniu.

      Usuń
  8. Rozumiem, ale i tak jest Pan dość płodnym blogerem a blog jest przejrzysty i bardzo uporządkowany co się rzadko zdarza.Już naprawdę na zakończenie tego wątku ponieważ ja mam (w przeciwieństwie do Pana)raczej słomiany zapał i są to moje pierwsze komentarze na jakimkolwiek blogu pozwolę sobie zamieścić jeszcze parę płyt wartych poznania oczywiście według mnie :
    MINOTAURUS - FLY AWAY
    FLIED EGG - DR'SIEGEL FRIED EGG SHOOTING MACHINE
    TASAVALLAN PRESIDENTTI - S/T
    McCHURCH SOUNDROOM - DELUSION
    ODIN-S/T
    SATIN WHALE - DESERT PLACES
    McOIL - ALL YOUR HOPES
    SECOND MOVEMENT - BLIND MAN'S MIRROR
    THREE MAN ARMY- A THIRD OF A LIFETIME
    SUGARLOAF - S/T
    THE OLD MAN & THE SEA - S/T
    SVANFRIDUR - WHAT'S HIDDEN THERE ?
    LIZARD - BAD COMPANIONS
    JODY GRIND - FAR CANAL
    PROSPER - BROKEN DOOR
    MIDNIGHT SUN - S/T
    ELECTRIC SANDWITCH - S/T
    RAW MATERIAL - TIME IS
    RIFF-RAFF - ORIGINAL MAN
    Gdyby Pan uznał że moje sugestie mogą się do czegoś przydać proszę pisać na adres Wirtualnej Polski(wp)wcześniej wstawiając nazwę ostatniego z wymienionych zespołów.Jeszcze raz gratuluję z okazji jubileuszu.Wszystkiego dobrego.

    OdpowiedzUsuń
  9. Pojawią się recenzje Pretty Things? Przepraszam że wszędzie tylko te pytania, ale nie jestem najlepszy w pisaniu pochwał. A się należą, bo to najlepszy polski blog o muzyce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam tego zespołu w planach, przynajmniej na razie. Oczywiście znam najważniejsze albumy, czyli "Parachute" i "S.F. Sorrow", więc możliwe, że kiedyś je opiszę.

      Usuń
  10. Podzielam Opinie co do takich zespołow jak Aerosmith,Kiss czy Cheap Trick,totalnie miałkie,generyczne i nużące brzmienie;przy czym Aerosmith to taka ameryańska wersja Rolling Stonsów a Kiss wersja Queen.Natomiast polecił bym zwróćic uwagę np.zespół Styx,może zrecenzujesz coś z niego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to nie jest czasem jakiś AOR w stylu Journey, wymieszany z pseudo-progresem a'la Kansas?

      Usuń
    2. Ja tam lubie AOR,muzyka raczej lekka i przyjemna.Nawet Alice Cooper i Cher na swoich albumach z 1989 go grali.

      Usuń
  11. Nie czytałem bloga od samego początku, ale, pamiętając cię jeszcze z dawnych czasów Miastamuzyki, trochę tak się czuję. :P Ciekawie było patrzeć, jak przez lata twój styl jako recenzenta stopniowo się ulepsza, a smak zmienia, nawet jeśli nigdy zbytnio nie byliśmy muzycznie na tej samej orbicie, myślę, że to po prostu rzetelność i talent 'pisarski'. Gratuluję jubileuszu i oby następne 5 (a nawet i więcej) lat było równie dobre!

    A no i: Pozdrawiam serdecznie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, miło "usłyszeć" takie słowa od starego (nie)znajomego, który pewnie nie wiele znajduje tutaj dla siebie ;)

      Usuń