20 marca 2017

[Recenzja] Salem Mass - "Witch Burning" (1971)



Miasto Salem w stanie Massachusetts zasłynęło dzięki XVII-wiecznym procesom czarownic. Wydarzenia te zainspirowały niezliczoną ilość pisarzy, filmowców i muzyków. Wśród tych ostatnich znalazła się m.in. grupa Rush (utwór "Witch Hunt"), a także zdecydowanie mniej znany kwartet Salem Mass. Ten tajemniczy zespół, o którym zachowało się niewiele informacji, istniał przez krótki czas na początku lat 70. i pozostawił po sobie jeden, wydany własnym sumptem album, zatytułowany "Witch Burning". Zawarta na nim muzyka to właściwie typowe dla tamtych czasów granie na pograniczu psychodelii i hard rocka, jednak poza typowym dla tych stylów instrumentarium - gitarą, basem, perkusją i organami - na szeroką skalę wykorzystano tutaj także syntezator Mooga (jeden z pierwszych, jakie zostały wyprodukowane), nadający pewnej unikalności.

Zespół odkrywa wszystkie swoje karty już w rozpoczynającym album utworze tytułowym. "Witch Burning" to dziesięciominutowa kompozycja o dość ponurym nastroju, oparta na świetnym gitarowym riffie, wyrazistej grze sekcji rytmicznej, organowym tle i kilku ciekawych solówkach na Moogu. Naprawdę mocna rzecz. Nie przekonuje jedynie partia wokalna, która jest wręcz irytująca. Interesująco wypada także ballada "My Sweet Jane", prowadzona zgrabną melodią, a w warstwie instrumentalnej zdominowana przez różne brzmienia klawiszowe, nadające jej lekko posępny charakter. Podobny klimat i równie ciekawe partie klawiszy przynosi także druga ballada, "Bare Trees". Ale zespół świetnie radzi sobie także w bardziej energetycznych i zadziornych utworach, jak hardrockowy riffowiec "You Can't Run My Life" i bardzo chwytliwy "The Drifter" (brzmiący jak inspiracja Blue Öyster Cult), oba wyróżniające się fajnymi solówkami na gitarze i klawiszach. Równie przebojowo i energetycznie, ale łagodniej brzmieniowo jest w "You're Just a Dream" i najsłabszym na albumie "Why", zepsutym sztampową, wesołą melodią, która nijak nie pasuje do klimatu pozostałych utworów.

Połączenie elektronicznego brzmienia Mooga z typowym dla wczesnych lat 70. rockiem dało naprawdę ciekawy efekt. Album polecam miłośnikom psychodelii i hard rocka tamtej kreatywnej epoki.

Ocena: 8/10



Salem Mass - "Witch Burning" (1971)

1. Witch Burning; 2. My Sweet Jane; 3. Why; 4. You Can't Run My Life; 5. You're Just a Dream; 6. Bare Tree; 7. The Drifter

Skład: Jim Klahr - instr. klawiszowe; Mike Snead - gitara, wokal; Matt Wilson - bass, wokal; Steve Towery - perkusja, wokal
Producent: Salem Mass


4 komentarze:

  1. Słucham tego właśnie i rzeczywiście wydaje się bardzo fajne (świetny klimat, fajne brzmienie!), ale mikrofon mogli dać komuś innemu ;) Ten klimat jak z Diablo II przywodzi mi na myśl inny album - to znaczy, formalnie kompletnie inny, ale o podobnym nastroju: Il Balletto Di Bronzo - "Ys"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zespole było trzech wokalistów, więc tym bardziej dziwi, że dopuszczono do mikrofonu tego, który śpiewa w tytułowym i w "Why". Pozostała dwójka śpiewa przeciętnie, ale przynajmniej nie tak irytująco ;)

      Usuń
  2. Spoko album z intrygującym klimatem i kolejny mało znany zespół. Dobra robota.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi ten wokal się podoba jest inny, intrygujący co zresztą napisałem w swojej recenzji

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.