23 grudnia 2016

[Recenzja] Gentle Giant - "Acquiring the Taste" (1971)



"Acquiring the Taste", choć jest drugim albumem w dyskografii Gentle Giant, można uznać za właściwy debiut grupy. To właśnie tutaj muzycy po raz pierwszy całkowicie zrezygnowali z grania konwencjonalnego rocka, na rzecz bardzo oryginalnej, całkowicie własnej muzyki. Istotnym elementem stylu zespołu jest inspiracja muzyką dawną (średniowieczną, renesansową, barokową), objawiająca się nie tylko w instrumentarium (istotna rola instrumentów smyczkowych), ale także chociażby mistrzowskim zastosowaniem kontrapunktu, czyli prowadzenia kilku melodii jednocześnie. Jednocześnie zespół nie unika bardziej współczesnych inspiracji i chętnie korzysta z technologicznych nowinek (syntezatory). Efektem jest bardzo innowacyjna i trochę dziwna muzyka, nieprzypominająca twórczości żadnego innego zespołu - nawet jeśli tu czy tam pojawiają się skojarzenia z innymi progrockowymi gigantami. Od innych grup zaliczanych do rocka progresywnego, Gentle Giant odróżnia chociażby niechęć do długich, przesadnie rozbudowanych form. Utwory zespołu są krótkie, za to bardzo treściwe. Średni czas trwania poszczególnych kompozycji na najdłuższym w dyskografii, niespełna czterdziestominutowym "Acquiring the Taste", wynosi niecałe pięć minut. W porównaniu z np. napompowanymi tworami Yes, są to wręcz radiowe piosenki - ale tylko i wyłącznie pod względem długości. Twórczość Gentle Giant to jednak mocno pokręcone granie.

Już otwierający album "Pantagruel's Nativity" charakteryzuje się przebogatym brzmieniem, na które składają się takie instrumenty, jak gitary akustyczne i elektryczne, przeróżne klawisze, w tym syntezatory i melotron, oraz flet i inne dęciaki, a także wielogłosowe partie wokalne. Struktura kompozycji nie jest wcale oczywista, a nastrój jest bardzo zróżnicowany, łącząc dostojność rocka progresywnego z cięższymi fragmentami zahaczającymi o granie hardrockowe (w tym fantastyczne gitarowe solo). Drugi utwór, "Edge of Twilight", cechuje jeszcze wyraźniejszy brak struktury. To bardziej stonowana kompozycja, o klimacie wcale nie odległym od crimsonowskiego "Islands" (który ukazał się kilka miesięcy później). Istotną rolę odgrywa tu partia kontrabasu, oraz oszczędne gitarowe motywy i niemal ambientowe klawisze. Bardzo eksperymentalnie robi się w drugiej połowie, z wysuniętą na pierwszy plan perkusją Martina Smitha. "The House, the Street, the Room" to utwór bardziej zadziorny, w znacznej części właściwie hardrockowy. Ale żeby nie było zbyt monotonnie, tu i ówdzie pojawiają się spokojniejsze przejścia o klasycyzującym charakterze, z popisowymi klawiszowymi partiami Kerry'ego Minneara. Tytułowy "Acquiring the Taste" to tylko półtoraminutowa miniaturka, w całości oparta na brzmieniu syntezatora. W chwili wydania było to pewnie coś nowatorskiego, jednak album nic by nie stracił bez tego fragmentu.

Na właściwe tory wracamy wraz z otwierającym drugą stronę winylowego wydania "Wreck", który mimo swojej progresywnej budowy, jest po prostu niesamowicie chwytliwym kawałkiem. To jeden z niezliczonych przykładów, że muzyka w tamtych czasach mogła być jednocześnie ambitna i przebojowa. Zresztą wszystkie "właściwe" utwory na tym albumie posiadają świetne melodie, nawet jeśli większość z nich nie wpada w ucho tak szybko, jak "Wreck", i potrzeba kilku przesłuchań, aby je w pełni docenić. Nie inaczej jest w przypadku "The Moon Is Down", który z początku sprawia wrażenie prostej, spokojnej piosenki, ale fantastycznie się rozwija we fragmencie instrumentalnym, zachwycającym całą paletą przeróżnych brzmień. Subtelny w całości jest natomiast "Black Cat", zwracający uwagę wokalnymi harmoniami, bogata aranżacją smyczków, oraz... imitowaniem kociego miauczenia za pomocą bliżej nieokreślonego instrumentu. Finałowy, ponad siedmiominutowy "Plain Truth", to jeden z najdłuższych utworów w dorobku grupy. Pod względem muzycznym znów mamy do czynienia z interesującą fuzją hard rocka, muzyki dawnej i szeroko pojętego progresu. Świetne zakończenie, doskonale podsumowujące cały longplay.

Naprawdę piękny album. Zawierający wszystko co najlepsze w rocku progresywnym, ale bez nadmiernego patosu i nadętości, które często w tym stylu się pojawiały. Aż trudno zrozumieć, czemu zespół nagrywający tak dobre albumy, nigdy nie zdobył popularności na miarę King Crimson czy wczesnego Genesis. Owszem, jest to muzyka dość skomplikowana i niekonwencjonalna, wymagająca od słuchacza dużo skupienia. Ale czy naprawdę "Acquiring the Taste" jest trudniejszy w odbiorze, niż np. bombastyczny "Closer to the Edge" Yes? Nie sądzę. Może po prostu zespół nie zyskał popularności przez okładki swoich płyt - naprawdę paskudne (jak powyższa), zniechęcające do sięgnięcia po taki album. Na kilkanaście longplayów Gentle Giant, może ze dwa (w tym "Octopus") mają ładne grafiki, a reszta jest niewyobrażalnie brzydka.

Ocena: 10/10



Gentle Giant - "Acquiring the Taste" (1971)

1. Pantagruel's Nativity; 2. Edge of Twilight; 3. The House, the Street, the Room; 4. Acquiring the Taste; 5. Wreck; 6. The Moon Is Down; 7. Black Cat; 8. Plain Truth

Skład: Derek Shulman - wokal (3,5,6), dodatkowy wokal, saksofon (1,6), klawikord (3), cowbell (3); Kerry Minnear - instr. klawiszowe, wokal (1,2), dodatkowy wokal, wiolonczela (2,3,7), instr. perkusyjne (2,7); Phil Shulman - wokal (5,7), dodatkowy wokal, trąbka (1,3), saksofon (1,6), klarnet (2,3), pianino (3), instr. perkusyjne (7,8); Gary Green - gitara, bass (3), głos (8); Ray Shulman - bass, skrzypce (2,3,5,7,8), gitara (2,3,6), tamburyn (5), organy (6), altówka (7), dodatkowy wokal; Martin Smith - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Paul Cosh - trąbka (3), organy (3); Tony Visconti - flet (3,5), instr. perkusyjne (7)
Producent: Tony Visconti


3 komentarze:

  1. Ha! Faktycznie z tymi okładkami może być coś na rzeczy :D Zwłaszcza to lizanie brzoskwini na okładce "Acquiring the Taste"... no... wygląda jakby to było lizanie zupełnie czego innego :D

    Jeżeli chodzi o popularność to jest to muzyka, którą trudno załapać od razu. King Crimson czy Yes posłuchasz raz, dwa razy i już zaczyna się podobać. Do Olbrzyma ludzie podchodzą na ogół wiele razy bo z poziomu konwencjonalnego rocka trudno takie granie załapać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku "Acquiring..." nie chodzi nawet o to, co okładka przedstawia - bo pomysł nie był najgorszy - lecz o fatalne wykonanie. Ta okładka jest po prostu brzydka ;)

      Z załapaniem Gentle Giant wiele jednak zależy od tego, od jakiego albumu się zacznie. Ja rzeczywiście długo nie mogłem się przekonać, ale próbowałem tych trudniejszych albumów, jak "Octopus". Gdybym zaczął od debiutu, to pewnie szybciej bym się przekonał ;) Z King Crimson wygląda to podobnie. Ja zaczynałem od dwóch pierwszych longplayów i "Red", a to muzyka, która po prostu musi się od razu spodobać ;) Gdybym jednak zaczął np. od "Islands", to pewnie bym się zniechęcił (tylko czy ktokolwiek zaczyna od "Islands"?).

      A z Yes to już zupełnie inna sytuacja, przynajmniej u mnie. Chyba jedyny z tych wielkich rockowych zespołów tego okresu, do którego nie mogę się przekonać, mimo regularnych prób. I to nie ze względu na skomplikowaną muzykę, bo z nią nie mam żadnego problemu, a przez "rowerowy" głos Jona Andersona. Choćby nie wiadomo jak bardzo podobała mi się warstwa instrumentalna, to gdy koleś otwiera paszczę, natychmiast mnie odrzuca. Nie jestem w stanie go słuchać, może z wyjątkiem pojedynczych utworów (np. "Soon").

      Usuń
  2. Album absolutnie fantastyczny. Perełka.

    OdpowiedzUsuń