23 stycznia 2017

[Recenzja] Irish Coffee - "Irish Coffee" (1971)



Nazwa Irish Coffee jest myląca, bowiem noszący ją zespół nie pochodzi z Irlandii, nawet nie z Północnej, a z Belgii. Grupa istniała przez ponad pięć lat, ale przez ten czas wydała tylko kilka singli (debiutancki "Masterpiece" okazał się sporym hitem w belgijskim notowaniu) i zaledwie jeden longplay. Zawarta na nim muzyka nie odbiega od ówczesnych standardów ciężkiego rocka. Całkiem trafne są porównania Irish Coffee do Deep Purple - gitarowe solówki ewidentnie są inspirowane tymi granymi przez Ritchiego Blackmore'a. Oczywiście, w żadnym wypadku nie jest to poziom ówczesnego Deep Purple, nawet nie zbliżony - ale wtedy naprawdę mało kto mógł się z nimi równać. Mimo tego, kompozycje Irish Coffee są całkiem niezłe, a wykonanie instrumentalne na dobrym poziomie.

Niestety, gorzej wypada warstwa wokalna. William Souffreau preferował wrzask, ale nie miał do tego takich predyspozycji, jak np. Ian Gillan. Szczególnie irytuje w podniosłej balladzie "The Beginning of the End", gdzie pod względem pretensjonalności i komiczności może konkurować z samym Chrisem Farlowem. O wiele lepiej wypada, gdy porzuca wrzask na rzecz czystego śpiewu, jak w balladzie "When Winter Comes", piosenkowym "I'm Lost" (choć tu niestety dość banalnie wypada warstwa instrumentalna), oraz na początku intrygującego "A Day Like Today", który po klimatycznym wstępie stopniowo się zaostrza i nabiera dynamiki, aż do agresywnego finału. Świetny utwór, może nawet najlepszy na albumie. Ale naprawdę fajnie wypadają także "Can't Take It", "The Show (Part 2)" i "Hear Me", z galopującą sekcją rytmiczną, ciężkim riffowaniem, ostrymi solówkami gitary i organowym tłem. Środkowy z nich to prawdziwy wzór hardrockowego grania - takiego kawałka nie powstydziliby się nawet Purple. Aż dziwne, że dzieli tytuł z "The Show (Part 1)", który jest jednym ze słabszych utworów. Muzycy całkiem nieźle podrabiają tu brzmienie albumu "Deep Purple", ale refren wyszedł im naprawdę tandetny.

Słuchając debiutanckiego albumu Irish Coffee nietrudno zrozumieć, dlaczego zespół nie zdobył popularności poza swoją ojczyzną. W czasie, gdy u szczytu swoich możliwości była grupa Deep Purple, nikt nie potrzebował jej klona, grającego identyczną muzykę, lecz na niższym poziomie. Poza tym, istniało wtedy mnóstwo innych, lepszych grup hardrockowych. Dopiero po latach - gdy czołowi przedstawiciele hard rocka przestali tworzyć dobre rzeczy, a następców nie było - muzyka takich trzecioligowych kapel ze "złotego okresu" zaczęła zdobywać uznanie. Nie inaczej stało się w przypadku Irish Coffee (który nawet wznowił działalność w XXI wieku). Debiutancki longplay zespołu stanowi idealne rozwiązanie dla tych, którzy chcieliby posłuchać czegoś w stylu klasycznych albumów Deep Purple. To zdecydowanie lepsza opcja, niż współczesne wypociny Brytyjczyków, brzmiących dziś jak parodia samych siebie.

Ocena: 7/10



Irish Coffee - "Irish Coffee" (1971)

1. Can't Take It; 2. The Beginning of the End; 3. When Winter Comes; 3. The Show (Part 1); 4. The Show (Part 2); 5. Hear Me; 6. A Day Like Today; 7. I'm Lost

Skład: William Souffreau - wokal i gitara; Jean Van Der Schueren - gitara; Willy De Bisschop - bass; Hugo Verhoye - perkusja; Paul Lambert - organy
Producent: Louis De Vries


5 komentarzy:

  1. Bardzo podoba mi się ten album. Uwielbiam takie brzmienia i jestem wielkim fanem Deep Purple to pewnie dlatego ten album bardzo mi podszedł. Z tym kopiowaniem Purpli to bym się do końca nie zgodził, ale faktycznie partie organów i gitary przywodzą na myśl Purpruę. Dodam, że instrumentalnie jest naprawdę wyśmienicie, solówki są bardzo mocną stroną tej muzyki. Moim ulubionym numerem jest fenomenalny A Day Like Today z rewelacyjną gitarową solówką. Dziwie się, że zespół nie odniósł sukcesu i nie nagrał kolejnych albumów. Piszesz że w tym czasie istniało mnóstwo lepszych hard rockowych zespołów. Jakie? T2, Warpig czy Lucifer`s Friend na pewno są na podobnym poziomie, ale co jeszcze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim Black Sabbath, Deep Purple i Led Zeppelin ;) To są bezsprzecznie trzy największe zespoły hardrockowe. Cała reszta to już ich naśladowcy - jedni bardziej, inni mniej ciekawi.

      Wg mnie od Irish Coffee lepiej grali także Atomic Rooster, Budgie, Cactus, Damnation of Adam Blessing, Grand Funk, Kin Ping Meh, Mountain, Night Sun, Nosferatu (no, to może bliższe jest proga), November, Scorpions (na debiucie), Thin Lizzy, UFO, Uriah Heep, Wishbone Ash. A także ci wszyscy ciężej grający bluesrockowcy ;)

      Usuń
  2. Wielka Trójka hard rocka i inne znane kapele z tamtego okresu to jest oczywiste :) Chodzilo mi raczej o NKR. Zatem dzieki za podpowiedzi. Postaram się sięgnąć po Nosferatu, Damnation of Adam Blessing, Night Sun czy November.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie polecam także Andromedę, Armageddon, Blues Creation, Buffalo, Culpeper's Orchard, Dust, Flower Travellin' Band, Granicus, High Tide, Horse, Leaf Hound, Morly Grey, Murphy Blend, Power of Zeus, Stray, Toad, Too Much, Truth and Janey. O niektórych powinienem w sumie wspomnieć w poprzednim komentarzu ;)

      Część tych zespołów (także tych wcześniej wymienionych) wydała kilka albumów, ale w zdecydowanej większości tylko jeden im się udał. Zazwyczaj jest to debiut, ale nie zawsze. Najlepiej sprawdź, o których albumach pisałem. Choć niektórych grup z tej drugiej listy jeszcze nie recenzowałem.

      Usuń
  3. Udało mi się dzisiaj posłuchać Night Sun ale zdecydowanie jest to słabsze od Irish Coffee. Posłucham jeszcze kilka razy i dam komentarz pod recenzją.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.