1 marca 2017

[Recenzja] Fleetwood Mac - "Mr. Wonderful" (1968)



Drugi album Fleetwood Mac ukazał się zaledwie pół roku po debiucie. W latach 60. tak częste wydawanie płyt długogrających było normą. Jednak nie dla każdego wykonawcy było to wystarczająco dużo czasu, aby być w stanie utrzymać równy poziom kolejnych wydawnictw. Niestety, zadanie to przerosło także muzyków Fleetwood Mac. Starali się to ukryć za pomocą bogatszych aranżacji - wiele utworów na "Mr. Wonderful" zostało zarejestrowane z sekcją dętą, ponadto większą rolę odgrywają partie pianina, na którym zagrała Christine Perfect (wówczas związana z Chicken Shack, później na stałe dołączyła do Fleetwood Mac; prywatnie zaś została żoną Johna McVie). Niestety, pomimo tego, wyraźnie słychać brak pomysłów. Szczególnie w utworach Jeremy'ego Spencera. Z sześciu kompozycji, w których wystąpił jako wokalista i solowy gitarzysta, aż cztery opierają się na identycznym riffie ("Need Your Love Tonight", oraz przeróbki "Dust My Broom" i "Coming Home Elmore'a Jamesa i "Doctor Brown" J. T. Browna). Dwa pozostałe utwory, to dość przeciętny instrumental "Evenin' Boogie", oraz wyjątkowo udany - choć nieporywający - wolny blues "I've Lost My Baby".

Zdecydowanie lepiej prezentują się utwory, w których Spencer w ogóle nie wystąpił, zaś pierwszoplanową rolę pełni Peter Green. Lider Fleetwood Mac, wspólnie z menadżerem grupy, Cliffordem Adamsem, napisał sześć naprawdę dobrych i dość zróżnicowanych kawałków. Nie zabrakło wśród nich energetycznych, chwytliwych kawałków bluesrockowych ("Stop Messin' Round", "Rollin' Man", rozpędzony "Lazy Poker Blues"), w których gitarzysta gra świetne, porywające sola. Są też bardziej stonowane utwory, jak nieco wolniejszy blues "If You Be My Baby", czy akustyczny "Trying So Hard to Forget", ze świetnym gościnnym występem Dustera Bennetta na harmonijce. Największą perłą jest jednak "Love That Burns" - przepiękna bluesowa ballada, z umiejętnie budowanym klimatem i napięciem, emocjonującym śpiewem Greena, oraz jego rewelacyjnymi solówkami. Już dla samego tego utworu warto sięgnąć po ten album (albo którąś z zawierających go składanek)

"Mr. Wonderful" nie doczekał się premiery w Stanach, jednak kilka miesięcy później ukazała się tam kompilacja "English Rose", powielająca połowę - niekoniecznie tą lepszą - jego zawartości (na szczęście nie zabrakło "Stop Messin' Round" i "Love That Burns"). Ponadto znalazło się na niej sześć nowszych utworów, w większości nagranych z udziałem nowego muzyka - śpiewającego gitarzysty Danny'ego Kirwana. Są wśród nich dwie kompozycje Greena - energetyczny, zadziorny i zarazem przebojowy "Black Magic Woman", oraz prześliczny, zupełnie niebluesowy instrumental "Albatross". Oba zostały wydane na singlach - pierwszy był raczej umiarkowanym przebojem (o wiele wyżej w notowaniach zaszła wersja grupy Santana), natomiast drugi stał się największym przebojem w całej karierze Fleetwood Mac, dochodząc na sam szczyt brytyjskiego notowania! Pozostałe cztery utwory to kompozycje Kirwana. Fajny, ciężki blues "One Sunny Day" i przepiękna bluesowa ballada "Without You" w Europie zostały wydane na trzecim albumie grupy, "Then Play On". Trudniej dostępne są instrumentalny "Jigsaw Puzzle Blues", oraz kolejna świetna bluesowa ballada, "Something Inside of Me", z fantastyczną solówką gitarową. Ten ostatni to prawdopodobnie najbardziej niedoceniony utwór Fleetwood Mac - przede wszystkim przez samych muzyków, którzy nie zadbali, aby był bardziej znany.

"Mr. Wonderful" to album bardzo nierówny, wyraźnie nagrywany w pośpiechu. Zdecydowanie lepiej prezentuje się "English Rose", na którym porywających momentów jest znacznie więcej - jednak i to wydawnictwo nie jest pozbawione wad, w postaci utworów nagranych z Jeremym Spencerem.

Ocena: 6/10 ("Mr. Wonderful")
Ocena: 7/10 ("English Rose")



Fleetwood Mac - "Mr. Wonderful" (1968)

1. Stop Messin' Round; 2. I've Lost My Baby; 3. Rollin' Man; 4. Dust My Broom; 5. Love That Burns; 6. Doctor Brown; 7. Need Your Love Tonight; 8. If You Be My Baby; 9. Evenin' Boogie; 10. Lazy Poker; 11. Coming Home; 12. Trying So Hard to Forget

Skład: Peter Green - wokal (1,3,5,8,10,12), gitara, harmonijka; John McVie - bass; Mick Fleetwood - perkusja i instr. perkusyjne; Jeremy Spencer - wokal i gitara (2,4,6,7,9,11)
Gościnnie: Christine Perfect - instr. klawiszowe; Duster Bennett - harmonijka (12); Steve Gregory, Dave Howard, Johnny Almond i Roland Vaughan - saksofony
Producent: Mike Vernon


Fleetwood Mac - "English Rose" (1969)

1. Stop Messin' Round; 2. Jigsaw Puzzle Blues; 3. Doctor Brown; 4. Something Inside of Me; 5. Evenin' Boogie; 6. Love That Burns; 7. Black Magic Woman; 8. I've Lost My Baby; 9. One Sunny Day; 10. Without You; 11. Coming Home; 12. Albatross

Skład: Peter Green - wokal (1,6,7,8), gitara, harmonijka; John McVie - bass; Mick Fleetwood - perkusja i instr. perkusyjne; Danny Kirwan - wokal (2,4,9,10), gitara (2,4,7,9,10,12); Jeremy Spencer - wokal i gitara (3,5,8,11)
Gościnnie: Christine Perfect - instr. klawiszowe; Steve Gregory, Dave Howard, Johnny Almond i Roland Vaughan - saksofony
Producent: Mike Vernon


30 komentarzy:

  1. Kiedyś miał ocenę 2 - dobry przykład na to jak może zmienić się odbiór danej płyty na przestrzeni lat :)

    A sam album całkiem udany - ale tak jak mówisz nierówny (w obu wersjach).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wydaje mi się, żeby miał aż tak niską. Przed przeredagowaniem było 5.

      Usuń
    2. Coś mi się kojarzy, że miał taką w momencie pierwszego wstawienia, w 2014 roku.

      Usuń
    3. To nawet rok publikacji pamiętasz? ;)

      Usuń
    4. To był kiepski rok dla tego bloga. Co prawda liczba wejść stale rosła, ale nie miało to przełożenia na ilość komentarzy. W sumie pisałem wtedy głównie o mało ciekawych rzeczach. Nie miałem za bardzo pomysłów o czym pisać, sięgałem po jakieś przypadkowe rzeczy, mimo świadomości istnienia lepszych. Np. za taki Cream wziąłem się dopiero po śmierci Jacka Bruce'a, choć powinienem to zrobić dużo wcześniej.

      A najgorszy był właśnie okres recenzowania Fleetwood Mac - żadnych komentarzy, bardzo mało (nawet na ówczesne standardy) wejść. Jeżeli kiedyś myślałem, żeby dać sobie z tym wszystkim spokój, to właśnie wtedy.

      Usuń
    5. Bardzo dobrze, że się nie poddałeś i kontynuowałeś pracę nad blogiem.

      Usuń
    6. Co sprawia że tak diametralnie czasem zmienia Ci się postrzeganie jakiejś płyty? Jeżeli faktycznie było tu 2... Ps. Na. RYM dałeś 3,5 LP Sweet Smoke. Powiesz coś więcej, co sądzisz o tej płycie? Mi ona zupełnie nie leży, natomiast to jedna z ulubionych płyt mojej mamy ;)))

      Usuń
    7. Ja nawet nie pamiętam czy rzeczywiście była taka ocena. Na pewno była niższa, niż teraz, bo miałem wtedy złe podejście do muzyki Fleetwood Mac. Chciałem żeby to było bardziej hardrockowe granie, coś jak Cream, Led Zeppelin, czy Ten Years After. Zresztą coś takiego sugerowały kawałki singlowe - "Green Manalishi" lub "Black Magic Woman". Tymczasem ten album jest bliższy tradycyjnego bluesa, który wtedy był mi obcy. Kilka miesięcy później zacząłem go (tzn. bluesa w czystszej postaci) cenić.

      Do "Mr. Wonderful" zacząłem się przekonywać dopiero po kupnie składanki "Greatest Hits", na której są "Stop Messin' Round" i "Love That Burns". Szczególnie ten drugi mnie zachwycił.

      Jednym z głównych powodów "rośnięcia" ocen jest to, że im więcej znam przeciętnych płyt przeciętnych wykonawców, nie mówiąc o tych słabych, tym bardziej doceniam gorsze albumy dobrych wykonawców, bo okazuje się, że wcale takie najgorsze nie są.

      Ten longplay Sweet Smoke to nic wybitnego, po prostu kilku kolesi coś tam sobie jamuje, zapewne pod wpływem środków odurzających, i nawet ciekawie rzeczy im z tego wychodzą, ale chyba trzeba być dobrze oswojonym z psychodelią i choć trochę z elektrycznym jazzem, żeby się to podobało.

      Usuń
    8. No dałbym sobie dosłownie uciąć palec, że było to 2 - nigdy nikogo nie wkręcam :)

      Usuń
    9. Z tego co pamiętam to "Come Taste the Band" miał kiedyś ocenę 2. Czy od tamtego czasu zmienił się tu trochę system ocen? To znaczy oczywiście też się po prostu przekonałeś do tamtej płyty, ale wydaję mi się, że gdybyś obecnie poznał płytę, która "podobała" by ci się tak jak "Come Taste the Band" wtedy, to dał byś jej jednak wyższą ocenę.

      Usuń
    10. Tak, dałbym wyższą. Masz rację, to też kwestia systemu ocen.

      Usuń
    11. Nie znam na pamięć historii Twoich ocen, ale pamiętam że Who Do We Think We Are miało początkowo 1 czy 2. W ogóle ostatnio robię sobie fioletowe dni, słuchając ich mniej rozdmuchanych komercyjnie albumów i o ile taki Fireball psuł mi nastrój, to właśnie Come Taste The Band bardzo fajnie mnie bujał. A kiedyś właśnie to In Rock czy FB wciągałem jednym tchem. Jaką skalą odniesień dysponowałeś zaczynając blog? Czy startowałeś ze znajomością tylko 'rocka popularnego': Sabaty, Crimson, Queen, Purple, Cepelini, Skorpiony, jakiś thrash, jakiś grunge itd. czy może już znaleś jakieś zespoły które teraz stanowią o wyjątkowości tego bloga?

      Usuń
    12. Ja z równą przyjemnością słucham wszystkich albumów Purpli z lat 1970-75, poza "WDWTWA" (na początku miał raczej ocenę 4, potem często się zmieniała) i "Stormbringer" (z tego to nawet lubię sporo kawałków, ale raczej w wersjach koncertowych). "Come Taste the Band" od jakiegoś półtora roku najchętniej słucham ;)

      Sprawdziłem na Last.fm czego słuchałem w 2012 roku i rzeczywiście przeważa klasyka rocka, jest trochę heavy metalu i thrashu (najwięcej Megadeth), ale słuchałem tez już różnych NKR-ów (np. East of Eden, Andromeda, Dust, Leaf Hound, Power of Zeus, Steel Mill), poza tym trochę muzyki klasycznej (Satie, Ravel, Beethoven, Chopin, Paganini), a nawet bardziej popowych rzeczy (Duran Duran, ABBA, Adele).

      Jeszcze taka ciekawostka - pierwszym utworem w historii przesłuchanych jest "Giant Steps" Johna Coltrane'a. Odtworzony w lutym 2010. Jednak potem już raczej nie słuchałem jazzu.

      Usuń
    13. Jeśli już zadajemy pytania, to jakich zespołów rockowych słuchałeś najwcześniej? Kojarzę, że były to Scorpions i Lady Pank, coś jeszcze? Albo ewentualnie rozszerzyć jak doszło do słuchania tych właśnie kapel.

      Usuń
    14. Najwcześniej to słuchałem takich wykonawców, jak Genesis z lat 80., Sting i The Police, albo Mike Oldfield. Ale nie z własnej woli, po prostu taka muzyka grała u mnie w domu, a ja nie zwracałem na nią uwagi bardziej, niż np. na ubijanie kotletów ;) Jak zaczynałem świadomie słuchać, to nie miałem dużego wyboru - to, co przypadkiem gdzieś mi wpadło w ucho i miałem szczęście (lub nieszczęście) dowiedzieć się co to. Albo słuchałem tego, co znajomi. Był to głównie polski rock. Potem przyszła fascynacja Depeche Mode, a następnie Scorpionsami. Pierwszych chyba w radiu usłyszałem, drugich zobaczyłem w telewizji. Mniej więcej w tym czasie pojawił się w domu Internet, ale wtedy jeszcze nie używałem go do poznawania nowej muzyki, a poznawania dyskografii znanych mi zespołów. Wcześniej jedynym sposobem było kupowanie płyt i kaset, często nie znając ich zawartości. Jeszcze przez jakiś czas w ten sposób poznawałem nowych wykonawców. Np. gdzieś usłyszałem, że Metallica i Nirvana to dobre zespoły, więc poszedłem kupić ich płyty ;) Z Metalliki wybrałem "...And Justice for All", bo tam było "One", które długi czas wcześniej słyszałem w radiu i już nawet nie pamiętałem; a z Nirvany składankę. Potem coraz chętniej używałem Internetu do szukania kolejnych wykonawców, ale pewnie słuchałem ich w sumie nie więcej niż kilkunastu i to same oczywistości - trochę klasycznych rzeczy, które lubię do dziś, i trochę gówna, które było wtedy popularne ;) Zacząłem też kupować Teraz Rocka.

      A potem przez wiele lat nic się nie działo. Ograniczony byłem do tego, co podsuną znajomi (ci dwaj o podobnym guście), co zagrają w radiu i o czym napiszą w Teraz Rocku, a sam nie znałem jeszcze stron, na których można poznać dobrą muzykę. Zmieniło się to dopiero, jak założyłem konto na Last.fm - wtedy zacząłem poszukiwać muzyki na własną rękę, niestety głównie na tej stronie. Niestety, bo system rekomendacji jest tam fatalny i ograniczający się głównie do popularnych wykonawców. Był krótki czas, gdy słuchałem mniej rocka, a dużo innych gatunków. Ale ostatecznie i tak wróciłem do rocka, i znów ograniczyłem się głównie do niego, ale tym razem całkowicie odrzucając jakieś nowoczesne badziewie, zastępując je NKR-ami i wykonawcami popularnymi kiedyś, ale obecnie mniej lub bardziej zapomnianymi.

      Usuń
    15. A teraz właśnie sobie przypomniałem skąd wzięło się moje zainteresowanie mniej znanymi wykonawcami. To był 2011 rok, początek zbierania winyli (tak na poważnie, pojedyncze sztuki miałem wcześniej). W sklepie muzycznym polecono mi grupę Stray. Posłuchałem debiutu, stwierdziłem, że niezłe i pomyślałem "kurde, takich kapel musiało być więcej, niż tylko te popularne" czy coś w tym stylu ;)

      Usuń
    16. Imponująca kolekcja zespołów na laście. Podoba mi się, że wielu mejnstrimowych wykonawców posłuchałeś raz-dwa-trzy razy i do nich nie wracałeś, bez prób zrozumienia fenomenu. Co Cię trzymało przy Adele? Ja pamiętam, że jak radio zalało "Something Like You" znienawidziłem jej zawodzenie. Podobnie jak eunusze White Stripes, które, sądząc po ilości odsłuchów, również nie było u Ciebie incydentem. No ale cóż, każdy ma jakieś grzeszki na sumieniu ;) Jednak najbardziej ciekawi mnie... Paktofonika(!) nie śledziłem tego aż tak dokładnie, ale czyżby to były czasy gdy w kinie leciało "Jesteś Bogiem" ?? :D. Gdy nikt nie widział, odpinałeś długie włosy i wkładałeś full capa oraz spodnie "jajcówy".

      Winyli się szczęśliwie nie da skroblować ;D

      Czym jest enigmatyczne "NKR"?

      Usuń
    17. Była kiedyś taka audycja radiowa w Trójce o dość głupiej, bo będącej oksymoronem, nazwie Nieznany Kanon Rocka, w której prezentowano twórczość wykonawców, którzy nigdy nie zasmakowali sławy. Nazwa ta przyjęła się w pewnych kręgach właśnie na określenie takich "wykopalisk" typu East of Eden czy Island ;)

      Mnie akurat głos Adele się podoba(ł), a i muzyka jak na pop okazała się całkiem akceptowalna. W dodatku żaden rockowy wykonawca, którego w tamtym czasie słuchałem, nie wydał w 2011 roku lepszego albumu od "21". Jej najnowszego longplaya nie znam. Promującego go singla nie dałem rady przesłuchać, takie to było męczące.

      Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek namiętnie słuchał The White Stripes. Statystyki w sumie to potwierdzają. W sumie było to tylko dwa niepokojące incydenty, kiedy przesłuchałem odpowiednio 31 i 15 ich utworów w ciągu jednego miesiąca. Za drugim razem był to po prostu jeden album w całości, a za pierwszym pewnie byłem pijany czy coś ;)

      Paktofoniki słuchałem zanim było to modne. Film powstał później, gdy już do tego nie wracałem.

      A winyle da się skroblować za pomocą tej strony: vinylscrobbler.com :D Raz tego użyłem, stąd te kilka odtworzeń w 2015 roku.

      Usuń
    18. Jeśli chodzi o mnie, to pierwsi byli Maideni (dobre 15 lat temu) i kaseta "No Prayer for the Dying" - to był ten moment, kiedy pokochałem taką muzykę i postanowiłem ją zgłębiać. Potem poszło już z górki - miałem (choć chyba nadal mam) m.in. kasety "Powerage" i "The Razor's Edge" AC/DC, "Metal Heart" Acceptu czy "Powerslave", a także parę płyt, jak "Get a Grip" Aerosmith, "Stiff Upper Lip" AC/DC, "Garage Inc." Mety czy "O!" Maanamu.

      Ale oczywiście dopiero wraz z podłączeniem internetu, kilka lat później, poznałem wiele innych wspaniałych grup, również dzięki temu blogowi.

      Usuń
    19. "No Prayer..." to był ostatni album , jaki kupiłem nie przesłuchawszy go wcześniej. Strasznie się zawiodłem. Poza utworem tytułowym nic mi się na nim nie podobało, a nawet w nim przeszkadzał mi wokal. Wcześniej znałem tylko składankę "Best of the Beast", na której były znacznie lepsze kawałki.

      Usuń
    20. Właśnie u mnie było odwrotnie, ale wtedy nie miałem rozeznania wśród innych płyt. I również moją największą uwagę zwrócił utwór tytułowy, do dziś najbardziej go cenię. Tak jak cały album.

      Usuń
    21. Skoro już zadajemy pytania...
      Co powoduje, że czasami (baaardzo rzadko) słuchasz jakiejś płyty z tak bardzo odległych rejonów od tego bloga jak Massive Attack, albo Daft Punk (widziałem na Twoim RYM)? I mógłbyś coś napisać o tych dwóch płytach Daft Punk i Massive Attack, które słyszałeś? Oczywiście w komentarzu, na recenzję nie liczę.

      Usuń
    22. A czemu nie? Trzeba sprawdzić czy jest w tych innych gatunkach coś ciekawego ;) Jak pewnie zauważyłeś na RYMie, teraz słucham mniej więcej po równo rocka i jazzu.

      Massive Attack to nawet trochę słuchałem pod koniec poprzedniej dekady, a jakiś czas temu postanowiłem sobie odświeżyć. A Daft Punk mnie dzisiaj obudziło, rozkręcone na cały regulator w pokoju obok. Pomyślałem, że skoro już i tak słyszałem, to ocenię ;) A co sądzę o takiej muzyce? Nie jest to aż takie bardzo odległe od niektórych słuchanych przeze mnie rzeczy (jak Depeche Mode czy funk), mógłbym tego słuchać bez większego cierpienia w jakimś lokalu, ale nie jest to muzyka, jakiej słuchałbym z własnej woli. Zbyt elektroniczna. Poza tym gardzę samplowaniem utworów innych twórców, którzy włożyli wysiłek, aby coś stworzyć, a nie tylko wykorzystać gotową muzykę. To w sumie bardziej dotyczy MA, bo na DP były też prawdziwe instrumenty, ale wkurzały mnie np. przetworzone wokale.

      Usuń
    23. A co sądzisz np. o Pendulum?

      Usuń
    24. Pierwszy album jest niesłuchalny. Dwa kolejne, na których do nowoczesnej elektroniki dodali prawdziwe instrumenty, kiedyś mi się podobały (może nie w całości, ale momentami na pewno). A jeszcze bardziej wydana pomiędzy nimi koncertówka, na której grali jeszcze bardziej rockowo. Ale całe lata tego nie słuchałem i raczej nie zamierzam.

      Usuń
    25. Pamiętasz może czy jakieś utwory z "Van Halen II" (1979) wyróżniały się na plus?

      Usuń
    26. Nie pamiętam żeby cokolwiek się wyróżniało.

      Usuń
    27. e-e-e, zara, zara: Jedna rzecz mi nie daje spokoju. Piszesz, że wczoraj obudziło Cię Daft Punk lecące w sąsiednim pokoju, czyli zapewne słyszałeś tylko kilka utworów. A na RYM oceniłeś ich całą płytę - czyżbyś potem zdobył się na akt masochizmu i posłuchał całego "RAM", z kretyńskim "getlaki" na czele? To jeden z tych kawałków które zyskują po rozczłonkowaniu - wokale to kładą, ale pulsujący bas i rytmika są na całkiem dobrym poziomie.

      Usuń
    28. Słyszałem całość, bo nie chciało mi się jeszcze wstawać i czymś tego zagłuszyć.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.