6 grudnia 2016

[Recenzja] Nucleus - "Elastic Rock" (1970)



W czasie, gdy muzycy Soft Machine dopiero szykowali się do sesji nagraniowych swojego przełomowego albumu "Third", do sklepów trafiło dzieło innej brytyjskiej grupy zafascynowanej elektrycznym jazzem Milesa Davisa. Zespół nazywał się Nucleus i został założony w 1969 roku, z inicjatywy niejakiego Iana Carra, doświadczonego trębacza jazzowego (a w późniejszych latach dziennikarza muzycznego i autora biografii Davisa). Po blisko dekadzie wykonywania tradycyjnego jazzu, coraz bardziej znużony jego ograniczającą konwencją, postanowił stworzyć coś zupełnie nowego. Zebrał więc wokół siebie kilku utalentowanych muzyków, o równie otwartych umysłach, z którymi mógł zrealizować swój zamysł. Po ledwie kilku tygodniach wspólnego grania, muzycy zarejestrowali swój debiutancki album, "Elastic Rock".

Nie ma co ukrywać, że w znacznym stopniu jest to album jazzowy. W całości składający się z instrumentalnych utworów, opartych na solowych lub grupowych improwizacjach. Wrażenie to pogłębia fakt, że dominują tu przede wszystkim partie instrumentów dętych; trąbki, skrzydłówki, saksofonów, fletu i oboju (co bynajmniej nie znaczy, że pozostali muzycy pełnią li tylko rolę akompaniatorów). Z drugiej strony, na pewno nie jest to tradycyjny jazz. Instrumentarium zazwyczaj jest zelektryfikowane, nie brakuje tu brzmień gitarowych (w niektórych utworach, jak w tytułowym "Elastic Rock", "Twisted Track" czy energetycznym "Earth Mother", partie Chrisa Speddinga wychodzą na pierwszy plan), a sekcja rytmiczna gra z rockową dynamiką. Muzycy preferują zwarte utwory, rzadko przekraczające długość trzech minut. Największym wyjątkiem od tej reguły jest niemal dziewięciominutowy "Torrid Zone", powoli rozwijający główny temat, wprowadzając słuchacza w nieco transowy nastrój, ale zachwycając także solowymi popisami muzyków. Większość kompozycji płynnie przechodzi w kolejne, dzięki czemu album sprawia wrażenie spójnej i przemyślanej całości.

Zawartość "Elastic Rock" znacznie się różni od twórczości zafascynowanych jazzem grup rockowych, jak np. Colosseum czy nawet Soft Machine. Zdecydowanie bardziej przypomina jazz fusion Davisa i innych jazzmanów zainspirowanych rockiem. I w związku z tym, nie sądzę, aby album miał jakiekolwiek szanse trafienia do ortodoksyjnych słuchaczy rocka. Natomiast z pewnością zachwyci osoby otwarte na jazz lub przynajmniej jazz rock.

Ocena: 8/10



Nucleus - "Elastic Rock" (1970)

1. 1916; 2. Elastic Rock; 3. Striation; 4. Taranaki; 5. Twisted Track; 6. Crude Blues, Part I; 7. Crude Blues, Part II; 8. 1916: The Battle of Boogaloo; 9. Torrid Zone; 10. Stonescape; 11. Earth Mother; 12. Speaking for Myself, Personally, in My Own Opinion, I Think...; 13. Persephones Jive

Skład: Ian Carr - trąbka i skrzydłówka; Karl Jenkins - obój, saksofon i instr. klawiszowe; Brian Smith - saksofon i flet; Chris Spedding - gitara; Jeff Clyne - bass i kontrabas; John Marshall - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Peter King


4 komentarze:

  1. Nucleus był chyba dokładnie w połowie drogi między jazzem a rockiem. To znaczy, że niby grają tu jazz, ale dla ortodoksyjnych fanów jazzu jest to rock ;) I przyznam się, że po wielu latach znajomości z tym albumem coraz bardziej skłaniam się ku takiej opinii. To znaczy, niby prawie wszystko tu jest jazzowe, ale baza w postaci ukierunkowania na dynamiczne, krótkie utwory o dosyć przystępnym, z pewnością nieawangardowym charakterze, to przecież nie jest cecha jazzu, a już na pewno nie tego z przełomu lat 60 i 70. Powiedziałbym więc tak - może i pod wieloma względami Nucleus gra tu jazz, ale słucha się tego tak, jak stuprocentowego rocka! I na pewno jest to znacznie bardziej przystępna dla rockowego audytorium muzyka niż cokolwiek Soft Machine, może poza Bundles i Softs...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przypadkiem poza tymi dwoma albumami, skoro w ich nagraniu uczestniczyło więcej byłych członków Nucleus, niż oryginalnych muzyków Soft Machine ;)

      Usuń
    2. To prawda :) Choć na 6 i 7 też tak było, a jednak muzyka była tam bardziej eksperymentalna.

      Usuń
  2. Chyba nie potrafię być obiektywny w stosunku do twórczości NUCLEUS'a. Uwielbiam wszystko co stworzył Ian Carr & Co... "Anonimowy" ujął granie NUCLEUS'a idealnie.. Jazz ale Rock, Rock ale Jazz.. :-) CUDO..

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.