28 lutego 2017

[Recenzja] Billy Cobham - "Spectrum" (1973)



"Spectrum" to debiutancki solowy album panamskiego perkusisty Billy'ego Cobhama, znanego z Mahavishnu Orchestra i współpracy z  Milesem Davisem. W nagraniach wspomógł go przede wszystkim klawiszowiec Jan Hammer (Mahavishnu Orchestra, Jeff Beck), a także liczni muzycy sesyjni, m.in. kontrabasista Ron Carter (Miles Davis Quintet), saksofonista Joe Farrell (Return to Forever), oraz... Tommy Bolin, późniejszy gitarzysta Deep Purple. Zaangażowanie tego ostatniego było ryzykowanym posunięciem, gdyż brakowało mu doświadczenia i wiedzy (chociażby umiejętności czytania nut), jakie mieli pozostali muzycy. Bolin spisał się jednak doskonale, dzięki swojemu talentowi i zdolności do zespołowej interakcji. A warto dodać, że muzykom wystarczył tylko jeden dzień, aby się ze sobą zgrać i nauczyć skomponowanych przez Cobhama utworów (na album złożyły się wyłącznie kompozycje perkusisty). Sama sesja zajęła zaś ledwie trzy majowe dni 1973 roku. Album został więc zarejestrowany praktycznie na żywo, z nielicznymi dogrywkami.

Album utrzymany jest w stylistyce jazz fusion. Charakterystyczna gra Hammera na elektrycznym pianinie i "kosmicznie" brzmiących syntezatorach, jak również ostre solówki Bolina, wywołują skojarzenia z Mahavishnu Orchestra, jednak rytmika jest tutaj zupełnie inna, zdecydowanie funkowa - vide "Quadrant 4", "Taurian Matador", "Red Baron" i przede wszystkim rewelacyjny "Stratus", oparty na bardzo gęstej partii basu Lee Sklara. W nagranych w innym składzie "Spectrum" i "Le Lis" rytmika jest bardziej egzotyczna, a klimat podkreślają partie dęciaków. Całości dopełnia kilka miniaturek - dwie perkusyjne solówki ("Searching for the Right Door", "Anxiety"), bardzo ładny temat na akustycznym pianinie ("To the Women in My Life"), oraz dziwna syntezatorowo-perkusyjna improwizacja ("Snoopy's Search"). Choć Hammer, Bolin i reszta gości niewątpliwie wiele wnosi do całości, to album jest przede wszystkim popisem samego Cobhama, który w każdym momencie zwraca uwagę swoją wirtuozerską, niezwykle precyzyjną i pomysłową grą. Nie będzie ani odrobiny przesady w stwierdzeniu, że to jeden z najlepszych perkusistów (nie tylko) jazzowych.

Billy Cobham wydał pod swoim nazwiskiem wiele fantastycznych albumów, może nawet lepszych od "Spectrum", ale to właśnie ten longplay jest niekwestionowaną klasyką fusion. Wydawnictwem niezwykle inspirującym, żeby wspomnieć tylko przypadek Jeffa Becka, który po usłyszeniu "Spectrum" zerwał wszystkie swoje zobowiązania (przede wszystkim porzucając trio Beck, Bogert & Appice w trakcie nagrywania drugiego albumu), by zacząć tworzyć muzykę w tym stylu. "Spectrum" to album, który może się podobać zarówno słuchaczom jazzu, jak i rocka, albo funku. Natomiast dla wszystkich lubiących fuzję tych stylów jest to po prostu pozycja obowiązkowa.

Ocena: 9/10



Billy Cobham - "Spectrum" (1973)

1. Quadrant 4; 2. Searching for the Right Door; 3. Spectrum; 4. Anxiety; 5. Taurian Matador; 6. Stratus; 7. To the Women in My Life; 8. Le Lis; 9. Snoopy's Search; 10. Red Baron

Skład: Billy Cobham - perkusja i instr. perkusyjne; Jan Hammer - instr. klawiszowe
Gościnnie: Tommy Bolin - gitara (1,5,6,10); Lee Sklar - bass (1,5,6,10); Joe Farrell - saksofon i flet (3,8); Jimmy Owens - skrzydłówka i trąbka (3,8); Ron Carter - kontrabas (3,8); Ray Barretto - kongi (3,8); John Tropea - gitara (8)
Producent: Billy Cobham


2 komentarze:

  1. Bardzo lubię ten album, choć faktycznie, są takie płyty w dyskografii Cobhama, które podobają mi się bardziej ("Crosswinds"!). Na "Spectrum" super jest to rockowe brzmienie i to, że w zasadzie cała ta muzyka brzmi jak rock grany przez jazzmanów. Świetna, energetyczna muzyka!

    A podobnych klimatów - album fusion perkusisty jazzowo-funkowego na którym pojawił się Tommy Bolin - gorąco polecam "Mind Transplant" Alphonsa Mouzona. W sumie nawet wolę go od "Spectrum".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie posłucham tego Alfonsa ;) A z albumów Cobhama, które znam, najbardziej chyba podoba mi się "A Funky Thide of Sings", chociaż "Crosswinds" też super. W sumie wszystkie trzymają poziom, może tylko "Magic" nieco odstaje od wcześniejszych (nie słyszałem żadnego późniejszego).

      Usuń