8 kwietnia 2017

[Blog] Looking Back: luty / marzec

Winyle, wszędzie winyle. W Biedronce, w Lidlu... Nawet giełdy płytowe odbywają się już nie tylko w małych klubach, a w centrach handlowych. Przyznam, że patrzę na to z niepokojem. Bo wzrost zainteresowania to wzrost cen. Te już są znacznie wyższe, niż sześć, siedem lat temu, gdy sam zainteresowałem się czarnymi krążkami. Trudniej też zdobyć rzadsze tytuły. O ofercie marketów nawet nie warto wspominać - kilka przypadkowych tytułów popularnych wykonawców (i to remasterowanych). Ale i na giełdach przeważają tytuły dla początkujących. Mdli mnie już na samą myśl przerzucania setek okładek Genesis, Pink Floyd, Led Zeppelin czy Deep Purple - tylko po to, by przekonać się, że znów żaden wystawca nie zabrał ze sobą płyt takich wykonawców, jak Gentle Giant, Roy Harper, Comus, Rory Gallagher, czy John Mayall. Jeszcze gorzej wyglądają przegródki z jazzem - mnóstwo vocal jazzu, a brak takich klasyków, jak "In a Silent Way" Milesa Davisa, albo "Blue Train" Johna Coltrane'a. Aż dziw, że w na ostatniej giełdzie udało mi się znaleźć album "Ptah, the El Daoud" Alicji Coltrane, którego bezskutecznie szukałem w Internecie.

Czerwone okładki.

Aukcje internetowe pozostają jednak najlepszym rozwiązaniem dla osób poszukujących mniej popularnych wydawnictw. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy udało mi się wylicytować kilka poszukiwanych od dłuższego czasu albumów: "Halfbreed" The Keef Hartley Band, "Live" Beck, Boggert & Appice, "In a Glass House" Gentle Giant, oraz "Stormcock" Roya Harpera. Poza tym uzupełniłem kolekcję o "USA" King Crimson i "Black Rose" Thin Lizzy (ten ostatni w sumie kupiłem tylko dla jednego, ale mojego ulubionego utworu grupy - "Róisín Dubh"). Zupełnie przypadkiem wszystkie okładki idealnie pasują do siebie pod względem kolorystycznym. 

Czarne i niebieskie okładki.

W tym okresie nie tylko kupowałem, ale także pozbyłem się części swojej kolekcji - w sumie ośmiu albumów, które tylko kurzyły się na półce (m.in. "Blackout" Scorpions, "Lock Up the Wolves" Dio, "Signals" Rush, "The Broadsword and the Beast" Jethro Tull). Nie zależy mi na zebraniu ogromnej ilości płyt, z których większości nie będę nawet słuchał. Chciałbym ograniczyć się do tych, do których naprawdę chcę wracać. Zdarzyło mi się kilka pochopnych zakupów, z niektórych albumów "wyrosłem", ale bez zdecydowanej większości posiadanych (i jeszcze wielu nieposiadanych;) nie wyobrażam sobie swojej kolekcji. Przynajmniej na chwilę obecną nie zamierzam niczego się pozbywać.

PS. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy udało mi się przesłuchać około dwustu albumów, w tym trochę fajnego rocka i mnóstwo świetnego jazzu - postaram się tym wszystkim jak najszybciej tutaj podzielić. A póki co, tradycyjnie czekam na pytania nie-na-temat ;)


53 komentarze:

  1. Ujmę to w ten sposób - czy osoba na co dzień słuchająca hard rocka i heavy metal (i lubiąca oba te gatunki) znajdzie coś dla siebie w jazzie, takim czystym jazzie, typu Miles Davis czy John Coltrane?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, to zależy od tej osoby. Ale wcześniej proponowałbym osłuchać się z wykonawcami grającymi muzykę na pograniczu rocka i jazzu - od tych bardziej rockowych (np. King Crimson, Colosseum), po bardziej jazzowe (np. Mahavishnu Orchestra, Soft Machine).

      Bez względu na to, czy się odnajdujesz w jazzie, czy nie, warto znać te najsłynniejsze albumy. Tutaj masz listę (patrz "Top releases"): https://rateyourmusic.com/genre/Jazz/ Z pierwszej dziesiątki można brać praktycznie wszystko.

      Na zachętę polecam taki utwór, z albumu "Giant Steps" Coltrane'a: https://www.youtube.com/watch?v=Jv5j_Lx2R4g
      Początek brzmi jak hard rock, albo nawet heavy metal, grany na jazzowym instrumentarium ;)

      Usuń
  2. kiedy recenzja Pet Sounds ?

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zobaczyłem w dziale z badziewiami (tak go nazywam) w Biedronce winyle to po prostu padłem :D

    Ale przejdźmy lepiej do pytań nie-na-temat:
    1. Parę dni temu zobaczyłem na twoim Rateyourmusic płytę "Kid A" Radiohead ocenioną na 3.5/5 i trochę się zdziwiłem, bo pamiętam, że kiedyś niezbyt dobrze się wypowiadałeś o tym zespole. Co ci się konkretnie spodobało w tej płycie i jakie utwory byś z niej wyróżnił jako najlepsze?
    2. Jakiś czas temu gdzieś napisałeś, że chciałbyś opisywać jazz, ale nie czujesz się na to jeszcze gotowy. Czy z przedostatniego zdania z postscriptum mam wywnioskować, że już się czujesz na to gotowy i niedługo można się spodziewać tutaj jakiś recenzji z tego gatunku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, czasem mają w tym dziale jakieś fajne artykuły spożywcze ;)

      1) Widziałem na pewnym forum dużo pozytywnych opinii na temat "Kid A", napisanych przez osoby, które podobnie jak ja uważają "Ok Computer" za gniot. Długo się wahałem, ale w końcu zaryzykowałem. Spodobało mi się ukrycie tego paskudnego wokalu gdzieś w tle, dzięki czemu nie irytuje tak, jak na poprzednich albumach. Całkiem dobrze wyszły tam te wszystkie elektroniczne brzmienia. Nie wyróżniłbym żadnego utworu, bo całość jest bardzo równa.
      2) Przecież już od jakiegoś czasu pojawiają się tutaj recenzje albumów fusion, czyli podgatunku jazzu. Prędzej czy później zabiorę się za inne podgatunki. Choć wciąż nie czuję się do tego w pełni przygotowany.

      Usuń
  4. OK Computer to gniot ?

    Dobra,ale co sądzisz o No Surprises(dla mnie to ideał dream popu wraz z Sunday Morning Velvet Underground,Caribbean Blue Enyi i Dreams grupy Cranberries) ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie pamiętam który to utwór. "Ok Computer" słyszałem pewnie z dekadę temu i było tak traumatyczne przeżycie, że nie chcę do niego wracać.

    OdpowiedzUsuń
  6. To może z innej beczki - czy na początku pracy nad blogiem spodziewałeś się, że w przyszłości zostanie on tak rozbudowany? I jak znajdujesz czas na pisanie recenzji i poznawanie nowej muzy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądzę, żebym w ogóle wtedy się nad tym zastanawiał. Po prostu chciałem mieć miejsce do spisywania swoich muzycznych przemyśleń.

      Drugie pytanie chyba za bardzo wnika w moje prywatne życie. Ale niech będzie - pracuję na pół etatu w szkole, więc mam bardzo dużo wolnego.

      Usuń
  7. co sądzisz o rocku progresywnym z bloku wschodniego (SBB,Omega,Modry Efekt) ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomijając sam początek mojego zainteresowania muzyką, kiedy przez krótki czas słuchałem polskiego rocka mainstreamowego, w ogóle nie interesowałem się ani muzyką polską, ani tą na wschód i południe od niej (poza dalekimi Indiami, Japonią i Australią). Tak więc nie mam zdania, ale w planach mam nadrobienie wszelkich zaległości.

      Usuń
    2. Przesłuchałem album "10000 lépés" Omegi. Ależ to było męczące. Kiepska podróbka zachodniego rocka z niewyobrażalnie koszmarnym wokalem. Najgorszy album z lat 60., jaki słyszałem.

      Usuń
  8. Można by prośić o rezenzje pierwszego albumu The Cars-1978.Który nawiązuje trochę do rocka psychdeliczengo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie piszę tu o takiej muzyce. Może jak skończą mi się lepsze pomysły, to przeznaczę jeden dzień w tygodniu na pop rock w stylu The Cars, Duran Duran, a-ha. Ale nie wydaje się to prawdopodobne na chwilę obecną.

      Usuń
  9. co byś powiedział o Smashing Pumpkins ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic. Minęło już pewnie z dziesięć lat, odkąd słyszałem jakieś pojedyncze utwory, które nie zachęciły mnie, by sięgnąć po całe albumy.

      Usuń
  10. jakie jest według Ciebie idealne wprowadzenie(lub wprowadzenia)do jazzu ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak pisałem wyżej, najlepiej zacząć od wykonawców rockowych inspirujących się jazzem, a potem iść w stronę coraz bardziej jazzowych rzeczy. Może to wyglądać w ten sposób:
      Colosseum - "Valentyne Suite"
      King Crimson - "Islands"
      Mahavishnu Orchestra - "The Inner Mounting Flame"
      Jeff Beck - "Blow By Blow"
      Billy Cobham - "Spectrum"
      Nucleus - "Elastic Rock"

      Po takim przygotowaniu można sięgnąć po bardziej zaawansowane rzeczy:
      Soft Machine - "Third"
      Miles Davis - "Jack Johnson"
      Miles Davis - "In a Silent Way"
      Miles Davis - "Bitches Brew"

      Warto też sprawdzić spiritual jazz, bo to jest taki rock psychodeliczny, tylko grany przez jazzmanów, np.:
      Pharaoh Sanders - "Karma"
      Alice Coltrane - "Ptah, the El Daoud"

      "Czysty" jazz najlepiej chyba poznawać od tych najbardziej znanych albumów, jak "Kind of Blue" Davisa czy "Blue Train" Johna Coltrane'a.

      Usuń
    2. Ja bym dodał do tego najsłynniejszego jazzmana lat 70 czyli Herbie Hancocka,nie gra on tradycyjnego jazzu ale jazz-funk/fusion.Na początek poleciłbym:przebojowy Headhunters,orientalny Crossings,funkowo-lekko psychodeliczny Man-child i ciężki psychodeliczny Sextant.

      Usuń
    3. Hancock zaczął grać fusion dopiero po współpracy z Davisem. Wcześniej nagrywał bardziej tradycyjne albumy, które też są dość popularne, np. "Maiden Voyage".

      Myślę, że jego twórczość fusion wymaga większego przygotowania i bez wcześniejszej znajomości fusion-albumów Davisa nie ma sensu brać się za Hancocka.

      Usuń
    4. Jako fan i stały czytelnik bloga trochę ubolewam że Paweł coraz więcej miejsca piświęca na jazz. Oczywiście absolutnie to szanuję i nie zniechęcam się do czytania i udzielania się na blogu. Czy ta obecna tendencja u Pawła oznacza rozbrat z ciężkim graniem? Chciałbym zapytać też czy planujesz tecenzje takich grup jak Eloy, Queensryche czy Anathema. Jakie masz zdanie o tych grupach? Dla mnie to rewelacyjne granie.

      Usuń
    5. Na jazz przeznaczyłem tylko jeden dzień w tygodniu, który wcześniej był wolny. Absolutnie nie jest to przyczyną tego, że pojawia się mniej recenzji metalowych, hardrockowych, a nawet bluesowych. Powodem jest wyczerpanie - moim zdaniem - tych tematów. A nie chciałbym pisać o jakiś trzecioligowych kapelach.

      Jeżeli chodzi o wspomniane zespoły, to nie znam ich za dobrze, a to co słyszałem, nie zachęca mnie by stan ten zmienić.

      Usuń
  11. Chciałbym wiedzieć czy zmieniła Ci się opinia o płycie Lizard King Crimson bo kiedyś oceniłeś ją na 4/10(mi się bardzo podobała suita tytułowa a jej przedostatnia część-solo Frippa to dla mnie mistrzostwo)

    OdpowiedzUsuń
  12. przesłuchałeś płyty Niechęć(tak samo zatytułowany album) i Księżyc milczy luty grupy Furia ?
    co o nich twierdzisz ?

    OdpowiedzUsuń
  13. powinien przypaść Ci do gustu ten pierwszy album bo grają tu jazz fusion a ludzie uważają że Księżyc milczy luty to coś więcej niż tylko zwykłe łojenie

    OdpowiedzUsuń
  14. mam dwa pytania:
    -wiem że nie lubisz Malmsteena ale Ritchie Blackmore dekadę temu robił to co on(szczególnie w Highway Star)ale jego bardziej cenisz-co ma nauczyciel czego nie posiada jego uczeń ?
    -nie cierpisz Fleetwood Maca z czasów Buckingham/Nicks-z popu uznajesz tylko Beatlesów ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1) Blackmore potrafił komponować i grać melodycznie, a nie tylko popisywać się wytrenowanymi sztuczkami.

      2) Beatlesi nie grali popu. Chyba, że masz na myśli pop w sensie "popularny". Ale w takim razie Slayer to też pop ;)

      Usuń
  15. A propos wymienionego albumu "Halfbreed" The Keef Hartley Band, chciałbym Ci podziękować,gdyż zapoznałem się z nim po przeczytaniu recenzji. I to był dobrze wykorzystany czas.
    Mam pytanie: zamierzasz w bliższej/dalszej przyszłości zrecenzować jakąś płytę z dorobku Blood, Sweat and Tears?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że się spodobał, bo to bardzo dobry album jest ;) Jeden z moich kilkudziesięciu ulubionych. A BST nie mam (na razie?) w planach.

      Usuń
  16. Ulver wydał w tym roku płytę Thw Assassination of Julius Caesar

    Zrecenzujesz ją ?

    Może jest lepsza od nowej płyty Depeche Mode ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może zrecenzuję.
      Nowy album DM nie trudno przebić...

      Usuń
  17. 1. Co sądzisz o elektronice lat 70. (Kraftwerk, Tangerine Dream, Jean Michel Jarre itp.)?
    2. Czy odkąd zacząłeś poznawać tak dużo nowej, mało znanej muzyki, rzadziej słuchasz takich zespołów jak The Beatles, Pink Floyd czy Led Zeppelin?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1) Jestem dopiero w trakcie poznawania Tangerine Dream. Nie jestem wielbicielem takiej muzyki, ale jest to całkiem interesujące. "Stratosfear" to naprawdę bardzo dobry album, ale np. "Phaedra" mnie wynudził. W 2005 roku byłem na koncercie Jarre'a, ale dotąd nie przesłuchałem żadnego jego albumu (choć coś tam do mnie docierało z sąsiedniego pokoju). Również Kraftwerk znam bardzo pobieżnie, żadnego albumu w całości. Co byś polecił z takich klimatów?

      2) Nie tylko mało znanej. Nadrabiam też zaległości w popularnych albumach. Np. teraz od kilku dni słucham albumów z 1969 roku, które są wysoko w rankingu na RYMie, a jeszcze ich nie słuchałem (lub tak dawno, że nie oceniłem ich). Bez względu na gatunek ;) Jeśli chodzi o słuchanie znanych mi rzeczy, to wybieram głównie pomiędzy niedawno zakupionymi albumami, a starszych nabytków słucham rzadziej (mniej więcej w proporcjach 3:1). Akurat na Beatlesów i Zeppelinów ostatnio nie miałem ochoty, ale po dłuższej przerwie wróciłem do Floydów, którzy wciąż tak samo mnie zachwycają. Do tamtej dwójki też chętnie wrócę. Zresztą na "empetrójce" mam sporo utworów tych trzech zespołów.

      Usuń
    2. Wydaje mi się, że warto się zagłębić w takie klimaty, bo interesująca muzyka, szczególnie jak twierdzisz, że w bluesie i hard rocku zbyt wiele dobrej muzyki już raczej nie poznasz ;) Chcesz, żeby coś Ci polecić? Ok, ale raczej nie jestem wielkim znawcą takiej muzyki, choć znam trochę płyt, które bardzo mi się spodobały ;)

      A więc wg mnie warto znać:
      Tangerine Dream - wszystkie płyty z okresu 1972-79, włącznie z koncertowymi "Ricochet" i "Encore"
      Kraftwerk - płyty od "Radio-Aktivität" do "Computerwelt"
      Jean Michel Jarre - "Oxygen", "Equinoxe"
      Klaus Schulze - wszystko od debiutu do "X"
      Ose - "Adonia"
      Earthstar - "French Skyline"
      Jon and Vangelis - "The Friends of Mr. Cairo"
      Harmonia - "Deluxe"
      Cluster - "Sowiesoso"
      Paul Bley - "The Paul Bley Synthesizer Show"
      Ashra - "New Age of Earth"
      Vangelis - "Heaven and Hell"
      Gary Numan - "The Pleasure Principle"
      Heldon - "Agneta Nilsson"

      Trochę w tym klasyki i pewnie kojarzysz większość tych nazw, ale trochę też mało znanych perełek, które udało mi się odkryć. W każdym razie wszystko to bardzo dobra muzyka ;)

      Usuń
    3. Jeśli chodzi o Jeana Michel Jarre'a to moją ulubioną płytą jest Equinoxe. Cenię ją znacznie wyżej niż słynną Oxygene. Dobre płyty kończą się na Chronologie. Późniejsze płyty w ogóle do mnie nie trafiają. Byłem na koncercie w gdanskiej stoczni i było to ogromne przeżycie.

      Usuń
    4. Co do Vangelisa, to lubię soundtrack do "Łowcy androidów" ;)

      Usuń
    5. Czemu 1969? Będzie jakieś podsumowanie?

      Usuń
    6. Nie, po prostu od czegoś trzeba było zacząć, a 1969 to bardzo mocny rocznik ;) Plan mam taki, żeby następnie uzupełniać braki z wcześniejszych roczników, po kolei - '68, '67... aż do lat 50. A potem przeskoczyć do '70 roku i potem znów po kolei, ale w drugą stronę, do teraźniejszości.

      Usuń
    7. Dobre dobre, choć ogarnąć jeden rocznik jest niezwykle ciężko, a co dopiero tyle dekad... :)

      Usuń
    8. Teoretycznie tak, ale przecież nie mam narzuconego żadnego terminu, do kiedy mam to wszystko przesłuchać. Poza tym, jeśli mam ochotę sprawdzić coś z innego rocznika, niż aktualnie przerabiany, to i tak to sprawdzam ;) A taka gotowa lista do przesłuchania (robię playlisty na YouTube z całymi albumami z danego rocznika) jest bardzo pomocna, bo nie tracę czasu na zastanawianie się co włączyć.

      Usuń
    9. Swoją drogą, zaintrygowała mnie Twoja nowa lista ulubionych płyt - pokazuje, że Twój ulubiony okres muzyczny kończy się na 1975-1977 roku. Nie wiem czemu, ale jakoś cieszy fakt, że jeszcze załapała się do niej Metallica :)

      Usuń
    10. Co do końcówki lat 60., to jak oceniłbyś soundtracki bondowskie z tego okresu?

      Usuń
    11. Nie słuchałem płyt (mam nadzieję kiedyś to zmienić), ale w połączeniu z obrazem są świetne. Nie wyobrażam tam sobie innej muzyki. Najbardziej chyba podoba mi się muzyka z "Żyje się tylko dwa razy"/"You Only Live Twice", ze względu na obecność elementów tradycyjnej muzyki japońskiej (np. przepiękny motyw ze sceny ślubu). A "James Bond Theme" to chyba najczęściej nucony przeze mnie utwór ;)

      Usuń
    12. Ten soundtrack to też jeden z moich ulubieńców (zwłaszcza w przytoczonej scenie, która nieustannie mnie zachwyca pod tym względem), ale minimalnie bardziej wolę następny "On Her Majesty's Secret Sercvie" [przy okazji - IMO najlepsza część] z przemistrzowskim motywem akcji na czele (sceny pościgów) i pięknymi tematami lirycznymi. Bardzo fajna jest też funkowa muza George'a Martina z "Live and Let Die" + tytułowa piosenka McCartneya.

      Zaś lista moich ulubionych piosenek z tej serii byłaby mniej więcej taka (kolejność przypadkowa):
      "Live and Let Die" (1973)
      "You Know My Name" (2006)
      "The Living Daylights" (1987)
      "Goldfinger" (1964)
      "Skyfall" (2012)
      "The Man With the Golden Gun" (1974)
      "You Only Live Twice" (1967)
      "Octopussy" (1983)
      "Tomorrow Never Dies" (1997)

      Niby temat na osobną dyskusję, ale nie było tu chyba jeszcze pogawędki o soundtrackach :)

      Usuń
    13. Ja bym do tej listy dodał jeszcze "A View to a Kill" Duran Duran ;) Natomiast zdecydowanie najgorszy jest "Die Another Day" Madonny (zresztą cały film to gniot). To w ogóle najgorsza rzecz jaką w życiu słyszałem, obok takiego albumu Wishbone Ash, na którym grają techno... I jeszcze utworu ze "Spectre" nie jestem w stanie słuchać, ale tutaj przynajmniej muzyka jest w porządku.

      Usuń
    14. Nie cierpię tych piosenek Madonny i Smitha (no właśnie, gdyby tu śpiewał ktoś inny, byłoby to zupełnie niezłe - przy okazji Oscar za to to pomyłka). Z tych piosenek za którymi nie przepadam to jeszcze "Another Way to Die" - słabe wokale, nijaka melodia, nic nie pozostaje na dłużej w pamięci. Choć lepsze to niż ten produkt Madonny (którą nawet lubię, ale nie w tej piosence).

      Nigdy też nie przepadałem za "A View to a Kill", sam nie wiem czemu - niby wszystko jest na swoim miejscu, a jakoś mi nie odpowiada. Przynajmniej odniósł jakiś tam sukces komercyjny.

      Co do sountracków bondowskich, to świetnie się ich słucha także osobno, choć w połączeniu z obrazem robi nieco większe wrażenie. https://www.youtube.com/watch?v=OphsiinP2Hc - najlepszy przykład, znakomita kompozycja na wyciszenie się, zrelaksowanie. Barry pisał świetne melodie, nie tylko do tej serii (np. "Lion and the Winter").

      Usuń
  18. A tak zupełnie z innej beczki: czy jest możliwość aby czytelnicy również oceniali poszczególne płyty nadając im gwiazdki czy też punkty? Oczywiście w skali jaka jest tu stosowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma takiej możliwości. Ale od tego jest przecież RYM ;)

      Usuń
  19. Smuci fakt, że tak dużo płyt ma coraz mniejsze oceny na twoim RYM (Scorpions, Judas Priest czy AC/DC). Niedługo żaden album hardrockowy nie będzie miał większej oceny niż 5-6...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z kolei u innych hardrockowych wykonawców oceny nie spadły, a czasem wręcz wzrosły.

      Usuń