22 stycznia 2017

[Recenzja] Roy Harper - "Lifemask" (1973)



"Lifemask" powstawał w trudnym dla Roya Harpera okresie. Artysta zmagał się z problemami zdrowotnymi, poważnie obawiał się śmierci. Odbiło się to na ostatecznym kształcie albumu, począwszy od okładki, przedstawiającej maskę "pośmiertną" Harpera (po jej "otwarciu" ukazywało się jednak zdjęcie żywego muzyka), a kończąc na wypełniającym całą drugą stronę utworze "The Lord's Prayer", opisanym przez Roya jako jego "ostatnia wola i testament". To jedna z najbardziej istotnych kompozycji muzyka. Nie ma jednak co ukrywać, że najważniejszy jest w niej tekst, o rozrachunkowym charakterze. Pierwsza część utworu to zresztą - zgodnie z jego tytułem, "Poem" - odczytany przez Harpera poemat jego autorstwa. W dalszych częściach akompaniament jest dość repetycyjny i nie dzieje się tu aż tyle, by uzasadnić przekraczający dwadzieścia minut czas trwania. To z pewnością zamierzony efekt, mający podkreślić wymowę tekstu, ale rezultat mnie nie przekonuje. Mimo wszystko, misterne partie gitar - nie tylko akustycznych - Roya i Jimmy'ego Page'a jak zwykle zachwycają.

Pierwszą stronę winylowego wydania albumu wypełnia pięć krótszych utworów, o bardziej piosenkowym charakterze. Sporo rockowej dynamiki mają "Highway Blues" i "Bank of the Dead". Oba wyróżniają się na tle wcześniejszych dokonań Harpera obecnością sekcji rytmicznej, a ponadto zastosowaniem syntezatorów w pierwszym i istotną rolą gitary elektrycznej (na której zagrał Page) w drugim. "Bank of the Dead" jest poza tym jednym z najbardziej chwytliwych kawałków w repertuarze Roya (został wydany na promującym album singlu). Z trzech łagodniejszych, stricte folkowych utworów największe wrażenie robi prześliczny "All Ireland", z ascetycznym akompaniamentem gitary akustycznej i klimatycznymi dźwiękami harmonijki w tle. Całkiem przyjemnie wypada także "South Africa", natomiast "Little Lady" nie wyróżnia się niczym szczególnym. Warto dodać, że większość utworów z tego albumu, a właściwie ich alternatywne wersje, rok wcześniej zostały wykorzystane w filmie "Made" (w reżyserii Johna Mackenzie), w którym jedną z głównych ról zagrał sam Harper - wcielił się w postać... muzyka folkowego.

Choć istniała poważna obawa, że "Lifemask" będzie ostatnim albumem Roya Harpera, nie jest to longplay o wyłącznie rozrachunkowym charakterze, podsumowujący życie i karierę artysty. Pod względem muzycznym, "Lifemask" jest sporym progresem w jego twórczości. Nowe elementy, jak pojawienie się gitary elektrycznej i częsty udział sekcji rytmicznej, okazały się krokiem ku bardziej rockowemu graniu, które w jeszcze większym natężeniu pojawi się na kolejnych albumach (ze wskazaniem na "HQ"). Ogólnie nie jest to album tak równy, ani wybitny, jak poprzedzający go "Stormcock", ale zdecydowanie warty poznania.

Ocena: 8/10



Roy Harper - "Lifemask" (1973)

1. Highway Blues; 2. All Ireland; 3. Little Lady; 4. Bank of the Dead; 5. South Africa; 6. The Lord's Prayer

Skład: Roy Harper - wokal, gitara, bass, harmonijka, syntezator, instr. perkusyjne
Gościnnie: Jimmy Page - gitara (4,6); Laurie Allan - perkusja (1); Brian Odgers - bass (4,6); Tony Carr - perkusja (4), instr. perkusyjne (6); Brian Davison - perkusja (6); Steve Broughton - instr. perkusyjne (6); Ray Warleigh - flet (6)
Producent: Peter Jenner


2 komentarze:

  1. Dziękuję za recenzję. Zgadzam się z oceną zawartości muzycznej. Warto by zaznaczyć, że naprawdę trzeba postarać się zrozumieć teksty, aby w pełni cieszyć się "Lifemask". Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa recenzja, muszę powiedzieć że natchnąłeś mnie do zakupu i przesłuchania tego krążka. Mimo mojego początkowe sceptycyzmu.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.