17 lutego 2017

[Recenzja] Gentle Giant - "Interview" (1976)



Twórczość Gentle Giant wyraźnie dzieli się na dwa etapy. Pierwszy, obejmujący lata 1970-75, to rock progresywny w najlepszym wydaniu. Siedem wydanych w tym czasie albumów zawiera muzykę bardzo oryginalną, innowacyjną, skomplikowaną i niekonwencjonalną, a zarazem niespecjalnie pretensjonalną i pełną humoru. Drugi okres, czyli lata 1977-80, to zaskakujący zwrot stylistyczny w stronę prostszego, niezbyt ambitnego grania. Słuchając takich albumów, jak "Giant for a Day" czy "Civilian" aż trudno uwierzyć, że ten miałki pop grany jest przez tych samych muzyków, którzy stworzyli "The Power and the Glory" i "Free Hand", nie wspominając o "In a Glass House". Gdyby chociaż ta zmiana przyniosła im od dawna wyczekiwany sukces, jak stało się w przypadku Yes i Genesis, dałoby to chociaż jeden argument w obronie muzyków. Jednak spopowiona wersja Gentle Giant nie zainteresowała masowych odbiorców, za to pomogła pozbyć się dotychczasowych słuchaczy.

Łącznikiem pomiędzy tymi dwoma okresami jest album "Interview". Longplay wyraźnie ukierunkowany na nieco prostsze, bardziej przystępne i przebojowe granie (vide "Another Show" i przerażająco banalny - jak na ten zespół - "Timing"), ale wciąż pokazujący wielki talent muzyków do tworzenia intrygujących kompozycji i złożonych, starannie przemyślanych aranżacji. O ile jednak na poprzednich albumach muzykom udawało się doskonale łączyć świetne melodie i wirtuozerię, tak tutaj mam wrażenie, że zespół czasem na siłę i niepotrzebnie komplikuje proste pomysły, jak w reggae'owym (!) "Give It Back" - swoją drogą, całkiem ciekawym eksperymencie -  czy skądinąd bardzo ładnej balladzie "Empty City", ze świetnymi wielogłosami i zgrabną melodią. Bardziej naturalnie wyszło to w tytułowym "Interview", w którym chwytliwa melodia idealnie stapia się z połamanym, funkowym rytmem i typowymi dla grupy, nieco dziwnymi wstawkami klawiszowymi. Albo w finałowym "I Lost My Head", składającym się z bardzo charakterystycznego dla wczesnego Gentle Giant, nieco awangardowego początku i... właściwie stricte hardrockowego rozwinięcia. Utworem najbardziej niekonwencjonalnym, a zarazem najbardziej typowym dla grupy, jest "Design" - kolejna, po "Knots" i "On Reflection", zabawa z polifonicznymi partiami wokalnymi wszystkich muzyków, z niemal ambientowym podkładem instrumentalnym.

"Interview" wypada zdecydowanie słabiej od wcześniejszych albumów Gentle Giant, ale to wciąż solidna porcja bardzo intrygującego i pomysłowego grania. Nieporównywalnie lepszego od wszystkiego, co grupa nagrała później. "Interview" na pewno nie przynosi jej wstydu.

Ocena: 7/10



Gentle Giant - "Interview" (1976)

1. Interview; 2. Give It Back; 3. Design; 4. Another Show; 5. Empty City; 6. Timing; 7. I Lost My Head

Skład: Derek Shulman - wokal, saksofon (5,6), instr. perkusyjne (3); Kerry Minnear - instr. klawiszowe, wokal (3,7), dodatkowy wokal, instr. perkusyjne (2,3); Gary Green - gitara, flet (7), dodatkowy wokal; Ray Shulman - bass, skrzypce (5-7), gitara (5), instr. perkusyjne (3), dodatkowy wokal; John Weathers - perkusja i instr. perkusyjne, dodatkowy wokal
Gościnnie: Phil Sutcliffe - głos (1,3,6,7)
Producent: Gentle Giant


5 komentarzy:

  1. Zdecydowanie po nagraniu tego albumu zespół powinien zakończyć działalność!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Kończę recenzowanie Gentle Giant na tym albumie.

      Usuń
  2. Czemu zakończyć? Bo grał bardziej przebojowo? Czy nawet popowo? Miauki pop.. mam wrażenie ludzie że uznajecie rocka jako "jedyny słuszny gatunek" muzyczny a pop to już samo zło.. nie można tak podchodzić. Sam słucham rocka progresywnego i inne jego odmiany, ale i czasami też popu bo i on potrafi być piękny. Wiem że autor za popem nie przepada ale mam wrażenie że ktoś co nagra popowego nawet rockowy zespół to już jest złe.. rock to nie jest jedynym słusznym gatunkiem muzyki. Pop też potrafi być piękny. Taka ogólna refleksja mnie naszła czytając wszystkie recenzje, nie tylko tutaj ale i też inne że mam wrażenie że rock jest jedynym słusznym gatunkiem i tylko on jest dobry, blues, jazz też może a reszta już nie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem w tym, że muzycy Gentle Giant nie potrafili grać popu i wychodziło im to fatalnie. Jak już wspomniałem wyżej, Yes i Genesis o wiele lepiej odnaleźli się w takiej muzyce. Świadczą o tym te wszystkie wielkie przeboje, które choć zdecydowanie mniej wartościowe od twórczości tych grup z lat 70., są naprawdę dobrym popem. Zazwyczaj jednak, gdy zespół rockowy bierze się za pop, wychodzą z tego koszmarne rzeczy. To już lepiej posłuchać jakiegoś prawdziwego popu na wysokim poziomie, niż kiepskiego rocka udającego pop.

      PS. Bardzo dużo stricte rockowych albumów ma tutaj bardzo niskie oceny.

      Usuń
  3. Potem było jeszcze gorzej, ale już ten album jest wyjątkowo jak na ten zespół kiepski. Ode mnie najwyżej 6/10.

    OdpowiedzUsuń