15 grudnia 2016

[Recenzja] Monarch - "Two Isles" (2016)



To jedno z moich przypadkowych tegorocznych odkryć. Rzadko sięgam po współczesne wydawnictwa nieznanych mi wykonawców. Ale bywa, że coś mnie w nich zachęci do sprawdzenia. W tym wypadku była to okładka, dość jednoznacznie wskazująca na muzyczną zawartość longplaya. Nawiązanie do okładek z wczesnych lat 60. to sygnał, że będzie to granie w stylu retro, zaś kolorowa grafika sugeruje inspirację rockiem psychodelicznym. I to właściwie wystarczyłoby za opis debiutanckiego albumu kalifornijskiego zespołu Monarch. Młodzi muzycy postanowili oddać hołd muzyce z czasów, kiedy jeszcze nie było ich na świecie. To nic nowego, takich grup są dzisiaj setki. Jedne lepsze, inne gorsze, ale wszystkie odtwórcze. Czy jest zatem coś, co odróżnia "Two Isles" od propozycji licznej konkurencji?

Może to, że muzycy prezentują naprawdę spore umiejętności wykonawcze, wybijające się ponad retrorockową średnią. Nad całością zdecydowanie dominują partie gitarzystów - których w zespole jest trzech - grających wyjątkowo, jak na dzisiejsze czasy, długie solówki, przywołujące klimat klasycznego rocka. Wielbiciele wczesnego The Allman Brothers Band czy Wishbone Ash powinni być oczarowani. Album składa się z zaledwie sześciu utworów o łącznym czasie trwania niewiele ponad pół godziny. Przeważnie utrzymane są w wolnym tempie i raczej łagodne brzmieniowo, choć nie brakuje ostrzejszych fragmentów (szczególnie w utworze "Sedna's Fervor"). Przyjemnie pulsująca sekcja rytmiczna, z wyrazistym basem, stanowi podkład dla swobodnych, bardzo klimatycznych popisów gitarzystów, wprowadzając słuchacza w relaksujący nastrój. Jeżeli miałbym się do czegoś przyczepić, to byłaby to warstwa wokalna. Właściwie problem ten dotyczy wszystkich współczesnych, szczególnie tych retrorockowych, zespołów - praktycznie wszystkie mają bezbarwnych wokalistów, o brzydkiej barwie i małej ekspresji. Niestety, dotyczy to także Dominica Denholma. W przypadku takiego zespołu, jak Monarch, jest to szczególnie irytujące, bo muzyka zawarta na "Two Isles" robiłaby jeszcze lepsze wrażenie, gdyby pozostała w całości instrumentalna. Wówczas album, szczególnie słuchany w ciemności, samotności i skupieniu, mógłby jeszcze bardziej relaksować i hipnotyzować, wręcz przenosząc słuchacza w inny świat, równie barwny, co okładka longplaya. Taki zresztą był niegdyś cel psychodelicznego rocka, nierzadko tworzonego pod wpływem różnych substancji.

Ogólnie jednak, "Two Isles" to naprawdę udany debiut. W żadnym wypadku nie jest to granie rewolucyjne, za to rewelacyjnie przywołujące klimat starego rocka. Wykonanie instrumentalne jest tu na znacznie wyższym poziomie, niż u większości retrorockowych grup. Pod względem kompozytorskim nie będę oceniał tego albumu, bo to po prostu ten rodzaj grania, w którym liczy się improwizacja i budowanie nastroju. W przyszłości muzycy powinni jednak rozejrzeć się za innym wokalistą, a najlepiej przerzucić się na granie instrumentalne.

Ocena: 7/10



Monarch - "Two Isles" (2016)

1. Two Isles; 2. Hundreds, Thousands, Millions; 3. Assent; 4. Dancers of the Sun; 5. Sedna's Fervor; 6. Shady Maiden

Skład: Dominic Denholm - wokal i gitara; Nate Burns - gitara; Thomas Dibenedetto - gitara; Matt Weiss - bass; Andrew Ware - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Brian Ellis


2 komentarze:

  1. Może nie na temat,ale prosiłbym o recenzje The Cars-The Cars`78m,Replacements-Let it be`84,Tim`85.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ to przecież zupełnie inna muzyka, niż tutaj opisywana.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.