30 grudnia 2016

[Recenzja] Gentle Giant - "Three Friends" (1972)



"Three Friends" to trzeci longplay Gentle Giant i zarazem pierwszy album koncepcyjny. Opowiada on historię trzech przyjaciół z dzieciństwa, których drogi się rozeszły, znaleźli pracę w różnych zawodach, ale niezadowoleni ze swojego życia, postanowili odnowić swoją znajomość. Pod względem muzycznym, album wyróżnia się zdecydowanie mocniejszym, często po prostu hardrockowym brzmieniem, jak również nieco uproszczonym instrumentarium, ze znacznie mniejszą rolą instrumentów smyczkowych i dętych. Oczywiście zespół wciąż stoi w opozycji do konwencjonalnego rocka, unikając prostych struktur kompozycji.

Otwierający całość "Prologue" przyciąga uwagę przede wszystkim za sprawą brzmiących bardzo nowocześnie (przynajmniej w 1972 roku) partii syntezatora, oraz wyrazistych, zakręconych partii gitary basowej. Fragmenty instrumentalne mogą wywołać skojarzenia z twórczością Emerson, Lake & Palmer, ale bogate harmonie wokalne to już typowy Gentle Giant. Łagodniejszy "Schooldays" to najdziwniejszy i najbardziej niekonwencjonalny utwór na albumie, całkowicie odchodzący od piosenkowej struktury, z wymyślnymi partiami wokalnymi i nieoczywistym instrumentarium (głównie klawisze i mandolina), co razem tworzy wręcz surrealistyczny nastrój. Żaden inny rockowy zespół nie nagrałby czegoś podobnego, od razu słychać, że to Gentle Giant. Wspominam o tym, bo na tym albumie, to jedyny tego typu utwór. Bo już np. zadziorny "Working All Day" nie jest zbyt odległy od twórczości King Crimson. Utwór wyróżnia się mocnym głosem Dereka Shulmana, dość ciężkimi partiami gitary i dęciaków, oraz wyraźnym rytmem; pojawia się także solówka na elektrycznych organach.

Jednym z najciekawszych - i prawdopodobnie moim ulubionym - fragmentem albumu jest rozpoczynający drugą stronę winylowego wydania "Peel the Paint". Zaczyna się spokojnie, z ładnymi partiami skrzypiec, przypominającymi o fascynacji członków zespołu muzyką klasyczną. W połowie trzeciej minuty następuje jednak hardrockowe zaostrzenie. Krzykliwa partia wokalna Dereka, a także agresywne brzmienie gitary i saksofonu, wywołują skojarzenia z crimsonowskim "21st Century Schizoid Man", jednak warstwa rytmiczna jest tu jeszcze bardziej pokręcona. Trochę łagodniej wypada "Mister Class and Quality?", intrygująco łączący chwytliwą partię wokalną ze skomplikowanym, połamanym rytmem. Kompozycja płynnie przechodzi w tytułowy "Three Friends" - kolejny utwór łączący typowo hardrockowe brzmienie z nieoczywistym rytmem. W drugiej połowie nabiera bardziej podniosłego charakteru, za sprawą mantrowo powtarzanego gitarowo-organowego motywu. Doskonały finał.

Album "Three Friends" zdaje się być lekkim zboczeniem z drogi obranej na "Acquiring the Taste" i kontynuowanej później na "Octopus", a może nawet krokiem wstecz. Muzycy postanowi pograć nieco ciężej i odchudzić instrumentarium, przy okazji tracąc część swojej oryginalności - ale jeszcze nie na tyle, aby można było ich pomylić z jakimkolwiek innym zespołem. W sumie jest to bardzo udany album, minimalnie ustępujący największym dziełom Gentle Giant.

Ocena: 9/10



Gentle Giant - "Three Friends" (1972)

1. Prologue; 2. Schooldays; 3. Working All Day; 4. Peel the Paint; 5. Mister Class and Quality?; 6. Three Friends

Skład: Phil Shulman - wokal (1,2,4,6), saksofon; Kerry Minnear - instr. klawiszowe, wokal (2,6), instr. perkusyjne; Derek Shulman - wokal (3-6); Gary Green - gitara, mandolina (2), instr. perkusyjne (2,5); Ray Shulman - bass, gitara (1), skrzypce (4,5), wokal (6); Malcolm Mortimore - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Calvin Shulman - wokal (2)
Producent: Gentle Giant


2 komentarze:

  1. Łapanie oddechu po ""Acquiring the Taste" a przed "Octopus" - arcydziełami GG. Zasłużona "ósemka"...

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba najbardziej normalny z tych najlepszych albumów Gentle Giant ;) Bez mocno awangardowych motywów GG i tak mieli naprawdę dużo do powiedzenia. Zwłaszcza "Schooldays" jest jednym z najlepszych ich utworów - a przy tym absolutnym szczytem możliwości progresywnego rocka!

    A tak w ogóle, to ilekroć słucham tego albumu - zwłaszcza tego, bo jest, jak mówiłem, jak na nich w miarę konwencjonalny - myślę sobie, że na płycie trwającej 35 minut ktoś mógł zmieścić tak ogromną ilość pięknych melodii i oryginalnych pomysłów, a jednocześnie były i są zespoły, które w 130 minut prezentują mniej konkretu niż tutaj jest w jednym, krótkim kawałku...

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.