15 listopada 2016

[Recenzja] Santana - "Abraxas" (1970)



Drugi album grupy Santana rozwija stylistykę znaną z debiutu - połączenie rocka, muzyki latynoskiej i jazzu. Na "Abraxas" wpływy latynoskie zostały zdecydowanie wysunięte na pierwszy plan, ale muzycy nie rezygnują całkiem z eklektyzmu. Gregg Rolie zadbał, aby nie zabrakło tu hard rocka, który pojawia się przede wszystkim w postaci dwóch skomponowanych przez niego utworów - naprawdę dobrego "Mother's Daughter" i jeszcze bardziej udanego "Hope You're Feeling Better". Oba wyróżniają się dobrymi melodiami, fantastycznymi partiami organów elektrycznych Roliego, oraz zadziornymi solówkami Carlosa Santany. Ciężko brzmi także pierwsza połowa instrumentalnego "Incident at Neshabur" (autorstwa Santany i Alberto Gianquinto, który zagrał tu gościnnie na pianinie), cechująca się porywającymi "dialogami" gitary i organów, oraz intensywną grą rozbudowanej sekcji rytmicznej. Ogólnie jednak utwór ten ma bardziej jazzowy charakter, co uwidacznia się zwłaszcza w jego drugiej, spokojniejszej połowie.

Na albumie znalazły się jeszcze dwa instrumentalne utwory. Otwierający całość "Singing Winds, Crying Beasts", napisany przez Michaela Carabello, to jeden z najbardziej odjechanych utworów we wczesnym dorobku Santany. Jazzujące partie pianina i pianina elektrycznego, transowa linia basu, klimatyczne zagrywki gitary i mnóstwo delikatnych ozdobników perkusyjnych tworzą tutaj naprawdę intrygujący nastrój. Natomiast "Samba Pa Ti", autorstwa samego Santany, to przede wszystkim jego gitarowy popis - cudownie rozwijająca się gitarowa solówka, z początku bardzo subtelna, ale stopniowo nabierająca rockowej zadziorności.

Muzycy znów wzięli na warsztat cudze kompozycje. "Black Magic Woman" z repertuaru Fleetwood Mac zadziwiająco dobrze wypada w "zlatynizowanej" wersji - wolniejszej, z bogato zaaranżowanymi perkusjonaliami. Bluesowy klimat pozostał jednak w solówkach Santany. Dodatkowym smaczkiem jest wplecenie fragmentów kompozycji "Gypsy Queen" węgierskiego gitarzysty jazzowego Gábora Szabó. Utwór okazał się znacznie większym przebojem, niż singiel Fleetwood Mac. Muzycy sięgnęli także po latynoski przebój "Oye Como Va" Tito Puente'a, który dzięki partii gitary nabrał bardziej rockowego charakteru. To jeden z trzech utworów na albumie z hiszpańskojęzycznym tekstem. Pozostałe dwa to "Se a Cabo" i "El Nicoya", oba autorstwa José'a Areasa. Choć akurat w nich teksty nie odgrywają istotnej roli (ten z "Se a Cabo" ogranicza się do czterokrotnego powtórzenia tytułu). Oba są przede wszystkim popisem perkusistów - pierwszy bardzo intensywny, drugi stonowany, oparty na plemiennym rytmie.

"Abraxas" to kolejny bardzo dobry album Santany, pod pewnymi względami lepszy i bardziej dojrzały od debiutu (szczególnie pod względem wykonawczym i kompozytorskim), ale z drugiej strony niespecjalnie trafiają do mnie te najbardziej latynoskie fragmenty, czyli "Oye Como Va" i "El Nicoya". 

Ocena: 8/10



Santana - "Abraxas" (1970)

1. Singing Winds, Crying Beasts; 2. Black Magic Woman / Gypsy Queen; 3. Oye Como Va; 4. Incident at Neshabur; 5. Se a Cabo; 6. Mother's Daughter; 7. Samba Pa Ti; 8. Hope You're Feeling Better; 9. El Nicoya

Skład: Gregg Rolie - wokal i instr. klawiszowe; Carlos Santana - gitara, dodatkowy wokal; David Brown - bass; Michael Shrieve - perkusja; José Areas - instr. perkusyjne; Michael Carabello - instr. perkusyjne
Gościnnie: Alberto Gianquinto - pianino (4); Rico Reyes - instr. perkusyjne, dodatkowy wokal; Steven Saphore - tabla
Producent: Fred Catero i Carlos Santana


4 komentarze:

  1. 'Lepszy, bardziej dojrzały od debiutu' czemu więc taka sama ocena, mimo że tylko 2 kawałki Ci nie podeszły?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego. Na debiucie nie ma utworów, które by moim zdaniem zaniżały poziom. Jest bardziej równy pod tym względem.

      Usuń
  2. Jako ciekawostkę warto chyba dodać, że na okładce płyty znalazł się obraz Matiego Klarweina - tego samego malarza, którego inna praca trafiła pół roku wcześniej na okładkę Bitches Brew Davisa i że, pod absolutnie żadnym względem, w tej zbieżności nie ma przypadku ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejna perła - choć faktycznie nie tak równa jak poprzedniczka. "Oye Como Va" to z kolei dla mnie jeden z najwspanialszych i wyróżniających się kawałków Santany. Wielka Santana to Santana właśnie latynoska - czyli tak naprawdę pierwsza 3-ka... plus jeszcze łabędzi śpiew na "Caravanserai". Później to już powoli z górki w ramiona komercji - i tak do dziś. W mojej ocenie oczywiście - albowiem jak wynika z recenzji, wielu lubi Santanę, ale.. każdy za coś innego.. :-)

    OdpowiedzUsuń