9 maja 2017

[Recenzja] Alice Coltrane - "Journey in Satchidananda" (1971)



Na początku lat 70., Alice Coltrane, poszukując religijnej i duchowej prawdy, poznała hinduskiego guru Swamiego Satchidanandę. Za jego namową, udała się do Indii, gdzie rozwijała swoje zainteresowanie filozofią wschodu oraz hinduizmem, przyjmując nawet nowe imię, Swamini Turiyasangitananda. Doświadczenia te miały istotny wpływ na charakter jej kolejnego albumu, "Journey in Satchidananda", mocno inspirowanego muzyką hinduską.

Znaczna część longplaya została zarejestrowana w nowojorskim studiu Alice, podczas jednodniowej sesji, w listopadzie 1970 roku. W nagraniach ponownie wziął udział Pharoah Sanders, a także perkusista Rashied Ali (współpracownik Johna Coltrane'a w jego ostatnich latach życia; grał również na debiucie Alicji, "A Monastic Trio"), basista Cecil McBee (lista muzyków z którymi współpracował jest tak długa, że nawet wymienienie tych najsłynniejszych zajęłoby zbyt wiele miejsca), oraz indyjski muzyk Tulsi, grający na tamburze - instrumencie podobnym z wyglądu i brzmienia do sitaru, jednak nie służącym do grania melodii, a monotonnego, mantrowego akompaniamentu sprzyjającego medytacji.

Dwa pierwsze utwory, tytułowy "Journey in Satchidananda" i "Shiva-Loka", mają podobny, mantrowy charakter. Dominującą rolę pełnią w nich harfa i tambura, tworzące prawdziwie mistyczny klimat, ciekawie dopełniany jazzową grą schowanej w tle sekcji rytmicznej i - tylko w drugim z nich - saksofonową solówką Sandersa. Króciutki, niespełna trzyminutowy "Stopover Bombay", klimatem bliższy jest poprzedniego albumu Alice, "Ptah, the El Daoud". Zbudowany na wyrazistej partii kontrabasu, której towarzyszą pianino, saksofon i gęste tło perkusyjnych talerzy. W "Something About John Coltrane" wraca brzmienie tambury, tym razem jednak pełni rolę tła dla fortepianowych pasaży Alice, basowych popisów Cecila McBee i niemal freejazzowych solówek Pharoaha. Utwór powstał na bazie tematów wymyślonych przez Johna Coltrane'a, co tłumaczy jego tytuł.

Ostatni utwór, "Isis and Osiris", został zarejestrowany nieco wcześniej, a mianowicie w lipcu 1970 roku, podczas nowojorskiego koncertu Alice Coltrane. Towarzyszył jej wówczas skład złożony z Sandersa, Aliego, a także basisty Charliego Hadena (kolejnego instrumentalistę, który wspomagał niezliczonych artystów, nie tylko jazzowych) i Vishnu Wooda, grającego na oudzie - arabskim instrumencie przypominającym gitarę akustyczną, ale pozbawionym progów. Zgodnie z tytułem (Izyda i Ozyrys to starożytni bogowie egipscy), klimat jest tym razem bardziej bliskowschodni, ale zupełnie inny, niż na "Ptah, the El Daoud", dzięki długiej solówce Wooda, nadającej arabskiego charakteru. Pomimo innych inspiracji, utwór nie odstaje od reszty albumu, posiada ten sam, hipnotyzujący nastrój.

"Journey in Satchidananda" to kolejny rewelacyjny album Alice Coltrane i jeden z najwspanialszych przykładów spiritual jazzu. Klimat tego albumu jest naprawdę niesamowity i wciągający. Żadne słowa go nie oddadzą, najlepiej więc samemu posłuchać, do czego gorąco zachęcam.

Ocena: 9/10



Alice Coltrane - "Journey in Satchidananda" (1971)

1. Journey in Satchidananda; 2. Shiva-Loka; 3. Stopover Bombay; 4. Something About John Coltrane; 5. Isis and Osiris

Skład: Alice Coltrane - harfa i pianino; Pharoah Sanders - saksofon, instr. perkusyjne; Rashied Ali  - perkusja; Tulsi - tambura (1-4); Cecil McBee - kontrabas (1-4); Majid Shabazz - instr. perkusyjne (1-4); Vishnu Wood - oud (5); Charlie Haden - kontrabas (5)
Producent: Alice Coltrane i Ed Michel


2 komentarze:

  1. Ta płyta to chyba jedna z najszerzej otwartych dla rockowego słuchacza bram do muzyki jazzowej...

    OdpowiedzUsuń