1 lutego 2017

[Recenzja] B.B. King - "Completely Well" (1969)



B.B. King (właść. Riley B. King) to jedna z największych legend bluesa. Nie przypadkiem zaliczany - wraz z Albertem Kingiem i Freediem Kingiem - do tzw. "Trzech Króli Bluesa". Każdy z tej trójki wypracował bowiem swój własny, charakterystyczny styl gry na gitarze. Gra B.B Kinga była niezwykle inspirująca nie tylko dla gitarzystów bluesowych, ale także rockowych. Miała istotny wpływ chociażby na Erica Claptona, Jeffa Becka, Petera Greena, Jimiego Hendrixa, Mike'a Bloomfielda, Duane'a Allmana, czy Gary'ego Moore'a. Część z nich miała zresztą okazję wystąpić wraz z Kingiem na scenie, niektórzy zapraszali go na gościnne występy na swoich albumach (Moore), lub wręcz nagrali z nim cały longplay (Clapton).

Dlaczego do zrecenzowania wybrałem  akurat "Completely Well", dość późny album z bogatej dyskografii B.B Kinga? Z tej prostej przyczyny, że właśnie ten longplay znam najlepiej i jest jedynym, jaki posiadam. Poza tym, jego wcześniejsze albumy dziś brzmią już archaicznie i zachwycić mogą tylko wielbicieli takiego tradycyjnego bluesa. King nie pozostał jednak obojętny na zmiany, jakie zaszły w muzyce w drugiej połowie lat 60., czyli na ekspansję rocka i wielką popularność jednego z jego głównych nurtów - blues rocka. A ponieważ w tamtym czasie ludność afroamerykańska coraz bardziej traciła zainteresowanie bluesem, jedynym wyjściem dla bluesmanów było dostosowanie swojej twórczości do białych odbiorców, grając bluesa na ich sposób (czyli bardziej rockowo). Nawet jeśli sami tego nie chcieli, to zostali zmuszeni przez swoich wydawców, czego efektem były chociażby bluesrockowe albumy Howlin' Wolfa i Muddy'ego Watersa. Nie wiem jak było w przypadku B.B. Kinga - czy była to jego decyzja, czy wydawcy - ale album "Completely Well" stanowi wyraźny zwrot w stronę bardziej rockowego grania.

Doskonale słychać to na przykładzie takich utworów, jak "So Excited", "Confessin' the Blues", "Cryin' Won't Help You Now" czy rozimprowizowany do blisko dziesięciu minut "You're Mean". W porównaniu z wcześniejszą twórczością Kinga, jest szybciej i bardziej energetycznie, gitary brzmią bardziej zadziornie, a sekcja rytmiczna mocniej. Oczywiście, nie jest to rockowy czad na miarę Cream czy Jimiego Hendrixa - nie wspominając o debiutującym w roku wydania tego albumu Led Zeppelin - ale w porównaniu z czystym bluesem, "Completely Well" poraża dynamiką i ciężarem. Znalazło się tu jednak miejsce także dla kilku łagodniejszych utworów - głównie tradycyjnych, wolniejszych bluesów (np. "No Good", "What Happened", "Key to My Kingdom"). Wyjątek stanowi balladowy "The Thrill Is Gone", łączący elementy wielu stylów. Oparty jest na rockowej - mocnej i wyrazistej - grze sekcji rytmicznej, stanowiącej podkład dla sekcji smyczkowej, lekko jazzujących partii pianina elektrycznego, oraz cudownych bluesowych solówek i emocjonalnego śpiewu Kinga. To prawdopodobnie jego największy przebój singlowy, wysoko notowany w amerykańskich rankingach. Choć warto dodać, że nie jest to autorska kompozycja B.B. - oryginał został nagrany w 1951 roku przez Roya Hawkinsa i cieszył się nieco mniejszą popularnością.

"Completely Well" to doskonała pozycja dla wszystkich, którzy chcieliby zapoznać się z twórczością B.B. Kinga, ale niespecjalnie przepadają za staromodnym bluesem, natomiast lubią urockowioną wersję. 

Ocena: 8/10



B.B. King - "Completely Well" (1969)

1. So Excited; 2. No Good; 3. You're Losin' Me; 4. What Happened; 5. Confessin' the Blues; 6. Key to My Kingdom; 7. Cryin' Won't Help You Now; 8. You're Mean; 9. The Thrill Is Gone

Skład: B.B. King - wokal i gitara; Hugh McCracken - gitara; Gerald Jemmott - bass; Herbie Lovelle - perkusja; Paul Harris - instr. klawiszowe
Gościnnie: Bert DeCoteaux - aranżacja instr. dętych i smyczkowych
Producent: Bill Szymczyk


Brak komentarzy

Prześlij komentarz